Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Sakrament czy wyrok?

     Żaden z siedmiu sakramentów świętych nie wzbudza tylu lęków co namaszczenie chorych. W pobożności ludowej to nieuchronny zwiastun śmierci. Trudno o większe wypaczenie istoty i sensu namaszczenia, które w teologii nazywane jest sakramentem uzdrowienia.

     Ks. Arkadiusz Zawistowski, kapelan Szpitala Bródnowskiego, opowiada takie zdarzenie: - Kiedyś poszedłem na oddział ortopedyczny, a tam wiadomo, dużo młodych po wypadkach na boiskach i nie tylko. Kiedy dwóch takich delikwentów mnie ujrzało, dotarły do mnie pełne obawy słowa: "To u nas też się umiera?"

     No właśnie, skąd się wzięło takie myślenie o piątym sakramencie?

     SPADEK ŚREDNIOWIECZA

     W Nowym Testamencie nie ma opisu ustanowienia przez Chrystusa namaszczenia chorych, ale Ewangelia je zapowiada, wspomina bowiem, że apostołowie "wielu chorych namaszczali olejem" (Mk 6,13). Natomiast św. Jakub Apostoł i brat Pański w swoim liście poleca święte namaszczenie wiernym i ogłasza je jako istniejące w Kościele: "Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone" (Jk 5,14-15).

     Ks. prof. Józef Naumowicz z UKSW podkreśla, że w czasach starożytnego chrześcijaństwa zalecenie św. Jakuba było powszechnie wypełniane: - Autorzy wczesnego chrześcijaństwa stosunkowo rzadko mówią o namaszczeniu chorych, gdyż było ono oczywistą praktyką stosowaną od czasów apostolskich. Przypominają jednak, że jest ono prawdziwym sakramentem, a więc jest znakiem łaski, ale też, że umacnia chorego, uzdrawia duszę i może posłużyć do uzdrowienia ciała. Udzielano go wszystkim cierpiącym na różne dolegliwości. Na przykład św. Augustyn zalecał, by udzielać go także chorym, którzy mogą przyjść do kościoła. A więc nie dopiero w ostatnich chwilach życia!

     Ks. Naumowicz zwraca uwagę, że nazwa "sakrament umierających" lub "ostatnie namaszczenie" przyjęła się dopiero w średniowieczu. Jak zalecał sobór florencki (1439 r.) nakazywano udzielać go przede wszystkim w niebezpieczeństwie śmierci. Odtąd o ten sakrament prosiły zazwyczaj osoby duchowne albo świeccy z wyższych sfer. Lud stronił od namaszczenia, a nawet lękał się go. Uważano powszechnie, że po tym sakramencie niechybnie nastąpi śmierć. I takie myślenie pokutuje w wielu środowiskach do dziś.

     Tymczasem już sobór trydencki (1545-1563) przypomniał, że sakrament namaszczenia można przyjmować wielokrotnie. W posoborowych rozporządzeniach domagano się od proboszczów, by w razie potrzeby byli zawsze gotowi pojechać do chorych parafian.

     PRZYGOTOWANIE W PARAFIACH

     Ks. Zawistowski po kilku latach praktyki duszpasterskiej w szpitalu zdecydował się na rozdawanie pacjentom karteczek z informacją o sakramencie namaszczenia chorych, gdzie wyjaśnia jego istotę i warunki przyjęcia. - Wprowadziłem też zwyczaj udzielania sakramentu w szpitalnej kaplicy. Ci, którzy przychodzą na Msze św., zazwyczaj nie mają oporów w przyjęciu namaszczenia. Wcześniej wyjaśniam jego sens w homilii, podkreślam też, że poprzez chorobę ludzie wierzący mogą włączyć swoje cierpienie w ofiarę odkupieńczą Pana Jezusa - tłumaczy ks. Arkadiusz, dodając, że wiele oporów przed sakramentem namaszczenia chorych można pokonać, jeśli w parafiach organizuje się nabożeństwa dla chorych i osób w podeszłym wieku wraz z możliwością przyjęcia przez nich sakramentu namaszczenia.

     Co zrobić jednak, gdy chory jest nieprzytomny? - Takie sytuacje zdarzają się na Oddziałach Intensywnej Opieki Medycznej (OIOM), wtedy trudno czekać na prośbę rodziny. Udzielam sakramentu namaszczenia, gdy widzę jakiś znak u chorego, na przykład medalik. Potem zawsze informuję rodzinę lub pacjenta, gdy odzyska przytomność. Na ogół ludzie są wdzięczni - mówi kapelan z Bródna.

     Sytuacja na OIOM-ie jest wyjątkowa, niestety zdarza się jednak zbyt często, że księża wzywani są do nieprzytomnych chorych w domach. Zwraca na to uwagę abp Władysław Ziółek, ordynariusz łódzki i członek Papieskiej Rady ds. Pracowników Służby Zdrowia: "Wiemy, że wiele razy strach przed mówieniem nawet o potrzebie przyjścia księdza z sakramentami sprawia, że wzywa się go dopiero wówczas, kiedy chory jest nieprzytomny. Czy wolno nam w imię fałszywie pojętego współczucia i chęci nieprzysparzania choremu cierpienia zaniedbywać to, co odnosi się do nadprzyrodzonych darów Bożych i nadziei życia wiecznego? Wiele osób umiera, nie korzystając z tego sakramentu, co wynika z niezrozumienia jego istoty" - napisał arcybiskup w liście do wiernych, zaznaczając, że w niektórych parafiach dzieje się tak nawet w połowie przypadków.

     KIEDY I KOMU?

     Sytuacja, o której wspomina arcybiskup Łodzi, jest typowa dla wielu diecezji w kraju. Dziś też nieraz wzywa się kapłana z namaszczeniem chorych w ostatnim momencie, gdy człowiek umiera. Tymczasem sakramentem konających jest tak zwany Wiatyk, czyli Komunia Święta. Tę różnicę można było zauważyć podczas ostatniej choroby Ojca Świętego Jana Pawła II. Papież otrzymał sakrament namaszczenia chorych 31 marca, a w ostatnich godzinach życia - 2 kwietnia - Wiatyk. Warto zapamiętać relację abp. Dziwisza, bo opisane wydarzenia mogą być wzorem do naśladowania w naszych rodzinach: "W domu panował ogromny spokój: On wiedział, że jego przeznaczeniem był Pan. Żadnego lęku, wielki spokój. Ostatniego dnia poprosił, by całymi godzinami czytano mu Ewangelię. Ktoś z nas czytał Ewangelię według świętego Jana, po czym odprawiliśmy Mszę św., ponieważ przyszła nam do głowy natchniona myśl: odprawić Mszę ku czci Bożego Miłosierdzia, nadchodziła bowiem niedziela Miłosierdzia Bożego. Odprawiliśmy tę Mszę około ósmej i daliśmy Ojcu Świętemu Wiatyk, kilka kropli Przenajdroższej Krwi. Ewangelia była bardzo piękna: »Pan przyszedł do wieczernika«. Modliliśmy się bardzo: «Niech Pan przyjdzie w tym momencie». A potem trwaliśmy do ostatniego uderzenia serca, kiedy doktor Buzzonetti powiedział: «Odszedł do domu Pana». Nie odmówiliśmy: "Wieczny odpoczynek», ale zaśpiewaliśmy «Te Deum». Nie żałoba, ale dziękczynienie. On napisał w swoim testamencie, aby także jego śmierć przyczyniła się do dzieła ewangelizacji".

     Sam Ojciec Święty, jeszcze będąc w pełni sił, choć już w podeszłym wieku, chętnie spotykał się z chorymi i udzielał im sakramentu namaszczenia. Z okazji Jubileuszu Chorych i Pracowników Służby Zdrowia 11 lutego 2000 r. na plac św. Piotra w Rzymie przybyło ok. 15 tys. chorych, w tym 1,5 tysiąca osób na wózkach inwalidzkich i 7 tys. na noszach. "Cierpienie i choroba są częścią tajemnicy człowieka na ziemi. Oczywiście, że należy walczyć z chorobą, ponieważ zdrowie jest darem Bożym. Gdy jednak cierpienie zapuka do naszych drzwi, trzeba także umieć od- czytać w nim plan Boży. Kluczem do takiej lektury jest Krzyż Chrystusa" - powiedział wtedy.

     Sakrament chorych, jak przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego, jest szczególnym darem Ducha Świętego. Daje on łaskę umocnienia, pokoju i odwagi dla przezwyciężenia trudności związanych ze stanem ciężkiej choroby lub niedołęstwem starości. Przez łaskę tego sakramentu chory otrzymuje siłę i dar głębszego zjednoczenia z męką Chrystusa. Jak zauważa jeden z księży na forum internetowym: "Namaszczenie chorych jest sakramentem »czasu próby«, jakim jest każda choroba poważna, niosąca cierpienie i pytanie »dlaczego«. A więc także choroba chroniczna, nawet nieobłożna, niewymagająca zmiany planów życiowych, powodująca ograniczenie naszych możliwości i przybliżająca perspektywę śmierci (przykładem mogą być choroby serca). Namaszczenie chorych nie należy więc do "zaopatrzenia" bezpośredniego przed zgonem, ale łączy się z odwiedzaniem chorych w duchu Ewangelii, z posługą duszpasterską dla nich".

     Warto pamiętać, że sakrament namaszczenia można przyjmować wiele razy w życiu, a nawet kilkakrotnie w tej samej chorobie - gdy ponownie staje się ona problemem na skutek nowych komplikacji.

     DROGA DO UZDROWIENIA

     Sakramentu namaszczenia udziela się przez namaszczenie czoła i dłoni chorego olejem z oliwek poświęconym przez biskupa w Wielki Czwartek. Formuła wypowiadana przy udzielaniu sakramentu brzmi następująco: "Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie laską Ducha Świętego. Pan, który odpuszcza ci grzechy, niech cię wybawi i łaskawie podźwignie". Głównym celem namaszczenia chorych jest jednak pomoc potrzebna dla owocnego znoszenia cierpień i zachowania godnej postawy. Sakrament ten daje umocnienie, pokój i odwagę.

     Doświadczyła tego Małgorzata Sibilska. która przed kilkoma laty została pobita na ulicy:

     - Po kilku dniach od tego zdarzenia dostałam w pracy ataku epilepsji i znalazłam się w szpitalu na Stępińskiej na obserwacji. Moje cierpienia potęgowały przeżycia szpitalne na oddziale neurologicznym. Byłam załamana i wtedy odwiedził mnie znajomy ksiądz, proponując przyjęcie sakramentu chorych. Przyjęłam go z ogromną nadzieją i ulgą. Potem łatwiej znosiłam swoją sytuację: ufałam mocniej Panu Bogu. Umocnieniem były też częste odwiedziny księdza. Jestem mu za to ogromnie wdzięczna - wyznaje Małgosia.

     Dla ks. Zawistowskiego postawa tego kapłana jest godna naśladowania. Podkreśla, że wciąż za mało proboszczowie interesują się swoimi "chorymi owieczkami", podczas gdy na przykład w Stanach Zjednoczonych do tradycji należy odwiedzanie chorych parafian przez proboszcza. Oczywiście, w Polsce istnieje duża anonimowość, ale nawet osoby zaangażowane w życie parafii są rzadko odwiedzane przez księży. - Tylko raz byłem świadkiem odwiedzin proboszcza u pacjenta, członka asysty kościelnej w parafii Matki Bożej z Lourdes na Pradze. Przyszedł z Panem Jezusem. Nie muszę mówić, jak wielkim było to także dla mnie świadectwem - nie kryje ks. Arkadiusz.

     Czasem sakrament chorych niemal cudownie przywraca do życia. Ojciec Andrzeja z okolic Wrocławia był pogrążony w śpiączce wątrobowej: - Tato od wielu godzin był nieprzytomny, majaczył. Dla postronnego obserwatora jego bezładne wypowiedzi, krzyki byłyby może nawet śmieszne, ale nie dla nas z rodziny. Byliśmy załamani i przerażeni: mama płakała. Pobiegłem więc po księdza na plebanię, która znajdowała się naprzeciwko szpitala. Przyprowadziłem księdza i zaraz rozpoczął wypowiadanie formuły sakramentu. Nagle tato uspokoił się i zaczął - wciąż w śpiączce - powtarzać słowa księdza. Byliśmy zszokowani, ale modliliśmy się wszyscy razem. Potem tata zaczął wracać "do życia". Do dziś nie wiem, czy wtedy tamten ksiądz trafił po prostu w moment przełomowy choroby, czy też to Pan Bóg dal dowód swojego istnienia?


Alicja Wysocka


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

5.02.2006



Namaszczenie. Pokrzepienie w cierpieniu Namaszczenie. Pokrzepienie w cierpieniu
Luis Resines Llorente
Cierpienie przyjmowane z poddaniem się woli Bożej przysparza dobra Kościołowi. Autor mówi, że w sakramencie namaszczenia chorych Bóg chce być przy swoich cierpiących dzieciach, aby wesprzeć je swoją mocą... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej