Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Otworzyłam Oczy

     Byłam "ślepa" mimo dobrego wzroku i "głucha" mimo dobrego słuchu, skupiona jedynie na swoich własnych potrzebach. Agresja, ignorancja, duma, pycha, egoizm ...stały się pozycją numer 1 w moim życiowym CV i jak to bywa kiedy się "nie widzi" lub "nie chce widzieć" wpada się w dół ...dół, który wykopuje się samemu sobie.

     Moja mama od samego początku starała się wychować mnie na osobę przestrzegającą praw wiary katolickiej. Od kiedy pamiętam wpajała mi jak ważne jest uczęszczanie na Mszę Św., przystępowanie do spowiedzi i Komunii Św. I z początku szłam za jej przykładem ale robiłam to mechanicznie bardziej z przyzwyczajenia niż z prawdziwej potrzeby ducha.

     Nie zdawałam sobie sprawy jak wielkie to ma znaczenie i o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Tak jakby "ignorancja" stała się moim drugim imieniem.

     Patrząc wstecz na moje dzieciństwo (rozwijałam tę "taśmę" tyle razy, że aż trudno zliczyć)

     Było w nim wiele bólu i cierpienia, które w pewnym sensie rozwinęło we mnie te cechy a nie inne. Mój ojciec był alkoholikiem praktycznie przez większość swojego życia i niestety ten jego nałóg opieczętował nasz dom a potem go zabił.

     Po alkoholu często stawał się agresywny wobec mojej mamy i dlatego od małego stawałam w jej obronie. Mi nic nie groziło ponieważ tata nigdy nie podniósł na mnie ręki ani nigdy nie był wobec mnie agresywnie nastawiony.....tak jakby jego miłość do mnie potrafiła zwalczyć zło, które nim zawładnęło. Wtedy sobie jednak z tego nie zdawałam sprawy dlatego oskarżałam go za całe cierpienie, które doświadczała moja mama i ja sama bo bardzo to przeżywałam. Były momenty że go nienawidziłam i to co wtedy myślałam i czułam aż strach powtórzyć . Teraz widzę, że kiedy wpuszcza się zło do domu ono zaraża jak tylko może i kogo tylko może i zaraziło również mnie.

     Obwiniałam za te cierpienia nie tylko tatę ale również moją "świętą" mamę, które była prawdziwym wzorem cnót jakie warto naśladować. Obwiniałam ją, za to, że nie chce spokoju bo nie chciała się rozwieść przez co skazywała nas cierpienie. Nie cieszyło mnie zbytnio to, że miałam wiele jeśli chodzi o dobra materialne bo nie miałam tego co tak naprawdę pragnęłam mieć spokoju.

     Zaczęłam robić się wobec niej coraz bardziej agresywna, złośliwa, niewdzięczna.

     Wywoływałam awantury z byle powodu a kiedy dochodziło do kłótni nie potrafiłam się szybko wyciszyć i przeradzało się to w prawdziwe piekło. Po jednej z takich kłótni do dziś mam pamiątkę - jest nią blizna na przedramieniu, za którą mogę podziękować sama sobie. Kiedy po jednej z awantur mama chciała wejść do kuchni żeby ze mną porozmawiać ja w swojej furii trzasnęłam przed nią szklanymi drzwiami i odłamek szkła przeciął mi rękę. Nie obyło się bez szwów i bez kolejnego powodu do obwiniania tej niewinnej osoby za to co się stało. Znęcałam się psychicznie nad jedyną osobą, którą tak naprawdę kochałam i o którą tak bardzo się bałam i zdawałam sobie z tego sprawę ale nie potrafiłam powstrzymać tego "koła zła", które toczyło się coraz szybciej niszcząc wszystko po drodze a najbardziej mnie samą.

     Przestałam chodzić do kościoła po części z lenistwa (bo myślałam że Boga trzeba mieć w sercu i po części z buntu bo myślałam, że nie muszę wysłuchiwać zacofanych kazań).

     Moja mama próbowała mnie zmienić ale nadaremnie. Byłam "głucha" wiec to co do mnie mówiła odbijało się niczym groch o ścianę. Zaczęłam powoli się oddalać od wszystkich wartości, które we mnie wpajała kiedy byłam młodsza. Uważałam się za nowoczesną dziewczynę, która nie musi stosować się do staroświeckich reguł kościelnych w sprawach antykoncepcji czy małżeństwa . Jesteś tym co myślisz dlatego nie obyło się bez seksu z przygodnymi partnerami (na co zawsze miałam wytłumaczenie nazywając to "wakacyjnymi przygodami" i tym, że przecież żyjemy w 21 wieku i wszyscy tak robią wiec ja wierna czytelniczka "Cosmopolitan" miałabym być inna ?)

     Czułam się wolna (tak mi się przynajmniej zdawało .....a byłam bardziej zniewolona niż gdyby mnie ktoś zamknął w ciasnej klatce i obwiązał dodatkowo sznurkiem.....Zniewolił mnie grzech z czego nie zdawałam sobie kompletnie sprawy)

     Żyłam z kłamstwem za pan brat a kradzież była mą siostrą ponieważ za każdym razem kiedy obmawiałam i krytykowałam kogoś kradłam jego dobre imię i godność. Z dnia na dzień pogrążałam się w coraz większym bagnie własnych grzechów.

     Lata mijały. Tata zaczął bardzo ciężko chorować a mama zajmowała się nim czule jak najlepszym przyjacielem. Kiedy tata umarł trudno powiedzieć, co czułam.....chyba nic (jego nałóg nigdy nie pozwolił nam się do siebie zbliżyć) .....a jednak już wtedy powoli następowała we mnie przemiana już wtedy Jezus- Bóg i Maryja wyszli na drogę, żeby mnie odszukać.....choć ja jeszcze o tym nie wiedziałam.

     Na pogrzebie poprosiłam w duchu tatę o przebaczenie i sama mu przebaczyłam. Może na samym początku kiedy to powiedziałam jeszcze w to nie wierzyłam ale wyszłam (z pomocą Boga) z taką inicjatywą i to już był mały krok w przód ....mały kroczek, który dał nadzieję.

     Minęły 2 lata .....ale jakieś znaczącej zmiany w swym zachowaniu nie widziałam.

     Nadal nie chodziłam do kościoła , zapomniałam już jak wygląda spowiedź i nadal byłam agresywna wobec mamy i wykorzystywałam ją jak tylko mogłam (to ona gotowała, robiła zakupy chodziła wokół mnie a ja nie kiwnęłam nawet palcem żeby jej pomóc)

     Pomimo tego, że było tez we mnie dobro i wrażliwość szczególnie wobec zwierząt to zło walczyło o to, żeby te dobro wychodziło na światło dzienne jak najrzadziej.

     Aż któregoś dnia mama po powrocie od lekarza dowiedziała, że ma raka macicy.

     Zaczęłam podtrzymywać ja na duchu mówiąc i wierząc że wszystko będzie dobrze że wyjdzie z tego jak tyle innych osób (nawet sobie nie zdawałam sprawy z powagi sytuacji).

     Mama dużo się modliła przez całe swoje życie ale w chorobie jeszcze więcej i nigdy się nie poddała, nigdy nie straciłam pogody ducha czy poczucia humoru.

     Operacja się udała i czekały ją naświetlenia czyli radioterapia przez, którą traciła coraz bardziej na wadze .....Po kilku seansach naświetleń nie obyło się bez skutków ubocznych, które spowodowały niedrożność jelit przez co zaczęła wymiotować i miała trudności z jedzeniem . Po kolejnej operacji tym razem na jelita i założeniu stomii zamiast poprawy stan mamy zaczął się pogarszać, Chudła w oczach ....jej organizm coraz bardziej się wyniszczał, przestała też wstawać z łóżka. Późnej już było tylko gorzej. Szpital (kolejny raz) wózek inwalidzki, którym woziłam mamę po oddziale aż do dnia w którym dostała krwotoku w przeciągu 2 dni zmarła.

     Przez cały ten czas opiekowałam się mamą przejmując również wszystkie obowiązki domowe. W krótkim czasie musiałam stać się bardzo odpowiedzialna i "dorosła" - ja wcześniejsza królowa lenistwa i wygody - ....zaczęłam też się dużo modlić .W ostatnich dniach agonii mamy i jej wielkich cierpień modliłam się coraz mocniej mając do końca nadzieję, że krwotok ustanie i zdarzy się cud i mama wróci do domu i do zdrowia . Nie dopuszczałam do siebie myśli że może jej zabraknąć, że może mnie opuścić jedyna osoba którą kocham i która pomimo całego zła jakie jej wyrządziłam zawsze kochała mnie bezwarunkowo. I cud się zdarzył ale nie taki o jaki ja się modliłam tylko taki jakiego Bóg pragnął ...czyli cud mojego nawrócenia.

     Po wielkim bólu jaki przeżyłam i wciąż go przeżywam (bo ciężko jest zapomnieć i sobie wybaczyć) otworzyły mi się oczy (i pomimo utraty jedynej osoby, którą miałam u swego boku, która mnie wychowała a której nie potrafiłam okazać wdzięczność i szacunku kiedy żyła ) i zaczęłam powoli wychodzić z bagna w jakim była moja dusza.

     Pojechałam do Częstochowy i przystąpiłam tam do spowiedzi (pierwszej od ponad 10 lat)

     I przyjęłam Jezusa do serca w Najświętszym Sakramencie. Od tego momentu coraz bardziej zaczęłam się zbliżać do Boga zdając sobie sprawę z moich win i grzechów i borykając się z ogromnymi wyrzutami sumienia jakie miałam wobec mojej mamy.

     Żałowałam wszystkich lat jakie zmarnowałam na kłótnie zamiast okazania tej cudownej kobiecie miłości......Wiele lat straconych i szans nie wykorzystanych dlatego jeżeli wciąż macie u swego boku osoby, które kochacie to nie zwlekajcie, żeby im to powiedzieć bo potem może być już za późno.

     Od przejścia mamy do innego świata minęło pół roku a ja coraz bardziej otwieram się na słowo Boże i coraz więcej rozumiem.

     Czuję się niczym ślepiec, który nagle odzyskał wzrok i zrozumiał, że bez Boga nie można być szczęśliwym, bez pomocy Boga nie można samemu pokonać zła, bez pomocy Boga nie można zyskać wewnętrznego spokoju tak bardzo nam potrzebnego w obecnych czasach.....Bo bez Boga nie ma nic....oprócz pustki i ciemności.

     Zaczęłam dużo czytać i odkrywać wiele prawd o Bogu w Trójcy Św. Jedynemu i Matce Bożej, świadectwo Glorii Polo jeszcze bardziej umocniły we mnie przekonanie jak wielkie jest miłosierdzie Boże, jak wielka jest miłość naszego Ojca w niebie i jak wiele mu zawdzięczamy. Jak wiele ja mu zawdzięczam bo szłam krętą drogą, którą on teraz prostuje, była czarną owcą, którą on teraz stara się wybielić, upadłam a on wyciągnął do mnie pierwszy dłoń i pomógł mi wstać i wiem, że jeżeli znów upadnę to on mnie podniesie.

     Dzięki temu zrozumiałam jak bardzo Ojciec Nasz nas kocha i jak bardzo cierpi widzą jak sami (mając wolną wolę) skazujemy się na zagładę i odrzucamy jego pomoc.

     Wiem, że moje nawrócenie zawdzięczam również w dużej mierze modlitwom mojej mamy, która modliła się za mnie za życia jak i po śmierci i jestem jej z całego serca za to wdzięczna.

     Modlitwa ma wielką moc i zawsze jest wysłuchiwana jeśli to o co prosimy zgodne jest z wolą Bożą. Dlatego módlmy się dużo i pamiętajmy, że niezbadane są wyroki Boskie bo Bóg dociera do ludzi różnymi sposobami nie zawsze takimi jakie są po naszej myśli.

     Dziękuję ci Boże, Jezu, Duch Święty i Maryjo Niepokalana za wasze miłosierdzie, miłość, opiekę i dobro, które zawsze zwycięża zło i dziekuję, że w końcu otworzyłam oczy.


Ania


Uwierzyć w czułość Boga. Wiara a ludzka duma Uwierzyć w czułość Boga. Wiara a ludzka duma
Rémi Parent
Czy chrześcijanie nauczyli się przeżywać swoją wiarę w Boga Jezusa Chrystusa w taki sposób, który utwardza ich w człowieczeństwie? Nie powołują się przecież na pierwsze lepsze bóstwo! Wyznają Boga Jezusa Chrystusa, którego śmierć-zmartwychwstanie na zawsze zapewnia zwycięstwo życia nad śmiercią... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 smieszek: 08.06.2014, 14:46
 Gratuluje że udało ci się wyjść z tego bagna grzechu Pan Bóg z tobą i powodzenia :)
 Sylwia: 26.07.2012, 13:02
 Aż się wzruszyłam. Piękne świadectwo. Życzę Ci Aniu dużo błogosławieństwa bożego. Pozdrawiam.:*
 Sylwia: 01.01.2010, 14:07
 Aniu dziękuje ci za twoje wspaniałe świadectwo.Jeśli możesz napisz do mnie na maila s.w1974@wp.pl lub gg 16154513.....BÓG JEST WIELKI I MIŁOSIERNY
 Beata: 06.07.2009, 07:48
 Bóg zapłać, Aniu, za Twoje świadectwo!
 Ania: 30.06.2009, 14:44
 Dziękuję Wam Kochani za ciepłe słowa, które dodają wiele otuchy i za to że przeczytaliście moje świadectwo i może komuś to pomoże. Każdego dnia doświadczam miłosierdzia Bożego i jestem z tego powodu tak bardzo szczęśliwa i wdzięczna naszemu Ojcu w niebie, że aż trudno to wyrazić słowami. Cieszę się też, że nie tylko potrafiłam wybaczyć mojemu tacie ale z każdym dniem rozumiem go coraz bardziej i modlę się za niego (jak również za moją mamę ...choć o nią jestem dość spokojna bo to był "anioł" i wiem, że Bóg jej to wynagradza w niebie) ale mój tata potrzebuje mojej modlitwy choć jestem przekonana że jego też dotkneło miłosierdzie Pana tym bardziej, że miał w sobie dobro, które niestety zostało stłamszone przez zło (czyli alkohol i jego następstwa) ale nie był złym człowiekiem tylko słabym jak my wszyscy i z tej słabości do grzechu diabeł skorzysta a potem trzyma nas na łańcuchu z którego bez Boga nie możemy się urwać....szkoda że tak późno to zrozumiałam ale jak mówią lepiej późno niż wcale. Dawniej miłosierdzie Boże to było dla mnie zwykłe słowo w które się nie zagłębiałam a teraz to jest rzeczywistość - pomocna ręka Boża wyciągnięta do każdego z nas i jedyne co trzeba zrobić to mocno się jej chwycić i nigdy nie puszczać a wtedy nic złego nie może nas spotkać a zło będzie uciekać od nas na mile bo "kiedy Bóg jest z nami to któż przeciw nam ? " ....nikt.....w Bogu Ojcu i Jezusie Chrystusie cała moc i siła tak bardzo nam potrzeba do życia i walki z pokusami szatana. Sakrament pokuty i eucharystia to najlepsza "broń" dana nam od Jezusa. Teraz budzę się rano dziękując Bogu, Jezusowi i Matce Bożej, która jest również naszą kochaną mamą i zasypiam z dziękczynieniem na ustach.....Codziennie odmawiam koronkę do miłosierdzia Bożego w różnych intencjach i litanie do najświętszej Krwi Pana Jezusa, do Niepokalanego Serca Maryji jak równiez Litanię do Serca Pana Jezusa ....nie zapominam też o różańcu w którym modlę się za dziecko nienarodzone które duchowo zaadoptowałam.....Patrząc teraz na moje życie nie moge wyjść z podziwu jak bardzo się zmieniłam (ja która kiedyś mówiłam jak widziałam ciągle modlącą mamę, że ma obsesję religiją a dziś mogę powiedzieć że jednym z najcudowniejszych uzależnień jakie człowiek może miec i powinnien mieć to uzależnienie od miłości Boga i niech ono trwa wiecznie) Dostałam od Boga drugą szansę i narodziłam się na nowo i czuję się jakby znów miała 5 lat i od nowa odkrywała Boga który jest żywy i działa przez jezusa Chrystusa w każdym z nas....i tak jak kiedyś tak i dziś uzdrawia lecząc dusze i ciała bo kocha nas i nieraz dopuszcza różne sytuacje które wydają się nam tragiczne tylko po to żeby nam otworzyć oczy i uratować przed wiecznym potępieniem do którego prowadzi życie w ciągłym grzechu. Nieraz może nam się zdawać że Bóg jakiś próśb nie wysłuchuje ale to nieprawda on wysłuchuje wszystko tylko nie zawsze mówi na to o co prosimy tak .....ponieważ nie zawsze to o co prosimy przyniesie nam dobro nieraz coś czego pragniemy i może nam się wydawac dobre w póżniejszym czasie może obrócić się przeciwko nam....Tylko Bóg zna przyszłość i kosekwencje naszych wyborów dlatego nigdy nie da nam tego co może przyczynić się do naszej zguby czy utraty życia wiecznego bo on zawsze pragnie naszego dobra. Ludzie myślą że jestem sierotą (bo umarła mi ukochana mama i tata i ja też po tej stracie tak myślałam ale teraz wiem że mam..my wszyscy mamy najwspanialszą rodzinę pod słońcem - świętą rodzinę która nad nami zawsze czuwa - Bóg Ojciec, Jezus Chrystus , Duch Św. i Matka Boża są zawsze z nami i nigdy się od nas nie odwracają nawet gdybyśmy byli najgorszymi ludźmi na ziemi - bo prawdziwi rodzice nie kochają dla czegoś ani z jakiegoś powodu tylko kochają bo jesteśmy ich dziećmi.....Dlatego musimy pamiętać że Bóg nas stworzył i kocha nas bardzo mocno dlatego zawsze musi być w naszym życiu na pierwszym miejscu. p.s. Nie pisałam o tym w świadectwie bo zdarzyło sie to niedawno a mianowicie dzięki pomocy Boga i sile wewnętrznej jaką mi dał Duch Św. mogła pogodzić się z bratem z którym nie żyłam najlepiej przez wiele lat a teraz z głębi serca go przeprosiłam i on przyjął moje przeprosiny (choć bałam sie że je odrzuci) Kiedy wyrzucamy ze swojego serca urazy, żale i inne negatywne emocje których byliśmy niewolnikami przez długie lata wtedy czujemy sie naprawdę wolni i jesteśmy bo ta wolność płynie od Boga. Szatan natomiast czyni nas swoimi niewolnikami za każdym razem gdy grzeszymy bo on jest sprawcą wszelkiego zła na świecie. Jak ktoś nie czytał jeszcze doświadczenia stygmatyczki Cataliny Rivas której Jezus i Maryja pokazali co się dzieje podczas każdej Mszy św. i spowiedzi to radzę to przejrzeć http://www.jankowice.rybnik.pl/czytelnia/catalina-rivas.html wtedy jeszcze bardziej otworzą się nam oczy i zrozumiemy jakim darem jest masza św. spowiedź i komunia św. i co tak naprawde się wtedy dzieje jak wielki jest to cud. Pozdrawiam wszystkich i niech Bóg z Jezusem , Duchem Św. i Maryją was prowadzi bezpiecznie przez życie i was błogosławi. "Jezu serce twoje schronieniem mym, Panie w sercu twoim mój dom....Umiłował mnie Pan i moge w sercu jego trwać umiłował mnie Pan na wieki.....Alleluya" słowa piosenki które towarzyszą mi każdego dnia Chwała Panu ! Ania (autorka świadectwa "Otworzyłam oczy")
 Syanisław: 29.06.2009, 22:22
 Aniu piękne świadectwo Twojej przemiany i Łaski Bożej która Cię przemieniła(uczmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą ) Sama wiesz co może nienawiść i co może miłość dzięki modlitwie. Co do przeszłości to Pan Bóg nam przebacza w sakramencie spowiedzi idż nadal w obranym kierunku a dzięki miłości i modlitwie można dokonać dużo dobra dla innych jeśli ci co ich kochaliśmy już odeszli bo na tamtym świecie będzie się liczyła tylko miłość.
 tusia: 25.06.2009, 23:07
 Piekne swiadectwo...
 Isia - USA: 25.06.2009, 22:14
 Dziekuje Ci Aniu za Twoje swadectwo.
 imienniczka: 24.06.2009, 18:07
 jakbym czytała historię swojego życia :( tyle, że moi rodzice żyją a ja "już" zaczynam przeglądac na oczy, widziec rzeczy w świetle wiary... jednak nie potrafię im wybaczyc sytuacji jaką mi zgotowali, warunków jakie mi stworzyli do życia :( to bardzo trudne (ale podobno możliwe)
 asia: 24.06.2009, 12:52
 Aniu będę o Tobie pamiętać. Niech Jezus trzyma Cię mocno za rękę... pamiętaj, że Jego Miłość wszystko zwycięża!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej