Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Każdy ma swój klęcznik

     Ile ja mam lat?! No wiedziałem, że tak będzie - wykrzykuje ks. Michał Skibiński. A potem długo się zastanawia: Osiemdziesiąt osiem. Ale jestem dopiero na piątym miejscu! Zresztą w tym wieku nie ma to już znaczenia.

     Dom księży emerytów w Otwocku, nazywany popularnie Księżówką na wzór tego w Zakopanem, to nie jest zwyczajny dom starców. Jego mieszkańcy traktują go tylko jako poczekalnię. Tu wiara w życie po śmierci sięga znacznie głębiej. - Tu każdy ma swój kawałek świata. Moim jest informacja - twierdzi ks. Jan Maciejewski. - Teraz mam czas na obejrzenie nawet kilku programów informacyjnych i publicystycznych. Poza tym czas wypełnia mi lektura ascetyczna i przygotowanie się do codziennej liturgii. Zawsze lubiłem homiletykę, ale teraz głoszenie słowa Bożego to jest wyzwanie! W kaplicy są księża w różnym wieku, którzy zwykle nasłuchali się już kazań, musi to być więc prawdziwe resume.

     Nie bez powodu Księżówką została założona właśnie w Otwocku. Zapach tutejszych sosen jest wyczuwalny dla każdego mieszkańca stolicy. Obecne w ogrodach i przy ulicach, pokrywają także niemal każdy metr księżowskiego parku na tyłach domu. Wychodzi się tu wprost z przestronnej sali kominkowej, w której księża spotykają się podczas zimowych wieczorów. A w sąsiedniej salce telewizyjnej kibicują "oczywiście tylko wygranym drużynom" w siatkówce, piłce nożnej czy lekkoatletyce. - Dawniej gromadził nas tu Małysz, potem Kubica. Na mecze niektórzy zabierają nawet szaliki. I chociaż wielu z nas ma swój telewizor, to w gromadzie są dużo większe emocje - dodaje ks. Krzysztof.

     Zdarzają się jednak atrakcje ekstra, jak na przykład konferencje, spotkania z ciekawymi ludźmi czy odczyty. Ostatnio gościł u nas ks. prof. Skowronek, także emeryt, ale wciąż bardzo aktywny. Mówił do nas na temat starości jako daru i zadania - wspomina ks. Andrzej. Najdłużej jednak mieszkańcy pamiętają szczególną wizytę, jaką tuż przed objęciem diecezji warszawsko-praskiej, zaraz po nominacji złożył im abp Sławoj Leszek Głodź. - Całkowicie nas przy tym zaskoczył, bo to była niedziela i prawie nikogo nie było w domu: sióstr, dyrektora, księży. Była tylko jedna pani kucharka. Obecni zaczęli momentalnie ściągać ludzi telefonami i wkrótce dom był pełen. Nie mam pojęcia, dlaczego Ksiądz Arcybiskup to zrobił, ale ponoć twierdził, że chciał zacząć od końca - śmieje się ks. Michał Skibiński. - To właśnie abp Głodź zadbał o to, żebyśmy w swoim otoczeniu mieli taki piękny park, ścieżki, altankę, salę kominkową i rehabilitacyjną - rozrzewnia się ks. Michał.

     ODROBINA MĘŻCZYZNY NA CO DZIEŃ

     Początki domu księdza emeryta sięgają jeszcze czasów przedwojennych. W drewnianym domku przy ulicy Ratuszowej, obok katedry św. Floriana, zamieszkiwali najstarsi księża. Inni przyjeżdżali tam na wypoczynek. Dom prowadziły siostry szarytki, potem siostry Rodziny Marii. Obecnie dom na Pradze zmienił przeznaczenie.

     W latach 80. przystąpiono do budowy nowego domu, który został poświęcony w 1997 r. W małej zakrystii znajdującej się w sercu nowej Księżówki wisiały wtedy aż trzy portrety ordynariuszy: metropolity warszawskiego, ordynariusza warszawskiej Pragi i Łowicza. W nowym domu, w Otwocku mieszka obecnie 36 księży emerytów. Personel to 11 osób: siostry szensztackie, pani doktor, kucharki, pielęgniarki, sprzątaczki i oczywiście "złota rączka", czyli pan Marian, czyli jak mówi ks. Michał: "odrobina mężczyzny na co dzień", który robi wszystko, od wkręcenia żarówki do mycia okien.

     - Dokładniejszej historii nie pamiętam, bo wtedy dom emeryta mnie nie interesował. Z niechęcią tylko płaciłem składki na taką okoliczność, ale chyba nie myślałem, że będę tu spędzał swoje ostatnie dni. Ja w ogóle nigdy nie wyobrażałem sobie starości. Może nie miałem tak wysoko rozwiniętej wyobraźni, a to już jest tylko moja wina - śmieje się ks. Skibiński.

     - Czy księża mniej boją się... - urywam pytanie. Ksiądz niedbale macha ręką i tym kończy - ...odejścia? Marzeniem każdego byłoby może umrzeć "estetycznie", leżąc w łóżku, z gromnicą i modlitwą na ustach, ale tu chyba każdy jest z tym pogodzony. Ja czekałem długo, aż w końcu mi się znudziło. Mam tu teraz swoje obowiązki: przez 23 lata byłem duszpasterzem głuchoniemych, wciąż spowiadam więc niesłyszących. Mam swoje hobby, a testament od dawna czeka już w kurialnej szafie - mówi emeryt.

     - Miałem kiedyś przyjaciela z mojego rocznika święceń, ks. Pawła Heintscha - zwierza się ks. Skibiński. - Zamieszkał tu kilka lat po mnie. Znów przylgnęliśmy do siebie i mieliśmy powtórkę tych szalonych lat z czasów seminarium. Był już wtedy bardzo chory, więc to ja chodziłem do niego i rozmawialiśmy całymi godzinami. Rok temu powiedziałem ostatnie słowo na jego pogrzebie. Był niezwykłym człowiekiem, 62 lata przed śmiercią, w wieku 21 lat napisał wiersz, którego kolejne strofy spełniał swoim życiem. Czekał na "Boży przylot", kiedy podczas ostatnich dni czytałem mu zamiast przewidzianej modlitwy liturgicznej fragmenty wiersza.

     "Jestem. Pod mroźną kopułą
     czekam na Boży przylot
     i patrząc jak czarne drzewa
     ku białem ciszy się chylą"

     ks. Paweł Heintsch

     Z WIDOKIEM NA LAS

     Życie domu koncentruje się w kaplicy i jadalni. Dzień rozpoczyna się Mszą o godz. 8.00, potem śniadanie, obiad jest podawany o godz. 13.00 a 5 godzin później kolacja. - A widział ksiądz chociaż swój tort imieninowy? Zrobiła go specjalnie pani Reginka, był serowy z napisami! - woła z kuchni siostra Paula. - Tak, tak, siostro, piękny! - odpowiada ks. Michał. A ciszej dodaje: - Chociaż i tak się nim nie nacieszyłem, bo jestem cukrzykiem.

     Solenizant ma jednak przywilej przewodniczyć koncelebrze Mszy św. bez kolejki, bo zazwyczaj obowiązuje reguła alfabetu. Uczestniczą w niej wszyscy ci, którzy mogą. Każdy ma swój klęcznik. - Mój jest tamten pod ścianą. Wybrałem go jako jeden z pierwszych, tak jak i pokój z widokiem na las - podkreśla ks. Skibiński, oprowadzając mnie po całym domu.

     - Pewnego dnia, kiedy poczułem, że jestem już zmęczony, poszedłem do ordynariusza i powiedziałem: czy mógłby być ksiądz biskup tak dobry i przyjąć mnie do domu księży emerytów? Biskup Kazimierz Romaniuk wyraził zgodę, ale pod warunkiem, że do nowego domu w Otwocku. Mnie było wszystko jedno. Przyjechałem tu z ciekawości i od razu mi się spodobało. Od tego czasu, a dokładnie od 24 czerwca 1997 r., jestem tu na stałe -wyznaje ks. Michał.

     Zazwyczaj emerytalny wiek dla księdza to 70-75 lat. Ale powodem pobytu w domu księży emerytów w Otwocku może być także szwankujące zdrowie. Rozpiętość wieku pensjonariuszy wynosi tu więc nawet od 40 do 89 lat. Dom przyjmuje wszystkich, którzy nie są w stanie poza nim egzystować.

     Wraz z upływem lat zmieniają się lokatorzy domu księdza emeryta w Otwocku. Najstarsi zwalniają miejsce "nowym". Ostatnie lata księdza emeryta są liczone jednak w innych kategoriach. Starszym coraz trudniej jest podchodzić do ołtarza. Najpierw problemem staje się stopień, na którym stoi stół eucharystyczny. Z czasem coraz ciężej jest podnieść się z klęcznika. A na koniec Komunia przyjmowana jest już tylko w pokoju. Wczesnym popołudniem ks. Michał Skibiński jest już ubrany i gotowy do wyjścia. Zabiera swoje kijki od nordic walking i dziarsko maszeruje wzdłuż ulicy, a po chwili znika za horyzontem. Wróci za kilka godzin, musi jeszcze pomóc swojej schorowanej ciotce.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

8 listopada 2009


Życie duchowe według reguł klasztornych Życie duchowe według reguł klasztornych
Peter Dyckhoff
Peter Dyckhoff jest znawcą dawnych reguł mniszych i zakonnych. W tej książce wyjaśnia je wszystkim, którzy pragną dziś urzeczywistnić w swoim życiu ducha Bożej miłości.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej