Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
ks. Marceli Godlewski

     Do niedawna niektórzy nazywali go antysemitą. W tych dniach został pośmiertnie uhonorowany tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Kim naprawdę był ks. Marceli Godlewski, proboszcz z warszawskiego getta?

     Był charyzmatycznym duchownym, jednym z prekursorów katolicyzmu społecznego, oddanym działalności charytatywnej społecznikiem, wybitnym publicystą i wydawcą. Człowiekiem, który całe życie poświęcił innym. A prócz tego ks. Godlewski napisał też pierwszy polski podręcznik archeologii biblijnej.

     SPOŁECZNIK

     Z katolicyzmem społecznym ks. Godlewski zapoznał się podczas studiów teologicznych w Rzymie, które podjął w 1889 r. Była to w owych czasach rzecz nowa. Wystarczy powiedzieć, że społeczna nauka Kościoła, wyrastająca z encyklik Leona XIII, znalazła się w programach nauczania seminariów duchownych dopiero po 1905 r.

     Działalność na tym polu nie była wówczas zajęciem bezpiecznym. Narażała bowiem na ataki zachowawczych kół Kościoła, które oskarżały nowatorów o "modernizm", kręgów socjalistycznych, którym nie podobała się aktywność księży w środowiskach ludzi pracy najemnej, jak i patrzącej złym okiem na niepartyjną konkurencję endecji. Była też tępiona przez zaborców, którzy z kolei starali się ograniczyć wpływy duchownych w społeczeństwie. Swoją działalność wśród robotników, najpierw w Łodzi, a potem w Warszawie, ks. Marceli zaczynał więc nielegalnie. Zgodnie z prawem mógł ją prowadzić dopiero po wypadkach 1905 r.

     Wszystkich inicjatyw, w których brał udział, w zasadzie nie sposób wymienić. Był twórcą Stowarzyszeń Robotników Chrześcijańskich. Zakładał tanie jadłodajnie, szkoły dla dzieci robotniczych, różne towarzystwa skupiające robotników, schroniska dla sierot, szkoły gospodarstwa domowego. Organizował kasy oszczędnościowo-pożyczkowe, mieszkania dla robotnic. Wybudował Dom Robotniczy przy ul. Kaliksta (dziś Śniadeckich). Udzielał się w pracach wielu organizacji i stowarzyszeń charytatywnych.

     WYDAWCA

     Dziesięciolecie poprzedzające wybuch I wojny światowej było w życiu ks. Godlewskiego okresem bardzo intensywnej działalności wydawniczej. W 1905 r. został na sześć lat redaktorem wychodzącej raz na tydzień "Kroniki Rodzinnej", później zaś - jej wydawcą. W 1913 r. uruchomił będący dodatkiem do "Kroniki" tygodnik społeczny pod tytułem "Nasz Sztandar".

     W 1907 r. objął na trzy lata redaktorstwo tygodnika "Pracownik Polski", organu Stowarzyszeń Robotników Chrześcijańskich. W 1909 r. wznowił miesięcznik "Któż jak Bóg", którego wydawcą i redaktorem odpowiedzialnym był do 1915 r.

     Ambicje ks. Godlewskiego nie ograniczały się do wydawania czasopism dla szerszej publiczności. W 1912 r. był jedną z osób, które reanimowały wychodzący wcześniej w Poznaniu miesięcznik "Ruch Chrześcijańsko-Społeczny", mający "charakter ściśle naukowy". 23 sierpnia 1914 r.; już w czasie zawieruchy wojennej, spełniło się marzenie ks. Marcelego: pod jego kierownictwem wyszła w świat gazeta codzienna - "Kuryer dla wszystkich".

     Objąwszy probostwp w parafii Wszystkich Świętych ks. Godlewski musiał z powodu nadmiaru zajęć zaprzestać działalności wydawniczej na szerszą skalę. Niemniej wydawał "Wiadomości Parafjalne. Katolicki Tygodnik Parafji Wszystkich Świętych", którego mutacjami były ("z ostatnią stroną własną") "Wiadomości Parafialne" parafii św. Krzyża oraz św. Stanisława.

     PROBOSZCZ

     Warszawską parafią Wszystkich Świętych ks. Godlewski kierował w latach 1915-45, a więc rozpoczynał i kończył swoje proboszczowanie w najtrudniejszych momentach: w czasie obu wojen światowych. Musiał zmagać się wówczas z nędzą materialną i moralną, walczyć o przetrwanie parafii, stawić czoło okropnościom hitlerowskiego totalitaryzmu.

     W latach Wielkiej Wojny - jak ówcześnie nazywano pierwszą - nieustannie zwracał się do parafian o "łaskawy datek", mający pomóc w ratowaniu ludzi od śmierci głodowej. Mimo ciężkich czasów parafia tętniła życiem. Ksiądz Marceli, oprócz ciągłych zbiórek na cele charytatywne i potrzeby kościoła, organizował pogadanki "ilustrowane obrazami kinematograficznymi", walczył z alkoholizmem, mobilizował parafian do pomocy chorym i ubogim.

     Kwitła tez działalność duszpasterska. Przy parafii działała Samopomoc Koleżeńska, oddział Towarzystwa Pań Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo oraz Konferencja Męska tegoż, Koło Młodzieży Żeńskiej czy Zgromadzenie Braci i Sióstr III Zakonu św. Franciszka z Asyżu. Był też prałat Godlewski moralistą. Na przykład napominał mężczyzn, pisząc: "Nie nadużywaj dobroci żony i nie czyń z niej tylko swej kucharki, szwaczki i pielęgniarki".

     NARODOWIEC

     Ksiądz Marceli był nieprzejednanym przeciwnikiem obozu piłsudczykowskiego. Upust swoim poglądom i temperamentowi politycznemu dawał na łamach "Wiadomości Parafjalnych", których wydawanie chyba nieprzypadkowo wznowił niedługo po wypadkach majowych 1926 r. Odprawiał Mszę św. za "poległych obrońców Ojczyzny w rocznicę walk bratobójczych", czyli przewrotu majowego, który nazywał "rzezią" i "podeptaniem przykazań Bożych". O organizatorach zamachu pisa! jako o tych, "co odważyli się porwać z bronią w ręku na majestat Rzeczypospolitej, zbezcześcili honor żołnierski, złamali przysięgę, mordowali żołnierzy spełniających swój obowiązek".

     Domagał się w "Wiadomościach" wyjaśnienia losów zaginionego w bardzo podejrzanych okolicznościach gen. Zagórskiego. Po wielu tygodniach daremnych wezwań oraz interwencjach cenzury ostatni artykuł w tej sprawie składał się tylko z tytułu: "Co się stało z gen. Zagórskim?"

     Obóz polityczny Marszałka oskarżał o uleganie wpływom socjalistycznym, masońskim i żydowskim. Tymczasem to on w 1927 r. pisał: "Urzędy zajmują ludzie z wyraźną marką socjalistyczną, a ludzie przekonań katolickich wyrzucani są na bruk, bo dziś tylko socjalizm-masoński popłaca. Proszę przyjrzeć się ostatnim mianowaniom na urzędy tak wyższe, jak i niższe. A choćby ostatnie utworzenie nowego ministerium, aby tylko przygotować żłób zwolennikom złamania przysięgi i rzezi majowej". Zaś notatkę pod znamiennym tytułem "Pan Piłsudski ucałował Torę", relacjonującą za prasą żydowską wizytę marszałka w Radoszycach, zakończył pytaniem: "Kim więc jest p. Piłsudski?".

     Zarzucał też rządzącym popieranie "mariawitów, Kościoła narodowego i innych sekt". "Pamiętamy jeszcze czasy moskiewskie, gdy rząd carski popierał sekciarzy celem rozbicia jedności katolickiej i narodowej. Dziś rząd majowy idzie tą samą drogą" - pisał. Toczył też, jak cały ówczesny Kościół, batalię przeciwko nowym regulacjom prawnym sankcjonującym śluby cywilne i rozwody. Oburzony rozwiązaniem przez sąd zawartego w jego parafii małżeństwa pisał: ..Wkrótce nawet śluby już będą niepotrzebne i wówczas zapanuje w Polsce raj bolszewicki". Za głoszone poglądy był dwukrotnie aresztowany przez władze sanacji.

     ANTYSEMITA

     Ksiądz Marceli był znanym orędownikiem postawy wyrażającej się w haśle: ..swój do swego po swoje". Pisał między innymi: "Zaiste piękne to hasło i powinno ono nam, wszystkim Polakom bez wyjątku, stale i na każdym kroku przyświecać, jeżeli nie chcemy ostatecznie, aby nasz handel rodzimy i przemysł chrześcijański w kraju całkowicie już miał być zagarnięty przez zachłanne w tym kierunku żydostwo". Jednocześnie ganił nieuczciwe praktyki "niesumiennych kupców" polskich.

     Rzucał gromy na tych, co wyzbywali się majątku. "Sprzedawczykostwo mnoży się - pisał - Coraz to pisma codzienne donoszą o właścicielu ziemskim, który majątek sprzedał żydowi, to znów obywatel miejski w ręce żydowskie odstąpił posiadana kamienicę, to wreszcie korzystną dzierżawę dano żydom, choć byli na tych samych warunkach chętni do wzięcia kandydaci chrześcijanie". "Sprzedawczyków" nie tylko smagał piórem, ale też piętnował ogłaszając ich nazwiska na łamach "Wiadomości".

     Miał obsesję na tle przekształcenia odradzającej się Polski w "Judeo-Polonię": "Niewiele nam pomoże przyszłe zjednoczenie ziem polskich, jeżeli nie my, lecz żydzi tej Polski będą panami. Z nami oni bowiem nigdy się nie zespolą. Chcą stanowić zawsze naród oddzielny i nie dziwimy się im wcale, niech sobie nim będą, ale nie na naszej ziemi. Mają Palestynę, tam ich ojczyzna. Stamtąd rugować ich nie będziemy, owszem dołożymy starań, aby i ich marzenia urzeczywistnione zostały, lecz tam, gdzie mają do tego największe prawo."

     Jednocześnie pisał: "Czyż jednak słyszał kto, abym kiedykolwiek wystąpił z nienawiścią do żydów? Czy wskażą mi choć jeden artykuł, w którym mogliby się dopatrzeć czegoś niezgodnego z nauką Chrystusową? Nie - zadaniem mojem było i jest, jako kapłana i obywatela kraju, uczyć, że kochać bliźniego jak siebie samego to nie znaczy, abyśmy mieli dla obcych i wrogich sobie przybyszów samobójstwa się dopuszczać lub oddać w ich ręce ziemię i domy nasze, a samym do Ameryki wywędrować. Dzwonienie na trwogę, gdy niebezpieczeństwo nam zagraża ze strony żydów; chyba nie może być wzięte za nienawiść względem nich".

     SPRAWIEDLIWY

     W czasie II wojny światowej parafia Wszystkich Świętych znalazła się w obrębie getta. Ksiądz Godlewski postanowił pozostać w niej, choć władze kościelne dały mu możliwość wyboru. Od razu też rzucił się w wir niesienia pomocy. Na terenie parafii udzielał schronienia Żydom. "Mieliśmy uczucie, że jesteśmy w zakątku zadumy, ciszy i życzliwości, który zachował się w piekle" - pisał po latach wybitny naukowiec Ludwik Hirszfeld.

     Ksiądz Marceli nie tylko udzielał gościny. Uruchomił także jadłodajnię, przemycał paczki żywnościowe, zorganizował przedszkole. Ale przede wszystkim narażając życie wydawał ratujące Żydów metryki chrztu oraz inne kościelne dokumenty. W ten sposób przyczynił się do uratowania od tysiąca do nawet trzech tysięcy Żydów. Brał też udział w przerzucaniu dzieci na "aryjską stronę". Według jednej z relacji miał też osobiście wynosić z terenu getta ukryte pod sutanną malutkie żydowskie dzieci.

     Ludwik Hirszfeld zanotował w swoich wspomnieniach: "Prałat Godlewski. Gdy wymawiam to nazwisko, ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jednej duszy. Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar swego kapłańskiego serca poświęcił Żydom. Gdy pojawiła się jego piękna, siwa głowa, przypominająca oblicze Piotra Skargi z obrazu Matejki, w miłości i w pokorze schylały się przed nim głowy. Kochaliśmy go wszyscy: dzieci, starcy, i wyrywaliśmy go sobie na chwilkę rozmowy. A nie skąpił siebie. (...) Często przychodził do nas, by pocieszać i pokrzepiać".

     Z kolei Ludwik Zaleski-Zamenhof, wnuk twórcy języka esperanto Ludwika Zamenhofa, pozostawił taką oto charakterystykę ks. Marcelego: "Był to postawny mężczyzna o siwych włosach i okrągłej, dobrej twarzy. Miał w wyglądzie coś szlachetnego".

     Na koniec oddajmy jeszcze raz głos Hirszfeldowi, który zapisał następującą relację Adama Czerniakowa, tragicznego prezesa gminy żydowskiej: "Prezes opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówili o żydowskiej niedoli, i jak się starał pomóc, i tej niedoli ulżyć. Mówił on, ile ten ksiądz, były antysemita, serca Żydom okazywał".


Marek Krukowski


Tekst pochodzi z Tygodnika

27 czerwca 2010


Kapłaństwo. Słudzy ludu bożego Kapłaństwo. Słudzy ludu bożego
Luis Resines Llorente
Sakrament kapłaństwa ma znaczenie społeczne, ponieważ jego racją bytu jest służenie wspólnocie kościelnej. Nie mogą istnieć księża bez Kościoła, bez wspólnoty chrześcijańskiej, z którą byliby związani. Niemożliwe jest też istnienie Kościoła bez księży.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej