Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Bóg Ojciec jest moim rycerzem

     W momencie kiedy mój ojciec odszedł od nas moja mama o mały włos a wpadłaby w alkoholizm, miała wtedy 25 lat i nasz świat się zawalił. Miałam zaledwie siedem lat a musiałam przyszykować moją siostrę do szkoły, zrobić kanapki, przygotować ubrania mama wychodziła do pracy o 5 rano więc przed tą godziną mnie budziła ja szykowałam wszystko, zajmowałam się domem również. Po pracy mama robiła obiad i odsypiała a my się zajmowałyśmy sobą. Nikt nam nie pomagał, nikt z rodziny, jak teraz sobie przypomnę że mając 6 lat prowadziłam moją siostrę do przedszkola, trudno mi uwierzyć że już w takim wieku musiałam stać się dorosła, naszego taty prawie nigdy nie było. Widywałyśmy go mało a po tym jak odszedł raz na dwa miesiące potem na trzy a potem już raz na pół roku. Mój tata miał nową rodzinę (dziecko). Moi rodzice pobrali się z mojego powodu mieli 18 i 21 lat byli bardzo młodzi i niedojrzali. Nie pasowali do siebie, on nadużywał alkoholu i czasami potrafił mamę uderzyć. Był eleganckim mężczyzną czystym, zadbanym, przystojnym. Nie wiem dlaczego był z moją mamą nie kochał jej, miałam wrażenie że gardził nią, nie odnosił się do niej z szacunkiem. Zazdrosny był, kiedy mama po ich rozstaniu stanęła na nogi i radziła sobie. Ona tez jemu nie była dłużna, wykorzystywała nas aby jemu zrobić na złość, przemawiał przez nią żal. Były kłótnie, jak wracaliśmy od niego, nastawienie że on nas buntuje przeciwko niej co nie było prawdą. Kiedy byłam w pierwszej klasie liceum "wujek" który mieszkał z nami od kilku lat i zastępował nam ojca (tak mi się wtedy wydawało) wyprowadził się w nocy po cichu zabrał swoje rzeczy, okazało się że poznał kogoś - odszedł. Moi rodzice nie byli po rozwodzie wtedy, tata miał już drugie dziecko w drodze i młodą dziewczynę za towarzyszkę życia.

     Po tym jak drugi raz zostałam opuszczona (właściwie zostałyśmy) Załamałam się, ale nie mogłam dać po sobie poznać, nie chciałam żeby mama cierpiała podwójnie za siebie i za mnie. Do dziś nie wie co wtedy czułam. Zaczęła się depresja, która trwała około roku oczywiście o tym też nikt nie wiedział. Pewnej nocy modliłam się bardzo długo, błagałam Boga aby mi pomógł bo ja już nie mam siły, że już tak dłużej nie mogę, nie dam rady sama tego dźwigać. Dobry Bóg wysłuchał mnie, nie od razu... minęły dwa trzy dni i depresja mnie opuściła. Po pewnym czasie zaczęłam chodzić do kościoła, przyjmowałam komunię świętą. Zmieniło się to kiedy poznałam chłopaka, za którego miałam wyjść za mąż. Pierwsze pół roku naszego spotykania się to był dla mnie koszmar, bałam się że on mnie zostawi. Tak bardzo potrzebowałam żeby ktoś mnie pokochał, miałam mamę i siostrę, ale czegoś mi brakowało, brakowało mi ojca, tego pierwszego uczucia do mężczyzny, opiekuna, tego żebym byłą jego księżniczką i że on mnie zawsze obroni. Mój chłopiec pomimo tego że był dla mnie dobry, miły, miał problemy z czystością i ciągłe pretensje że nie oddałam mu się. Teraz patrzę na to inaczej, nie popełniłabym takiego błędu jaki popełniłam wtedy, kiedy miałam osiemnaście lat tyle samo co moja mama, kiedy wychodziła za mąż. Trwało to ok. 5 lat( nasz związek), coś we mnie pękło i zaczęła się kolejna depresja, gorsza, nie miałam siły nic jeść ani wstać z łóżka, bardzo schudłam. Ciągle obwiniałam się, że zraniłam byłego narzeczonego, że zerwałam z nim bo on tak cierpiał, cieszyłam się że on znalazł kogoś sobie tak szybko bo zaledwie kilka tygodni po rozstaniu.

     Wiem, że Bóg upomniał się o mnie, "zaprowadził mnie na pustynie" dał odczuć boleśnie mój grzech nieczystości. Myślę że to było głównym powodem mojego zerwania, brak szacunku dla mojego ciała i strach przed powtórzeniem się historii moich rodziców. Tego nie dało się naprawić, nie chciałam mieć nic wspólnego z tym człowiekiem. Nie bałam się samotności bardziej przeszłości. Poczucie odpowiedzialności za moje dzieci, żeby nie cierpiały jak ja, mając takich rodziców.

     Moim błędem było to że godziłam się na to przez wiele lat, biorąc to za szczęście, jestem odpowiedzialna za jego grzech również, nie umiałam być wymagająca a on nie umiał dać mi poczucia bezpieczeństwa.

     Bóg Ojciec, który jest moim rycerzem przyciągnął mnie do siebie obronił mnie, nie dał samej siebie skrzywdzić. Choć to kosztowało mnie kilka nieudanych związków z osobami, z którymi nie powinnam była się spotykać. Zraniłam wiele osób. Nikt ze mną nie zerwał zawsze robiłam to ja, nie umiałam zaufać. Sama siebie pogrążałam. Najbardziej żałuje przyjaźni z chłopakiem z którym z dnia na dzień zerwałam kontakt, który pokazał mi że kobietę można szanować, nie traktować jako obiekt seksualny. On mnie szanował a ja go wyśmiałam (oczywiście on o tym nie wie) nie wiedziałam o co mu chodzi, nie traktował mnie rzeczowo dla mnie było to coś nowego. Zerwałam kontakt z nim bo zbyt zaczęło mi na nim zależeć, nie umiałam sobie z tym poradzić, nie znałam zdrowych relacji damsko-męskich.. Niestety on nie odzywa się do mnie, nie dziwie mu się. Jest dla mnie przykładem, ze są osoby które cenią czystość ja takich wcześniej nie znałam i nie znam do dziś osobiście. Trwam w niej już od dłuższego czasu i jestem wdzięczna Bogu za nią Moje leczenie trwało prawie 3 lata, teraz myślę że 19 lat. Nie było łatwo, musiałam pokonać swój egoizm i zdobyć się na próby leczenia moich ran. Dużo modlitwy, łez i ZAUFANIA!! Dużo radości i nadziei "wszystko mogę w tym co mnie umacnia" to są prezenty od mojego kochanego Ojca owoce jego miłości. Jestem obecnie sama, czasem czuje się samotna. Jakiś czas temu siedziałam w ogrodzie znajomych był sierpień , obok mnie pełno kwiatów i promienie letniego słońca, cudowne uczucie, zrobiło mi się żal że nie mam nikogo z kim mogłabym podzielić się tą chwilą gdy nagle coś mi szepnęło "korzystaj z takich chwil samotności bo one są tylko dla Ciebie już nie długo tak nie będzie". Wiem że ten czas jest dany mi aby odkryć swoją kobiecość, moje piękno wewnętrzne, moją tajemnicę jakże niezwykła jestem. Bóg mnie stworzył abym była szczęśliwa, nawet jeśli jest ciężko on mnie nie zostawi samej. Dał mi odczuć , że "nie odda mnie byle komu" modlę się o to również (za mojego przyszłego męża). Jestem wdzięczna Panu Bogu za jego dary, moja mama poszła do spowiedzi po 20 latach, modli się razem ze mną, mówię jej o tym co mnie boli i kiedy czuje się nieszczęśliwa. Modle się za mojego ojca, który jest dumny z córki która jest prawie Panią Magister. Dzielę się swoją radością i doświadczeniami z koleżankami, rodziną, każda wartościową książką. "Tajemnicą Szczęścia" modlitwą, którą odmawiam od prawie roku. Nie wszystko układa się zawsze jak chcemy. Boli mnie kiedy widzę jak bliskie mi osoby, lekceważą to co Bóg nam daje. Myślę że i oni muszą uleczyć swoje rany, co bywa bolesne i Bóg jeden wie kiedy to może nastąpić oddaje w jego ręce to co jest dla mnie nie osiągalne.

     Bóg zapłać


Szczęśliwa Monika :)


   


Uwierzyć w czułość Boga. Wiara a ludzka duma Uwierzyć w czułość Boga. Wiara a ludzka duma
Rémi Parent
Czy chrześcijanie nauczyli się przeżywać swoją wiarę w Boga Jezusa Chrystusa w taki sposób, który utwardza ich w człowieczeństwie? Nie powołują się przecież na pierwsze lepsze bóstwo! Wyznają Boga Jezusa Chrystusa, którego śmierć-zmartwychwstanie na zawsze zapewnia zwycięstwo życia nad śmiercią... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Ja: 04.01.2010, 17:12
 bardzo piękne świadectwo, ciesze się, że są ludzie, którzy tak jak ty potrafią doceniać to, co Bóg robi dla nas...
 aga: 08.12.2009, 10:49
 dziękuję, Monika. z Dobrym Panem Bogiem na dziś!
 Beata: 21.04.2008, 20:29
 Dziękuję za piękne świadectwo:)
 Busola: 20.04.2008, 17:22
 też bym chciała oddać w Jego ręce to co jest dla mnie nieosiągalne, ale jakoś ciężko mi zaufać
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej