Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Próba samobójcza zmieniła moje życie

    Mam 21 lat i dopiero teraz moge stwierdzic, ze nic nie zachwieje mojej wiary w Boga. Chodzenie do Kosciola od wczesnych lat bylo dla mnie przykrym obowiazkiem. Nigdy nie pojmowalam tresci. Nie skupialam sie. Raczej czekalam na ogloszenia parafialne, ktore zwykle oznaczaly koniec mszy.

     Modlilam sie ale rzadko - zazwyczaj gdy cos przeskrobalam i balam sie reakcji matki. Nie dziekowalam - zawsze chcialam. Było to egoistyczne z mojej strony, jednak wiemy ze kazde dziecko jest z poczatku nastawione na wlasne potrzeby bardziej niz na potrzeby innych. Czesto zadawalam sobie pytania jak kazdy mlody czlowiek: Gdzie jest ten Bog? Dlaczego nie mozemy go zobaczyc? A jesli Boga nie ma? Po co zyjemy? Jestesmy przypadkiem? Przerazala mnie mysl ze nie ma kompletnie nic a ludzkosc to efekt zbiegu okolicznosci. Wyobrazalam sobie ta pustke i karmilam sie lekiem. Gdy zblizalam sie do 16 roku zycia nie interesowaly mnie sprawy religijne. Choc moze pod jednym wzgledem interesowaly. Chcialam doswiadczyc czegos nieznanego i zaczelam czytac wiele ksiazek dotyczacych spirytualizmu, energii a nawet satanizmu. Gdy teraz na to patrze z perspektywy to nie wierze, ze moglam byc taka nieodpowiedzialna. Zaczelam sie okaleczac. Bylam na kilku seansach bioenergoterapeutycznych.

     Chcialam byc jak ci ludzie posiadajacy niesamowite talenty. Zaczelam trenowac wychodzenie z ciala, swiadome snienie a nawet manipulacje energia. Po jakims czasie ku mojemu zdumieniu zaczelam widziec dziwne nitki jakby z dymu. Wywolalo to we mnie ogromny lek. Jednak zaczelam szukac informacji na ten temat. I znalazlam... AURA... zdolnosc do jej widzenia. W pewnym momencie bylam tak wystraszona, ze zaczelam plakac. Nastepnym razem gdy odwiedzilam bioenergoterapeute dowiedzialam sie, ze zostalam obdarowana. Nawet mnie to cieszylo. Poczulam sie dosc wyjatkowo. A szereg okropienstw juz byl przygotowany. Nadszedl czas wielkiego cierpienia i nic ani nikt oprocz Boga nie mogl mnie wyzwolic. Trafilam nieprzytomna do szpitala po tym jak pierwszy raz w swoim zyciu wypilam troche wodki i sprobowalam narkotykow. Po tym zdarzeniu cala moja szkola wiedziala, cala klasa sie smiala. Bylam na samym dnie mimo, ze wczesniej nie sprawialam problemow a nawet bylam wzorowa uczennica. Po tym zdarzeniu czesto wagarowalam. Zaczelam sluchac metalu, rocka. Bralam duze ilosci psychotropow, ktore wykradalam. Naszly mnie mysli samobojcze... Czulam sie upokorzona, niewartosciowa. Stany lekowe doprowadzaly mnie do szalu. Nastepne na szali cierpienia bylo poczucie pustki i wyobcowania. Czulam ze spadam, ze pochlania mnie jakas zla sila a ja nie moge sie od niej uwolnic. Zaprzeczylam istnieniu Boga. Powiedzialam matce ze gdyby Bog istnial to nie pozwolilby aby to sie wydarzylo. Pierwsza proba samobojcza zakonczyla sie niepowodzeniem. Kolejne tez. Zawsze byl ktos kto zdazyl, kto wezwal pomoc. Jednak moje myslenie sie nie zmienialo. Udawalam, ze jest juz dobrze, ze nie chce umrzec i bede lepsza corka, siostra, uczennica. Nie bylam. Bylam coraz gorsza... Nie zdawalam sobie sprawy jak egoistycznie postepuje, jakie cierpienie zadaje wlasnej rodzinie. Nic sie nie liczylo oprocz mojego cierpienia.

     Ostatnia proba samobojcza zmienila cale moje zycie. Pewnego wieczora, wrocilam z klubu gdzie wczesniej pilam alkohol i poklocilam sie z moja kolezanka. Pocielam sie. Bylam roztrzesiona a cos wrecz popychalo mnie do zrobienia sobie krzywdy po raz kolejny.     Wzielam prawie 200 tabletek psychotropowych. Pamietam ze ktos cos mowil. Obudzilam sie w szpitalu. Lekarz powiedzial, ze cudem nie mam uszkodzonych narzadow. Wtedy moja mama wezwala ksiedza, ktory rozmawial ze mna dluzszy czas. Dal jej numer do ksiedza zajmujacego sie zniewoleniami. Zrobil to dlatego, ze zauwazyl na moim palcu pierscien atlantow. Wizyta u tego ksiedza byla dziwnym doswiadczeniem. Wiedzial wiele rzeczy... Gdy modlilismy sie razem czulo sie obecnosc, jasnosc. Umowil sie ze mna na spowiedz. Wtedy to wlasnie uwierzylam... Wyznajac swoje grzechy czulam jakbym zrucila z siebie 100 kilowy ciezar. Widzialam jasnosc nad jego glowa. Odczuwalam radosc i cieplo na sercu. Bylam jak nowo narodzona, jak ktos kto powstal z popiolu. Po tym nachodzily mnie mysli samobojcze jednak wiedzialam ze jak najpredzej musze je odpedzac.

     Utozsamialam je z szatanem, ktory przychodzi i chce zniszyc we mnie iskre Boza. Zniszczyc cala milosc, ktora sprawila ze zostalam uwolniona. Od tej pory wiem, ze on przychodzi pod niewinna postacia by powoli zasiewac w nas smutek. Cieszy go naiwnosc ludzka, ktora otwiera przed nim bramy ludzkich dusz. Potem, gdy juz je otwiera, czastka po czastce wysysa z ciebie radosc. Nie odpuszcza latwo. Jak juz dasz mu wejsc, nie zechce opuscic Cie do momentu az albo bezgranicznie powierzysz sie Bogu albo oddasz sie jemu i jestes zgubiona. Ja od tamtej pory zyje w zgodzie z Bogiem i ze soba.

     Momenty zwatpienia nachodza mnie tak jak kazdego czlowieka. Jednak juz wiem ze ON istnieje, wiem co mam robic, wiem ze ta milosc nigdy nie wygasnie. Jej plomien pali sie w mojej duszy i jestem szczesliwa. Radze sobie z przeciwnosciami... Dziekuje Bogu, swojej rodzinie i wszystkim ludziom, ktorzy pomogli mi wejsc na wlasciwa droge.

Klaudia


   


Dorastanie do świętości Dorastanie do świętości
ks. Marek Dziewiecki
Ta książka – przewodnik po drogach świętości we współczesności – jest adresowana do tych wszystkich, którzy pragną się nieustannie rozwijać, czyli codziennie stawać kimś dojrzalszym i większym od samego siebie... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Klaudia: 27.09.2014, 03:03
 BOG jest wielki.
 *: 16.08.2014, 08:44
 Droga Klaudio. Poznałaś niebezpieczeństwa i weszłaś na dobrą drogę. Wytrwaj na niej do końca! My chrześcijanie nie mam się koncentrować na złu,lecz na Miłości.
 syn umilowany: 13.08.2014, 21:58
 Dziękuję za świadectwo Jezus żyje!!!
 ja chyba tez uwazam: 02.06.2014, 16:19
 ZE BOG ISTNIEJE SERIO! :) a bylam ateistką
 tak: 19.05.2014, 20:48
 Tak to prawda że istnieje Bóg.Nas ratował 6 grudnia trzykrotnie.Co by było gdyby nie Opatrzność Boska..
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej