Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jestem spokojna o swoją przyszłość

     Mam na imię Ewelina, mam 19 lat. Pewna osoba poradziła mi, że dobrze by było wysłać tutaj to moje świadectwo. Mam nadzieję, że komuś ono pomoże.

     Byłam dzieckiem, któro nie potrafiło odnaleźć się w grupie rówieśników, nie miałam przyjaciół, znajomych… Najczęściej spędzałam czas bawiąc się sama w domu, lub wyobrażając sobie, że moje życie wygląda inaczej. Kiedy miałam 11 lat podczas wakacji w jakiś dziwny sposób trafiła w moje ręce gazeta pornograficzna. W tym momencie zaczęły się moje problemy... Ta gazeta rozbudziła moją wyobraźnię do tego stopnia, że cały czas myślałam właśnie na tych torach... Przed oczami miałam tamte zdjęcia, moje myśli dobudowywały sobie następne skojarzeniowe obrazy... Gdyby skończyło się na tej gazecie, pewnie po jakimś czasie zapomniałabym o tym, ale wtedy zaczęło się oglądanie filmów... Teraz nie będę mówić gdzie, ale telewizja naprawdę daje mnóstwo programów do wyboru... W tym momencie moje wyobraźnia nie pokazywała mi już tylko nieruchomych obrazów, ale pełne sceny wynaturzonych aktów seksualnych... Nie myślałam wtedy, że w tym może być coś złego, wręcz przeciwnie.

     Wszędzie mówiono, że takie myśli są naturalne dla nastolatków wchodzących w etap dojrzewania płciowego. Z tym przeświadczeniem żyłam sobie dalej, a moje myśli karmiły się wszystkim co tylko 11-letnie dziecko może zobaczyć...

     Około roku później same myśli zaczęły mi nie wystarczać... Wyobraźnia pochłonięta scenami erotycznymi oddziaływała na mnie bardzo mocno, do tego stopnia, że pragnęłam to realizować... bo skoro myśli nie są złe, to dlaczego złe ma być ich wypełnianie... Dookoła przecież ciągle mówią o seksie, o tym kiedy można zacząć współżycie, jak dziewczyna powinna się zabezpieczać, jakie pozycje stosować, jak osiągnąć orgazm itp. Zaczęłam eksperymentować z dotykaniem swojego ciała, co mi sprawia przyjemność, które miejsca są najwrażliwsze. I tak pojawił się w moim życiu samogwałt. Czym było dla mnie to, co robiłam... trudno powiedzieć... Kiedy to robiłam, była to chwila przyjemności, nie myślenia o kłopotach, o braku akceptacji. To było tylko moje. Ale później były wyrzuty sumienia, poczucie brudu, wstrętu do siebie... Teraz wstyd mi nawet o tym myśleć... Nie wiem ile czasu to trwało. Teraz wydaje mi się, że parę miesięcy, ale co raz przypominam sobie przypadki samogwałtu w późniejszym okresie czasu na przestrzeni 4-5 lat... Dopiero kiedy to piszę zaczynam sobie przypominać jak to wyglądało, do jakiego pobudzania dochodziło... Piszę "przypominać", ponieważ w jakiś sposób zapomniałam o tym. Po prostu to się urwało, samogwałt przestał dla mnie istnieć. Teraz czuję, że to była niesamowita ingerencja Boga w moje życie.

     Jak w tym czasie wyglądał mój stosunek do Boga? Coniedzielna msza, spowiedź przynajmniej raz w miesiącu, osobiście uważałam się za osobę wierząca i przestrzegającą przykazań... W szkole radziłam sobie bardzo dobrze, same szóstki, piątki i czwórki, brałam udział w wielu konkursach przedmiotowych, chodziłam też do szkoły muzycznej, uczyłam się gry na wiolonczeli, tam też miałam dobre stopnie. Ale zaczęłam sobie nie dawać rady z tym, co było we mnie...

     Po tym jak samogwałt się skończył, ze zdwojoną siłą zaczęły przychodzić myśli... Coraz trudniej było mi nad nimi panować, nie było dnia, w którym przed zaśnięciem nie wyobrażałabym sobie TEGO. TO tzn. sceny erotyczne, akty seksualne... Brzydziłam się tych myśli, wtedy dochodziło już do mnie, że jest coś nie tak... Brak akceptacji siebie, swojego ciała... Po prostu koszmar!!! Kiedy teraz o tym myślę, zastanawiam się, jak ja dawałam sobie radę. To według mnie jest naprawdę uzależnienie jest naprawdę upokarzające. Poniża osobę, poniża godność człowieka, kobiecość i męskość, macierzyństwo, ojcostwo.

     Za parę miesięcy miałam skończyć gimnazjum, trzecia klasa, miałam chłopaka, jednak przez to, co miałam w podświadomości i przez brak akceptacji siebie, przez to, co robiłam, ten związek nie miał szansy na przetrwanie. Walka we mnie cały czas trwała, ale sama byłam zbyt słaba aby powiedzieć nie... Aby przestać... Mój umysł nie funkcjonował prawidłowo, kołatała się nim jedna myśl: skończyć to wszystko!!! Nie myślałam na poważnie o samobójstwie, chyba nie starczyłoby mi odwagi na coś takiego. Chociaż trudno tu mówić o odwadze... Chciałam za to zmarnować sobie życie, aby jak najwięcej i jak najdłużej cierpieć, aby patrzeć jak wszystko przestaje mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie... Po prostu chciałam się ukarać za to, co się działo w moim życiu... Gdyby wtedy pojawił się na mojej drodze ktoś, kto by mi pomógł w realizacji moich planów, nie dożyłabym końca gimnazjum... Ale wtedy Bóg już miał dla mnie jakiś konkretny plan i nie pozwolił, aby ktoś taki się pojawił. Teraz jest to dla mnie dziwne, ponieważ wystarczyło tylko powiedzieć o tym pewnej koleżance, z którą widywałam się codziennie...

     Skończyłam gimnazjum z wyróżnieniem, dostałam się do wymarzonego liceum, ale po co mi to, kiedy ja sobie nie daje rady ze sobą!!! I przyszedł dzień ósmego sierpnia 2003 roku. Tego dnia pierwszy raz moja przyjaciółka Elka przyprowadziła mnie na spotkanie Odnowy w Duchu Świętym. "To nie dla mnie" Tak wtedy o tym myślałam, ale zatrzymał mnie zespół, fajnie grali, śpiewali ładne piosenki. Pomyślałam, że chciałabym być w czymś takim. Od zawsze pociągała mnie muzyka i tylko ona sprawiła, że zostałam. Głośna modlitwa była dla mnie czymś stresującym, jednak nie sam sposób modlitwy, używane słowa. Jako dziecko często rozmawiałam z Bogiem, tak jak się rozmawia z przyjacielem, nie miałam nikogo, komu mogłabym się wyżalić, a więc Bóg musiał słuchać moich wyrzutów i płaczu. Tak było chyba do drugiej klasy podstawówki, do Pierwszej Komunii, może rok dłużej, później zwątpiłam i w to... Teraz stanęłam w obliczu Boga, którego znałam, który znał mnie, znał moje problemy, moje zmartwienia, wiedział o tych wszystkich nieważnych spowiedziach, profanowaniu przeze mnie Komunii - Ciała Chrystusa... I ja miałam stanąć przed Nim i po prostu Go uwielbiać? Za co? Za to, że pozwolił mi tyle lat cierpieć w samotności? Nie potrafiłam... Przez rok chodziłam na spotkania, byłam na zimowych rekolekcjach, w kwietniu trafiłam do Diakonii Uwielbienia - tak nazywał się ten zespół - ale cały czas nie potrafiłam uwielbiać. To, co było we mnie nie pozwalało mi do końca powiedzieć tak...

     Przełom nastąpił w nocy z 8 na 9 lipca 2004 roku. Tej nocy, najdłuższej nocy mojego życia, przyjęłam Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Tej nocy jechałam do sanatorium do Rabki, około 400 kilometrów od domu, na prawie całe wakacje. Miałam tam być sama, pierwszy raz tak daleko od domu. Nie widziałam innego wyjścia jak oddać wszystko Jezusowi, po prostu musiałam Mu zaufać aby dać sobie radę. Zrobiłam to i miałam szczęście, bo gdybym tego nie zrobiła, to wyjechałabym stamtąd jeszcze tego samego dnia. Bóg jednak był ze mną, pierwszy raz czułam jak działa w moim życiu, że jest przy mnie!!! Ważne było również to, że przez cały czas jaki spędziłam w sanatorium nie miałam problemu z myślami. Po powrocie do domu byłam inna osobą! Ale nie na długo...

     Zaczęła się druga klasa liceum, nawał nauki, dużo obowiązków, do tego problemy w domu... Jakby tego co już przeżyłam było mało, całkowicie popsuły się układy między mną i mamą. Jedna przez drugą płakałyśmy, praktycznie się do siebie nie odzywałyśmy, a jeżeli już słyszałam coś od mamy, to tylko wyrzuty, że ona w moim wieku była na swoim własnym utrzymaniu, że to jest jej dom, że ja nie mam tu nic do powiedzenia itp. itd. Po prostu nie chciałam już wracać do domu, nie chciałam się mamie w ogóle pokazywać na oczy ... Kłótnie z siostrami, z tatą, nie było dnia, żeby w domu ktoś na kogoś nie nawrzeszczał... i trwało to dobrych parę miesięcy, zanim po największej z dotychczasowych kłótni nie pomodliłam się prosząc o pomoc. Wiedziałam, że jeśli teraz coś się nie stanie, to ktoś będzie się musiał wynieść z domu... Wtedy Bóg naprawdę zadziałał, otworzyłam Pismo Święte i pierwsze słowa jakie przeczytałam były właśnie odpowiedzią. Był to fragment listu do Efezjan (Ef 4, 17-5,2), po przeczytaniu tych słów postanowiliśmy się pogodzić i przeprosić. Na tym nie skończyły się problemy, ale było już znacznie lepiej.

     W tym czasie zakochałam się w pewnym chłopaku, wiedziałam, ze nie mam u niego żadnych szans, ale chciałam spróbować, i ... 2 grudnia 2004 zaczęłam z nim chodzić!!! Moje życie zmieniało się z dnia na dzień, ale dwie sprawy się nie zmieniały: moje uzależnienie i brak samoakceptacji. Cały czas patrzyłam na siebie jak na osobę za grubą, która nie może się nikomu podobać, skoro nie podoba się samej sobie. Walka z myślami była coraz bardziej wykańczająca, teraz to już nie były sceny nie mające nic wspólnego ze mną, ale dotyczące właśnie mnie i mojego chłopaka... To upokarzało mnie jeszcze bardziej. Miałam już za sobą 6 lat tego uzależnienia i cały czas nie potrafiłam się go pozbyć... Nie pomagało myślenie o czymś innym, nie pomagały modlitwy, spowiedź, Komunia, nie pomogła rozmowa z egzorcystą... Coraz większe załamanie... Pogrążanie siebie, obwinianie, całkowity brak akceptacji siebie... I stało się... Bulimia... To jedno słowo znaczy więcej niż mogę napisać... To jest choroba psychiczna, nie przychodzi ona do osoby, która nie ma naprawdę poważnych problemów ze sobą... Na początku myślałam, że sobie z tym poradzę, że zrobię to raz i nigdy więcej, ale na jednym razie się nie skończyło... Za każdym razem to miał być ostatni... Przestałam nad tym panować. Jadłam, następnie miałam wyrzuty sumienia, że tak dużo. Później wymioty, następnie wyrzuty sumienia, że to znowu zrobiłam... Znałam skutki takiego działania: zniszczenie układu pokarmowego, przepalenie kwasem żołądkowym przełyku, strun głosowych, szkliwa... Pomimo to, robiłam to dalej... Nie potrafiłam przestać... Jedno co mi pomagało, to to, że uświadomiłam sobie, czym to jest. Miałam pójść do psychologa, ale zbliżały się letnie rekolekcje w Odnowie, na które chciałam jechać. Postanowiłam, że pójdę do specjalisty po powrocie do domu. Jednak takiej potrzeby już nie było! Te rekolekcje były naprawdę niesamowite, Bóg pokazał mi na nich naprawdę wiele rzeczy, jedną z nich było to, że mogę się podobać sobie i innym taka jaka jestem. To naprawdę był przełom w moim życiu! Bóg uwolnił mnie od bulimii!!!

     Odkąd oddałam swoje życie Jezusowi, nigdy nie zostawił mnie samej sobie. Wiem, że ilekroć Go potrzebuje, On mi pomoże, że jest ze mną nawet wtedy, gdy nie zdaję sobie z tego sprawy, że On naprawdę się o mnie troszczy! Chodzę na spotkania Odnowy w Duchu Świętym już około trzech lat. Nie mogę powiedzieć, że to samo rozwiązuje moje problemy, ale wspólnota pomaga! Bóg nie powołuje nas do samotności, ale do bycia we wspólnocie, do bycia we wspólnocie z Nim!!! Moje uzależnienie nie odeszło, ale długotrwała modlitwa i wiara, że Bóg może to zabrać, pozwoliła mi na powstrzymanie własnych myśli. Tak jak będąc uzależnionym od alkoholu, czy narkotyków, nie przestaje się być uzależnionym z dniem powstrzymania się od picia, czy od ćpania, tak samo jest i w tym przypadku. Pornografia uzależnia, może nie wykańczając organizmu fizycznie, ale zżerając całą osobę od wewnątrz! Gdybym nie spotkała na swojej drodze Elki, która przyprowadziła mnie na moje pierwsze spotkanie Odnowy, która jako pierwsza opowiedziała mi o Bogu, nie wiem co byłoby teraz, czy byłoby jakieś teraz... Bóg naprawdę zmienił moje życie i wiem, że krocząc Jego ścieżkami mogę być spokojna o swoją przyszłość.


Ewelina


   


Święta Joanna Beretta Molla Święta Joanna Beretta Molla
Piotr Molla, Elio Guerriero
Joanna lubiła wycieczki w góry, jazdę na nartach. Często chodziła do teatru i filharmonii, przed wyjściem z domu nakładała delikatny makijaż, ubierała się zgodnie z najnowszymi trendami mody — kochała życie. Dlaczego więc z pozoru zwykła matka rodziny została uznana świętą?... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 gosc: 14.06.2011, 13:30
 ja mam tylko nadzieje ze Pan i mnie uwolni od nalogow tak bardzo gleboko w tym tkwie chodzi glownie o alkohol strasznie trudno sie wyzwolic nie daje rady.... Prosze Go o to i blagam ale nalog mocno mnie trzyma jak demon w swoich szponach . Jezu ratuj tylko tyle moge powiedziec ratuj.
 Piotrek: 02.09.2010, 14:58
 Dzięki za świadectwo, pozdrawiam serdecznie :)
 Ania.: 23.11.2009, 19:17
 Jestem chora na bulimie i anoreksję.... Dzieki za świadectwo
 wojtek: 19.07.2007, 19:55
 wiem cos o tym. dzieki za swiadectwo. mam nadzieje ze i mnie sie uda. oby!!!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej