Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Wspomnienie z kolędy

     Jest rok 1956, może 1957. Duże miasto. Kończę kolędę w jednym z bloków. Informuje mnie starsza pani:

     - Proszę księdza, naprzeciwko nas mieszka partyjniak; jest ciężko chory na płuca, ostatnie stadium gruźlicy. Nie wiem, czy zechce przyjąć księdza. Jego żona jest w sanatorium. Domem opiekuje się teściowa, dobra katoliczka; z nią są dwie wnuczki, małe dziewczynki...

     - No, zobaczymy...

     Jesteśmy już na korytarzu. W otwartych drzwiach stoi starsza, sympatyczna niewiasta i uprzejmym gestem zaprasza do wejścia.

     - Prosimy do nas!

     Wchodzę do dużego pokoju. Niedaleko od drzwi na łóżku leży wymizerowany młody człowiek. Spogląda na mnie z uwagą i zaraz woła:

     - Nie będę się spowiadał! Uśmiechnąłem się i mówię: "Pokój temu domowi". Dalszy ciąg kolędy jak zwykle. Na zakończenie rozdaję Cudowne Medaliki. Podchodzę też do chorego.

     - Może pan przyjmie ode mnie ten medaliczek na pamiątkę?

     Chory waha się...

     - Dziękuję, ale nie będę go nosił na piersi...

     - Może być pod poduszką - mówię polubownie i wkładam medalik pod głowę choremu.

     Teraz babcia z dziećmi wychodzi do kuchni i rozpoczyna się rozmowa.

     - Proszę księdza, opuścili mnie wszyscy, zapomnieli o mnie... Już poszły wszystkie oszczędności, ratuje nas tylko teściowa. Nie ma pieniędzy na węgiel, nie mam środków do życia. Dzieci trzeba dobrze odżywiać, bo grozi im mój los. Jedna z córeczek ma już zaciemnienia w płucach. Co będzie dalej? - Jestem do głębi poruszony...

     - Niech pan będzie spokojny. Pomyślimy o tym... - mówię po chwili.

     Wracam do siebie, ale obraz tej biednej rodziny, widmo śmierci nad dziećmi, ból ojca, nieszczęsny stan jego duszy - nie dają mi spokoju. Co robić? co robić? Trzeba ratować, zwłaszcza dzieci,... ale jak?...

     Naraz przychodzi - jak olśnienie - zbawcza myśl.

     - Napisz do Wojewódzkiego Komitetu Wykonawczego Partii.

     Nie namyślam się długo, nie radzę się księdza proboszcza, tylko z miejsca piszę wprost do Partii, ale bez wyrzutów. Przedstawiam stan faktyczny ich członka i jego rodziny. Proponuję wysłanie dzieci do prewentorium. Wysyłam list polecony i czekam.

     Upłynęły może dwa tygodnie.

     - Telefon! - mówią do mnie. - Wzywają księdza.

     - Czy do Komitetu?

     - Nie! Do chorego, u którego ksiądz był po kolędzie.

     Nie namyślam się długo, biorę stułę i jadę...

     Wchodzę do pokoju, a chory gruźlik z miejsca:

     - Wiem, co ksiądz dla mnie zrobił... Dziewczynki są już w prewentorium, mam węgiel i wszystko, nawet owoce południowe... Chcę księdzu podziękować. Niech mnie ksiądz wyspowiada.

     Podchodzę zupełnie blisko, siadam na krześle, widzę na piersi chorego na łańcuszku Cudowny Medalik... Zwyciężyłaś, Matko Najświętsza. Twoje Niepokalane Serce łamie wszelkie przeszkody, by ratować biedne dzieci...

     Spowiadam chorego dwa razy. Zaopatrzyłem Sakramentami Świętymi na spotkanie z Chrystusem, którego Serce wszystko chce przebaczyć, a nikogo nie potępić.

     Kiedy Kazimierz (takie imię miał mój chory) umierał, wyraził swoją ostatnią wolę:

     - Niech mnie pochowa ten ksiądz, który był u nas na kolędzie...

     Tak się też stało.

     Spełniła się jeszcze raz obietnica Niepokalanej, dana w 1830 r. w Paryżu, w kaplicy Sióstr Miłosierdzia przy ul. du Bac. Powiedziała wówczas do nowicjuszki, dziś czczonej na ołtarzach św. Katarzyny Laboure: "Kto będzie nosił na piersi z ufnością taki medalik, jaki ci pokazałam, ten otrzyma wielkie laski".

     Matka Boża nigdy nie rzuca słów na wiatr. Spełnia zawsze to, co przyrzeka. Nawet wtedy, kiedy z bólem Serca zapowiada nieszczęścia i klęski za bunt przeciw Bogu, za brak szacunku dla Jego przykazań, za brak miłości ku Niemu...

     Przeczysta Dziewico! Ratuj świat, ratuj Polskę, ratuj nas wszystkich; ukryj nas w Swoim Niepokalanym Sercu i przemów za nami do Boga.


Ks. Roman Lisiecki


     Post scriptum

     Dużo katolików nie wie jeszcze, jak wygląda Cudowny Medalik i jaka jest jego symbolika.

     Na jednej stronie stoi na kuli ziemskiej Niepokalana i miażdży głowę węża-szatana. Z dłoni lekko opuszczonych w dół wybiegają promienie, symbol łask spływających na ludzi. Wokół postaci widnieje napis: "O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy".

     Na drugiej stronie medalika, w środku znajduje się duża litera M (monogram Najśw. Maryi Panny), nad nią - krzyżyk, a u dołu dwa serca: Serce Pana Jezusa i Serce Maryi, przebite mieczem. Całość zamyka wieniec z gwiazd dwunastu Niewiasty apokaliptycznej (por. Ap. 12, 1).

     Projektodawcą tego wzoru jest sama Niepokalana, a nie zakonnica.

     Symbolika jest bardzo wymowna. Wszelkie łaski potrzebne do zbawienia wysłużył nam Chrystus przez swoją Mękę i Śmierć na Krzyżu. Spodobało się Bogu, aby wszelkie łaski spływały na ludzkość poprzez Serce i dłonie, przez pośrednictwo Niepokalanej Matki-Dziewicy. W czasach zobojętnienia religijnego oraz wielkiego egoizmu i nienawiści wśród ludzi, te dwa Serca: Syna Bożego i Jego Niepokalanej Matki mają zapalić zlodowaciałe czy skostniałe serca - ogniem miłości, poświęcenia i ofiary.

     Miłość i Miłosierdzie zwyciężą moce szatańskie i wyrwą ze szponów diabła oszukane, pogrążone w ciemnościach umysły i serca ludzkie. Zbliża się godzina wielkiego triumfu tych Najwspanialszych Serc.

     A my jesteśmy wezwani do uczestnictwa w tym zwycięstwie, poprzez oddanie się na zawsze Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi, poprzez naszą ofiarę, cierpienia, przez walkę ze wszystkim, co poniża godność ludzką i chrześcijańską, przez codzienny Różaniec i częste odmawianie aktu strzelistego wyrytego na Cudownym Medaliku.

     Jeszcze słówko. Dlaczego medalik Niepokalanej nosi nazwę "cudowny"?

     Nie medalik sprawia cuda. Wyprasza je u Boga Najświętsza Panienka. Medalik daje tylko okazję czynienia dobrze tym wszystkim, którzy ufają Niepokalanej. Ona widzi swój wizerunek na naszych piersiach i z obfitości swego Serca zlewa strumienie łask na nas i na tych, którym chcemy dopomóc, na biedną, tak często sponiewieraną ludzkość. Ociera łzy ludzkie, a jest ich tak wiele i tyle cudów dokonuje, że symbol Jej Miłosierdzia nazwany został przez ludzi - cudownym.


Ks. R. L.

Rycerz Niepokalanej
(390) Grudzień 1988


   


Tamtej nocy, tamtego dnia powiedziałem Bogu Tamtej nocy, tamtego dnia powiedziałem Bogu
Praca zbiorowa
Kapłaństwo. Jak "przychodzi" do człowieka? Dlaczego do tej, a nie do innej osoby? Ile w tym zasługi ludzkiej, ile Bożych zamysłów? Czy kapłaństwu można przeszkodzić, czy jest ono jak fatum – nieuniknione? Po czym poznać, że rozpoznawane powołanie nie jest pomyłką, iluzją, wymysłem umysłu? Tyle pytań. A odpowiedzi...? Odpowiedzi na te pytania nakreśliło życie... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej