Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Wskażę ci drogę do nieba

     Alumni trzeciego roku Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej wystawili sztukę o życiu świętego Jana Marii Vianney'a. O przygodzie z teatrem i świętości patrona proboszczów opowiadają biorący udział w przedstawieniu klerycy.

     Pomysł, aby patron proboszczów stal się bohaterem sztuki, narodzi! się w głowie kleryka Krystiana Czerskiego, który na scenie wciela się w rolę proboszcza Balleya.

     - Mamy właśnie rok kapłański, dlatego uznałem, że możemy zrobić spektakl o świętym z Ars - mówi Krystian.

     W dużej, seminaryjnej sali gimnastycznej tymczasowo przerobionej na teatr, mieści się blisko 500 osób. Publiczność przybyła z terenu niemal całej diecezji - sala jest pełna. Są dzieci, rodzice, dziadkowie, znajomi i rodziny seminarzystów. Aktorzy - klerycy nie mogą narzekać na brak popularności. Do występu na scenie chcieli przygotować się niemal profesjonalnie. O pomoc został poproszony reżyser Józef Skwark. Rolami podzielili się podczas wspólnego czytania scenariusza, a ten powstał na podstawie książki "Święty i diabeł".

     - Każdy wybierał sobie bohatera, a później się z nim identyfikował - mówi kleryk Jacek Domański, któremu przypadło grać dwie postacie: ucznia i mieszkańca Ars. -To wyszło także po konsultacjach z reżyserem. On najlepiej wiedział, do której roli się nadajemy - podkreśla Krystian. Włosiennice i kufle wypożyczyli z Teatru Dramatycznego. Trydencki strój liturgiczny od sióstr służebniczek. Zadbali również o odpowiednie nagłośnienie, teatralne światło i oprawę muzyczną oddającą ducha epoki. Sądząc po reakcjach widzów i długości oklasków, praca nad spektaklem przyniosła efekty.

     Co sprawiło największą trudność podczas przygotowań? - Przyniesienie krzeseł dla publiczności! - rzuca ze śmiechem kleryk Jacek. - Chyba urządzenie scenografii - podkreśla Zbyszek Sapiejewski, odtwórca głównej roli, czyli samego Jana Marii Vianney'a. Scenografia jednak wydaje się najuboższą stroną spektaklu. Tło nie zmienia się, przez cały czas jest szare. Nie dowiemy się z dekoracji, gdzie i w którym okresie życia świętego jesteśmy, mimo że akcja jest dość dynamiczna. Kucharz i oberżysta posługują się naczyniami z seminaryjnej kuchni. Z boku sceny jest jedynie konfesjonał i mały ołtarz. Klasy szkolne, w których nauczał Vianney, są bez ławek. - Jest to celowy zabieg - tłumaczy Zbyszek. - Musieliśmy zdecydować, czy mamy stworzyć scenografię realistyczną, czy symboliczną. Zdecydowaliśmy się na drugą możliwość. Chcieliśmy zagrać miejsca, a nie pokazać je przy pomocy dekoracji. Dekoracja miała wynikać z naszej gry, sobą niejako ją stworzyliśmy. - Gdybyśmy chcieli tworzyć prawdziwą dekorację, trzeba byłoby namalować cztery kościoły, a to niełatwe zadanie - śmieje się Jacek.

     Na scenie zagrało dziewięciu seminarzystów, łącznie wcielili się w szesnaście postaci. Razem pracowali przez dwa miesiące. - Spektakl to nie tylko przygoda z teatrem. Wspólna praca miała duży wpływ na naszą formację kapłańską. Spędzony czas scalił nasz rocznik, nauczył większej dyscypliny i punktualności. Był również dobrą odskocznią od seminaryjnej codzienności - mówi Zbyszek.

     SUROWY ŚWIĘTY

     Święty Jan Maria Vianney nie jest postacią wymarzoną na sztukę teatralną. Z pewnością łatwo wśród świętych znaleźć kogoś innego, kogo historia "sprzeda się" na scenie bez większego wysiłku. Seminarzyści wybrali ubogiego, przesadnie ascetycznego, surowego dla siebie i grzesznych parafian księdza. Vianney, który już swoim zachowaniem nie przystawał do większości ówczesnych kapłanów, może nie fascynować. Może się wydawać, że dla seminarzystów ksiądz z Ars to dziwak, a jego metody sprawowania urzędu są godne politowania. Przyszli księża jednak bronią kapłana z Ars.

     - Czytając biografię świętego trzeba wejść w ducha tamtych czasów. Kiedy pierwszy raz o nim czytałem, pomyślałem: "Święty" przez wielkie "Ś". Przywdziewał stroje z worów, biczował się. Ja bym tak nie potrafił. Jednak wtedy pojęcie umartwienia pojmowano właśnie w taki sposób. Tak wyglądało duchowieństwo i taka postawa nie była szokująca. Teraz byłaby niewątpliwie dziwna. Żyjemy w innych czasach, włosiennica jest już przeżytkiem - śmieje się Krystian.

     Czy zatem współczesny kapłan lub przyszli kapłani w ogóle mogą wzorować się na tym świętym? - Dzisiaj kapłaństwo nie będzie miało takiej formy. Lecz co do motywacji, gorliwości, jak najbardziej taka postawa będzie aktualna. Duch kapłaństwa ma pozostać ten sam co wtedy - ten sam, jaki "prezentował" Jan Maria Vianney. Wtedy Duch Święty natchnął go, aby tak postępować. W tych czasach metody są inne, ale rola kapłana wciąż ta sama. Ważna będzie spowiedź, głoszenie Słowa Bożego, pokora, skromność - mówi Krystian.

     WALECZNE SERCE

     Jan Maria Vianney dla nawrócenia swoich parafian stosował stale posty, jadł nawet zepsute warzywa i owoce.

     - Jedzenie spleśniałych ziemniaków nie jest powołaniem dla każdego. Tak jak nie dla każdego jest, by zostać księdzem lub mężem - głową rodziny. Dlatego ktoś powiedział kiedyś, że święci nie są do naśladowania, bo święci realizują własne - przypisane jedynie sobie - powołania. Ja nie mogę wchodzić w czyjeś powołanie. Moja droga jest różna od drogi innych ludzi. Wspólna dla wszystkich droga świętości realizuje się jedynie na płaszczyźnie ducha - cel jest zawsze ten sam - Jezus Chrystus. Jeśli w Janie Marii Vianney'u Chrystus zadziałał tak potężnym światłem, dlaczego nie mamy go naśladować? Widzę przez niego Jezusa - podkreśla Zbigniew. - Każdy święty miał swoją drogę dążenia do świętości. I każdy z nas ma taką drogę. Ale dla każdego droga do doskonałości jest inna. Z kogoś takiego jak Vianney można wiele wyciągnąć dla siebie. Niekoniecznie jednak musi być to włosiennica - żartuje - ale wyrzeczenia, stałość, wytrwałość, odwaga.

     Vianney nie dał się zastraszyć miejscowej ludności, która na początku, gdy objął parafię w Ars, była mu bardzo nieprzychylna. Taka postawa jest potrzebna w dzisiejszych czasach, gdyż zawsze znajdzie się w parafii grupa niezadowolonych. Ksiądz nie może ulegać naciskom i decydować się na zmianę parafii. Święty mówił do wiernych: "nie przyszedłem dla waszego spokoju, ale jestem tu po to, by Was nawracać". Był nieugięty.

     Podczas wirtualnej prezentacji aktorów i podziękowań dla wszystkich, którzy pomagali w powstaniu sztuki, słychać muzykę z filmu Braveheart (Waleczne Serce).

     - Nieprzypadkowo. Jan Maria Vianney był kapłanem Waleczne Serce. On miał charakter! - zaznacza Zbyszek. - Był wojownikiem, Bożym wojownikiem - dodaje Krystian.

     Przed nimi za kilka lat praca w parafiach. Czy nie boją się, że tak jak święty Jan Maria będą musieli stawiać czoła nieprzychylnym parafianom lub ludziom, którzy otwarcie walczą z Kościołem i kapłanami?

     - Taka sytuacja jest "normalna". Od kiedy istnieje Kościół, zawsze znajdują się jego przeciwnicy - mówi Krystian. - Nie ma na to recepty. Jezus powiedział: "Mnie prześladowali, Was będą prześladować" - dorzuca Zbigniew.

     - W pewnym sensie będąc w seminarium, jesteśmy świadomi naszego wyboru. Jesteśmy na takie sytuacje przygotowani. Przebywamy na parafiach i obserwujemy. Tam mamy okazję poznać ludzi i ich zachowanie w stosunku do kapłanów - dodaje Jacek.

     - Nie możemy na to patrzeć jedynie w kategoriach ludzkich. Skoro Pan Bóg dał nam łaskę powołania, to także dał łaskę, aby to powołanie wypełnić - konkluduje Krystian.

     Czy jako seminarzyści spotykają się z agresją, niechęcią? - Raczej nie. Jeśli już, są to jakieś gesty - mówi Jacek. - Klerycy w seminarium opowiadali, że spotkali się z agresją słowną na Przystanku Woodstock - zlocie młodzieży organizowanym przez fundację Jerzego Owsiaka. Przy bliższym kontakcie z takimi ludźmi widać,>żc wielu nastawionych wrogo do księży i nas kleryków, ma ogromne problemy życiowe. Niestety, mogą do woli nam ubliżać, a wiadomo - "czarny" w sutannie nie odda - dodaje Krystian.


Piotr Bugajewski


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 stycznia 2010


Jak Ojciec Mnie umiłował...365 myśli na Rok kapłański. Tom 1. Być kapłanem Jak Ojciec Mnie umiłował...365 myśli na Rok kapłański. Tom 1. Być kapłanem
Praca zbiorowa
Oto pierwszy tom antologii zawierającej myśli o tajemnicy kapłaństwa. Jest ona odpowiedzią na wezwanie papieża Benedykta XVI, który chciał, by od 19 czerwca 2009 roku Kościół powszechny poświęcił cały rok na rozważanie tej tajemnicy.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 kozaczek3: 11.12.2010, 21:41
 Wolę Harry Pottera!!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej