Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Biskup zawsze do posług

     "Według słowa Twego" - taką dewizę wpisał na swój herb biskup Stanisław Kędziora, który 6 grudnia obchodzi 75. urodziny.

     Słowa "Secundum Verbum Tuum" nawiązują do stów Maryi ze sceny Zwiastowania. - Moje kapłaństwo jest ciągłą troską, by odpowiadać Bogu na Jego wezwanie - wyjaśniał w wywiadzie dla naszego tygodnika bp Stanisław Kędziora. Choć słowa te wybrał w 1987 r., kiedy przyjmował sakrę biskupią z rąk kard. Józefa Glempa, streszczają całe jego życie. W zdrowiu i w chorobie, unikając mikrofonów i błysków fleszy, bp Kędziora służy tam, gdzie zostaje postawiony.

     SZKOŁA WRAŻLIWOŚCI

     - W trudnych czasach doświadczałem wielkiej dobroci ludzi. To wszystko było dla mnie szkołą wrażliwości na ludzkie potrzeby, co jest tak ważne w ludzkim posługiwaniu - powiedział przed laty, pytany o czasy swojego dzieciństwa.

     Pochodzi z Seligowa koło Łowicza. Tu rodzice prowadzili małe gospodarstwo rolne. - Wzrastałem na wsi, gdzie był klimat żywej, prostej wiary - mówił przed rokiem dla naszego tygodnika, w jednym z dwóch wywiadów, których udzielił w swoim życiu. -Ojca mało pamiętam, ponieważ zmarł w czasie okupacji ciężko pobity przez Niemców podczas pracy na roli. Miałem wtedy 7 lat, ale nigdy nie zapomnę jego modlitewnych śpiewów w maju przy figurze Matki Bożej, która stoi obok naszego rodzinnego domu. Nie zapomnę zimowych wieczorów, kiedy nam czytał żywoty świętych. Wiele lat po jego śmierci zaglądałem do jego starej i mocno zniszczonej księgi. To wszystko "żłobiło" moje wnętrze i przygotowywało do oddania się na przyszłą służbę Bogu i ludziom - opowiadał.

     Potem najbliższym nauczycielem była mama. Po śmierci męża została na gospodarstwie sama z trzema synami. - Nigdy nie narzekała. Siłę czerpała z prostej, ufnej wiary, która ujawniała się w jej codziennej modlitwie - wspominał bp Kędziora.

     Po wojnie sytuacja materialna rodziny pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy w wypadku na kolei zginął najstarszy brat. - Okazana dobroć ludzi już wtedy uczyła mnie dostrzegania dobra w drugim człowieku - wspominał po latach bp Kędziora. Dzięki pomocy finansowej ludzi z rodzinnej wioski mógł skończyć liceum ogólnokształcące w Łowiczu. Kiedy rodziny nie stać było na opłacenie stancji, 12-kilometrową trasę mógł pokonywać na rowerze, którego bez wsparcia by nie kupił.

     Bardzo zależało mu na liceum, bo marzył o wstąpieniu do seminarium. O kapłaństwie myślał od dzieciństwa. Ale przyznaje, że dopiero po maturze zaczął głośno zdradzać swoje plany. - W moim życiu nie było żadnych nadzwyczajnych wydarzeń, ,po Bogu najwięcej zawdzięczam w moim powołaniu rodzicom i kapłanom - wspominał.

     Po maturze przez rok pracował w urzędzie gminy, dokąd dojeżdżał rowerem. Do warszawskiego seminarium wstąpił w roku aresztowania Prymasa Wyszyńskiego, pamiętnym 1953. Wtedy, pod koniec września, pierwszy raz uczestniczył we Mszy św. w kaplicy seminaryjnej, sprawowanej przez Księdza Prymasa, który tego samego wieczora został aresztowany. Przez najbliższe 3 lata w modlitwie i więzi duchowej byliśmy blisko naszego biskupa - wspominał bp Kędziora. W seminarium był jednym z najpilniejszych kleryków. - Liczyło się na notatki Stasia. Nie denerwował się, kiedy wypożyczony zeszyt wracał po czasie - wspominali potem koledzy. Teologii uczył się z ks. Zbignie-wem Brzozowskim. - Czytaliśmy skrypt dwa razy w seminaryjnym ogrodzie. Przeważnie dostawaliśmy piątki - wspominał ks. Brzozowski.

     Święcenia kapłańskie przyjął w dzień imienin i urodzin kard. Wyszyńskiego -3 sierpnia 1958 r. Pierwsza parafia przypadła mu w Brwinowie. - Czekało na mnie dużo pracy i przyjąłem ją z entuzjazmem - wspominał. W tym czasie na trzy lata wróciła lekcja religii do szkół. We wrześniu młody ksiądz rozpoczął katechizację w szkole podstawowej, liceum i technikum, łącznie 40 godzin tygodniowo. Potem skierowany został na dalsze studia na Wydziale Teologicznym KUL-u.

     NAJDŁUŻSZY KLERYCKI STAŻ

     - To były piękne lata mojej kapłańskiej służby - mówi bp Kędziora o dwudziestu jeden latach pracy w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie, gdzie był prefektem, potem wicerektorem i wykładowcą teologii dogmatycznej. Żartowano, że ma najdłuższy klerycki staż, bo nawet jako wicerek-tor był zawsze razem z alumnami. On sam podkreśla, że bardzo ważne jest przekazywanie młodzieży wiedzy i kapłańskiego doświadczenia, ale większe owoce przynosi ono wtedy, gdy połączone jest z osobową obecnością wśród młodych. Ksiądz Jacek Bereziński, wówczas kleryk, a potem wykładowca, wspominał, że w dziejach seminarium ks. Kędziora zaznaczył się może jeszcze bardziej niż legendarny wicerek-tor ks. Eugeniusz Szlenk. Przez cały dzień przebywał razem z klerykami: na modlitwie w kaplicy, w pracy fizycznej przy budowie seminarium, powstającego na Bielanach. Także przy rozładowywaniu ciężarówek z zebraną dla kleryków żywnością w wiejskich parafiach. Towarzyszył klerykom także w czasie posiłków, w refektarzu, co czasem graniczyło z heroizmem. W czasach komunizmu z reglamentowanej żywności klerycy otrzymywali najgorsze i najniższe przydziały mięsa i wędlin. Pomoc żywnościowa płynęła nie tylko ze zbiórek we wsiach, ale też z darów z Zachodu. Nagromadzone zapasy trzeba było potem spożywać niezależnie od stopnia świeżości. Podawano na przykład na obiad, śniadanie i kolację jajka aż do wyczerpania zapasów. Zdarzało się, że niektórzy klerycy rezygnowali z posiłku. Ksiądz Kędziora nigdy nie kontestował, zawsze zjadał to, co podano na stół.

     Proboszczem po raz pierwszy został w 1982 r. w parafii Wszystkich Świętych na pl. Grzybowskim. - Zastałem liczny Parafialny Komitet Pomocy Rodzinom Internowanych, wspomagający także biedne dzieci z parafii. Przeorganizowałem komitet do 6 osób, pilnowaliśmy, by pomoc trafiała do naprawdę potrzebujących - wspominał potem. W dużym kościele zaczęło tętnić życie. - Wprowadził promienność w stosunkach między parafianami a proboszczem - wspominał prof. Adam Strzembosz, mieszkający wówczas w parafii. Także między kapłanami w parafii, podkreślając braterskie i ojcowskie relacje z nimi. - Dla nas wikariuszy, jak na ówczesne czasy w Warszawie, było czymś niezwykłym, że każdy mógł pracować zgodnie ze swoim charyzmatem, nie czując się w żaden sposób zagrożonym. Proboszcz nigdy niczego nie zazdrościł, nie przeszkadzał w pracy - wspomina ks. Henryk Małe-cki, wówczas wikary w parafii.

     BISKUPSTWO GO NIE ZMIENIŁO

     Nie lubi splendoru. Kiedy otrzymał nominację na biskupa, chciał zwyczajnie wejść w posługę. - Po co ta cała oprawa - mówił przed ingresem. - Zwyczajnie wyjdę z zakrystii i odprawię Mszę św. - mówił. Po nowym podziale diecezji w 1992 r. został biskupem pomocniczym w diecezji war-szawsko-praskiej. Jako przewodniczący Wydziału Nauki Katolickiej troszczył się o każdego katechetę.

     - Biskupstwo go nie zmieniło - mówiono o nim. Zamieszkał w Domu Księży Emerytów przy ul. Ratuszowej. Można go było spotkać, jak spaceruje z księżmi czy odwiedza chorych w pokojach. Razem ze wszystkimi jadał skromne posiłki, na jakie pozwalały 600-złotowe emerytury. Do pracy w kurii chodził pieszo przez park. W wolnych chwilach przychodził spowiadać do pobliskiego kościoła Matki Bożej Loretańskiej. Ksiądz Stefan Gwiazdowski, ówczesny proboszcz, wspominał jak zjawiał się i udzielał Komunii św., wtedy kiedy przez pół roku było najtrudniej, bo był sam w parafii.

     W tym czasie bp Kędziora pełnił normalną posługę biskupią. Zawsze opanowany, spokojny, także wtedy, kiedy musiał podejmować trudne decyzje. Ten spokój okupiony był wewnętrznym napięciem i dużym wysiłkiem, co biskup przypłacił chorobą serca. Ale nawet po wszczepieniu bajpasów nie oszczędzał się. Co roku wprowadzał na Jasną Górę warszawską pielgrzymkę. Potem zaatakowały go kolejne choroby. - Od 9 lat doświadczam choroby nowotworowej - mówił przed rokiem dla naszego tygodnika. - Gdy jestem w takim stanie, że trudno mi podjąć czynności duszpasterskie, ofiaruję Jezusowi moją modlitwę i cierpienie za wszystkich, do których jestem posłany, a zwłaszcza za kapłanów. W takich momentach nabierają mocy słowa zawołania biskupiego: "Secundum verbum Tuum".


Irena Swierdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

6 grudnia 2009


Jak Ojciec Mnie umiłował...365 myśli na Rok kapłański. Tom 1. Być kapłanem Jak Ojciec Mnie umiłował...365 myśli na Rok kapłański. Tom 1. Być kapłanem
Praca zbiorowa
Oto pierwszy tom antologii zawierającej myśli o tajemnicy kapłaństwa. Jest ona odpowiedzią na wezwanie papieża Benedykta XVI, który chciał, by od 19 czerwca 2009 roku Kościół powszechny poświęcił cały rok na rozważanie tej tajemnicy.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej