Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Marek Kotański

(1942 - 2002)

Wspomnienia...

     Poznałam go na początku lat 80., kiedy był jeszcze "tylko" twórcą Monaru. Już wtedy był postacią legendarną: w 1977 r. młody psycholog z oddziału odwykowego dla uzależnionych w Garwolinie "wyprowadził" z niego grupę pacjentów i osiadł z nimi w zrujnowanym dworku w pobliskim Głoskowie. Tam zamiast leków i szpitalnego łóżka zaproponował im życie we wspólnocie: uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, opiekowali się dwoma upośledzonymi pensjonariuszami, których odziedziczyli wraz z dworkiem po domu opieki społecznej... I leczyli się nawzajem z narkomanii.

     W zinstytucjonalizowanym PRL-u wyglądało to na wariacki pomysł, który albo umrze śmiercią naturalną, albo skończy się skandalem. Ale Kotan otwierał następne ośrodki, gdzie wychowawcami byli dawni pacjenci. Potrafił w kilkunastominutowej rozmowie z urzędnikiem załatwić siedzibę dla nowego ośrodka.

     Był jak płomień, od którego zajmowali się inni. I nie stracił tego daru przez blisko 30 lat. Zawsze był pierwszy: przy narkomanach, HIV-owcach, bezdomnych. Swoją wrażliwością, entuzjazmem i niewiarą, że "tego się nie da", robił wyrwę w murze obojętności. Za nim szli inni z własnymi pomysłami, ale im było już lżej.

     Nie zawsze odnosił sukcesy - jego Ruch Czystych Serc (działał z rozmachem, więc i hasła lubił wielkie) nie rozpalił takich rzesz młodzieży, jak się spodziewał. Ale nie było porażki, z której nie potrafiłby się otrząsnąć i ruszyć dalej z takim samym zapałem.

     Budził skrajne emocje - od uwielbienia do nienawiści. Obie, choć w różny sposób, dawały mu siłę. Jednego nie było ani w nim, ani wokół niego - obojętności. Dzięki temu zostawił po sobie tak wiele.


Ewa Siedlecka

     Marka Kotańskiego wspomina Stanisław Knobloch, który od 14. do 36. roku życia był narkomanem, obecnie ma 46 lat, prowadzi ośrodek Monaru w Wyszkowie.

     W nocy zadzwoniła do mnie córka Marka Joanna. Ciągle nie mogę uwierzyć, jestem przybity, nie mogę znaleźć sobie miejsca. Gdyby nie było Marka, nie byłoby mnie, mojej rodziny i podopiecznych tego ośrodka. Ciężko mi mówić, gdy przypominam sobie to wszystko...

     Marek mówił: kto będzie blisko mnie, ten nie będzie brał narkotyków, będzie żył. Starałem się być, słuchać jego słów, wdrażać je w życie. Choć gdy jeszcze byłem narkomanem i słyszałem o nim w telewizji, wydał mi się tylko śmiesznym facetem w kimonie, który utrudnia nam życie, bo walczy z uprawami maku.

     W roku 1977, gdy władze ukrywały problem narkomanii w Polsce, Marek wyciągnął swoich pacjentów ze szpitala psychiatrycznego i założył z nimi pierwszy ośrodek w Głoskowie. Nie wierzyłem mu, sam byłem po dwóch nieudanych próbach wyjścia. Aż zobaczyłem ludzi, którzy wyszli z Głoskowa. Nawet nie chcieli ze mną rozmawiać.

     Potem zetknąłem się z nim. Pod jego wpływem odkryłem swoją lepszą część - zrozumiałem, co znaczy jego powiedzenie, by "czerpać energię z dawania siebie innym". Miał w sobie coś pięknego, potrafił zaszczepiać, zmobilizować do rzeczy niemożliwych. Realizowałem nawet jego najbardziej szaleńcze pomysły, bo wiedziałem, że jak skończymy, to zrozumiemy ich sens. I tak było. Marek przewidywał, wołał o pomoc wcześniej. Pokazywał, że ludzie tacy jak ja to nadwrażliwcy, którzy nie umieją się odnaleźć w brutalnym, beznadziejnym świecie zmasowanej informacji i fałszu, zamykają się, uciekają w narkotyki. Jego brak może odbić się na Monarze. Trudno będzie znaleźć drugą osobę o takiej charyzmie.

     Czuję, że część Marka została we mnie, jego idee rosną. Póki będę żył, będę je głosił i realizował. Nigdy mu nie mówiłem, że jest dla mnie jak ojciec.


Stanisław Knobloch

     Marek Kotański był człowiekiem niezwykłym, swoją siłą przekonywania zdołał zmienić sposób myślenia o ludziach z marginesu na myślenie o nich jako tych, którzy potrzebują pomocy.

     Myślałam o Marku na Błoniach, wtedy gdy papież mówił o tym, że mamy być świadkami miłosierdzia. Ktoś zresztą na Błoniach go szukał... I myślałam o tym, jak wiele nowych obowiązków papież na nas nakłada. Teraz - ile nas czeka pracy, gdy dowiedziałam się, że Marka zabraknie.

     Wszyscy Kotańskiemu coś zawdzięczamy. PAH też. Przekazał nam barak na mieszkania dla bezdomnych uchodźców".

     "Myślę, co będzie zimą. To on zawsze apelował o pomoc dla bezdomnych"


Janina Ochojska

Nawróceni na Marka...

Artur Piorun: Półtora roku po wyjściu z więzienia żyłem na ulicy. Byłem na samym dnie. Uciekłem z detoksu i postanowiłem przedawkować - złoty strzał i koniec z życiem. Siłą mnie zatrzymali. Teraz sam pracuję na detoksie. Pomagam kolegom. Niektórzy wracają na odtrucie po kilkanaście razy. Kiedy uciekłem z detoksu, Marek mnie strasznie zrugał. I dzięki Bogu. Byłem na straty, a już trzy lata nie biorę.

Beata: Rodzice zamykali mnie w domu. Ale to i tak nic nie dało. Tata przywiózł mnie na odtrucie. Miałam termin detoksu za miesiąc. Marek powiedział: zbieraj się, jedziesz ze mną i żyjesz na trzeźwo. Pojechałam po ciuchy i od razu na Marywilską. Widzę na twoim czole nalepkę: będę żyć - powiedział Marek. Nie u każdego widzę, ale u ciebie tak. I ja w to uwierzyłam.

Barbara Dróżdż: Nie chciałam już żyć. Myślałam tylko o śmierci. Ale trafiłam tu, do Markotu. Zyskałam przyjaciół i pomoc. Zmieniłam się. Przestałam pić. Pracuję w księgowości. Odnalazłam sens życia, bo pojednałam się z córką. To dla mnie najważniejsze. Marek był ciepły i dobry. Lubił mojego kota. Nie myślę już o śmierci. Żyję.

Tadeusz Gurowski: Piłem, wyszedłem z kryminału i znów piłem. Marek mówił: jesteś alkoholikiem. Kłóciłem się z nim. Zapytał mnie - co umiesz? Powiedziałem, że umiem murować. Wiele pracy włożyłem w te domy, które stoją na Marywilskiej. Potem pracowałem w zaopatrzeniu. Prowadziłem też Dom Samotnej Matki w Głogowie. Tadek - powiedział raz Kotan - zrobimy jeszcze jeden detoks na dole. I w ciągu tygodnia mieliśmy 40 pacjentów.

Halina Beker: Moje życie tak się ułożyło, że zostałam z dziećmi na bruku. Świat mi się zawalił. Mój mąż przywiózł dzieci do Markotu i tu je zostawił. Byłam bliska samobójstwa. Nie miałam gdzie się podziać. Marek przyjął mnie pięknie. Polecił przygotować pokój dla dzieci. Halina - powiedział Marek - jesteś dobra i ciepła. Nadajesz się do dzieci. Zaczęłam prowadzić przedszkole dla dzieci niepełnosprawnych. Marek przywrócił mi godność i wiarę w ludzi.

Eliza Wójcik: Skończyłam gimnazjum, ale nie pójdę do liceum. Brałam heroinę. Do szkoły pójdę dopiero za rok, bo na razie nie czuję się silna. Tu natomiast - tak. I bezpieczna. Marek mnie nie da. Nawet teraz, kiedy nie żyje. Zapadłam się pod ziemię dla rodziny i chłopaka. Jednak mój ojciec mnie wspiera. Mam dopiero 16 lat. I będę żyć.

Aleksander Sanitowski: Przyjechałem do Monaru o 3.30 w nocy. Jestem uzależniony od psychotropów, alkoholu i narkotyków. Rano już byłem odtruwany. Marek łapał chwilę, w której człowiek chciał się leczyć. Natychmiast, już, on nie czekał, aż ktoś się rozmyśli. Krzyczał na mnie, bluzgał. Wariat - pomyślałem. Ale uratował mnie. Żyję. Mam za sobą 10 lat małżeństwa i zakład karny. Skrzywdziłem wielu ludzi. Teraz chcę im pomagać. Marek był częścią mnie. Zawsze ze mną będzie. Dopiero od dwóch dni dotarło do mnie, że nie żyje.

Ewa Seydlewicz: Ja alkoholiczka i wrak dostałam zadanie prowadzenia przedszkola dla dzieci niepełnosprawnych. Marek wiedział, że zostawiłam swoje dzieci. Po prostu je porzuciłam. A mimo to zaufał mi. Siedem razy dostawałam banicję. Aż stanęłam oko w oko z Markiem. Wiesz co masz robić? - spytał. Wiem - powiedziałam. Zaszyłam się. Nie piję już 6 lat. Poznałam w Markocie męża. Urodziłam syna. Teraz go wychowuję. Jestem uratowana. Żyję normalnie. Mąż jest świetnym człowiekiem. Markot to mój dom.


Red.


Ziarno pustyni. Karol de Foucauld. Tom 2 Ziarno pustyni. Karol de Foucauld. Tom 2
Alessandro Pronzato
Jest to historia przemiany wymuskanego, zniewieściałego paniczyka, trwoniącego majątek na ekstrawaganckie życie bez żadnych zasad moralnych, w pokonującego wszelkie przeszkody człowieka, który nie chce jechać przez życie w pierwszej klasie. Książkę przenika napięcie, przechodzące w subtelnie kreślone zawiłości duszy Karola de Foucaulda, duszy miłującej Boga, któremu poświęcił się "z miłości, tylko przez miłość"... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 NMK: 19.11.2012, 22:09
 Chociaż nie mialem okazji poznac go osobiście podziwiam Kotanskiego i w przyszłosci będę taki jak on . Nie cpam juz 3 lata wygrałem dzięki własnej silnej woli nikt mi nie pomagał. Kiedyś mój własny system terapii. peace!
 Edi: 24.05.2012, 17:10
 Boże daj nam ducha Marka, nie zaś ducha pychy samolubstwa i egoizmu
 marek skrzymowski: 07.03.2012, 07:06
 Kotanski to najwiekszy spolecznik naszych czasow.Uratowal tysiace istnien ludzkich a nasz kraj przed epidemia aids.Mnie osobiscie pokazal nowa droge zycia.Od 15 lat nie pije i mysle ze robie fajne rzeczy.CZESC JEGO PAMIECI.
 On: 27.05.2011, 20:48
 Uważam, że M. Kotański to postać wyjątkowo negatywnie zapisana w naszej historii. Należy pamiętać, że pod wpływem jego nachalnej agitacji władze wprowadziły zakaz uprawy maku. Ten fakt oprócz oczywistych niedogodności dla rolników i działkowców miał także istotne znaczenie propagandowe. W postaci tego przepisu polski Naród otrzymał od fałszywych autorytetów moralnych jasne przesłanie: korzyści niewielkiej grupy kompletnych degeneratów są ważniejsze niż interes zdrowej części polskiego społeczeństwa. Pan Kotański podkreślał zresztą wielokrotnie, że - według niego - winnymi zjawiska narkomanii są nie tyle sami amatorzy narkotyków, co całe nasze społeczeństwo! Siły zła bywają perfidne i wcale nierzadko przybierają maskę dobra aby skuteczniej oddziaływać. Tu niestety pod pretekstem dobroczynności mieliśmy nachalną promocję odwróconej moralności i relatywizmu.
 Ona: 09.02.2007, 01:43
 Byłam w Monarze w odwiedzinach, w nagrodę za konkurs, śp. Marek Kotański zrobił przysłowiowy kawał dobrej roboty!:) I nadal robi, chociaż go z nami nie ma... Musimy kontynuować jego dzieło!!!:)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej