Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja

     Świadectwo Ani M.

     Pamietam, że już od najmłodszych lat moja dusza była bardzo wrażliwa. Modliłam się chyba od zawsze modlitwą Ojcze Nasz i Aniele Boże Stróżu mój. Byłam wrażliwa na cierpienia innych i zawsze chciałam pomagać tym, którzy pomocy potrzebują. Zewnętrznie byłam "świętym" dzieckiem, wrażliwym na potrzeby innych. Niestey zły zaatakował mnie już we wczesnym dzieciństwie by wszelkie dobro jakie we mnie było, przygasło. By zgasić światło Pana, ogarnając mnie swoją ciemnością. Pamietam jak już w dzieciństwie zaczęłam bawić się w wywoływanie duchów. Jako mała dziewczynka zaczęłam okropnie kłamać. Kłamałam we wszystkim tak bardzo, że zastanwiałam się czy ja wogólę potrafię mówić prawdę. W nieświadomy sposób jako małe bezbronne dziecko otworzyłam furtkę na działanie złego ducha. Całkiem nieświadomie moje wnętrze stawało się poligonem wojny. Pojwiły się dziwne myśli, które przychodziły jakby z zewnątrz. Następnie w moje myśli niewinnej dziewczynki zaczęły wkraczać brutalne seksualne fantazje. Czułam, że było to silniejsze ode mnie. Moje ciało zostalo zniewolone onanizmem. Czułam, że jest we mnie jakaś moc, której nie znam i nie mogłam się jej przeciwstawić. Tak zło wkraczało nieświadomie do mojego świata, świata w którym zewnętrznie wszystko było idealne i kolorowe. Miałam wspaniałą rodzinę, dom pełen miłości i nie brakowało nam zbytnio niczego. Zewnętrznie byłam dzieckiem szczęścia jak mówili na mnie rodzice. Nikt jednak nie podejrzewał, że do mojego wnętrza wkradła się ciemność. Rodzicie byli katolikami ale nie praktykowali wiary. Tata nigdy nie chodził do Kościoła w niedziele ani nawet od święta. Wyjątki stanowiły śluby i pogrzeby. Mama czasem, lecz bardzo rzadko w latach mego dzieciństwa uczęszczała do Kościoła. Potem już wcale. Jedynie moi dziadkowie od strony mamy byli wyjątkowo wierzącymi i praktykującymi katolikami.

     Kiedy troche podrosłam wybrałam się kilkukrotnie do wróżki i zaczynałam coraz bardziej fascynować się tego typu mocami. Kupowałam amulety i zaglądałam na rękę zawsze nowo poznanej osobie. Taka wówczas pojawiła się moda, która zaczeła mnie fascynować. Nie miałam pojęcia, że ktoś przejmował nade mną kontrolę i otwierałam wrota dla złych duchów. Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się lęki, myśli samobójcze, nerwice, myśli które jakby nie pochodziły ode mnie. Choć zewnętrznie nadal byłam szczęśliwą nastolatką to w moim wnetrzu panował niepokój, brak sensu, lęk przed śmiercią i dziwne myśli, które przychodziły jakby z zewnątrz. Zrobiłam się bardzo wybuchowa, zazdrostna i zaborcza. Próżność, nieczystość i lenistwo stawało się dla mnie wymówką, że to przecież normalne. Kiedy pojawił się problem natury emocjonalnej z którym sobie nie radziłam, kilka krotnie myślałam o samobójstwie. Raz przeżyłam nieudaną próbe samobójczą. Pamiętam tą myśl, że jak umrę to będę "smarzyć się w piekle" bo tam jest miejsce dla samobójców i zaczęłam błagać Boga ze strachu by nie umrzeć. Wtedy interweniował mój Anioł Stróż i w nadzwyczajny sposób (bo ktoś miał natchnienie) zostałam odratowana. Przez kolejne lata żyłam w świecie rozpusty poszukując miłości, nie mając pojęcia czym tak naprawdę jest miłość. Chciałam kogoś kochać, ale cielesne pożądanie gasiło we mnie głębsze zastanawienie się nad istotą miłości. Byłam w kilku związkach wplątana w cielensą odmianę "miłości" która z miłością nie miała nic wspólnego. Żyłam w świecie, który promuje seks w jakimkolwiek wydaniu, seks który nazywają miłością. Dałam się zwieść złu. Pamiętam dzień, kiedy cudzołożyłam z chłopakiem a moja świętej pamięci babcia modliła się pod drzwiami na różancu. Jaką miałam wtedy nieodpartą ochotę otworzyć z nienacka drzwi aby ją " niechcąco" uderzyć. Myślałam wtedy, że robi mi to po złości. Moje życie uciekało coraz szybciej a ja trwałam w toksycznych związkach pełnych zazdrości, wyłuzdania, cudzołustwa, nieczystości, zniewolenia, przemocy a nawet nienawiści i wydawało mi się, że jestem "święta" porównując się z rówieśniczkami. Swoją samoocenę opierałam porównując się z innymi. Widziałam i wytykałam wady innych aby siebie wybielić. Aby tylko nie zobaczyć PRAWDY. Pewnej tragicznej nocy miałam zginąć ale mój Anioł Stróż ponownie interweniował. Jechałam samochodem wyprzedzając inne auto po pasie przeciwległego ruchu. Na wprost mnie pojawił się samochód. Jechałam na czołowe zderzenie. Nie mogłam zjechać na swój pas ponieważ nie było na nim wolnej przestrzeni pomiędzy jadącymi samochodami. Wiedziała, że to koniec. Jednak cudem znalazłam się pomiędzy autami na swoim pasie gdzie wcześniej nie było miejsca. Jakby jakaś siła mnie tam zepchnęła. Pamiętam tylko błysk światła i taki spokój, którego nie mogę opisać. To był mój Anioł Stróż. Długo nie potrafiłam zweryfikować tego zjawiska. Tego samego dnia późnym wieczorem zostałam zaatakowana i pobita przez swojego byłego chłopaka. Wiedziałam, że chce mnie w amoku nienawiści zabić, lecz jednak coś go postrzymało. Nagle okładająć mnie pięściami odszedł tak jakby nagle został ode mnie odsunięty. To był najbardziej koszmarny dzień moje życia, który po latach okazał się być szczególnym doświadczeniem. Dopiero po latach kiedy zobaczyłam tę sytuację zrozumiałam, że muszę nauczyć się przebaczać. Zobaczyłam jak nasze kłótnie pełne nieopanowanych emocji a nawet rękoczynów to nic innego jak szarpanie się mocy zła, które były w nas obojgu. W całym tym czasie niepowodzeń byłam daleka od Pana Boga. Zagłębiłam się w odchłań świata, w którym wszystko krzyczy, że Bóg już nie jest komercyjny. Świata w którym seks, pieniądz, kariera i władza stały się bożkiem i przepaścią nad którą ja również stanęłam. Odeszłam od Kościoła zaraz po Komunii Świętej. W kościele widziałam tylko rozmodlone babcie i księży o których pisali na pierwszych stonach gazet. Dałam się zwieść medialnej propagandize, która za wszelką cenę próbuje wykorzenić chrześcijańskie wartości zamieniając je na sodomskie obrzydliwości. Tym karmią ludzi i tym ja również się karmiłam. Nie chciałam mieć nic wspólnego z kościołem choć nadal uważałam się za katoliczkę tzw. "wierzącą niepraktykującą".

     Będąc w różnych związkach zawsze gdzieś na dnie serca, tak bardzo głęboko czułam, że istnieje przeznaczenie i że dana osoba to nie ta. Marzyłam o wielkiej miłości, takiej oddanej i idealnej. Naprwdę głębok w sercu czułam, że Bóg ma dla mnie plan.

     Pamiętam dzień w którym wszystkie kanały telewizyjne pokazywały śmierć Jana Pawła II. Leżałam w łóżku i zastanawiałam się o co chodzi? Dlaczego robią tak wielki szum? Kiedy wybiła godzina jego śmierci nawet uroiłam kilka łez. Wtedy poczułam coś głębszego w swym sercu. Żal za człowiekiem, który naprawdę zrobił wiele dobrego. Zaczęłam przez chwilę myśleć i zobaczyłam, że Jan Paweł II zostawił dla nas niesamowite nauki pełne moralnego tchnienia od których byłam daleka. Choć nigdy nie chciałam słuchać tego co mówił tak teraz zrozumiałam jak wielki zbierze plon posiane przez niego ziarno. Wzięłam do ręki białą kartkę i napisałam na niej list z zażaleniem do Pana Boga. Tak jakby ktoś przejął nade mną kontrolę. Żaliłam się i krzyczałam do Niego, dlaczego zabiera dobrych ludzi takich jak Jan Paweł II? I prosiłam bym i ja mogła być kiedyś takim małym ziarenkiem, które wyda plon. Moja dusza była spragniona Boga choć jeszcze tego nie rozumiałam. List schowałam do szuflady i szybko o nim zapomniałam wracając do swojego zakłamanego świata. Przez kolejne lata pędziłam jak z przepaską na oczach za wszystkim tym co przemija. Praca była dla mnie bardzo ważna. Wpadłam w wir konsumpcjonizmu i ciągle odczuwałam czegoś brak. Ważne było to co zewnętrzne. W środku gniłam coraz bardziej tapiając się w grzechach choć zewnętrznie nadal mi się wydawało, że jestem normalna. Dlaczego? Bo świat nauczył mnie, że rozwody, przemoc, wyłuzdanie, seks to zachowania które są normalne. Media zrobiły mi pranie mógu skutecznie wykorzeniając wartości chrześcijańskie. Moja babcia jednak nadal się modliła wraz ze swoją siostrą Anielą. Dwie struszki, które nie mogły pogodzić się że mamy XXI wiek, tak wtedy myślałam. Kiedy babcia przebywała na zimę u nas w domu, nawet czasem drażniła mnie kiedy odmawiała różaniec. A nawet drwiłam z niej. Po kilku latach podczas wyjazdu związanego z pracą "jakaś siła" zaprowadziła mnie do Kościoła. Nigdy nie zapomę tego momentu kiedy weszłam po latach do Kościoła i zaczęłam błagać Boga całym swoim sercem o Miłość. Mój krzyk naprawdę wydobywał się z serca, wyłam z bólu wewnętrznie i prosiłam Boga o męża, którego nawet opisałam w szegółach. Potem wyszłam i do Kościoła nie powróciłam. Po dosłowinie kilku miesiącach w sposób "niewiarygodny" zarejstrowałam się na portalu randkowym. Mimo swoich uprzedzeń do tego typu portali, miałam wrażenie jakby ktoś mi kazał tam się zalogować. Całkiem irracjonale doświadczenie. Tam właśnie czekał na mnie tajemniczy MM. Mężczyzna jakiego opisałam, że chciałabym aby był moim mężem. Spojrzałam na jego twarz i czułam bardzo głęboko w swym sercu….że on jest moim przeznaczeniem. MM okazałam się amerykaninem polskiego pochodzenia. Pilot w amerykańskiej marynarce wojennej Marines staconujący w Corpus Christi (Ciało Chrystusa) w Teksasie. Po pierwszym spotkaniu w Polsce wiedzieliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Bałam się jednak zaangażować w ten związek bo bałam się zmian. Wiedziałam, że jeśli postanowimy być razem na zawsze to ja będę musiała zostawić dla niego wszystko. Moją rodzinę, przyjaciół, pracę, studia i cały mój świat. Koleżanka zapronowała mi spacer pod Pomnik Jana Pawła II w dniu jego rocznicy śmierci. Byłam w wewnętrznym chaosie. Po raz pierwszy pokochałam kogość tak mocno, ale bałam się czy powinnam się angażować w ten związek. Przukucnęłam pod Pomnikiem i zapaliłam znicz. Pomodliłam się chwilę i poprosiłam Boga o znak. Powiedziałam: Boże jeśli to jest ten mężczyzna to daj mi jakiś znak! Wstałam z przyjaciółką i odwrócilyśmy się od pomnika. Na wprost nas szedł mężczyzna, który wyglądał tak samo jak mój MM. Miał ten sam wzrost, oczy, rysy twarzy, sylwetkę…..już miałam ochotę rzucić się w jego ramiona, kiedy zauważyłam, że jest starszy od mojego MM około 10 lat. Przyjaciółka tylko powtarzała: -wow! On wygląda jak Twój Marek! Po tym wydarzeniu zaczęłam nośić na szyji medalik Jana Pawła II, taki sam dostał w prezencie ode mnie Marek i moja siostra.

     Razem z Markiem bardzo chcieliśmy mieć dziecko. To było dziwne, bo nie byłam w tym czasie "dzieciolubna" a sama myśl o papmersach powodowała u mnie niechęć. Pamietam, jak leżąc w nocy z Markiem na plaży w Meksyku patrzyłam w niebo i zaczęłam prosić Boga o dziecko nawet okeślając jego płeć. Prosiłam o synka i wtedy ujrzałam spadającą gwiazdę. Pomyślałam, że Bóg wysłuchał mojej prośby. Po miesiącu okazało się, że jestem w ciąży. Coś w moim sercu pękało. Wtedy mój świat przewrócił się do góry nogami. Zostawiłam dla niego wszystko. Przeprowadziłam się do Corpus Christi gdzie urodziłam synka. Stałam się żoną (jeszcze bez ślubu kościelnego) czyli żoną nie byłam. Mój świat się zmienił. Nie miałam nikogo, kto pomógłby mi w tych trudnych chwilach, kiedy uczyłam się być mama i żoną. Miałam tylko mojego MM. Rodzinę widziałam przez skypa, dla przyjaciół już nie miałam czasu. Było mi ciężko ale miałam Miłość. Prawdziwą Miłość, która zaczynała dojrzewać. Mój MM okazał się być wspaniałym mężem i ojcem naszego synka. Kiedy synek miał cztery miesiące przeprowadziliśmy się do Japonii na wyspę Okinawa. Tuż na początku naszego pobytu mój mąż oznajmił mi, że na Okinawę przyleciał też polski ksiądz. Pomyślałam, że polaka miłoby było zaprosić na obiad. W ten sposób ks. Leszek stał się u nas częstym gościem. Raz poproszeni przez księdza abyśmy przyszli na Mszę Święta poszliśmy. To było dla nas męczeńskie doświadczenie ponieważ nasze dziecko płakało. My nie mogliśmy się skupić. Ja nie rozumiałam za wiele. Wtedy też weszłam na drogę New Age. Zaczęłam czytać książki dotyczące programowania swojej podświadomości i kupować japońskie amulety. Zostałam zniewolona ponieważ trwając w grzechu złe moce miały do mnie nadal dostęp. Wtedy moje życie zostało opanowane przez złego choć sama nie miałam pojęcia co się dzieje. W domu myjąc naczynia odczuwałam czyjąś obecność. Zaczęłam mieć lęki. W moje myśli zaczęły wkraczać coraz to bardziej wymyślne fantazje erotyczne. Zostałam zniewolona przez demona seksu. Oglądałam filmy pornograficzne i dawałam upust swoim żądzą erotycznym. Bardzo bałam się śmierci. Bałam się potem wszystkiego. A w moje myśli zaczęła wkraczać jakaś nieznana mi siła. Okinawa rajska wyspa szybko przerodziła się w koszmar, który chciałam zakończyć. Wtedy też postanowiliśmy po rozmowach z księdzem Leszkiem, że weźmiemy ślub kościelny. Zawsze marzyłam o białej sukni i dużej imprezie, przecież ślub to tradycja tak wtedy myślałam. Zaplonowaliśmy ślub w Polsce. Ja poleciałam wcześniej aby wszystko zorganizować. Mój mąż miał przylecieć kilka dni przed ślubem. Zły bardzo nie chciał abyśmy związali się skaramentem małżeńskim. Mój mąż utknął w Tokyo gdzie nocował kilka dni na lotnisku ponieważ w Isaladii wybuchł wulkan a chmura pyłu wulkanicznego unosila się nad całą europą. Zaczęłam się modlić - jak mówią jak trwoga to do Boga. Marek dotarł CUDEM przed ślubem. Ksiądz nakazał nam przyjść się wyspowiadać. Tego nie zapomnę. Poszłam rano do kościoła z wałkami na głowie, zupełnie nie przygotowana do spowiedzi Świętej bo uważałam że nie mam się z czego spowiadać. Moja babcia w tym czasie już była chora i nie przyjechała na nasz ślub. Ale nadal się za nas modliła. Nie rozumiałam dlaczego nam nawet nie przysłała prezentu. A ona dała nam wiecej niż wszystkie prezenty razem.

     Wielki ślub, który miał być moim wielkim dniem był wielką męczarnią. Wiele stresu, obolałe stopy, problem z zespołem, z goścmi itd. Nie wiedział, po co cała ta ceremonia. Nie byliśmy nadal dojrzali do tego by przyjąć Pana Jezusa do naszego życia. Świat zniwolił i zagłuszył nasze sumienia. Byliśmy zniewoleni przez świat, który niby proponował nam wolność. To było największe oszustwo.

     Wrociliśmy na Okinawę gdzie nadal nie znalazłam miejsca dla Pana Boga. Zwiodła mnie ideologia New Age a ja byłam juz jedną nogą w piekle. Paliłam się wewnętrznie odczuwając ciągle czegoś brak. Urodziałam córeczkę i choc zewnętrznie byliśmy bardzo szczęśliwą rodziną to w głebi mej duszy miałam jakieś nieugaszone pragnienie. Mój lęk przed śmiercią zaczął nabierać ogromnych rozmiarów zwłaszcza mieszkając w tak niebezpiecznym miejscu. Trzęsienia ziemi, zagrożenie tsunami, tajfuny, jadowite węże i częste burze. Podczas jednej z takich wielkich burz ze strachu zaczęłam się modlić. Wtedy nagle postanowiłam też, że nauczę synka modlitwy "Ojcze Nasz" i czasem razem zaczeliśmy się modlić. Mój mąż stwierdził nawet, że: rodzina która modli się razem razem też zostaje, co bardzo mi się spodobało. Wtedy też zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Oprócz obecności ducha, wewnętrznych lęków naszym dzieciom ciągle się coś zaczęło przydarzać. W ciągu dwóch tygodni byliśmy kilka razy na pogotowu. Nasze córeczka nawet spędziłam dwie doby na oddziale intensywnej terapii. Kiedy pojawialiśmy się na pogotwiu poraz kolejny to lekarze nie mogli uwierzyć, że to znowu my. Pewnego razu kiedy nasza córeczka nie mogła oddychać zaczęłam krzyczeć mocno do Boga - dlaczego ona? Błagając o pomoc. Pomoc oczywiście otrzymałam. O czy ponownie zapomniałam. Kilka miesięcy później (po czterch latach pobytu na Okinawie) dostaliśmy rozkaz przeprowadzki - Corpus Christi (Ciało Chrystusa). Powrót do domu….pomyślałam. Ale ten powrót okazał się dla nas powrotem do prawdziwego domu.

     W drodze do Corpus Christi postanowiliśmy wybrać się na wakacje do Polski. Chcieliśmy aby w Polsce nasza córeczka przyjęła Sakrament Chrztu Świetego. Tak jak przywykliśmy do "tradycji". Ponownie udałam się nakazanej spowiedzi. Bez żadnej głębszej refleksji. Nadal uważałam siebie za świętą. Ksiądz zadał mi za pokutę różaniec. Nie miałam pojęcia jak się go odmawia. Wróciłam więc do konfesjonału z zapytaniem o instrukcję obsługi różańca. Ksiądz proboszcz spojrzał na mnie ze zdziwieniem i udzielił wskazówki abym znlazła sobie w internecie. Oczywiście, że nie poszukałam tylko odmówiłam, a raczej bez głębszego zastanowienia "wyklepałam" 10 razy Zdrowaś Marjo na znalezionym rożnacu po babci, która już nie żyła. Nie miałam pojęcia po co chrzcimy kolejne dziecko? Dla tradycji? Ani moim rodzice ani Marka nie byli praktykującymi katolikami. Do Kościoła mieliśmy awersję. Jednak czesem "jakaś wewnętrzna siła" prowadziła mnie czasem do przykościelnej kaplicy. Czasem podczas pobytu w Polsce tam zaglądałam. Na ścianie był zawieszony wielki obraz z Jezusem Miłosiernym z napisem: Jezu ufam Tobie. Pamiętam jak którego dnia padłam w tej kaplicy na kolana i błagałam Boga, aby dał mi znak, aby przyszedł do mojego życia tak bym wiedziała, że to On! To był krzyk wydobywający się z mojej duszy ogarnietej ciemnością. Byłam spragniona Boga, a swoje pragnienie próbowałam ugasić w świecie, który jeszcze bardziej oddalał mnie od Boga jednocześnie powodując pustkę w mym wnętrzu i zniewolenie.

     Mój mąż wyleciał do Corpus Christi pierwszy a nas zostawił w Polsce jeszcze na miesiąc. Miałam dokończyć książkę, którą pisałam aby ją wydać już niebawem. To miała być krótka powieść o tym jak się poznaliśmy. Któregś dnia usiadłam w ciszy przy biurku. Zadzwonił telefon od mojej redaktorki. Zapytała mnie czy chcem aby książka była komercyjna? Powiedziała, że oczywiście, że tak. Zapropnowała więc, abym wątek z pomnikiem Jana Pawła II usunęła ponieważ wchodzę w wiarę, a Pan Bóg już nie jest komeryjny. Powiedziałam ok. Wtedy na zewnątrz rozpocząła się burza. Pioruny jak szalone huczały nad moim domem a ja nie wiedziałam dlaczego. Byłam przerażona. Po kilku dniach wybrałam się z siostrą na dwa dni nad morze do jej nadmorskiego domku.

     To miały być dwa dni wolnego czasu na to abym dokończyła swoją książkę i niebawem wysłała do wydawcy. Wtedy wszedł do domu brat mojego szwagra, który został świadkiem Jehowym. Nie tylko nie on! Pomyślałam uśmiechając się z przymusu zakładając swoją maskę przymuszonego uśmiechu. Mówił do mnie o Bogu chyba 1,5 godziny a ja myślałam o tym co mam do napisania. Nic mnie interesowało, żaden Bóg a tym bardziej jego sekta. Ale wypowiedział słowa, które długo zakotwiczyły moje serce. Jak się modlisz Ojcze Nasz…..to spróbuj modlić się sercem. Następnie wyszedł a ja odzyskałam swój "zewnętrzny" spokój. Po kilku godzinach zbierałyśmy się z siostrą do powrotu do domu. Jej mąż a mój szwagier poprosił mnie abym z nimi wstąpiła do ich znajomych na urodziny jego wspólnika z firmy. Obiecał, że będziemy tam pół godzinki. Byłam wśiekła bo nie chciałam iść do kogość kogo w sumie nie znam. Kiedy weszliśmy do mieszkania tych ludzi poczułam niesamowitą atmosferę. Wielki zastawiony stół a dookoła cała rodzina. Czuć było Miłość Rodzinną. Wszyscy mówiłi o czytaniu w Kościele ponieważ była to niedziela. Opowiadali o Panu Bogu jak o przyjacielu. Choć na tamten dzień wydawało mi się, że mam dość słuchania o Pana Bogu. Tutaj jednak wszystko było takie PRAWDZIWE. Poparte rodzinną miłością i atmosferą spokoju nie tylko zewnetrznego. Poczułam się naprawdę dobrze. Jakby moją duszę ogarnął taki wewnętrzny spokój i radość. Kiedy zaczęłi śpiewać i grać na pianienie nie chciałam stamtąd wychodzić. Spędzilśmy tam kilka godzin a ja mogłabym być tam do rana. Kiedy wróciłam w nocy do domu, moja mama się obudziła i zapytała mnie jak było? Powiedziałam, że czuję się jakbym wróciła z pielgrzymki opowiadjąc jej o swoich przeżyciach. Wtuliłam się stęskniona w moje dzieci i zasnęłam dziękując Bogu za moje skarby. Mimo to, że wyrzuciłam go z mojej książki bo był nie komercyjny (w świecie) to często choć nie świadomie mówiłam do Boga, prosiłam a czasem dziękowałam.

     Po tygodniu poleciałam wraz z dziećmi do naszego domu w Corpus Christi. Mój mąż wyremontował i przygotował dom na nasz powrót. Pamietam jak zasypiając odmawiałam Ojcze Nasz….tak świadomie ze zrozumieniem każdego słowo i jego głębszym sensem. Po modlitwie dodatkowo mówiłam: Ojcze nie jestem Ciebie godna, ale powiedz tylko słowo a będzie uzdrowiona dusza moja. Nie wiem skąd przychodziły te słowa i dlaczego tak mówiłam. Po trzech tygodniach pobytu w Corpus Christi mój mąż musiał wyjechać służbowo. Ja zostałam z dziećmi sama w domu. Odwiedziła mnie koleżanka, która była ateistką i wraz z nią naśmiewałyśmy się ze znajomego katolika. Choć moja dusza zaczynała świadomie powracać do domu Ojca, tak zły próbował swych sił spowadzając na moją drogę takich ludzi. Byłam bliska tego aby przestać wierzyć. Nade mną toczyła się prawdziwa woja aniołów i demonów. Moja wiara była słaba a w momencie próby stałam na krawędzi. Kiedy koleżanka opuściła mój dom a ja uśpiłam dzieci, usiadłam w ciszy przy stole by kontynułować pisane swojej książki. Ciągle coś poprawiałam jakby jakaś siła nie pozwalała mi zakończyć tej książki. Wtedy Bóg gwałtownie wkroczył do mojego serca i przemienił moje całe życie. Poczułam jak grom z jasnego nieba, w swym sercu głos. Nie słyszałam go w uszach, tylko w swym sercu, ktoś zaczął do mnie przemiawiać. Czułam się jakbym zaczynała widzieć i słyszeć inaczej, głębiej. Nie ogarnął mnie starch. Czułam się jakby ktoś zwracał mi duszę. Byłam bardzo szczęśliwa. Czułam, że Bóg do mnie przemówił. I nie myślałam, że zwariowałam, bo funkcjonowałam tak jak zawsze. Wszystkie moje zmysły pracowały nienagannie z tą różnicą, że odzyskałam swój szósty zmysł - duszę. Zaczęłam wypytywać Pana Boga zadająć pytania. Otwierałam w internecine Pismo Święte i dostawałam dosłowne odpowiedzi. Czasem Bóg odpowiadał bezpośrednie w mym sercu. Zadałam więc pytanie co mam robić Ojcze? Książka! Książka ma być o mnie.

      To mną wstrząsneło. Jak to przecież właśnie z niej Boga wyrzuciłam. Pracowałam nad moją "komercyjną" książką kilka lat a teraz mam wszystko zacząć od nowa. Wtedy zobaczyłam jakby ktoś puśił mi film w mojej pamięci, te wszystkie momenty kiedy się modliłam i otrzymywałam. Kiedy Bóg próbował przebić się do mojego serca ale ja byłam głucha. Żyłam w świecie, który całkiem zagłuszył mi moje sumienie i zamknął serce przed Bogiem. Bo każdy kto pędzi za światem, nie ma Boga. Zobaczyłam jak stałam na krawędzi i Bóg wkroczył w ostatniej chwili w moje życie, bo spadłabym w daleką odchłań. Miałam wiele pytań i dostawałam odpowiedzi na te pytania czasem zanim zadałam konkretne pytanie. Ten głos Boga, Jego potęga i siła z jaką przemiawiał! Uświadomiły jak potęrzny jest Stwórca. Miałam wrażenie, że znalazłam się w całkiem innym wymiarze choć zewnetrznie wszystko wyglądało tak samo. To moje wnetrze zostało napełnione przez Ducha Świetego. Zostałam uwolniona z niewoli świata. Bóg otworzył moje serce na PRAWDĘ.

      Kiedy mąż wrócił z delagacji, musiałam jemu powiedzieć... Kochanie Bóg do mnie przemówił? Zastanawiałam się czy nie wyśle mnie na badania psychiatryczne. Ale wszystko było ze mną w pożądku. Mąż był mocno zaskoczony i ku mojemu zdziwieniu, powiedział, że pójdzie ze mną tą drogą. Był bardzo zaszokowany, że postanowiłam pisać książkę od nowa! Bo tak mi nakazł Bóg. Choć widziałam, że nie był zadowolony to chciał bym robiła to co Bóg mi mówi. Wiedział, że nie chcę się przeciwstawić woli Bożej. Tak powstała książka oparta na autentycznych moich przeżyciach " Powiedz tylko słowo" napisana pod pseudonimem Anieli Mencel. Z czystym sumieniem mogę napisać, że jest to powieść Ducha Świętego. To On mnie prowadził i rozliczał z moją przeszłością abym narodziła się na nowo. Już nie wstydzę się swoich grzechów przeszłości, nie wstydzę się mówić głośno, co jest grzechem bo już jest ten rozdział za mną. Nie identyfikuję się z tamtą Anią ponieważ teraz narodziłam się na nowo po to by świadczyć jak wielkie cuda dokonuje Pan Jezus. Teraz i tutaj, w każdym czasie i w każdym miejscu. Każdego z nas może dotknąć i przemienić. Dać nowe lepsze, nieporównywalnie lepsze życie i przygotować do spotkania z Nim w niebie. Bałam się od zawsze śmierci, teraz wiem, że to jest jedna z najpiękniejszych chwil w życiu, jeśli będziemy gotowi na spotkanie z Panem Jezusem.

     Mąż dał mi dużo przestrzeni i zrozumienia. To mnie również zaskoczyło. Mąż był również świadkiem dziwnych zjawisk jakie zaczęły się pojawiać w naszym otoczeniu. Kiedy przechodziłam obok dzwoneczków Feng shui coś mnie w środku zatrzęsło i natychmiast poprosiłam męża aby je zdjął i wyrzucił. Później zaczęłam szukać informacji dlaczego takie ładne dzwoneczki mogą mi zaszkodzić. Nie miałam pojęcia jak ważne jest to jakie nawet przedmioty nas otaczają. Dzwoneczki okazały się paraokultystycznym narzędziem, które nie tyle co oddalająe złe duchy ale je przywołują! Ku mojemu zdziwnieniu mąż nie zadawał za dużo pytań tylko robił to o co prosiłam. Po kilku dniach Bóg pokazał mi również zwodniczą moc leków homopatycznych. Przez kilka dni biorąc leki homopatyczne zapominałam słów Ojcze Nasz. Zapytałam więc Boga co mam jeszcze z domu usunąć? Co jeszcze zagraża mojej duszy? Stałam wtedy w kuchni i miałam wrażenie, że "ktoś" chwycił moją głowę i odwrócił ją w kierunku leków homopatycznych. Zaczęłam się spierać sama ze sobą. Przecież to niemożliwe aby to mogło mieć jakiś wpływ na moją duszę! A jednak! Zwodnicza siła jest we wszystkim tym gdzie jest zwodnicza geneza. Duch Święty ciągle mi powtrarzał w mym sercu - badaj wszystkiego genezę. Długo sama ze sobą walczyłam o przekonanie, czy naprawdę to może być zagrożeniem? Wtedy Bóg pokazał mi kilka osób z mojego otoczenia, które brały leki homopatyczne. Żadna z nich nie trwała w łasce uświęcającej a co gorsze miala spore problem z wiarą i psychiką. Pewnego dnia kiedy siedziałam w ogrodzie i rozmawiałam z siostrą przez skypa, zaniemówiłam ponieważ zobaczyłam na niebie twarz Jana Pawła II. Widział go bardzo dokładnie. Po kilku dniach od tego zdarzenia dowiedziałam się, że moja siostra zgubiła naszyjnik z Janem Pawłem który nosiła i zaczęła nosić amulet z czerwoną nitką. Aż mnie zatrzęsło w mym wnętrzu. Długo walczyła z tym aby się go pozbyć. To była bardzo trudana droga. Po dopiero kilku miesiącach udało jej się uwolnić. Przez pierwsze miesiące kiedy stawiałm pierwsze kroki, nie było łatwo. Mój mąż mnie wspierał, ale rodzina myślała że zwariowałam. Prosiłam Pana Boga o pomoc bo były momenty kiedy zły upominał się o moją duszę i nawet próbował mnie przestraszyć siłą. Pamiętam jak nie mogłam spać kilka nocy i czułam się wyczerpana. Po kilku dniach pewnej nocny kiedy przysnęłam około czwartej w nocy jakaś siła chwyciła mnie za plecy a moje ciało aż podskakiwało w nadprzyrodzony sposób. Wtedy nie wytrzymałam. Zaczęłam się modlić i błagać Ojca o pomoc. Bóg powiedział - weź różaniec w lewą rękę i będziesz spała spokojnie tej nocy a ja przyjdę i Cię obudzę. Tak też uczyniłam. Znalazłam różaniec, który w międzyczasie dostałam w prezencie od koleżanki i zasnęłam. Punktualnie o godzinie ósmej rano jakieś wielkie ptaszysko dziubało w dach nad sypialnią tak głośno, że zostałam obudzona wraz z moją córeczką. Mąż z synkiem już pojechali do szkoły. Uśmiechnęłam się i powiedział - nie możliwe! To pewnie przypadek. Po kilku dniach aby przekonać się, czy był to tylko przypadek poprosiłam Pana Boga o znak. Powiedziałam, Boże jak to Ty mnie obudziłeś to przyjdz ponownie o ósmej i mnie obudź ponownie ale już nie tak głośno. To było śmieszne. Ale tak też się stało jak poprosiłam. Potem już nigdy o pobudkę nie prosiłam i żaden ptak mnie nie obudził.

     Znalazłam polskiego księdza w okolicy. Pojechałam z mężem na Mszę Świętą. Nigdy nie zapomnę tych Mszy Świętych pełnych łez i łaski Ducha Świętgo. Szlochałam tak głośno, że niektórzy nie mogli się modlić. Moja dusza narodziła się jakby na nowo. Zostalam zanurzona w Bożym Miłosierdziu. Powróciłam do domu a Jezus na mnie czekał z otwarymi ramionami. Pewnego dnia Bóg powiedział do mnie abym poszła do pokoju w którym się modlę. Poszłam i padłam na kolana patrząc na niebo. Wtedy poczułam taka ogromą moc, która przeszywa całe moje ciało i zobaczyłam swoje grzechy jakby oczami Boga. Bóg pokazał mi film z mojego życia kiedy raniłam Go najbardziej. Moje grzechy które ujrzałam paliły mnie wewnętrznie. Poczułam ogromny ból w swym sercu i usłyszałam głos: Mojego Syna na górze Oliwnej serce bolało jeszcze bardziej! Ten film był jak ułamek sekundy po czym zobaczyłam jak niewyobrażalnie krótkie jest nasze życie. Jak wydawać się by mogło, że lata mijają….a na przestrzeni wieczności nasze życie nawet nie jest ułamkiem sekundy! Leżałam na ziemi i ryczałam. Spojrzałam w niebo i zobaczyłam twarz Chrystusa Miłosiernego. Płakałam, a moje wnętrze zostało pochłoniete przez wewnętrzny ból, który był jak ogień który mnie palił. Jezus zanurzurzył mnie w swym Miłosierdziu I jakby moja dusza została ogarnięta ulgą. Mój mąż był wtedy w domu. Kiedy troche ochłonęłam poszłam na ogród gdzie siedział mój mąż. Nadal płakałam i wewnętrznie odczuwałam szok. Po chwili dopiero mogłam opowiedzieć mężowi co się wydarzyło. On wszystko przyjmował z takim dystansem, ale z powagą. Nie czuł tego co ja, nie widział, ale Duch Święty go prowadził w inny zupełnie sposób.

     Nigdy nie zapomnę moich pierwszych spowiedzi po tylu latach, kiedy oczyszczałam się z brudu całego życia. Czułam się tak jakby moja dusza zostawała obmyta z wszelkiego błota. Czułam jak Pan Jezus obmywa mnie swoją Przenajświętrzą Krwią. Kiedy przyjmowałam Komunię Święta, czulam jak Pan Jezus wnika w moją duszę i rozpala w niej światło. Poczułam się jak samarytanka przy studni, której Jezus powiedział, że on jest źródłem z którego jeśli zacznie pić już nigdy nie będzie pragnąć. Moje wszelkie pragnienia świata zostały zastąpione łaską. Zostałam uleczona i napełniona wewnętrznie stamen duszy, którego nie można opisać żadnymi słowami.

     To był początek drogi którą zaczęłam iść z Panem. Bóg uczynił wiele cudów i znaków w moim życiu aby mnie utwierdzić, że łaska jaką otrzymałam pochodzi od Niego. Mój maż poszedł ze mną tą drogą. Moja rodzina się nawróciła w niewiarygodny sposób. Tata, który nigdy do kościoła nie uczęszczał po chyba trzydziestu paru latach udał się do spowiedzi Świętej. Wcześniej mocno mnie prześladował, a nawet zakazywał uczęszczania na Msze Święte podczas moich wizyt w Polsce. Mama, która zeszła z drogi wiary powróciła i choc wcześniejszych ataków na moje nawrócenie została różą różancową:. Brat przystąpił do sakramentu pojednania po wielu wielu latach. Siostra wraz ze szwagrem, którzy żyli mocno w świecie biznesu i materializmu, zmienili priorytety. Teraz Pan Bóg jest dla nich najważniejszy! Są dla mnie olbrzymim świadectwem ponieważ wile ofiar i wyrzeczeń złożyli Panu. Owoców działania Ducha Świętego jest wiele i za wszystkie dziękuję Bogu, bo tylko Bóg może czynić takie cuda. Stało się to o co poprosiłam przed wieloma latami Boga. Pragnęłam być tym małym ziarenkiem dla Jego Chwały!

     Niczego już nie przypisuję sobie. Wszystko jest darem.Tylko Bóg ma taka moc aby zmieniać ludzi. Tylko Bóg może przemianiać nasze serca i otwierać oczy na Prawdę. Tylko Bogu należy się Chwała na wieki wieków. Amen


Ania M.


Pokora - chrześcijańska droga do zwycięstwa Pokora - chrześcijańska droga do zwycięstwa
ks. Winfried Wermter
W książce znajdziemy pytania i odpowiedzi na temat pokory, świadectwa oraz 31 zasad życia pokorą - pomocne w każdym miejscu i każdej sytuacji... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 gosia: 30.10.2015, 16:12
 Chwała Panu ! nasz Pan jest Wielki !!! piękne świadectwo !
 Paweł: 30.06.2015, 23:44
 Piękne świadectwo, długa droga za Tobą, nieskończona przed Tobą.
 Hmm: 30.06.2015, 22:31
 Ktos mi kiedys powiedzial "diabel przychodzi do niewinnych" . Wiec do dzieci. (tez bylam kuszonai bylo ciezko bardzo)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej