Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Konsekrowane braterstwo

      Coroczne spotkania księży, których połączyły wspólne studia seminaryjne i dzień święceń, są stałym punktem w kościelnym kalendarzu. Trochę przypominają znane "zjazdy absolwentów". Faktycznie są jednak czymś o wiele więcej.

     Spotkania całych roczników kapłańskich odbywają się zwykle na przełomie maja i czerwca. To dlatego, że od wielu lat w tym właśnie czasie najczęściej udzielane są święcenia kapłańskie. A że właśnie kończy się Rok Kapłański, warto przypomnieć o więziach, jakie łączą kapłanów. Stanowią one jeden z fundamentów ich kapłańskiej posługi i przyjaźni rozpoczętych nieraz już w chwili wstąpienia do seminarium i trwających do końca życia.

     MÓJ KOLEGA

     Nie bez powodu księża, którzy swoje kapłaństwo liczą już w dziesiątkach lat, zapytani o spotkania kursowe i tych, z którymi zostali wyświęceni, nagle wzruszają się i z czułością mówią: mój kolega...

     - W kwietniu 1950 r. ks. prymas Stefan Wyszyński wyświęcił nas sześciu. Teraz jestem już sam, ale chętnie spotykam się z księżmi wyświęconymi później - mówi ks. prał. prof. Wojciech Tabaczyński, który doczekał się już diamentowej rocznicy swojego kapłaństwa. - Dziś łatwiej się spotykać. Są lepsze środki komunikacji: telefony, Internet, trochę lepsze drogi. Dawniej spotkanie kursowe było poważnym przedsięwzięciem. Trzeba było się zorganizować, napisać o wiele wcześniej do kolegów listy - bez gwarancji, czy te listy dostaną. Były też przeszkody innej natury. Czasem nawet trzeba było trochę przechytrzyć władze komunistyczne, które jak mogły, tak nam te nasze kontakty utrudniały. Ale chyba księża byli bliżej siebie, niż teraz. Po święceniach zostaliśmy rozrzuceni po terenie jednej wtedy archidiecezji warszawskiej, więc nie było wielu szans do spotykania się. Tym bardziej zawsze staraliśmy się być w komplecie - wspomina.

     - Od tamtych czasów program spotkań kapłańskich niewiele się zmienił: radość zobaczenia kolegów, wspólne rozmowy i posiłek, obowiązkowo koncelebrowana Msza św. To były spotkania ważne ze względu na umacnianie się - wobec różnych działań ówczesnych władz - w kapłaństwie. Ale na spotkaniach nie zajmowaliśmy się polityką. Raczej wspieraliśmy się rozmawiając o tamtym trudnym duszpasterstwie - dodaje ks. Tabaczyński.

     Jednym z trzech żyjących jeszcze księży dawnej archidiecezji warszawskiej, który także 60 lat kapłaństwa będzie obchodzić w grudniu tego roku, jest ks. prał. Jan Sikora. - Umawialiśmy się, przyjeżdżaliśmy i gadaliśmy sobie o tym, jak tam który działa. Czy te spotkania były dla mnie ważne? No pewnie! Choć od czterech lat już nie spotykamy się, bo nie bardzo możemy się poruszać, to mamy ze sobą stały kontakt - opowiada z przejęciem.

     WZAJEMNE BUDOWANIE

     Bliskie więzi kapłanów kursowych wynikają nie tylko z doświadczenia sześciu lat spędzonych razem w seminarium, ale przede wszystkim z faktu, że - jak mówi jeden z księży -jadą na tym samym wózku. Wszyscy razem i niezależnie od siebie są przedłużoną ręką Chrystusa, pierwszego kapłana, u Niego na tej samej służbie.

     Spotykanie się roczników kapłańskich nie tylko budzi wspomnienia, ale podbudowuje w nas silę naszego powołania. Kiedy widzę kolegów, którzy na co dzień walczą o Królestwo Boże, to wiem, że w tej pracy nie jestem sam - tłumaczy ks. prał. Jan Sikor-ski, wikariusz biskupi ds. duchowieństwa i ojciec duchowny kapłanów archidiecezji warszawskiej, obchodzący w tym roku 52-lecie kapłaństwa. - Równie ważne są więzi towarzyskie. Cieszymy się, kiedy coś się komuś udało. To też działa jako inspiracja. Fajnie jest wspólnie stanąć przy ołtarzu, powspominać wielkie zamiary i plany, z którymi się z seminarium wychodziło... Tak więc są warstwy: teologiczna oraz towarzyska, ale i pastoralna - kiedy dzielimy się ze sobą naszymi doświadczeniami duszpasterskimi. To wszystko się ze sobą bardzo łączy - podsumowuje ks. Jan. Zwraca też uwagę, że coroczne spotkania kapłańskie są często także swoistą giełdą wzajemnej pomocy. Przede wszystkim modlitewnej. - Są przecież i księża chorzy. Wtedy inni kapłani mobilizują się wspólnie, by go odwiedzić, pomóc w kłopotach - mówi.

Trzeba, aby ta komunia między kapłanami a także ze swym biskupem, mająca swe podstawy w sakramencie święceń i przejawiająca się w koncelebracji eucharystycznej, wyrażała się w różnych konkretnych formach rzeczywistego i afektywnego braterstwa kapłańskiego. Tylko w ten sposób kapłani będą umieli żyć w pełni darem celibatu i będą zdolni do sprawiania, by rozkwitały wspólnoty chrześcijańskie, w których powtarzane są cuda pierwszego przepowiadania Ewangelii.

Z Listu Benedykta XVI na Rok Kapłański, 16 czerwca 2009 r.
     - Zawsze czuliśmy się ze sobą solidarni - wspominał w marcu tego roku śp. ks. infułat Zdzisław Król, który zginął w katastrofie smoleńskiej. Wyświęcony razem z ks. Sikorskim, opowiadał o innym koledze kursowym ks. prał. Tadeuszu Karolaku, który był na misjach na Białorusi. Ks. Król wyrzucał sobie, że jako proboszcz parafii Wszystkich Świętych być może nie wspomógł go tam tak, jakby mógł.

     RAZEM DO ŚMIERCI

     Swoistym fenomenem jest, że więzi między kapłanami tego samego kursu są czymś, czego nie zmienia ani czas, ani miejsce ich pracy, ani nawet śmierć.

     - Od samego początku byliśmy razem. Kurs był liczny. Przyjęto nas do seminarium 56, a wyświęcono 33. Nie pamiętam roku, w którym nie byłoby spotkania. Przez te wszystkie lata nie byłem może na 3-4 zjazdach - tłumaczy ks. prał. Sylwester Sienkiewicz, który wraz z kilkunastoma kolegami 27 maja spotkał się z okazji 45-lecia kapłaństwa w Rembertowie, gdzie proboszczem jest ks. prał. Edward Zmijewski.

     Choć schemat: "pogawędka, Msza św., wspólny posiłek" funkcjonuje powszechnie, to każdy kurs próbuje sobie spotkania urozmaicać. - Na takie spotkania się czeka! Przez pierwsze 10 lat kapłaństwa jeździliśmy na spływy kajakowe, były wycieczki rowerowe i wypady w góry. Teraz każdy ma już swoje lata i problemy zdrowotne, ale bezwzględnie na spotkania przyjeżdżamy. Utrzymujemy kontakty także z tymi z nas, którzy odeszli od kapłań-f stwa, a takich jest w każdym kursie dwóch lub trzech. Staramy się też być przy naszych kolegach, gdy umierają - tłumaczy ks. Zmijewski, a ks. Sienkiewicz dodaje: W przypadku śmierci któregoś z naszych rodziców - stawiali się wszyscy, którzy mogli. Uważaliśmy to za swój obowiązek. Na pogrzebie mojej mamy było nas około 15, a z Warszawy do Suchowoli jest 250 km! W diecezji białostockiej, z której pochodzę, na pogrzebie matki czy ojca kapłana zawsze był biskup, więc z szacunku dla tej tradycji przyjechał wtedy nasz bp Władysław Mizio-łek. - Ważne jest, że możemy na siebie liczyć w sprawach nie tylko, materialnych, ale także czasem duchowych - podsumowuje kolejny 45-latek w kapłaństwie ks. prał. Tadeusz Wojdat.

     KOLEGA-BISKUP

     Okrągłe rocznice kapłańskie są zawsze okazją do podsumowań. - Nasza wspólna Eucharystia jest najważniejsza, ale lubię przyjeżdżać na te spotkania także z bardziej prozaicznych powodów: aby zobaczyć, jak koledzy wyglądają i dowiedzieć się, co u nich słychać. O ile w pierwszych latach kapłaństwa wspominaliśmy seminaryjne życie i pierwsze doświadczenia w parafiach, to z wiekiem te spotkania stają się głębsze. Coraz więcej miejsca zajmują sprawy duszpasterskie i refleksja nad swoją drogą życia i kapłaństwa - mówi ks. prał. Jan Mężyński, 35-latek w kapłaństwie.

     Kurs, który 1 czerwca bieżącego roku obchodził 30-lecie święceń, może pochwalić się kolegą-ekcelencją. - Kiedy dowiedzieliśmy się, że jeden z nas, ks. Piotr Jarecki został biskupem, skrzyknęliśmy się szybko i nawiedziliśmy go. Pomodliliśmy za niego i dostał od nas w prezencie pastorał i mitrę. A po sakrze biskupiej wziął nas do siebie na obiad. To było dla nas duże wydarzenie - wspomina ks. prał. Jan Ujma i dodaje z nieukrywaną dumą: Jesteśmy ostatni, których wyświęcił Prymas Tysiąclecia!

     - Te coroczne spotkania pozwalają mi zobaczyć, jak moi koledzy zmieniają się. Jak chłopcy, których pamiętam z seminarium, stają się doświadczonymi, odpowiedzialnymi ludźmi. Mam nadzieję, że i oni dostrzegają to także we mnie - mówi z kolei ks. prał. dr Piotr Pawlukiewicz, który wraz z prawie czterdziestoma innymi kapłanami 2 czerwca świętował 25-lecie swojego kapłaństwa.

     - Te spotkania to cofanie się do źródeł. W końcu przez sześć lat szliśmy jedną drogą. Dobrze jest widzieć, jak się koledzy z czasem rozwijają, w którą stronę poszli, czego dokonali, kim są w Kościele. Im mam więcej lat, tym bardziej to widzę i doceniam. To są na ogół miłe niespodzianki, że na przykład ks. Pawlukiewicz to była w seminarium taka cicha myszka, a jak pięknie rozkwit! w duszpasterstwie i robi wspaniałe rzeczy - wspomina swojego przedmówcę ks. Krzysztof Grzej-szczyk, który w zaciszu Zalesia Górnego także z rozmachem rozwija Centrum Formacji Rodzin.

     - Chociaż coroczne, kursowe spotkania nigdy nie mają stuprocentowej frekwencji, bo ciągle brakuje czasu, bo nawał pracy duszpasterskiej, naukowej, bo choroby, wyjazdy na misje, odchodzenie do domu Ojca... to kolega kursowy zawsze pozostaje kimś bliskim, jak brat - mówią niemal jednym chórem księża. - Możemy na siebie liczyć i przez to służyć Panu z weselem!


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

13 czerwca 2010


Życie konsekrowane kobiet. Posługa i świadectwo. Praktyka formacji permanentnej Życie konsekrowane kobiet. Posługa i świadectwo. Praktyka formacji permanentnej
Serio de Guidi
Autor, zajmujący się obecnie formacją początkową i permanentną zakonnic i świeckich, w sposób skrupulatny kreśli zarys osobowości kobiety konsekrowanej, zakonnicy i apostołki, a także przedstawia posługę pastoralną zakonnego życia konsekrowanego kobiet od strony praktycznej - na płaszczyźnie działalności formacyjnej... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej