Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ksiądz też człowiek

     Jaki powinien być kapłan? Bardziej kumplem więc zwyczajnym człowiekiem? Czy może przewodnikiem duchowym, skupionym na potrzebach (naj)wyższego rzędu?

     Często można usłyszeć, że "ksiądz też człowiek". Jednak w sprawach codziennych opinia ta przestaje być oczywista. W jakiś dziwny sposób pojawia się rozdwojenie. Obraz duchownego z krwi i kości, choć stworzonego na obraz i podobieństwo Boże, przeciwstawiany jest postaci utkanej z oczekiwań i pobożnych życzeń.

     Odbicie takiego myślenia znaleźć można chociażby w toczonej teraz, w roku kapłańskim, dyskusji. Obserwuję to z pewnym zdziwieniem. Czy naprawdę niemożliwością jest harmonijne współistnienie tych płaszczyzn, przyjaźni i przewodnictwa duchowego? Dla mnie one nie tylko się nie wykluczają, ale stanowią naturalne dopełnienie. Wyrażam tu zarówno przemyślenia, jak i osobiste doświadczenie. Spotkałam bowiem w życiu akademickim takiego duszpasterza.

     Kapłan ten to postać znana w różnych środowiskach, ale najmocniej związana ze studentami. Chociaż obecnie ks. Bogdan Bartołd jest proboszczem jednego z najważniejszych kościołów stolicy, przez większość lat kapłaństwa związany był z kościołem akademickim św. Anny w Warszawie. Tam opiekował się m.in.: Duszpasterstwem Akademickim (DA), Stowarzyszeniem Katolickiej Młodzieży Akademickiej (SKMA), zespołem muzycznym, prowadził środowe konwersatoria, itd. Kiedy wspominam tamten czas, zastanawiam się, gdzie tkwiła tajemnica? Jak udawało mu się prowadzić tak różne niekiedy środowiska młodzieżowe?

     Nigdy nie mieliśmy wrażenia, by stawiał jakąś granicę między sobą a nami. Nie było Ja i Wy. Było My. I miało oparcie nie tylko we wspólnych działaniach, modlitwach, wyjazdach, ale też w skromności księdza jako kapłana, w jego dystansie do siebie samego i swojej posługi. To nie był duchowny z racji swoich święceń patrzący lekko z góry na nieoświecone owieczki, tylko duszpasterz, przyjaciel i przewodnik; później przez wiele lat Brat-Przewodnik Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Młodzieży.

     Jednak, skoro mamy pisać tu o człowieku-kapłanie, to może zacznijmy od góry.

     GŁOWA

     Otwarty umysł. Ksiądz, z ust, którego nie słyszałam: "Co to za pomysł?!", "Tego się nie da zrobić", "To się nie uda". Nawet nasze "postrzelone" pomysły przyjmował ze spokojem, czasem żartem, nigdy nie były to jednak słowa krytyki. Owszem, po zatwierdzeniu wszystkich, zwłaszcza tych bardziej "awangardowych" pomysłów wymagał wysiłku w ich realizacji. - Gipsowe odlewy twarzy? Nie ma problemu. To kto z was będzie modelem? - porządkował sprawy. Taka konsekwencja sprawiała, że potem dobrze przemyśleliśmy nasze propozycje.

     Pamiętam też środowe konwersatoria. Temat prelekcji zaplanowany, ale podczas dyskusji wypływaliśmy na szerokie wody. - To kiedy wojna jest uprawniona? A jak ktoś napada na mnie, jak idę ze swoją dziewczyną po parku, to co? Mam tak biernie czekać i nadstawiać drugi policzek? - krzyczeliśmy. Dziś doceniam to, że nie było braku odpowiedzi lub stwierdzenia "(....), bo tak mówi Kościół". Zawsze mogliśmy liczyć przynajmniej na podanie źródła lub kierunku, skąd czerpać wiedzę. A przecież, aby nie zbywać naszych pytań, nie ograniczyć siebie - i nas - do dyskusji tylko na temat prawd wiary, trzeba było nie tylko mieć solidne podstawy z seminarium, ale także pogłębiać je i odnosić do naszych młodych problemów i dylematów.

     TUŁÓW

     Dobre serce i mocny kręgosłup. Można by tak podsumować. Pamiętam spotkania Rady Duszpasterstw Akademickich, kiedy do kościoła św. Anny przyjeżdżali przedstawiciele młodzieży z ośrodków DA z całej Polski. Dla nas, mieszkających w Warszawie, to było po prostu poranne spotkanie, ale dla większości uczestników obecność na nim wiązała się z wczesną, kilkugodzinną podróżą pociągiem. Przez pięć lat nie zdarzyło się, by uczestnicy narady nie wypili ciepłej herbaty lub kawy z ciastkiem. - No jak tak puścić ich do domu? Tyle godzin bez niczego, chociaż niech się ciepłej herbaty napiją - mówił ksiądz i dostrzegał nasze potrzeby. I nie trzeba było wielkich


Justyna Wichniewicz


Tekst pochodzi z Tygodnika

24 stycznia 2010


Księża - tak, ale nie sami. Kapłani a wspólnota Księża - tak, ale nie sami. Kapłani a wspólnota
Praca zbiorowa
Być "samotnym żeglarzem" – z temperamentu, wskutek formacji, jako ucieczka – jest pokusą wielu księży. A przecież ksiądz, dziś bardziej niż kiedykolwiek, jest wezwany, aby być człowiekiem komunii. Książka ta – owoc spotkań formacyjnych – proponuje sposoby, mające pomóc kapłanom i wspólnocie w uczynieniu możliwą komunię, która czasami wydaje się niemożliwa... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej