Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ty Panie jesteś mą Nadzieją...

     Długa i kręta była moja droga do wiary. Nie wzrastałam w rodzinie dla której Bóg stanowi wartość. Co prawda zostałam ochrzczona i przystąpiłam do pierwszej Komunii Świętej, ale tutaj przerwała się moja więź z Bogiem. Moja sceptyczna natura przyjmowała prawdy zawarte w katechizmie, ale nie wierzyła im. Przez całe dzieciństwo i wczesną młodość żyłam w poczuciu krzywdy. Czułam złość do Boga o to, że dotknął mnie znaczną niesprawnością. Gromadziłam tę złość w sobie i traktowałam Boga i ludzi z pewną podejrzliwością.

     A Bóg wielokrotnie przychodził do mnie poprzez innych ludzi- znajomych i obcych, ale ja nie dostrzegałam znaków Jego Obecności. Nie uczęszczałam na lekcje religii. W liceum nie uczęszczałam nawet do szkoły - bo miałam indywidualne nauczanie. To zwiększało poczucie izolacji. Pamiętam jak w trzeciej klasie tuż przed świętami Bożego Narodzenia odwiedził mnie ksiądz Krzysztof. Przyszedł z pięknym prezentem, ale co najpiękniejsze - ze szczerą chęcią udzielania mi katechez. Dał mi swoje bardzo osobiste świadectwo. Ja jednak odrzuciłam jego pomoc. Żałuję tego do dzisiaj. Już wtedy miałam szansę doświadczyć Bożej Obecności , wzrastać w wierze i ustrzec się przed wieloma życiowymi błędami.

     W 1997 roku pojechałam na pierwsze rekolekcje. Raczej dla towarzystwa i rekreacji niż z powodów religijnych. Tuż przed wyjazdem odwiedziłam... bioenergoterapeutę. Na rekolekcjach nie zwracałam na nic uwagi. Nawet na to, że oto mamy powódź stulecia. Byłam bardzo zamknięta, pochłonięta własnym niepokojem. W takim stanie ducha nie odczułam Obecności Boga.

     Wróciłam do domu i wtedy zaczęła się pierwsza wielomiesięczna depresja. Przez 7 miesięcy nie wstawałam z łóżka złorzecząc rodzinie, światu i przeklinając dzień w którym się urodziłam. Pochłaniałam za to masę jedzenia i w ciągu trzech miesięcy przytyłam 17 kilo. 30 stycznia następnego roku doświadczyłam Łaski - w ciągu jednej sekundy wstałam z łóżka i zaczęłam planować dalsze życie. Nie były to plany daleko wybiegające ale od czegoś trzeba było zacząć. Nadal jednak w moim życiu nie było świadomości Bożej Miłości. Rozpaczliwie za to szukałam miłości mężczyzny. I to poszukiwanie doprowadziło mnie na kraj nędzy duchowej. Pokochałam bałwochwalczo i przestałam cokolwiek widzieć. Zaczęłam korzystać z usług ...wróżki. To pogorszyło mój stan emocjonalny, więc znów szukałam ratunku w... bioenergoterapii. Nie miałam świadomości ogromnego zła płynącego z takich praktyk.

     W 1999 roku wyjechałam na studia. Zamieszkałam w akademiku. Każdy ma wyobrażenie jak wygląda takie życie. Było mi bardzo trudno, nie mogłam się przystosować. Zaczęłam uciekać z akademika do kościoła, bo tam przynajmniej .. było cicho. Pan Bóg zawsze znajdzie sposób :-) Poznałam małżeństwo psychologów, z którym się zaprzyjaźniłam. Regularnie wpadałam do nich na niedzielny obiad, aby odetchnąć od męczarni w akademiku. Zobaczyłam pełną ciepła rodzinę dla której najważniejszy jest Bóg. Leszek starał się ze wszystkich sił dbać o moje życie religijne. Pytał mnie o spowiedź, modlitwę. Irytowało mnie to. Uważałam to za sprawy zbyt osobiste. A on wytrwale podsuwał mi książki, chodził ze mną na mszę świętą.

     Po 19 latach przystąpiłam do sakramentu pokuty i pojednania. Spowiadający mnie ksiądz wyznał iż mnie podziwia, bo on nie miałby odwagi tyle lat żyć bez Boga. Wtedy tego nie rozumiałam. Nie odczuwałam też mocy płynącej z Eucharystii. Czułam po ludzku- ulgę.

     W tzw "międzyczasie" udręczona pustką wstąpiłam do Stowarzyszenia Katolickiej Młodzieży Akademickiej. Nie udzielałam się w akcjach tej grupy. Po prostu czułam się bezpiecznie między osobami, które są spokojne, nie piją, nie ćpają, a do tego promienieją ciepłem i radością. Z chęcią uczestniczyłam w zabawach integrujących, w pokazach filmów.

      Na trzecim roku studiów pojechałam z koleżanką Małgosią na studencką pielgrzymkę do Częstochowy. I wtedy podczas czuwania coś we mnie drgnęło. Śpiewałam z innymi "Niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię". Pamiętam, że się rozpłakałam. A potem poczułam pokój w sercu. Z radością uczestniczyłam w niedzielnej Eucharystii. Nadal jednak nie chodziłam regularnie do spowiedzi i nie przyjmowałam Komunii Świętej.

     Po powrocie do domu wstąpiłam do tutejszego KSM-u. Wyraźnie czułam, ze Bóg mi Błogosławi. Ważnym momentem było rozpoczęcie wolontariatu w świetlicy środowiskowej. W tym czasie byłam pełna pokoju, wdzięczności Bogu i jak zauważyłam nie sprawiała mi trudności powiedzieć "Bądź wola Twoja". Zaczęłam uczęszczać regularnie do Kościoła- regularnie, ale nie co niedzielę. Jeździłam na rekolekcje do Czernej.

     Potem znów nadeszły trudne czasy. Wielokrotnie podejmowałam próbę psychoterapii. Efekty, nawet jeśli były- nie trwały długo. Depresje wciąż powracały paraliżując wolę.

     Na początku czerwca 2006 w czasie bezsennej nocy podjęłam decyzję o przyjęciu sakramentu Bierzmowania. Dzięki księdzu Sławkowi sprawy potoczyły się błyskawicznie. Już 19 czerwca zostałam namaszczona Duchem Świętym. Moją patronką została św. Faustyna – orędowniczka Bożego Miłosierdzia. Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że był to najpiękniejszy dzień w moim życiu. Bóg obdarzył mnie Łaską, o której trudno pisać.

     W połowie lipca tegoż roku pojechałam do Skorzeszyc, na rekolekcje Odnowy - nie będąc jeszcze we wspólnocie. Z wielkim wzruszeniem wysłuchałam świadectwa Krzysztofa, który opowiadał jak Bóg wyprowadził go w jednej chwili z alkoholizmu i narkomanii. Pamiętam, ze nie mogłam przestać płakać. Następnego dnia było ewangelia o dziecięctwie Bożym. Zapragnęłam z całego serca poczuć się dzieckiem Bożym i poprosiłam o to Boga. Spokój jakiego zaznałam parę chwil później był zupełnym błogostanem. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam takiej harmonii. Nie wiedziałam że radość może objawiać się w takim pokoju. Bóg przychodził ze swoim uzdrowieniem. Dodatkowym szczęściem napełniała mnie świadomość modlitwy w mojej intencji. Poczułam niewysłowioną wdzięczność i przekonanie, że od tej pory wszystko będzie inaczej. Wtedy to wybrałam Jezusa na swego Pana i Zbawiciela. Wtedy też odkryłam swoje najważniejsze powołanie. Bez względu na upadki jakich doświadczyłam i doświadczam nic już nie jest takie jak przedtem.

     Od czasu tamtych rekolekcji pory mam stałego spowiednika. Pomaga mi wzrastać duchowo. Wiem, że moje uzdrowienie wewnętrzne to proces. Nadal są we mnie pokłady złości. Topnieją jednak pod dotknięciem Bożej Miłości. Dwa miesiące temu Bóg pokazał mi, że chce i może uwolnić mnie od frustracji. Pokój, który wtedy przyszedł i który trwał kilka tygodni nie wynikał z pracy nad sobą. Nie wymagał wysiłku z mojej strony. Zrozumiałam wtedy, że sprawy o które się złoszczę nie są tego warte. Poczułam wartość wyrozumiałego patrzenia na ludzkie słabości. Poprawiły się moje relacje z rodziną i przyjaciółmi. Stałam się bardziej wyrozumiała i łagodna.

     Przyznam, że nie umiem żyć bez Bożej łaski. Prowadzę życie sakramentalne, bo dobrze wiem jak wygląda życie bez Boga. Bez Bożego tchnienia jestem tylko bezwolnym ciałem, które nie może drgnąć w kierunku dobra. To On daje mi pokój, radość i tożsamość. Pragnie być moją pasją życiową. Najważniejsze to nie tracić z Nim kontaktu. Często jeszcze wymykam się Mu z rąk, by szukać własnej drogi. Często własne pragnienia przysłaniają mi Jego Mądrość. Zaraz jednak wracam i proszę- " Nie słuchaj moich głupot".

     Nadal szukam swojego miejsca w życiu. Teraz jednak przepełnia mnie Nadzieja.

     CHWAŁA PANU!!!


Agnieszka


Każda chwila to miłość. Rozmowa z moim Panem Każda chwila to miłość. Rozmowa z moim Panem
s. Teresa Chomieniec MSC
Każdego z nas Chrystus zaprasza do osobistego dialogu. Zapiski współczesnej siostry zakonnej, pisane są w formie rozmowy ucznia ze swoim Mistrzem, mogą być pomocą dla każdego, kto pragnie żyć z Jezusem na co dzień... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Teddy: 07.02.2011, 07:53
 Wzrastaj w wierze. Ufaj Bogu. Tylko On może nam naprawdę pomóc. Pozdrawiam :)
 Andrzej: 07.12.2008, 09:09
 Mersi za świadectwo:)!
 Maria: 07.12.2008, 04:56
 Agnieszko!Glowa do gory!Bog Cie Kocha.Tez chcialabym przezyc cos takiego.
 S:: 06.12.2008, 22:57
 Ja tez cos wiem o Bozej milosci... jestem teraz szczesliwa mam "tozsamosc" nadzieje ,duzo , duzo nadziei... i co najwazniejsze odkrylam Prawdziwa bezinteresowna, doskonala Milosc ... - Boga !!!
 tmina: 06.12.2008, 15:36
 Chwała Ci Boże ! :D
 Beata: 06.12.2008, 11:52
 Chwała Panu!:)
 wiatr : 06.12.2008, 11:22
  TAK ... BÓG ...PRAGNIE ... BYĆ PASJĄ ŻYCIOWĄ .. Człowieka ... aby TEN .... Odnalazł ... MIŁOŚĆ ...a z Nią ... Ludzkie ... Normalne .. Szczęście ! ...aby Zagościł ... Ład ...Porządek ... Pokój ! Chwała PANU ...za Łaskę Wytrwałości ... na Drodze w Poszukiwaniu Panu ! Amen !
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej