Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Nawrócona modelka

     Z Anną Golędzinowską, byłą włoską modelką, rozmawia Iwona Świerżewska

     Miała Pani wszystko, o czym marzą miliony: sławę, pieniądze, luksusy. A jednak w jednej chwili porzuciła to Pani bez żalu. Dlaczego?

     Bo tak naprawdę nie miałam nic. Większość ludzi sądzi, że jeśli ktoś zamieszkał w klasztorze, to znaczy, że coś mu się w życiu nie powiodło, że przed czymś od świata ucieka. Ja miałam wszystko. A jednocześnie byłam bardzo głęboko nieszczęśliwa i samotna. W telefonie miałam zapisane dwa tysiące numerów, w tym kontakty do wielu sław, a jednak kiedy potrzebowałam przyjaciela, okazywało się, że nie mam do kogo ust otworzyć. Kiedy dwa lata temu pojechałam do Medjugorie, miejsca, gdzie od wielu lat objawia się Matka Boża, nie byłam świadkiem żadnego cudu. Nie widziałam Maryi ani tańczącego słońca, ale coś we mnie się zmieniło. Odnalazłam samą siebie. Tę małą dziewczynkę, która nie musiała nikogo udawać, po prostu była sobą.

     A więc świat celebrytów nie dał Pani szczęścia?

     Życie celebrytki daje szczęście na chwilę. A potem zostaje ciągła walka ze wszystkimi i o wszystko. To jest świat fikcji, wiecznego udawania. Wszystko w nim było sztuczne, nawet ja sama. Miałam sztuczne włosy i paznokcie. Po przekroczeniu progu domu zakładałam na twarz maskę sztucznego uśmiechu. Zrezygnowałam z tego w pełni świadomie. Nie dlatego, że zmusiły mnie do tego okoliczności, ale dlatego, że znalazłam coś ważnego. Kiedy odnajdziesz Boga, wszystko inne traci na wartości.

     W Medjugorie spotkałam ludzi, którzy nie mają wiele, ale wszystkim gotowi są się dzielić. Celebryci za wszystko chcą coś w zamian. Miałam wyjść za mąż za siostrzeńca byłego premiera Włoch Silvio Berlusconiego. Zrezygnowałam z tego małżeństwa, ponieważ czułam, że wiążąc się z nim związałbym się też z jego rodziną, z jego światem. Musiałabym żyć według ich reguł.

     Czy to znaczy, że ten związek to już przeszłość?

     Mój były narzeczony jest bardzo dobrym chłopakiem. Jeżeli przyjmie Boga do serca, to być może będzie przed nami przyszłość. Ale nawet jeśli nie będziemy razem, to cieszę się, że mogłam pokazać mu tę drugą, duchową stronę życia.

     Cofnijmy się trochę wstecz. Jak wyglądało Pani dzieciństwo?

     Podobnie jak wielu polskich dzieci. Mój ojciec był dobrym człowiekiem, niestety był również alkoholikiem. Zmarł, kiedy miałam dziesięć lat. Matka wpadła w depresję i nie umiała sobie poradzić z wychowaniem mnie i mojej siostry. Chciała, żebyśmy miały tatusia, więc przyprowadzała do domu kolejnych "wujków". Doszło do tego, że kiedyś jeden z nich próbował mnie wykorzystać. Powiedziałam o wszystkim mamie, ale nie uwierzyła mi. Widocznie czasem łatwiej jest pewnych rzeczy nie dostrzegać. Wtedy nie trzeba przyznawać się do błędów. Wj^- r chowała mnie ulica. Z dziećmi z sąsiedztwa kradłam w skle-' pach, wagarowałam i wdawałam się w bójki. Teraz rozumiem, * że tak naprawdę pragnęłam tylko miłości i akceptacji. Żeby ktoś powiedział mi: nie jesteś do niczego, masz prawo marzyć.

     A jak trafiła Pani do Włoch?

     Jako szesnastolatka poszłam na casting, na którym mnie i innym dziewczynom wmawiano, że będziemy pracować w Mediolanie jako modelki. Na miejscu okazało się, że zamiast na wybieg trafiłyśmy do klubu nocnego, gdzie byłyśmy zmuszane do prostytucji. Jeden z klientów tego lokalu pewnej nocy mnie zgwałcił. To cud, że udało mi się stamtąd uciec. Nie chciałam .jednak wracać do Polski. Przynajmniej niejako przegrana. Zaczęłam rozsyłać swoje zdjęcia do agencji modelek i tak krok po kroku rozwijała się moja kariera. W pewnym momencie dałam się uwieść temu stylowi życia. Na chwilę sprzedałam duszę diabłu.

     Co to znaczy?

     Już w Polsce zetknęłam się z narkotykami. Ale dopiero wśród ludzi z show biznesu odkryłam świat, gdzie kokaina była na porządku dziennym. Jeżeli nie brałabym kokainy, nie byłabym jedną z nich. Wstawałam rano i moją pierwszą myślą było: kiedy wciągnę następną działkę. Przez drągi miałam dosłownie przepalony mózg. Nie mogłam spać ani jeść. Którejś nocy obudziło mnie ujadanie mojego psa. Podniosłam głowę i z przerażeniem zobaczyłam przed sobą starszego mężczyznę z brodą, który patrzył na mnie z wyrzutem i kiwał głową. Jakby chciał mi powiedzieć: "Aniu, co ty robisz ze swoim życiem?". Myślałam, że to jakieś zwidy, ale mój pies przecież też go widział. Nie wiedziałam, kim był, ale wyraz jego twarzy wciąż mnie prześladował. Osiem lat później dostałam książkę o św. ojcu Pio i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To był ten sam starzec!

     Czy wtedy odnalazła Pani drogę do Boga?

     Kiedy postanowiłam wydać książkę, wydawca zaproponował mi wspólny wyjazd do Medjugorie. Pomyślałam sobie wtedy: zrobię mu tę łaskę i pojadę, choć wtedy nie widziałam w tym sensu. Sądziłam, że całe te objawienia to jakieś oszustwo wymyślone przez kogoś, aby wyłudzać pieniądze od pielgrzymów. Jednak podczas Drogi Krzyżowej odprawianej na jednej z gór otaczających Medjugorie usłyszałam głęboko w sercu głos mówiący: "Aniu, wybacz tym wszystkim, którzy cię skrzywdzili". A trzeba przyznać, że lista była długa. Przez te wszystkie lata nagromadziłam w sobie morze żalu i goryczy. I nagle ten głos mówiący: musisz wybaczyć. Kiedy wreszcie wypowiedziałam te dwa słowa: "przebaczam wam" - moje serce, dotąd skamieniałe, znów ożyło. Poczułam, jak spada z niego ogromny ciężar. Po powrocie do Mediolanu powiedziałam wydawcy: mogę teraz wziąć moją książkę i wyrzucić ją do śmieci. Bo narodziłam się na nowo. Udało mi się przewrócić stronę w księdze mojego życia.

     A jednak nie od razu zdecydowała się Pani pozostać w Medjugorie. Wróciła Pani do Mediolanu na cały rok.

     Ten rok był dla mnie bardzo trudny. Nie potrafiłam się odnaleźć w swoim "starym życiu". Nie miałam z kim porozmawiać o Bogu i o tej wielkiej zmianie, jaka się we mnie dokonała. Znajomi zapraszali mnie na przyjęcia, gdzie bawiła się cała włoska śmietanka, a ja konsekwentnie odmawiałam. Mówiłam im: wybaczcie, jestem już zaproszona gdzie indziej. I szłam do kościoła na Eucharystię. Wciąż jednak byłam rozdarta i zagubiona. W głowie kłębiły się pytania, na które nie znajdowałam odpowiedzi.

     Pewnego dnia podczas Mszy Świętej powiedziałam do Boga: Jezu, przecież ja cię nigdy nie widziałam. Może gdybym była świadkiem objawień, jak widzący w Medjugorie, byłoby mi łatwiej. Jak mogę uwierzyć? I wtedy usłyszałam słowa Ewangelii: "Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli". W ten sposób Bóg udzielił mi odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania. Już wiedziałam, że nie chcę żyć jak dotychczas. Sprzedałam samochód, mieszkanie, zrezygnowałam z bardzo intratnego kontraktu, który mi zaproponowano i z jedną walizką przeprowadziłam się do Medjugorie.

     Tam zamieszkała Pani we wspólnocie Oaza Pokoju. Jak teraz wygląda dzień Ani Golędzinowskiej, byłej modelki i celebrytki?

     Codziennie wstaję o piątej rano i odmawiam Różaniec wchodząc na Górę Objawień zwaną Podbrdo. Po powrocie mamy jutrznię i Mszę Świętą, po niej śniadanie. A później to już cały dzień zwykłej, codziennej pracy: piorę, prasuję, sprzątam i gotuję. Nic nadzwyczajnego. Dzień kończę adoracją Najświętszego Sakramentu i Różańcem.

     I naprawdę nie brakuje Pani wygodnego życia?

     Absolutnie nie. Powiem więcej: kiedy udało mi się pozbyć nadmiaru rzeczy, wreszcie poczułam ulgę. W Mediolanie miałam trzy szafy ubrań. Teraz noszę to, co w darze dla wspólnoty przynoszą pielgrzymi. Jezus kiedyś powiedział, że kto zostawi wszystko i pójdzie za nim, otrzyma sto razy tyle. Teraz tego właśnie doświadczam.

     Jak na tak radykalną decyzję zareagowało otoczenie?

     Znajomi stwierdzili, że oszalałam. Że ktoś mi zrobił pranie mózgu, bo to nie może być moja własna decyzja. Odpowiadałam im: jeżeli wariatem jest ten, kto kpcha Boga, to ja chcę być wariatką. Po kilku miesiącach te same osoby, które moją decyzję wyśmiewały, pytają, czy mogą do mnie przyjechać. A ja w głębi duszy wiem, co tak naprawdę jest celem ich wizyt. Chcą się przekonać, co takiego tu znalazłam, czego oni nie mogą kupić za żadne pieniądze.

     Jest Pani założycielką ruchu propagującego wstrzemięźliwość seksualną i życie w czystości. Dlaczego Pani zdaniem jest to tak istotne?

     Zostałam przez mężczyzn bardzo skrzywdzona, żeby iść z kimś do łóżka, musiałam najpierw się upić. Od kiedy żyję w czystości, czuję, jakbym oczyściła się z latami nagromadzonego brudu. Mam pewność, że osobom, z którymi się spotykam, zależy na mnie, a nie na moim ciele. Dzięki czystości mogę poznawać ludzi takimi jakimi są, bez zaciemniającej obraz namiętności.

     Dzisiejszy świat stoi na głowie. Młodzi, którzy nie współżyją ze sobą i wspólnie się modlą, boją się śmieszności i odrzucenia. A ci, którzy palą marihuanę, uważają, że to żaden wstyd. Chcę im pokazać, że można żyć inaczej, żyć pięknie. Gdyby ktoś trzy lata temu powiedział mi, że zamieszkam we wspólnocie z siostrami zakonnymi, wyśmiałabym go. Czy to nie ja nazywałam zakonnice pingwinami? Gdyby wtedy ktoś dał mi pistolet, najchętniej powystrzelałabym wszystkich księży i zakonnice. Teraz kapłani cytują mnie z ambony! To, co się ze mną stało, to prawdziwy cud. Dlatego dziś mówię młodym: nie bójcie się! Bóg istnieje!

Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki Ocalona z piekła. Wyznania byłej modelki
Ania Golędzinowska
Ania Golędzinowska przeszła w swoim życiu prawdziwe piekło. Po śmierci ojca wychowywała się praktycznie sama. Życie na ulicach Warszawy, kradzieże, narkotyki... » zobacz więcej

     Anna Golędzinowska (ur. 1982) w 1999 r. wyjechała do Włoch, gdzie miała być gwiazdą mediolańskich agencji mody, a stała się niewolnicą organizacji handlującej kobietami. Po ucieczce pomogła policji w ujęciu sprawców i postawieniu ich przed sądem. Karierę modelki rozpoczęła w Mediolanie. Uczestniczyła w kampaniach takich marek jak Italia Fashion, Irge, Byblos czy Garelli. Od 2011 r. mieszka we wspólnocie Oaza Pokoju w Medjugorie w Bośni i Hercegowinie. Wraz z o. Renzem Gobbim założyła ruch Czyste Serca promujący czystość przedmałżeńską.




Tekst pochodzi z Tygodnika

18 marca 2012


Święta Joanna Beretta Molla Święta Joanna Beretta Molla
Piotr Molla, Elio Guerriero
Joanna lubiła wycieczki w góry, jazdę na nartach. Często chodziła do teatru i filharmonii, przed wyjściem z domu nakładała delikatny makijaż, ubierała się zgodnie z najnowszymi trendami mody — kochała życie. Dlaczego więc z pozoru zwykła matka rodziny została uznana świętą?... » zobacz więcej


      



Wasze komentarze:
 Ada: 23.03.2013, 22:19
 Książka świtna ! Chwała Panu ! Coraz częściej widzimy jak działa w naszych serca. Oby córaz wiecej nawróceń było
 Leszek: 11.02.2013, 20:00
 To mądra i wartościowa dziewczyna/kobieta. Niech ją Bóg chroni i prowadzi. Amen.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
Daj plusika:
[ Strona główna ]
Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą Miłość czy MIŁOŚĆ? Czyli sztuka chodzenia ze sobą
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
Jest tak wiele pytań na temat miłości, które zadajesz sobie codziennie. Czy czasami masz wrażenie, że te pytania są bez odpowiedzi? Mamy dla Ciebie rozwiązanie... » zobacz więcej
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2014 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej