Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Singlu, kim jesteś?

     Sąsiadka z osiedla, kolega zza biurka, starszy brat. Jeszcze kilkanaście lat temu "stare panny" i "starzy kawalerowie". Teraz awansowali na "singla".

     Awans to rzeczywisty, jak można sądzić, czytając o realizujących się, samozadowolonych, bezżennych 30-latkach? Czy może - jak twierdzą inni - zawsze dramat, skrywany pod przykrywką hedonizmu, braku zobowiązań i wakacji na Majorce? A może ani jedno, ani drugie? Może zwiększająca się liczba osób żyjących samodzielnie to znak czasu, sposób na życie ani dużo lepszy, ani gorszy od małżeństwa? Jaka jest prawda o tzw. singlach? Ich życie to wybór, konieczność, radość czy ból?

     Nowa nazwa - stare zjawisko?

     - Single jako zjawisko nie są kulturową nowością - twierdzi, pytany o genezę "singielstwa", psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego dr Tomasz Ochinowski. - W prawie każdym szlacheckim dworku były tzw. rezydentki, czasem rezydenci. Duża część żołnierzy zawodowych nie była żonata, zawsze też byli nauczyciele i działacze religijni. Ale wtedy mieli na siebie pomysł: chociażby przez pomoc innym. Dzisiaj nowością jest skala zjawiska. Wszystkich osób będących poza małżeństwem (socjolodzy wliczają w grupę singli również rozwodników i osoby owdowiałe) jest w Polsce ok. 5 mln. Szacuje się, że ta liczba jeszcze się zwiększy. - Nowością jest też ich "brak przydziału": część singli błąka się, nie ma pomysłu na życie. A społeczeństwo nie ma pomysłu na zagospodarowanie ich wielkiego potencjału - uważa Ochinowski.

     Dlaczego sami?

     Wśród osób samotnych są i samotni z wyboru. Jednak - co wynika chociażby z analizy wpisów internetowych - wielu jest również samotnych z konieczności. I nigdy nie uda się podać proporcji - których jest więcej. Danuta Prokulska-Balcerzak, psycholog i terapeuta, od kilku lat prowadzi warsztaty dla kobiet "Kiedy samotność boli". - Na warsztaty przyjeżdżają kobiety, które pomimo podejmowanego wysiłku nie mogą wejść w relację, przekształcić ją w więź, a potem - co bywa trudniejsze - więź utrzymać. Rozmawiamy wtedy o przyczynach tkwiących w nich samych: w różnych emocjach, ich przekonaniach i wyobrażeniach na temat związków i bliskości - opowiada.

     Na psychoterapię trafiają natomiast osoby w różnym wieku, dla których bycie singlem to problem.

     - Kiedy zaczynamy analizować ich życie, okazuje się, że przyczyny niemożności wejścia w bliską relację leżą w ich relacji z rodzicami. W początkach naszego życia uczymy się (lub nie) zaufania, bliskości i zależności. Jeśli w rodzinie nie rozwinęliśmy tych podstawowych umiejętności, to "bronimy się" przed ludźmi, izolując się, unikając bliskości i zależności. Podświadomie wydaje się nam, że tym sposobem unikniemy różnych przykrych uczuć związanych z odrzuceniem - uważa terapeutka.

     Inne przyczyny "singielstwa"? Jeszcze trzy dekady temu młodzi pobierali się w wieku 20-24 lat i nikogo to nie dziwiło. Dziś wiek zawarcia małżeństwa przesunął się o 5-6 lat i truizmem jest przypominanie, że jeśli myśli się poważnie o rodzinie, należy zdobyć dobre wykształcenie, pracę, mieszkanie. W efekcie, gdy 22-latka (nie w ciąży!) wychodzi za mąż - wprawia w osłupienie rówieśników. A samotna 30-latka przestała dziwić. Jednak ta 30-latka, jeśli nawet bardzo chce założyć szczęśliwą rodzinę, ma na to mniejsze szanse niż jej młodsza koleżanka. I nie tylko dlatego, że wszyscy potencjalni kandydaci "są już zajęci"...

     - Wiek do 22-23 lat to wiek idealizmu. Potem myślimy bardziej realistycznie, twardo, nie wierzymy już tak w ideały, w drugiego człowieka - mówi psycholog Urszula Domańska. - Z wiekiem zmniejsza się gotowość całkowitego zaufania drugiej osobie. Im dalej od wieku "idealizacji", tym większe przyzwyczajenia: do niezależności, wygody, dysponowania swoim czasem i zasobami.

     Młodzi ludzie, szczególnie z wielkich miast, żyją w coraz większym pędzie, a ten pęd nie wpływa pozytywnie na możliwość pogłębionej, osobistej refleksji. Może więc eliminować u prawdopodobnie zapracowanej 30-latki umiejętność zauważenia, przeanalizowania własnych potrzeb. Czasem też prawdziwe potrzeby są przez nią głęboko skrywane. - Konsumpcyjne podejście do życia i pośpiech przenosi się na relacje damsko-męskie - uważa Domańska. - Nasze związki stają się więc jak jedzenie fast foodów: zadowalamy się tym, co szybkie, łatwo dostępne, a niekoniecznie zdrowe.

     Akceptujemy singli?

     Czysto teoretycznie społeczna akceptacja "bycia singlem" jest uwarunkowana dwoma czynnikami: środowiskiem życia i poziomem wykształcenia. Można to w skrócie opisać tak: w większych miastach, wśród osób lepiej wykształconych, samotny 35-latek to singiel. Gdy jednak na święta wraca do rodzinnej Wólki na Podlasiu, z miejsca staje się starym kawalerem. - Moja mama chciałaby, żebym ożenił się z kimkolwiek i jak najszybciej - mówi Krzysztof, właściciel niewielkiej firmy w Warszawie. - W mojej rodzinnej miejscowości rówieśnicy mają już duże dzieci. Ja jeden taki "niewypał". Mnie z moim "starokawalerstwem" źle nie jest, ale dla mojej mamy to obciach.

     Teoria teorią, a w praktyce również wielkomiejscy single skarżą się na brak akceptacji zamężnych: - To bzdura, że singlom z wielkiego miasta jest fajnie, bo się nas nie wytyka palcami. W pracy patrzą na mnie zawsze jak na dziwoląga - mówi Anna, lat 38, bankowiec. - Polityczna poprawność i inteligencka grzeczność powodują, że nikt mi wprost staropanieństwa nie wytyka. Ale gdy mowa o ślubach, porodach czy zaręczynach, jakaś dziwna atmosfera się wytwarza: jakby ze mną o tym nie można było rozmawiać. I chyba się mnie boją. Podobnego zdania jest Marek z Gdańska, 39-latek, przedstawiciel handlowy: - To, że bycie singlem jest fajne, sami single wymyślili na osłodę. A prawda jest taka, że to obciach nie ułożyć sobie życia, nie ożenić się czy wyjść za mąż.

     Skazanie czy powołanie?

     Marek przyznaje: nie potrafi i nie chce zaakceptować swojej samotności. Twierdzi też, że inni go nie akceptują. Definiuje się tak: "samotny, wierzący i praktykujący katolik, z trudnościami ze znalezieniem odpowiedniej partnerki". "Odpowiedniej" - czyli również wierzącej i praktykującej, w podobnym wieku, wyznającej konkretny światopogląd. Marek twierdzi, że kobiet porządnych i "z wartościami" jak na lekarstwo. A lekarstwo - jak widać - nie dla niego. - Może gdybym nie stawiał tak wysoko poprzeczki, byłoby mi łatwiej znaleźć żonę - zastanawia się. - "Katosingle" mają gorzej. - Jest odwrotnie - twierdzi Joanna Michalska z portalu "Przeznaczeni.pl". Na matrymonialnym portalu skierowanym do zdeklarowanych katolików zalogowało się ok. 130 tys. osób. - Wartości pomagają w poszukiwaniach, bo jeśli od razu szukamy osoby wyznającej podobny światopogląd jak nasz, nie ma rozczarowań, jest łatwiej stworzyć szczęśliwą rodzinę - twierdzi. - Wydaje się, że katolik ma mniejszą możliwość wyborów, bo jest ograniczony przez zasady. Jeżeli się z tym męczy, rzeczywiście trudniej żyć - uważa Domańska. - Ale jeśli jest to świadomy wybór, a z wyborem łączy się osobowa relacja z Bogiem, to samotny wierzący jest w komfortowej sytuacji! Doświadcza poczucia wielkiej miłości, której nikt nigdy nie otrzyma od drugiego człowieka.

     Współcześnie wielu "katosingli" mówi: "moja samotność to powołanie". Ale czy formułka "mam powołanie do życia w samotności" nie jest nadużywana? - Mam wrażenie, że jest - mówi otwarcie Katarzyna Jarosz, żona Tomasza. Jaroszowie mają po 35 lat, są małżeństwem od 5. Doświadczyli życia w pojedynkę, poczucia samotności, lęku, "czy ktoś mnie jeszcze zechce". I dlatego, żeby pomóc innym, na prowadzonej przez siebie stronie dla katolików www.adonai.pl, utworzyli tzw. Źródełko. - Do Źródełka przychodzą osoby, które chcą poznać drugą połówkę, założyć szczęśliwą rodzinę. Często piszą o sobie, że nie mają już nadziei na odnalezienie prawdziwej miłości i pytają: "może to powołanie"? Tymczasem powołanie to dużo więcej niż nieumiejętność (z różnych powodów) znalezienia sobie męża czy żony. Jest świadomym wyborem: rezygnuję z poszukiwania żony czy męża, bo czuję, że Bóg ma dla mnie inny plan.

     Co zrobić z singlem?

     - Wiadomo, że nie wszyscy założą rodzinę. Wielu takim osobom można współczuć i, na ile to możliwe, trzeba starać się pomóc - uważa Katarzyna Jarosz. Jaroszowie pomoc unowocześnili. Przez Źródełko (są moderatorami) poznali Beatę, trzydziestoparolatkę, która przez Internet szuka męża. Kiedy Beata zaproponowała, żeby Źródełko "wylało" się do realu, najpierw razem stworzyli nową stronę: www.dla-samotnych.pl, a po kilku miesiącach "wylali" się na ulice Warszawy. Z singlami spotykają się na neutralnym terenie, na spacerach, wystawach. Chodzi o to, żeby nawiązywać znajomości prawdziwe, w prawdziwym świecie. I żeby odejść od klawiatury. - Chodzi też o to, żeby się wspólnie modlić. W trzeci piątek miesiąca znajomy proboszcz odprawia Mszę św. w intencjach naszych singli - opowiada Kasia. - Bo dlaczego modlimy się o powołania kapłańskie, a nie modlimy o dobre żony i mężów dla parafian? - Kocham singli - śmieje się dr Ochinowski. - I bardzo by mi się przydali do pomocy przy dzieciach, ale jakoś się nie kwapią. A poważnie: single mogą pełnić bardzo ważne role w społeczeństwie. Muszą się jednak zaangażować w coś, co będzie miało charakter odpowiedzialności za innych ludzi. Inaczej grozi im syndrom starokawalerstwa i staropanieństwa. A tego chyba sami by nie chcieli.


Agata Puścikowska


Tekst pochodzi z
tygodnika katolickiego

28 czerwca 2009


Jak pokonać samotność Jak pokonać samotność - poradnik dla kobiet
Barbara Dudzicz
Samotność ma różne oblicza, ale zawsze boli tak samo mocno. Szczególnie nas, kobiety. Poznaj 26 sposobów na samotność i zacznij nareszcie wieść życie, o jakim zawsze marzyłaś!» zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 James Headnail: 27.08.2017, 00:26
 Ja w sumie polubiłem bycie singlem. Dużo spokoju, żadnej jędzy zatruwającej ci życie. Polubiłem życie bez tego debilnego szukania drugiej połówki i całego tego gówna, które tylko samobójstwa powoduje. A jeśli nadal ktoś jest takim desperatem, żeby dalej chcieć drugiej połówki, wymyślcie ją. Równie dobrze możecie też pójść na cmentarz i po znalezieniu odpowiedniego sposobu, zrobić to, czego dla swojego stwora nie zrobił ten żałosny głupiec doktor Victor Frankenstein. Stworzyć ją!
 >z tej z..: 22.10.2016, 22:56
 Jeszcze nie urodzła się taka dla Ciebie. Z Twoim charakterem i,, wyższością,,pewnie i nie urodzi,niemalże porownujesz sie z bogiem . Ludzie tego świata są za nisko urodzeni ,szukasz Ksieżniczki i to raczej nie z tej ziemi pieknej,bogatej i nad podziw madrej ect.poszukujesz wyższych poziomów inteligencji itd ,tak to wyglada:)
 verva: 27.11.2015, 22:36
 No więc ja może w punktach: 1) Samotność wynika nie tylko z postawy danego człowieka (jak nas chca przekonać) ,ale i z braku społecznej akceptacji wobec tego bez pary. Nie udawajmy, i w społeczeństwie i w Kościele singiel = gorszy. 2) Nie kultywuje się przyjaźni, ani relacji rodzinnych. Kiedyś ludzie poznawali się przez rodzinę czy przyjaciół. Teraz tak nie jest, bo ludzie stali się strasznie aspołeczni. Nie chcą tworzyći podtrzymywać więzi bo to ich zdaniem strata czasu i pieniędzy. Stąd też nie robią imienin,urodzin itd. Nie zapraszają gości do domu. Pary zadają się wyłącznie z parami. Nawet w kręgu rodziny! 3) Single często słusznie unikają imprez masowych typu wesela, ponieważ obecnie pójście bez pary na taka imprezę skutkuje godzinami nudy. O ile w ogóle ktokolwiek cię zaprosi. Mi już kilka razy powiedziano, że mnie nie zaproszono, bo to jestem sama. 4) Kościół udaje, że nie ma problemu, bo jakby go zauważono, to sumienie kazałoby jakoś singlom pomóc. A na to szkoda czasu. Poza tym liczy się rodzina. 5) Poważnym problemem jest sfera finansowa i wygląd. Nie czarujmy się. Bez zaplecza finansowego trudno znaleźć męża czy żonę. Miłość to miłość, ale w ubóstwie nie przetrwa. Wygląd ... cóż... o ile samotne kobitki są często ładne i zadbane, to samotni faceci są często ich przeciwieństwem. Przystojny/ciekawy pan,katolik, z dobrym charakterem, w wieku 30+ nie istnieje. Nie chcę tu kłamać, mam 34 lata, jestem sama nie z wyboru, ale nie chcę być z kimś biednym i brzydkim. Dlaczego niewierząca ma mieć księcia z bajki, a ja mam się zadowolić kimkolwiek? To by mi uwłaczało jako człowiekowi. Zresztą to uwłacza każdemu, bez względu na płeć. I nie, to nie jest próżność. To poczucie, że nie chcę w życiu atrapy szczęścia. Wiem, że wielu z was mój post zirytuje, rozumiem. Ale ktoś powinien w końcu powiedzieć na głos : single-katolicy, tacy jak my to często ludzie, którzy nie chcą byle czego. Wielu z nas jest introwertykami. Nie lubimy tandetnych płytkich relacji, bezsensownych rozmów o niczym, imprez piwnych. Chcemy bliskości, a nie pozorów,atrap,improwizacji i prowizorek. Tyle w temacie.
 To ja. To ja.: 26.02.2014, 22:45
 Na koleżeństwo, przyjaźń, ... otworzę się serdecznie. Mam zawód, pracę, rodziców. Pomagam innym i nie stronię od innych. Nie mogę powiedzieć, że życie jest smutne - toteż chciała bym dzielić je z kimś kto ma w sobie dobro i widzi jasno sens swojego życia.
 beata: 18.03.2013, 19:00
 pozdrawiam
 beata: 17.03.2013, 19:21
 szukam od 6 lat..i nie moge znalezc..odpowiedniego pana
 beata: 17.03.2013, 19:12
 mam 44 lata iestem b.wrazliwa i niesmiala samotna katoliczka...szukam partnera skromnego dobrego i wrazliwego..sokojnego opiekunczego..na reszte zycia..czy tu znajde?
 beata: 17.03.2013, 19:09
 mam 44lata domatorka
 robert: 27.12.2012, 13:39
 ludzie po co patrzec przez pryzmat wieku jaki sie ma. Nie każdy jest dojrzały do zalozenia rodziny w wieku 20-pary lat. Jeśli będziecie wywolywac sobie presję ze jesli do do takiego wieku nie zaloze rodziny to bedzie koniec to nestety odbije sie na sdrowiu. Trzeba wierzyc w siebie, nawet ludzie w solidnym wieku (ok 50) mogą liczyc na zalozenie rodziny a dzieci też mogą mieć np adoptowane. WIARA CZYNI CUDA a nie zniechęcanie się
 do Pawła: 06.12.2012, 11:15
 Aha i jeszcze jedno - dla mnie powiedzenie "Nie proszę Boga o to, bym kiedyś się ożenił i założył rodzinę, bo po prostu w to nie wierzę, " - to tak jakby powiedzieć "nie proszę Boga, wy wyjść z alkoholizmu, narkotyków czy masturbacji". Taki już jestem pogodziłem się z tym.
 do Pawła: 06.12.2012, 11:11
 Słuchaj facet!! Chcesz sobie niszczyć życie to sobie niszcz, ale nie wywieraj wpływu na innych!! Co znaczy że mam się nie przejmować, że będę sam??!!! I że się nie modlisz o żonę i dzieci, bo "nie wierzysz"? Masz wierzyć i koniec!! Ja tak robię i nie poddaję się, bo nadzieja umiera ostatnia. Zgodzę się z jednym - trzeba się udzielać społecznie, niemniej samotność boli i tego NIC nie zmieni. Ja już wcześniej czytałem wypowiedź Pawła, ale teraz do mnie dotarło, co on za zwodnicze teksty wypisuje ("nie proszę Boga, żebym się kiedyś ożenił i założył rodzinę, bo po prostu w to nie wierzę". Naprawdę bardzo proszę administratora o usunięcie tego postu.
 Mateusz: 05.04.2011, 17:05
 Do Pawła - NIGDY nie mów nigdy. Ja jestem niewiele młodszy, ale nie poddaję się. Żyję dalej, cieszę się życiem ale czuję, że to już niedługo się stanie. Dobrze, że się nie załamujesz, ale nie przekreślaj opcji bycia mężem i ojcem. Pozdro :)
 Magda: 29.03.2011, 19:39
 Wpis Pawła bardzo mi się podoba.....Ja już bliżej 30 niż dalej ale to nie powód do żali i zmartwień....Na każdego przyjdzie pora. Pracuję, mam przyjaciół, rodzinkę w której dużo siostrzeńców i bratanica więc jest oki :) No i jestem zdrowa a to też ważne:) Nie ukrywam że czasem samemu jest smutno człowieka dobija co nieco i ma ochote przytulić siędo kogoś , czuć się bezpiecznym ale gdybym ciągle się zamartwiała to depresja murowana jak nic.Trzeba umieć się cieszyć z tego co się ma :) Chcę załóżyć rodzinke ale lepiej znaleźć tego włąściwego niz pierwszy lepszy z brzegu:) Pozdrawiam PAwła....ponieważ bardzo jego wpis jest trafny:)
 Paweł: 25.03.2011, 01:36
 Ja nie mogę! Ludzie, co jest z Wami? Po co tyle narzekać i płakać? Ja mam 27 lat, zawsze sam, ale nigdy samotny. Mam pracę, która jest moją pasją, udzielam się społecznie. Nie można płakać i narzekać. Trzeba wyjść do ludzi i być dla ludzi, zrobić coś dobrego i pożytecznego. Narzekaniem bliźniemu się nie pomoże, a Nieba za darmo nie będzie! ;) Pogodziłem się z tym, że będę sam, ale nie będę z tego powodu płakał do poduszki. Trzeba żyć, cieszyć się tym życiem, robić coś dla innych. Nie proszę Boga o to, bym kiedyś się ożenił i założył rodzinę, bo po prostu w to nie wierzę, ale za to proszę o to, w co wierzę, że się uda, czyli bym mógł żyć robiąc coś dobrego dla innych, samemu czerpiąc z tego radość. :)
 news1982: 01.02.2011, 18:03
 Ja również jestem samotny. Ale to przez to,że straciłem już jakąkolwiek wiarę w to, że bóg mnie kocha i że chce dla mnie dobrze. Zbyt wiele mnie przykrości w życiu spotkało włącznie z ludźmi. Nie mogę znaleźć pracy na godne życie ani partnerki, która chociażby spróbowała mnie pokochać, bo ja bardzo pragnę związku. Niestety nic aktualnie poza łzami mi n iepozostaje. Biorę się w garść już od 8 lat i nie widzę efektu. Żadnych perspektyw. Czasami wydaje mi się, że Bóg kocha tylko tych co mają pieniądze. Tylko im funduje rodzinę w przyszłości i uśmiech na twarzy.
 dawid31: 31.01.2011, 13:14
 Witajcie. Nawiaze znajomosc z sympatyczna dziewczyna. Ostatnio troche przytloczyly mnie rozne wydarzenia zw. z praca, rozstaniem z dziewczyna itd do tego doszla samotnosc. Postanowilem zmienic troche towarzystwo i swoje zycie. Jesli masz ochote mnie poznac lub napisac mi cos co podniesie na duchu pisz na maila noideaforlogin@wp.pl. A moze ktos planuje jakie spotkanie osob samotnych, chetnie sie wybiore..
 Joasia: 01.01.2011, 18:28
  Czy istnieje mężczyzna po 50+ który mógłby prawdziwie pokochać i być dobrym opiekuńczym mężem i przyjacielem tworząc szczęśliwą katolicką rodzinę czy w tym zakłamanym świecie istnieje takie uczciwe samotne serce - tak trudno się spotkać ale wierzę i mam nadzieję że Pan Bóg ma wobec nas wszystkich swoje plany chce dla nas jak najlepiej i nigdy nas nie zostawi w smutku mocno w to wierzę Wszystkim życzę Błogosławieństwa Bożego w nowym roku
 Francia: 27.08.2010, 13:26
 A ja myślę tak.......Bóg dał nam wolną wolę, to my wybieramy męża. Myślę że modlitwa w intencji dobrego męża ma na celu rozeznanie tego czego chcemy, czego szukamy, dodaje odwagi do wejścia w związek, pomaga przetrwać trudne chwile w samotności, dać nadzieję, pomóc przezwyciężyć lęk z jakim czasami sie np ja borykałam w celu wejścia w związek. Uważam że sama wybrałam i zgodziłam się na bycie z kimś kto tez nie jest idealny.To był moj wybór, i w razie niepowodzeń nie bede miec pretensji do nikogo tylko do siebie a nie do Boga "że jakiego Ty mi męża dałeś". Czasami mysle że ludzie się modlą o męża by Bóg "pokazał" który to. Ale to nie Jego rola. To jest moje zdanie i nie każdy może sie z nim zgodzić. Myśle że w szukaniu męża napewno pomagają kontakty z innymi ludzmi, czasami ryzyko. Życzę dużo odwagi ludziom nieśmiałym, szukajcie jej w modliwtie:) Bierzcie sprawy w swoje ręce.:) Tyle co moge powiedzieć. Ja też się modliłam i mam narzeczonego, może nie gorliwy katolik ale bardzo dobry człowiek i jestem szczęśliwa:) Imyśle że modlitwa dodała mi odwagi której się bałam, jest fajnie i jestem zadowolona. Pamietajcie nie ma ideału, szanujcie się, pielęgnuje związek, bądźcie wyrozumiali na różnice:) Życzę Wam wszystkiego dobrego. Dużo uśmiechu i kokietu na dzień dobry też sie przyda.:)Pozdrawiam
 slnko: 25.08.2010, 13:27
 Hej! O inicjatywie mszy i spotkań dla singli usłyszałam na pielgrzymce i uważam, że jest to całkiem fajna sprawa. Osobiście też jestem sama...a samotna tylko czasem, kiedy siedzę wieczorem w domu i złapie mnie chandra. Mam 26 lat i wierze w to, że mam jeszcze czas;) Jak powiedział ktoś mady (mój kolega) "mężczyzna szuka kobiety dotąd, aż ona go znajdzie" - więc mam marne szanse, bo to ja czekam na"księcia na białym koniu, śpiewającego serenady";) Nie chce korzystać z portali internetowych w celu nawiazania znajomości, bo wydaje mi się to raczej złudne - każdy przedstawia sie tak jak chce by go widziano, a druga osoba w wyobraźni go idealizuje. Na msze oraz spotkania też nie planuję przyjść...nie wiem czemu ...jakaś wewnętrzna blokada na zasadzie "tonący brzytwy się chwyta". Pozdrawiam Was wszystkich i trzymam kciuki za każdego "samotniaka" - niech Was kiedyś trafi... oczywiście strzała amora:) Uszy do góry! Buzia:)
 slnko: 25.08.2010, 13:07
 Hej! O inicjatywie mszy i spotkań dla singli usłyszałam na pielgrzymce i uważam, że jest to całkiem fajna sprawa. Osobiście też jestem sama...a samotna tylko czasem, kiedy siedzę wieczorem w domu i złapie mnie chandra. Mam 26 lat i wierze w to, że mam jeszcze czas;) Jak powiedział ktoś mady (mój kolega) "mężczyzna szuka kobiety dotąd, aż ona go znajdzie" - więc mam marne szanse, bo to ja czekam na"księcia na białym koniu, śpiewającego serenady";) Nie chce korzystać z portali internetowych w celu nawiazania znajomości, bo wydaje mi się to raczej złudne - każdy przedstawia sie tak jak chce by go widziano, a druga osoba w wyobraźni go idealizuje. Na msze oraz spotkania też nie planuję przyjść...nie wiem czemu ...jakaś wewnętrzna blokada na zasadzie "tonący brzytwy się chwyta". Pozdrawiam Was wszystkich i trzymam kciuki za każdego "samotniaka" - niech Was kiedyś trafi... oczywiście strzała amora:) Uszy do góry! Buzia:)
 
(1) [2] [3] [4]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej