Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Jezu ufam Ci z całego serca...

     "Chciałbym Ci dać swój malutki świat... Siebie samego, choć mało mnie znasz Wiem, to niewiele lecz reszty mi brak Serce i rozum - to wszystko co mam ..."

     Może niektórych w ogóle nie będzie interesowało to co mam do przekazania. Może niektórzy uznają, że to wszystko bajka wyssana z palca, ja jednak chciałabym przedstawić swoją historię chciałabym stać się narzędziem w ręku Boga i przez siłę i moc jaką On mi daje ostrzec, pomóc, zrozumieć innych...

     Zacznę od tego, że pochodzę z katolickiej rodziny, moja siostra dobrze ułożona dziewczyna, z którą nigdy nie było problemów, uczennica ruchu "światło - życie". Rodzice zwykła parka 40 latków co niedziela w kościele. Mieszkam sobie w jednej z dzielnic Rybnika. Powiedzmy, że jest mniej zepsuta niż inne. Gdy byłam mała, należałam do różnych grup nieformalnych działających przy mojej parafii.

     Moje problemy zapoczątkowało pójście do gimnazjum. Nagle takie zderzenie, kilka społeczeństw w jednym miejscu. Po pierwsze: rodziny osiedlowe, dzieci z bloków zwracające się do swoich rodziców "mój stary", "moja stara". Drugim społeczeństwem byli ludzie, którzy sprawiali wrażenie innych. Ta inność mnie przerażała nie wiedziałam co z nią zrobić jak podejść do ludzi którzy są mocno zakorzenieni w religii jak podejść do ludzi którzy maja swoje zdanie. No i trzecia grupka dzieci jakby z prowincji. Te gorsze... Na początku był to dla mnie niemały szok. Żebym przestała odstawać musiałam zrobić coś co zaimponowałoby grupce "luzaków". Zaczęło się całkiem niewinnie, bo od opuszczania szkolnych zajęć. Myślałam, że na tym się skończy, jednak tak nie było. Innym zaczęło imponować to, że się nie boję. Byłam coraz bardziej lubiana przez grupę "ludzi z bloków". W końcu mam tylko jedną młodość - myślałam. Zaczęło się od alkoholu. Na początku śladowe ilości, ale potem potrzebne było coraz więcej. Zaczęło mi się podobać takie życia. Pod koniec I klasy gimnazjum poznałam chłopaka. Wszystko zapowiadało się jak najlepiej. W każdą sobotę chodziłam na jakąś "bibę" gdzie dominowała bezczelność, brak jakiegokolwiek szacunku do Boga, do starszych, a nawet do rówieśników. Jak można wywnioskować z Kościołem skończyłam. I klasę ukończyłam z średnią 4,68 jeden stopień wyżej i byłby pasek. No ale szkoła przeszłością, teraz wakacje, liczyłam się tylko ja i chłopak, o którego względy ubiegało się co najmniej 5 dziewczyn. Nie wspomniałam o wieku. Był dwa lata starszy. Wracając do wakacji, było całkiem przyjemnie. Codziennie na rowerku a to, ze on nie wierzył w Boga to kompletnie zrezygnowałam z Kościoła. Znów zaczął się rok szkolny. Imprezy, alkohol a codziennie niestety nie miałam pieniędzy więc zaczęły się też kradzieże. Każdy sklep był mój. To wszystko musiało mieć swoje następstwa. Zaczęło się okłamywanie rodziców. Bo przecież nie wrócę pijana do domku, więc gdzie indziej nocować jak nie u swojego faceta. Całymi dniami nie było mnie w domu, bo nie wspomniałam o tym że gram w siatkówkę. Rodzice nie zdawali sobie sprawy jakiej wagi są moje problemy. Dopiero po wezwaniu ich do szkoły przez jednego z moich nauczycieli, nieznacznie otawarły im się oczy. Próbowali rozmową, krzykiem, prośbą, płaczem, błaganiem. Nic nie wskórali a ja brnęłam w głąb bezanadziei. Z chłopakiem oczywiście fizycznie byłam coraz bliżej. Wszystko spisywałam w pamiętniku, który pewnego dnia został na moim biurku. Został przeczytany przez mojego tatę. Wtedy zaczęło się prawdziwe piekło. Słów, które wtedy padły.... nie zapomnę nigdy. Rodzice próbowali mnie jakoś ratować. Próbowali, bo ja ich pomoc odbierałam jako atak. Coraz bardziej oddalałam się od znajomych, przyjaciół, prócz osób, które zawsze bez względy na wszystko były ze mną. Moja przyjaciółka... i moja siostra. Później śmierć Jana Pawła II. Wtedy wydawało się, że wszystko wróci do normy. Odwiedziłam Częstochowę... Prosiłam o nawrócenie. Do domu wróciłam pełna wiary w to, że się uda. Później sprawy potoczyły się błyskawicznie i to w zupełnie innym kierunku. Rozpadł się ten wyidealizowany związek młodych. Znów zaczęły się imprezy, faceci, żeby zapomnieć o tym jednym, alkohol... bo wtedy jest wesoło, Wagary, kradzieże, kłopoty w domu. Cały czas obracałam się w takim towarzystwie. Na koniec roku z średniej 4,68 spadłam na 3,52 w wakacje zorganizowałam ognisko na pobliskiej polanie. Kilka namiotów, dużo wódki. Było ze 40 osób w tym też mój ex. Byłam tak pijana, że nie wiedziałam co robię, ale to mnie nie usprawiedliwia, bo przecież mogłam nie pić. Z moim ex poszliśmy na całość. Na jednym razie się nie skończyło, przy każdej okazji było tak samo. Aż do końca wakacji. Stoczyłam się na samo dno, nie widziałam sensu, by żyć.

     Postanowiłam, że od września zadbam chociaż o naukę. Udawało mi się, a w nagrodę mogłam co jakiś czas wychodzić na dyskoteki. Kontakt ze swoim ex utrzymywałam w wiadomym celu aż do grudnia. Na dyskotekach dochodzili jednak inni. To Tylko niewinne pocałunki - myślałam. Tak było aż do sylwestra. Poszłam ze znajomą. Za dużo wypiłam... kilkanaście minut po północy straciłam przytomność... Obudziłam się ok 5 pomyślałam sobie, że to był ostatni raz. Gorzej ze mną już chyba być nie mogło... musiałam coś z sobą zrobić. Od tamtej pory nie piję. Średnia półroczna 4,2. Zaraz po feriach zimowych miały miejsce bardzo przykre i ciężkie dla mnie chwile. Moja przyjaciółka miała poważny wypadek. Prawie trzy tygodnie jej życie było zagrożone. Wtedy uświadomiłam sobie, że człowiek nie ma żadnej władzy, że wszystko zależne jest od Boga.

     Zaczęła się moja wewnętrzna metamorfoza. W kwietniu pojechałam do Częstochowy. Po raz pierwszy od ponad roku przystąpiłam do sakramentu spowiedzi świętej. Na kolanach błagałam Maryję o wstawiennictwo, przyznałam swoją bezsilność wobec Boga. Tydzień później pojechałam na Światowy Dzień Młodzieży (Niedziela Palmowa) odważyłam się zapytać ludzi z pobliskiej parafii , należących do ruchu światło życie, czy mogę jechać z nimi. I tak zaczęło się moje życie we wspólnocie. Moje nowe życie z Jezusem, jako moim jedynym Panem i Zbawcą we mnie. Bóg stawia na mojej życiowej drodze wspaniałych ludzi dzięki którym mogę pogłębiać swoją wiarę, dzięki którym otwarłam się na Jezusa. Dziękuje, Jezu ufam Ci z całego serca...


Renata


Dorastanie do świętości Dorastanie do świętości
ks. Marek Dziewiecki
Ta książka – przewodnik po drogach świętości we współczesności – jest adresowana do tych wszystkich, którzy pragną się nieustannie rozwijać, czyli codziennie stawać kimś dojrzalszym i większym od samego siebie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ja:): 17.07.2007, 12:46
 fantastycznie:)dasz rade!wierze w Ciebie! a ty ufaj JEMU-ON wszystko moze:)i do tego jak kocha
 Magda: 17.07.2007, 11:59
 Bardzo się ciszę, żę napisałaś to świadectwo... Cieszę się, że są ludzie tacy jak Ty, że potrafią dzielić się tym jak Bóg działa w ich życiu. Pozdrawiam i życzę wszstkiego dobrego. P.S mieszkamy niedaleko siebie ja jestem z Żor, należę do Ruchu Śwatło-Życie ;)
 gunia: 17.07.2007, 11:37
 CHWAŁA PANU!!! ja mam koleżanki które podobnie żyją wierzę że kiedyś też doświadczą nawrócenia Czasem trzeba dotknąć dna aby się od niego odbić Któryś ze świętych powiedział tak, tak gdyby Jezus nas nie ratował...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej