Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
św. Artemides Zattia

(1880 - 1951)


          Artemides urodził się 12 października 1880 roku we Włoszech. W 1897 roku wraz z rodziną - za przykładem wielu innych rodaków - wyemigrował do Argentyny. W Bahía Blanca - gdzie się zatrzymali ze względu na wuja, który tam mieszkał od dłuższego czasu - parafię prowadzili Salezjanie. Artemides zaprzyjaźnił się z proboszczem i z nim spędzał każdą wolną chwilę od pracy. Pod wpływem biografii Księdza Bosko zaczął stawiać sobie pytanie: " a gdybym został księdzem, by całe życie poświęcić bliźniemu?". Proboszcz w przekonaniu, że Artemides może zostać kapłanem zwrócił się do jego rodziców o zgodę. Ci odpowiedzieli: "jeżeli taka jest wola Boża, niech idzie za swoim powołaniem. Zanim jednak uczyni ten krok, niech się dobrze zastanowi, bo nie chcielibyśmy go zobaczyć któregoś dnia wracającego z manatkami w worku".

     Do Aspirantatu w Bernal, niedaleko Buenos Aires, 19-letni Artemides udał się w towarzystwie mamy. Mama przedstawiła go dyrektorowi mówiąc: "Ojcze, powierzam Wam mojego syna. Jest dosyć dobry i ufam, że będzie posłuszny. Jeżeli by się nie sprawował dobrze, proszę, by Ojciec nie bał się przyłożyć ręki do kija". Artemides okazał się młodzieńcem niezwykłej pracowitości i praktyczności. Sprawą najtrudniejszą były zaległości w nauce. Mijał dziesiąty rok od kiedy skończył czwartą klasę szkoły podstawowej. W Aspirantacie, musiał ponadto zacząć się uczyć łaciny. O jego poziomie wykształcenia z tego okresu świadczą najlepiej listy, które pisał do domu: część po hiszpańsku, część po włosku, ale w dialekcie, wtrącając niekiedy jakieś słowo po łacinie. Zawsze z mnóstwem błędów. Widać było jak wysiłek umysłowy i fizyczny nadwyrężał jego zdrowie.

     W drugim roku pobytu w Aspirantacie, do Bernal przybył młody salezjanin kapłan, wycieńczony pracą i chory na gruźlicę. Do opieki nad nim wyznaczono Artemidesa. W pierwszych dniach stycznia 1902 roku, ów salezjanin umarł. Dzień, w którym koledzy Artemidesa otrzymywali sutannę, on leżał w łóżku trawiony silną gorączką. Lekarz zalecił bezwzględną zmianę klimatu. Z pieniędzmi wystarczającymi na opłacenie podróży, Artemides postanawia, że po drodze odwiedzi dom rodzinny. Na stacji kolejowej w Buenos Aires dostał ataku kaszlu i wymiotów aż do utraty świadomości. Kiedy się ocknął zauważył kałuże własnej krwi. Osłabiony, podróżował przez 700 km. W domu położono go czym prędzej do łóżka. Wezwany przez mamę proboszcz postanowił, że Artemides pojedzie do Viedma a nie w Andy, dokąd wysłał go lekarz z Bernal. Proboszcz opłacił mu przejazd powozem konnym. W Viedma oprócz salezjanów była względnie dobrze wyposażona apteka, powstała z woli biskupa Cagliero. Prowadził ją jeden z księży, który w młodości był sanitariuszem w wojsku włoskim. Apteka funkcjonowała na zasadzie, że za lekarstwa płacili bogaci. Biedni płacili tyle ile mogli. Resztę dopłacali Współpracownicy Salezjańscy. Powtarzające się fakty ludzi ciężko chorych pozostawionych bez jakiejkolwiek pomocy ludzkiej sugerowały otwarcie izby chorych w Viedma. Propozycję tę poparł bp Cagliero. I tak narodził się Szpital im św. Józefa. W nim chory Artemides znalazł swoje oparcie, ale jeszcze bardziej w miejscowej wspólnocie salezjańskiej. Nic nie wskazywało na to, że jego powrót do zdrowia będzie się przedłużał. W pierwszym liście do rodziny pisanym z Viedma czytamy: "Zostałem przebadany przez ks. Garrone, lekarza, który zapewnił mnie, że za miesiąc będę zdrowy" . Z innych źródeł wiadomo, że po badaniu, obydwaj uklękli przed ołtarzem Wspomożycielki a Artemides przyrzekł Matce Bożej, że jeżeli wyzdrowieje, to całe swoje życie poświęci trosce o chorych ubogich. Od tego momentu upłynęły dwa lata zanim był w stanie zacząć pomagać w prowadzeniu apteki i interesować się chorymi w szpitalu.

     W 1908 roku, na zakończenie nowicjatu, Artemides złożył śluby zakonne jako salezjanin koadiutor. Trzy lata później zmarł ks. Evasio Garrone i Artemides znalazł się w konieczności przejęcia na swe barki odpowiedzialności za aptekę i szpital. Przełożeni zatrudnili wprawdzie lekarza mającego wymagane uprawnienia do prowadzenia szpitala, ale odpowiedzialnym za wszystko łącznie z problemami był Artemides. W 1913 roku, ze względu na stan budynku szpitalnego, zadecydowano o budowie nowego szpitala. Mimo trudności finansowych, szpital powstał w przeciągu kilku miesięcy. Nie duży, ale dający poczucie bezpieczeństwa. W 1922 roku zostały dobudowane nowe sale a w 1933 skrzydło mieszczące oddział dla kobiet.

     Problemem, którego nie dało się rozwiązać raz na zawsze były finanse na utrzymanie szpitala. Szpital funkcjonował na tych samych zasadach jak i apteka: kogo stać na mało, płacił mało, kogo na nic nie stać, nic nie płacił. Najwięcej chorych było tych, którzy nic nie mogli płacić. Z Księgi chorych za rok 1915 wynika, że przyjęto 189 pacjentów.

     Zagrożeniem dla przyszpitalnej apteki prowadzonej przez Salezjanów okazała się nowo otwarta apteka naprzeciw szpitala, prowadzona przez osobę mającą wymagane uprawnienia do tego rodzaju działalności. Osoba ta robiła wszystko, by doprowadzić do zamknięcia apteki szpitalnej, nie posiadającej potrzebnych uprawnień. W wyniku otwartej wrogości, p. Zatti musiał płacić kary za rozprowadzanie lekarstw i okresowo zawieszać działalność swojej apteki. Dla zapewnienia biednym nieodzownej pomocy, w 1917 roku, przystąpił do wymaganych egzaminów i uzyskał dyplom uprawniający go do prowadzenia apteki.

     W roku 1934, z okazji kanonizacji Księdza Bosko, p. Zatti po 37 latach odbył podróż do ojczystego kraju. Umożliwiła to decyzja Inspektorii Patagońskiej, że na kanonizację pojedzie jeden ksiądz i jeden koadiutor. Tę jedyną w swoim życiu okazję powrotu do Włoch wykorzystał przede wszystkim, by zobaczyć miejsca związane z Księdzem Bosko, których nie znał. Podróż odbył w ubraniu pożyczonym.

     W końcu 1941 roku p. Zatti został poddany wielkiej próbie nerwów i wytrwałości w swoim oddaniu sprawie biednych. Teren, na którym znajdował się szpital należał do diecezji. W planach logistycznych kurii od dawna był przeznaczony pod budowę domu i urzędów biskupich. Mimo usilnych zabiegów szpital trzeba było przenieść do pomieszczeń salezjańskiej szkoły rolniczej poza miastem. W nowym miejscu wszystko należało rozpocząć od początku. Pomieszczenia były nie przystosowane i nie wystarczające, by przyjąć większą liczbę chorych. Zapotrzebowanie na zadowalającą ilość miejsc szpitalnych zmusiło p. Zattiego do szukania dodatkowych rozwiązań w mieście. Od tego momentu musiał się troszczyć jednocześnie o trzy kuchnie. Rozmieszczenie szpitala w dodatkowych miejscach oznaczało, że w dzień i w nocy, w upale i zimnie, w deszczu i na wietrze, będzie przejeżdżał rowerem jeszcze dłuższe trasy niż dawniej, odwiedzając chorych. Tak pozostało do końca jego życia. Zmarł 15 marca 1951 roku. Żył i zmarł w opinii świętości. Uważany za świętego, był kochany przez wszystkich. Matki przynosiły do niego dzieci: "Panie Zatti - mówiły - moje dziecko jest chore, proszę go pobłogosławić".

     Codzienny rytm salezjańskiego życia p. Artemidesa Zatti był wymagający. Na uwagę zasługuje jego obecność we wspólnocie zakonnej. Mimo obowiązków wynikających z pracy w szpitalu, codziennych odwiedzin chorych poza szpitalem, pracy w aptece, kontaktów z urzędami i dobrodziejami, był obecny ze współbraćmi na modlitwie i na posiłkach.


Red.


Błogosławieni rodzice. Luigi i Maria Beltrame Quattrocchi we wspomnieniach ich dzieci Błogosławieni rodzice. Luigi i Maria Beltrame Quattrocchi we wspomnieniach ich dzieci
Luciano Moia
Książka zawiera opis życia małżonków Marii i Luigiego Beltrame Quattrocchi’ch, którzy – po raz pierwszy w historii Kościoła – zostali wyniesieni do godności ołtarzy właśnie jako małżonkowie. Ta mała historia rodzinna przeplata się z wielkimi wydarzeniami historycznymi, jakimi były dwie wojny światowe, rozwój faszyzmu, Ruch Oporu i odbudowa państwa... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Ola: 24.08.2010, 04:20
 Św.Artemidesie wyproś łaskę nawrócenia Łukasza,przemiany jego serca,uzdrowienie naszej miłości,przebaczenie.Módl się za nami i wstawiaj ,dziękuje Ci
 Jolanta: 16.10.2008, 10:25
 Św.Zattio, ufam, że mi pomożesz. W Tobie pokładam moją ufność i czekam z niecierpliwoscią na cud i na łaski, o które tak gorąco Cię proszę.
 maria: 13.10.2008, 08:55
 sw.Artemidesie, Ty znasz moje pragnienie, błagam spełnij tę moją prośbę. Ty wiesz, jak bardzo mi na tym zależy. Usłysz mój głos, nie odmawiaj tego, o co proszę.
 maria: 13.10.2008, 08:55
 sw.Artemidesie, Ty znasz moje pragnienie, błagam spełnij tę moją prośbę. Ty wiesz, jak bardzo mi na tym zależy. Usłysz mój głos, nie odmawiaj tego, o co proszę.
 mąz: 26.09.2008, 12:13
 Św.Artemidesie, pomóż mi, by moja żona umiała wybaczyć mi wszystkie krzywdy, które Jej wyrządziłem. Wiem, jak bardzo Ją raniłem przez całe życie, ile zadałem Jej bólu. Chcę wrócić do Niej i wynagrodzić wszystko i obdarzyć Ją szczęściem. Pragnę, by z mojego powodu nie uroniła już żadnej łzy. Błagam, usłysz me błaganie.
 m: 26.09.2008, 11:13
 Maryjo, po raz kolejny proszę za wstawiennictwem św. Anrtemidesa Zatti, nie opuszczaj mnie w mojej potrzebie, wyjednaj u Swego Syna Najukochańszego tę łaskę, o którą tak gorąco Cię proszę. Nie odejdę od Ciebie, aż mnie wysłuchasz. Tylko Ty możesz mi pomóc, błagam spełnij moją prośbę !!! Nie pozwól, bym była zawiedziona.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej