Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Wybieram Jezusa

Życie człowieka nie jest bajką którą można powtórzyć życie można przeżyć i to tylko raz to jak je przeżyjemy zależy tylko od nas i naszych wyborów.

     Opowiem Wam co działo się w moim życiu. Nie jest to łatwe mówić o tym, co boli, z czym się trudno pogodzić. Moje świadectwo gdybym opisała cale życie było by bardzo długie wiec postaram sie opowiedzieć podzielić się z wami ostatnimi latami mojego życia.

     Będąc jeszcze w podstawówce w ostatnich jej klasach ciężko zachorowała moja chrzestna gdy pojechałam do kliniki ja odwiedzić... gdy zobaczyłam jak cierpi nie mogłam zrozumieć dlaczego?... Ale ciocia nie dawała poznać ze ją boli ze cierpi walczyła o to by żyć. Wiedziała ze odwiedzając ja z mama przejechałam wiele kilometrów wiec powiedziała ze następnym razem jeśli chcemy mamy przyjechać za 2 tygodnie. Po powrocie do domu wiedziałam czułam ze z tego nie wyjdzie... ze odejdzie prawie tydzień walczyłam ze sobą aż wreszcie pewnego dnia przeszła mi przez myśl by prosić o ulgę w jej cierpieniu. Zaczęłam się modlić by Pan ją zabrał do siebie by nie musiała się męczyć. Następnego dnia dostaliśmy wiadomość ze zmarła. Pogrzeb wypadł równo za dwa tygodnie od naszej wizyty u niej. Później przyszły myśli dla czego modliłam się o śmierć a nie o życie, zdrowie może gdybym się modliła właśnie o zdrowie... może by wyzdrowiała. W tym momencie mojego rycia narodziło się moje poczucie winy i żal do siebie. Z czasem zaczęło to zanikać. Wchodząc w życie modlitwy przyjaźń już taka świadomą z Bogiem zrozumiałam ze tak miało być ze jest teraz potrzebna tam w Niebie.

     W ostatniej klasie szkoły podstawowej zaczęła chorować najbliższa memu sercu osoba moja mama początkowo nie było tak źle ale z czasem było coraz gorzej coraz częściej źle się czuła była coraz słabszą. Okazało się ze ma raka, niestety z przerzutami początkowo nikt nie chciał mi o tym powiedzieć, ale wuja powiedział mi lekarze mówili ze zostało jej około roku życia ale zaznaczyli ze może być więcej może być mniej. W tym czasie zaczęłam wałczyć ze sobą potrzebowałam matki by pogadać by porostu była... ale ona najczęściej wieczorem była zmęczona źle się czuła nie miałyśmy już czasu by być ze sobą tak jak kiedyś... Ja zaczęłam szkole średnią złączyłam się z jedna z grup przy parafii było mi dobrze tydzień przeżywałam czekając na spotkanie pełne modlitwy radości uwielbienia... życie wspólnotowe...

     Do spowiedzi chodziłam w Ostrowie tam poznałam wspaniałego kapłan, który potrafił słuchać, pytać, po prostu być przy mnie czego ja bardzo potrzebowałam. W ósmej klasie sporo przytyłam, z nerwów potrafiłam zjadać bardzo dużo, ż w końcu powiedziałam sobie dość zaczęłam się odchudzać najpierw powoli ale nie zorientowałam się nawet kiedy zaczęłam popadać w anoreksje, tak naprawdę nikt tego nie zauważył. Aż przy trzecim spotkaniu ten właśnie ksiądz powiedział mi je jeśli nie przestanie robić tego co robię dostane od niego kopa. Myślałam ze nie o tym mówi, więc nic nie zmieniłam. Gdy spotkaliśmy się następnym razem było jak zwykle, Ale ja czułam ze to nie koniec na obchodne dostałam kopa i słowa "obiecałem i dotrzymuje słowa, co ty ze sobą robisz" W tedy byłam strasznie na niego zła że tak, mnie potraktował jeszcze przez jakiś tydzień może trochę dłużej jadłam małe ilości. Potem zaczęłam jeść normalnie ale to nie było takie proste jeśli zjadłam więcej od razu zwymiotowałam, było ciężko by znowu bacząc normalnie jeść. Gdy w ciągu dnia zjada się tylko skibkę chleba, to ciężko wrócić do min. 3 posiłków dziennie. Ja z anoreksji wyszłam bez pomocy lekarza ale było to strasznie trudne i bolało. Gdyby nie ten kapłan nie wiem czy nie wylądowała bym w szpitalu ???. Za jakieś 4-5 miesięcy urwał mi się z nim kontakt ale wiem dziś że ten kopniak był mi potrzebny, bym otworzyła oczy.

     Z mama było coraz gorzej. W tym tez czasie miałam kilku znajomych z którymi spędzałam czas nie byli zbyt religijni ale nie przeszkadzało mi to dobrze się bawiłam, zabijam tak myśli o problemach później nawet to nie pomagało myśli kłębiły się i kłębiły w głowie miałam mętlik i wielko wojnę o to co będzie w tedy nawet ot tak dla rozluźnienia nieraz sięgałam po kieliszek wódki tak by zapomnieć choć przez chwile dobrze się bawić na jakiś czas sto wystarczało ale gdy zauważyłam ze to staje się rutyną zaparłam się i powiedziałam dość więcej nie pije. I ta się stało powoli trąciłam kontakt ze wszystkim nie byłam już tak wesoła i zabawna. Zostałam sama. Długie nie przespane noce spędzone na wpatrywaniu się w twarz mamy w jej oddech na czuwaniu czy jeszcze żyje. Przyszły wakacje i wiele czasu wolnego... w głowie pytania myśli zaczęłam słuchać muzyki początkowo takie jakiej zwyczajnej ale z czasem to było za mało zaczęłam słuchać coraz głośniejszej i mocniejszej pomogło myśli nie przebijały się przez nią. By być więcej z mama zrezygnowałam z cotygodniowych spotkań zaczęłam przychodzić rzadziej bolało mnie ze opuszczam spotkania ale cos trzeba było poświęcić mam miałam coraz gorszy kontakt kłótnie o byle co, niedopowiedzenia... Mamę przewieziono do innego szpitala podczas jednych odwiedzin posprzeczałyśmy się o cos i mama powiedziała ze nie chce mnie już widzieć. Wróciłam do domu z wielkim bólem w sercu... Wiedziałam ze bardzo cierpi ze rak zaatakował już polowe organizmu ze nie ma już ratunku... mamę podłączono do aparatury bo mila problemy z oddychaniem a ja poprosiłam by Bóg ja zabrał by umarła. W sobotę pojechaliśmy ja odwiedzić... i nagle wiadomość... ze nie żyję Wielki ból i rozpacz pustka której nie można wypełnić...

     Moje kontakty z tata nie były łatwe on zawsze wolał brata. Myślałam że we wspólnocie mogę mieć oparcie ale się myliłam gdy powiedziałam naszemu liderowi o śmierci mamy ...myślałam ze powie mi ciepłe słowo a on powiedział "i co z tego" Strasznie mnie to zabolało nie widziałam tez nikogo ze wspólnoty na pogrzebie... Teraz zostałam sama z myślami.

     Samotność zżerała mnie od środka nie potrafiłam dać sobie rady z tym. Zaczęłam się okaleczać by ból psychiczny zamienić za fizyczny by choć w ten sposób zapomnieć choć na chwile o tym co się dzieje... W tym okresie zaczęłam siebie przelewać na papier, napisałam wiele wierszy opisując to co się we mnie działo...

     Dziś nawet nie wiem kiedy jak... po prostu tak spontanicznie otworzyłam apteczkę wzięłam różne tabletki wodę do popicia i wyszłam z domu nic nikomu nie mówiąc było to wcześnie rano gdy wszyscy spali połknęłam tabletki po jakim czasie czułam senność ze zasypiam. Poczułam się bardzo lekka tak jak bym miała za chwile wzbić się w powietrze...

     Obudziłam się po kilku godzinach i zobaczyłam ze tabletki bynajmniej większą ich część zwymiotowałam i tak przeżyłam Nikt się o tym nie dowiedział. Przyszły święta Bożego Narodzenia w ogóle nie odczulam tych świąt nie umiałam się nimi cieszyć. Tata zaproponował ze odwiedzimy rodzinkę ale nie miałam zamiaru jechać udawałam ze się źle czuje i zostałam w domu ja już miałam inny plan na ten dzień. Nie radząc sobie z tym co działo się w moim życiu postanowiłam się zabić tym razem wszystko zaplanowała kupiłam już wcześniej żyletkę by była nowa, napisałam list... Moi pojechali a ja zostałam w domu usiadłam. Wzięłam wiaderko żyletkę i podcięłam żyły rękę włożyłam do wiaderka by nie nabrudzić powoli zaczęła płynąć krew zasnęłam obudził mnie przejeżdżający samochód to tata wrócił do domu. Zerwałam się szybko by posprzątać by nikt nie zauważył owinęłam rękę bandażem i udawałam ze wszystko jest okej ale tak nie było. Problem zaczął się w okresie wielkiego Postu szukam księdza z którym bym mogła pogadać ale nie znalazłam.

     Wyspowiadałam się ale nie czułam ulgi moja psychika nie radziła sobie z tym a może sumienie w każdym bądź razie było mi ciężko z tym żyć. Wyjechałam później na zjazd modlitewny i tam przeżyłam taka prawdziwą spowiedź była on a dla mnie niesamowicie trudna trwała prawie 3 godziny ale poukładała wiele rzeczy w moim życiu. Wiele znaczyło dla mnie to, ze ten ksiądz traktował mnie z wielką miłością przez cały czas starał się trzymać mnie za rękę gdy płakałam tulił w swoich ramionach. Rozmawiając z Nim czułam się bezpiecznie potrafił słuchać tak prowadzić rozmowę ze nie czułam się zniewolona. Na koniec dostałam krzyż franciszkański który nosze zawsze staram się mieć ze sobą. Wszystko się wyciszyło czułam ze dostałam nowa szanse ale wiedziałam ze musze się problemami z tym pogodzić ze zbłądziłam ze targnęłam się na swoje życie. Ze problemy nie znikną i trzeba z nimi sobie radzić.

     Weszłam w nowa wspólnotę i w niej zaczęłam nowe życie. Tam doszłam do prawdy ze...

"Będąc tak blisko Boga byłam tak daleko,
albo będąc tak daleko byłam tak blisko"

     Nie wracałam do tego co zrobiłam nie myślałam o tym co się stało czy już się z tym uporałam ...Aż do momentu gdy wzięłam udział w kursie Filipa, który bardzo mocno przeżyłam. Mięliśmy wrócić do miejsc gdzie zostaliśmy zranieni co nas bolało bądź nadal boli spojrzeć na to z perspektywy czasu. Dostrzec plusy i minusy danych sytuacji. Nikomu nic nie mówiłam ze cos się dzieje byłam bardzo poważna skupiona można powiedzieć ze założyłam maskę tak by nikt nie zauważył. Noce stały się koszmarem ogrom myśli burze słów... uwieńczenie kursu Filipa złożeniem podpisu na ołtarzu ze wybieram JEZUSA na Pana mojego życia. W tym czasie śpiewaliśmy TAK MNIE SKRUSZ TAK MNIE ZŁAM... zaczęłam śpiewać tez gdy wróciłam do ławki Śpiewałam zwracając uwagę na każdy wyraz każde słowo i zaczęłam czuć we mnie w środku wielkie ciepło wielki ogień... Ja osoba która płacze w ukryciu nie pokazuje ze cierpi zaczęłam strasznie płakać ale to nie był normalny płacz, tego płaczu nie mogłam powstrzymać, ryczałam około godziny w punktu medycznego jest to prawie nie możliwe. A co najdziwniejsze widziałam ludzi, ale ich nie słyszałam a potem nagle zniknęli tylko glosy zostały Od kursu Filipa minęło trochę czasu a ja zostałam nadal z burza myśli pytań. Dziś spotykając, rozmawiając z ludźmi mówię im ze nie warto się zabijać ze to nic nie da ufam ze kiedyś wybaczę sobie to co zrobiłam i życie z przeszłością nie będzie sprawiało takiego bólu jaka teraz. Że nareszcie będę mogła w pełni wzrastać, darzyć ku wieczności.

     Do dziś nie potrafię dzielić się tym co się stało gdyż to nadal boli. Może tez dla tego ze nie miałam nikogo z kim mogłabym o tym pogadać. Nawet napisanie tego świadectwa nie było proste i kosztowało mnie wiele wysiłku. Ale dziękuję Panu ze dał mi silę bym je napisała.


Aga 21


Każda chwila to miłość. Rozmowa z moim Panem Każda chwila to miłość. Rozmowa z moim Panem
s. Teresa Chomieniec MSC
Każdego z nas Chrystus zaprasza do osobistego dialogu. Zapiski współczesnej siostry zakonnej, pisane są w formie rozmowy ucznia ze swoim Mistrzem, mogą być pomocą dla każdego, kto pragnie żyć z Jezusem na co dzień... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 magpej: 21.08.2016, 04:08
 jestem zbuntowana, bo nikt mnie nie chciał, nie kochał. i wybrałam Boga, ale nie jako zakonnica tylko w cyberwojnie ze złem, hejtem, przemocą terrorem,
 Łukasz: 25.06.2012, 00:20
 chodz codziennie na msze i ofiaruje Jezusowi codziennie swoje troski i smutki i wszystkie cierpienia jakie dotykaja Twojej duszy.. On sie z tego bardzo ucieszy :=)
 Ks. Marek: 05.08.2007, 18:13
 Witaj , szkoda ze tak potoczylo sie Twoje zycie ale wiem jedno na pewno wiele Cie nauczylo teraz musiez zaczac z tym zyc ale to ni ebedzie latwe bedzie bolalo al ez czsem bol bedzie mniejszy na pewno potrzebujesz spowiednika , kierownika duchowego ktory bedzie wiedzial o tym i bedzie cie prowadził. Mysle zy bedzie musial wykazac sie duza cierpliwoscia i zrozumieniem , sam nie wiem czy mialbym jej tyle . Odwagi by cie przytulic gdy bedzie zle , cierpliwosci by s Toba posiedziec i poluchac Twojego milczenia , i Twoich slów....... Zycze cie dużo siły i wiary . Z modlitwa ks. Marek
 Didymos: 18.05.2007, 10:44
 pozostaje zatem oddanie na serio i do głębi wszystkiego Jezusowi. zaproszenie Go w te wszystkie wydarzenia z Twego życia. i przyjęcie Jego uzdrawiającej Łaski Miłosierdzia. mnie osobiście, zawsze w takich razach pomagało wołanie do Krwi Jezusowej i przytulenie się do Jego otwartego, z miłości przecież, dla nas Serca. On umarł za mnie nie na darmo...:)
 madzia: 20.02.2007, 13:13
 nie wiem co ci napisac poniewaz bardzo mnie twoje swiadectwo poruszylo:(ja tez kiedys bylam na skraje zalamania psychicznego i tez chcialam sie zabic..tez byłam samotna..nie miałam nikogo..az w koncu poznalam wspolnotę o nazwię ODNOWA W DUCHU SWIETYM i tam zaczelam chodzic..uczeszczalam co czwartek bo tak sie odbywaly zajecia,poazatym tez pzeszlam duga rozmwe z ksiedzem i tak samo jak ty doznalam od niego duzo ciepla..zycze ci abys trzymala sie reki JMARYI i szaty EZUSA
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej