Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Dlaczego Kościół nie wyświeca kobiet?

     W dyskusji na temat kapłaństwa kobiet prawie nie wspomina się, że zarówno we współczesnych Staremu Testamentowi religiach kananejskich, jak w religiach, które współistniały z chrześcijaństwem pierwszych wieków, sprawowanie funkcji kapłańskich przez kobiety nie było niczym nadzwyczajnym.

     Kobietom powierzony był kult Westy, bogini ogniska domowego. Swoje kapłanki miała również Demeter, bogini ziemi uprawnej oraz pszenicy. Kobiety odgrywały istotną rolę w kulcie Dionizosa, boga winnej latorośli i upojenia winem, oraz w kulcie Fortuny, bogini szczęścia i obfitości. W kultach kananejskich, gdzie płodność ziemi przypisywano wykonywanym w świątyniach obrzędom seksualnym, rola kapłanek nieraz polegała na sakralnej prostytucji. Był nawet moment, kiedy kult bogini płodności i wegetacji, Aszery, wraz z jej prostytuującymi się kapłankami bezcześcił świątynię jerozolimską (por. 2 Krl 23, 7).

     BRAK WYOBRAŹNI I KOŚCIELNY MIZOGINIZM?

     Zwolennicy udzielania sakramentu kapłaństwa również kobietom twierdzą niekiedy, że jedynym powodem, dla którego udzielano go dotąd wyłącznie mężczyznom, był brak wyobraźni, spowodowany społeczną dyskryminacją kobiet. Fakty świadczą, że nie jest to argument rzetelny i łatwo go odwrócić. Bo raczej jest tak, że brak wyobraźni sprzyja niezauważaniu tego, że starożytny Kościół musiał mieć jakieś bardzo ważne powody, dla których nie chciał na wzór współczesnych sobie religii pogańskich dopuścić u siebie kapłanek. To, że ówcześni chrześcijanie, przyzwyczajeni do obecności kapłanek w kultach pogańskich, nawet nie dyskutowali o możliwości powoływania kobiet do sprawowania Eucharystii, wydaje się dowodzić, iż powody te odczuwali jako oczywiste.

     Za zwyczajne demagogiczne nadużycie uważam także argument, że dlatego nie udziela się święceń kobietom, bo Kościół boi się kobiet albo nawet uważa je za gorszą część ludzkości. Zauważmy, że na samym początku Kościół przeżył chwilę niepewności, czy udzielać chrztu poganom (Dz l0n), ale nie miał nawet chwili wahania co do tego, że kobiety, które uwierzyły w Chrystusa, mają równy z mężczyznami dostęp do chrztu oraz do Komunii świętej. Od samego początku kobiety miały pełny dostęp do tych największych darów wiary chrześcijańskiej. W końcu nie jest przypadkiem to, że chrześcijaństwo jest jedyną z wielkich światowych religii, w której liturgię i pobożność kobiety angażują się liczniej niż mężczyźni. Jeszcze ćwierć wieku temu, kiedy pytanie o miejsce mężczyzny i kobiety w Kościele nie było zdominowane postulatem dopuszczenia kobiet do kapłaństwa, zastanawiano się nad tym, jak odfeminizować Kościół, bo zbyt często mężczyźni czuli się w nim marginalizowani.

     Nieraz dla "udowodnienia" wrogości Kościoła wobec kobiet cytuje się jakieś chorobliwie mizoginiczne wypowiedzi. Tak się składa, że kiedy sprawdza się te wypowiedzi w źródłach, zawsze okazuje się, iż zostały one przedstawione w krzywym zwierciadle lub nawet wyssane z palca. Nie twierdzę, że w chrześcijaństwie nigdy nie zdarzał się mizoginizm. Owszem, zdarzał się, ale mniej więcej na tej samej zasadzie, jak wśród Żydów zdarza się antysemityzm, a wśród Europejczyków niechęć do rasy białej. Bo nie zapominajmy, że rozpoznając swoje miejsce w obliczu Boga i Chrystusa, Kościół posługuje się symboliką kobiecą. Mianowicie Kościół widzi siebie jako ukochaną małżonkę Chrystusa i matkę, rodzącą Mu coraz to nowe dzieci. Nauczyciele wiary rozpoznawali Kościół dosłownie we wszystkich niewiastach z Ewangelii. Jakiejś prawdy o nas wszystkich, o całym Kościele, doszukiwali się wówczas, kiedy przypatrywali się ewangelicznej Samarytance i Marii z jej siostrą Martą, i błagającej o uzdrowienie swej córki Kananejce, i wdowie z Nain, i kobiecie od osiemnastu lat pochylonej do ziemi, i kobiecie cierpiącej na upływ krwi, i wszystkim innym kobietom ewangelicznym. Krańce tej kobiecej symboliki Kościoła stanowiły z jednej strony niewiasta przyłapana na cudzołóstwie, z drugiej zaś - Maryja, dziewicza Matka Chrystusa, która stanowi zarazem idealnie zrealizowany wzór Kościoła po wypełnieniu się dziejów. To właśnie dlatego, że cały Kościół -wszyscy ochrzczeni mężczyźni i kobiety - jest symbolicznie Kobietą, sakramentu kapłaństwa, dzięki któremu w najbardziej szczególny sposób uobecnia się zbawcza posługa Chrystusa wobec Kościoła, nie udziela się kobietom.

     REALIZM TAJEMNICY WCIELENIA

     Warto sobie uprzytomnić, że również mężczyznom udziela się tego sakramentu, w skali całego Kościoła, jednemu na tysiąc i nie wynika stąd wcale, że pozostałych 999 jest upośledzonych w swojej drodze do zbawienia. Nie dlatego na księży święci się tylko mężczyzn, żeby wywyższyć ich płeć, ale żeby również w ten sposób dać wyraz naszej wierze w realizm tajemnicy Wcielenia. Bo my z całą dosłownością wierzymy w to, że ten sam Syn Boży, przez którego wszystko zostało stworzone, stał się człowiekiem, człowiekiem konkretnym, który urodził się w określonym czasie, miejscu i narodzie, przyjmując określoną płeć. Jeśli z faktu, że Syn Boży urodził się jako chłopiec, wynika jakieś wywyższenie płci, to raczej wywyższenie kobiety. Bo właśnie Kobieta była tą jedyną spośród miliardów ludzi, którą Syn Boży wybrał sobie na matkę. Przyjmując zaś człowieczeństwo jako mężczyzna, Syn Boży nas wszystkich, również mężczyzn, chce przemienić w swoją ukochaną Oblubienicę i Małżonkę, czyli w swój Kościół: a więc nawet przez to, że urodził się jako chłopiec, wywyższył raczej kobiety niż mężczyzn.

     Każdego, kto dostrzega duchowy realizm tej symboliki związanej z sakramentem kapłaństwa, musi ogarnąć lęk, że wprowadzenie kapłanek do kultu chrześcijańskiego może spowodować trudne do przewidzenia zmiany w naszej podświadomości zbiorowej. Przecież jakieś realne powody muszą stać za tym, że dawniej kapłanki pojawiały się akurat w kultach natury, zupełnie zamkniętych na Boga przekraczającego wszelką naturę.

     AUTENTYCZNA LEKTURA STARYCH TEKSTÓW

     Mógłbym naprawdę wiele napisać o upokorzeniach, których ja sam doznałem podczas studiowania starochrześcijańskich tekstów, a które podejrzewałem o brak respektu dla kobiety. Już osądziłem w duchu, że w danym tekście kobietę uważa się jednak za kogoś niższego od mężczyzny, kiedy oto natrafiam na taką wypowiedź Orygenesa, z której wynika, że zupełnie jego wykładu nie rozumiałem: "Pismo Boże nie zna podziału ludzi na mężczyzn i kobiety wedle płci. Przed Bogiem nie ma żadnej różnicy płci: ludzie są dzieleni na kobiety i mężczyzn wedle różnic duchowych. Ileż istot płci żeńskiej zalicza się przed Bogiem do dzielnych mężów, a iluż mężczyzn uznano za słabe i ociężałe kobiety!"

     Praktycznie zawsze jest tak, że teksty przytaczane na dowód niechęci chrześcijaństwa wobec kobiet są albo wyrwane z kontekstu, albo zinterpretowane niezgodnie z autentyczną myślą, jaka jest w nich zawarta. Rzecz jasna, nie zamierzam twierdzić, że na stosunku Kościoła do kobiet nie wyciskały piętna kolejne epoki, w jakich Kościołowi przyszło żyć. Twierdzę jednak stanowczo, że nie było ani jednego pokolenia, w którym Kościół zapomniałby o słowach św. Pawła: "nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie" (Ga 3, 28).

     ZASADA PERSONALISTYCZNA

     Od kilkunastu lat pojawiają się coraz to nowe teksty, których autorzy stawiają pytanie o miejsce kobiety w Kościele. Otóż nie wydaje się, żeby było ono inne niż miejsce mężczyzny, bo przecież w Chrystusie "nie ma już mężczyzny ani kobiety". W duchu naszej epoki przypomniał o tym również ostatni Sobór powszechny: "Należy przezwyciężać i usuwać wszelką formę dyskryminacji (...) ze względu na płeć (...), ponieważ sprzeciwia się ona zamysłowi Bożemu" (KDK 29).

     Niestety, zbyt często w różnych wypowiedziach na temat miejsca kobiety w Kościele słychać echa marksistowskiej teorii walki klas, którą próbuje się przekształcić w teorię jakiejś zupełnie niezgodnej z wolą Stwórcy walki płci. Otóż Stwórca dlatego stworzył nas mężczyznami i kobietami, żebyśmy mogli się sobą wzajemnie wzbogacać. To dopiero diabeł chce to nasze zróżnicowanie wykorzystać do ukształtowania nas w dwa wrogie sobie obozy, męski i kobiecy.

     Istotnej wytycznej, jeśli chcemy w sposób odpowiedzialny mówić o miejscu kobiet w Kościele, dostarcza osoba Maryi. Matka Boża nie należała do grona Apostołów ani nie odprawiała Eucharystii, a przecież w świętości przewyższyła wszystkich Apostołów. Ta, która w ogóle nie uczestniczyła w hierarchii święceń, osiągnęła najwyższe szczyty w hierarchii świętości. Jan Paweł II tak o tym pisze w liście o godności kobiety: "W hierarchii świętości właśnie Niewiasta, Maryja z Nazaretu, jest pierwowzorem Kościoła" (nr 27).

     Czyżby to oznaczało, że do prawdziwej i świętej miłości Stwórca uzdolnił bardziej kobiety niż mężczyzn? Nie jest to wykluczone i tak się nieraz w Kościele domyślano. Okazji do tego dostarczał zwłaszcza ewangeliczny przekaz, że pod krzyżem Chrystusa wytrwały prawie same kobiety, uczniowie zaś pouciekali. Wczytajmy się na przykład w wypowiedź św. Teresy od Dzieciątka Jezus, choć warto pamiętać, że ta myśl była już przed nią wyrażana setki razy: "Ach! biedne kobiety, jakże one są pogardzane! A przecież one kochają Dobrego Boga bardziej niż przeważająca część mężczyzn, a podczas Męki Pana naszego kobiety miały więcej odwagi niż Apostołowie, stawiły czoło zniewagom żołnierzy, nie lękały się otrzeć czcigodnego Oblicza Jezusa. Zapewne dlatego pozwala On, aby na ziemi ich udziałem była pogarda, bo sam ją wybrał dla siebie. W Niebie okaże się jasno, że Jego myśli nie są jak myśli ludzkie, wtedy bowiem ostatni będą pierwszymi".

     W Piśmie Świętym nie do pomyślenia jest, żeby kobieta mogła sprawować urząd kapłański w kulcie Boga Prawdziwego, ale w tymże Piśmie Świętym aż roi się od prorokiń i innych świętych kobiet, wypełniających różnorodne posługi wobec ludu Bożego, nieraz nawet wyzwalających go ze śmiertelnego zagrożenia. Również współczesnemu Kościołowi potrzeba o wiele więcej "prorokiń", które wykonywałyby różnorodną posługę katechetyczną i ewangelizacyjną, charytatywną, poradniczą czy dziennikarską. Chodzi nie tylko o to, że kobiety potrafią nieraz zrobić to samo inaczej - jakby cieplej - niż mężczyźni, ale że zwracają często uwagę na różne istotne rzeczy, których męska wrażliwość i wyobraźnia nie dostrzega.


Jacek Salij OP


Tekst pochodzi z Tygodnika

13 września 2009


Rozmyślania o życiu kapłańskim Rozmyślania o życiu kapłańskim
Św. Józef Sebastian Pelczar
Klasycznie ujęta ascetyka kapłańska. Bp Pelczar odwołuje się do Pisma Świętego, Tradycji i myśli Jana Chryzostoma, Tomasza z Akwinu i innych wielkich świętych. Wskazuje środki służące do uświęcenia życia kapłana, akcentuje życie modlitwy i rolę umartwienia... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Przypadkowa: 18.02.2013, 15:34
 Nie dlatego na księży święci się tylko mężczyzn, żeby wywyższyć ich płeć, ale żeby również w ten sposób dać wyraz naszej wierze w realizm tajemnicy Wcielenia. Te zdanie jest nielogiczne,dlaczego znajduje się tam również.
 B: 21.09.2009, 00:22
 "że zwracają często uwagę na różne istotne rzeczy, których męska wrażliwość i wyobraźnia nie dostrzega. " nie czytałem całego artykułu ale to zdanie jest dość kontrowersyjne
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej