Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Kardynał Jean Marie Lustiger

(1926 - 2007)

     Kościół mówi do świata przez swoich ludzi. W każdym czasie historii Duch Święty, rządzący Kościołem, powoływał jednostki do różnych zadań, dzieł i misji. Byli to pisarze, politycy, misjonarze, cisi opiekunowie najuboższych... Wokół niektórych było głośno, o innych nikt nie słyszał - aż przemówiły ich dokonania. Te postacie mają mówić do nas jako znaki dane na chwilę obecną, jako odpowiedź Boga na nurtujące współcześnie problemy. Jedną z takich wielkich postaci jest zmarły 5 sierpnia 2007 r. kardynał Jean-Marie Lustiger, długoletni arcybiskup Paryża.

Korzenie

     Rodzina Lustigerów wywodziła się z naszego, śląskiego Będzina, zamieszkałego w większości przez wrośniętych od pokoleń w to miasto Żydów, uważających się za Polaków. Dziadek kardynała był piekarzem. Tradycja rodzinna, skrzętnie przekazywana, mówiła o tym, że Lustigerowie są z pokolenia Lewiego. Syn piekarza, 20-letni Karol, postanowił szukać szczęścia gdzie indziej; w 1917 r. przeniósł się do Magdeburga, a rok później do Paryża, gdzie osiadł na stałe. Tam poznał będziniankę z pochodzenia, Giselle, i poślubił ją. 17 września 1926 r. urodził im się syn Aaron, a cztery lata później córka Arlette.

     W rodzinie panował duch agnostycyzmu, liberalizmu, ale nie ateizmu. Oboje rodzice bali się trwania w atmosferze imigracyjnego, żydowskiego getta; starali się, aby ich dzieci wyrastały w klimacie bogatej kultury i umysłowości francuskiej, więc zabiegali dla nich o najlepsze szkoły. Aaron nie był najpilniejszym uczniem, obowiązki spełniał na ostatnią chwilę, uwielbiał natomiast czytać książki, sięgając nie tylko po literaturę piękną, ale z czasem także po dzieła filozoficzne. "Zostałem wychowany przez moich rodziców w miłości do kraju [Francji], w dumie z obywatelstwa, w miłości do dobra, do prawdy - to radosne cnoty, w które wierzyłem i wierzę stale" - mówił kardynał wiele lat później. "Byliśmy rodziną szczęśliwą, wesołą". Ojciec Jeana Marie lubił żarty, matka była piękną, elegancką panią. Lustigerowie byli zamożni. Chcąc, aby jego syn znał biegle język niemiecki. Karol Lustiger dwa razy wysłał go na dłużej do Niemiec (1936 i 1937 r.), choć wiedział, jak ostrą politykę antysemicką prowadzą rządy nazistowskie w tym kraju.

Światła

     W latach 1936 - 1938 na czoło lektur Aarona wysuwa się Biblia. Dla 10-letnie-go wówczas chłopca staje się ona odkryciem działania Bożego w historii narodu, który jest jego narodem. Nie widzi różnicy między Starym i Nowym Testamentem - to jedna historia, w której cierpi naród wybrany i cierpi Mesjasz, od Boga do niego wysłany.

     Tymczasem zaczął się zaciemniać horyzont polityczny Europy. Plany zaborcze i eksterminacyjne Hitlera stały się jawne dla każdego myślącego Europejczyka. Wojna była nieunikniona. W sierpniu 1939 r. Paryż ogarnęła panika. Kto mógł, opuszczał miasto. Lustigerowie postanowili wysłać dzieci na prowincję. Aaron zadecydował, że pojedzie z siostrą do Orleanu, choć tam nikogo nie znali. Bóg kierował jego myślą. W Orleanie 30-letnia, niezamężna Su-sanne Combes na wieść o napływającej fali uciekinierów z Paryża zgłosiła gotowość przyjęcia kogoś do siebie. Już udzieliła kwatery jednej rodzinie, gdy zwrócono się do niej z prośbą, by zaopiekowała się dwójką dzieci. Chętnie na to przystała. Zabrała więc i otoczyła opieką Aarona oraz Arlette. Nikt nie mógł wtedy przewidzieć, że rodzeństwo spędzi u niej trzy lata. Aaron zaczął chodzić do szkoły, wkrótce dom Susanne traktował z siostrą jak własny. Do nauki specjalnie się nie przykładał, natomiast pożerał książki i wykazywał coraz większe zainteresowanie religią. Pani Combes była zasypywana jego pytaniami, dostrzegała u niego postęp wiary i głód Ewangelii. To ona i profesor Aarona z liceum Jean Bathellier odegrali w początkach życia religijnego chłopca opatrznościową rolę. Nie bez wpływu była tu też atmosfera Orleanu, przesycona historią i wiarą.

     Przewidziany przez Boga dzień nastąpił w Wielki Czwartek 1940 r. Aaron poszedł do katedry orleańskiej, wielkiej i pięknej, chociaż o wnętrzu surowym i zimnym. Zatrzymał się w nawie południowej i nagle doznał dziwnego wrażenia; pozostał jak wryty. Następnego dnia wrócił. "Kościół był pusty, duchowo też pusty. Przeżyłem doświadczenie pustki, nie wiedząc, że to Wielki Piątek - i z tej pustki zrodziła się myśl: chcę być ochrzczony". Aaron miał wtedy 14 lat. Zaraz powiadomił o tym panią Combes.

     Zaczęły się trudności: trzeba było pozwolenia biskupa miejscowego na chrzest kogoś, kto nie był już małym dzieckiem. Biskup jednak się zgodził i powierzył przygotowanie Aarona i jego siostry (bo także ona wyraziła chęć przyjęcia chrztu) prałatowi Courcoux. Oboje są jednak małoletni, więc potrzeba zgody rodziców. Ci zaś nie kryją swego oburzenia. Opuścić judaizm - to największy cios dla rodziny żydowskiej. Państwo Lustigerowie zabrali dzieci z Orleanu do Paryża. Ale na krótko, bo wypadki polityczne toczyły się coraz szybciej.

     Był rok 1940. Po zmiażdżeniu Polski w 1939 r. Niemcy uderzyły na Holandię, Belgię i Francję. Tu już nikt nie walczył w obronie swoich ojczyzn. Żałosny upadek Francji - bez walki, bez godności - pozostał w pamięci Aarona, jako jedno z najprzykrzejszych wspomnień. Rodzice, świadomi antysemityzmu okupantów, odesłali dzieci do Orleanu, pod skrzydła pani Combes, i zgodzili się na ich chrzest, widząc w nim jeszcze dodatkowe zabezpieczenie.

     Uroczystość odbyła się w kaplicy biskupiej w Orleanie 25 sierpnia 1940 r. Aaron przyjął imię Jean-Marie, a jego rodzicami chrzestnymi byli Susanne Combes i profesor Bathellier.

Jak ścigane zwierzątko

     Okupacja niemiecka dawała się odczuć coraz dotkliwiej. Na pierwszy ogień poszli Żydzi. Karol Lustiger już wcześniej przeniósł się do autonomicznej części Francji, podległej rządowi generała Petaina w Vichy. Żona pozostała w Paryżu, by pilnować sklepu. Chciała dołączyć do dzieci w Orleanie, ale nie zdążyła: Giselle Lustiger została zabrana do obozu koncentracyjnego w Drancy i po kilku miesiącach wywieziona do Auschwitz, gdzie zginęła w komorze gazowej.

     Akcje przeciwko Żydom zdarzały się też w Orleanie. Kiedy zaczęły się nasilać, biskup postanowił uchronić Jeana-Marie, zamykając go w małym seminarium w Charenton. Tam młody człowiek miał okazję zakosztować życia chrześcijańskiego: codzienna Msza św., modlitwa, nauka, czas na medytację i pogłębianie swej wiary. Tam także zdał maturę. Ojciec postanowił jednak sprowadzić dzieci do siebie - do Decazaville na terenie autonomii, gdyż tam było jeszcze stosunkowo bezpiecznie. Tam młody Lustiger zatrudnił się w fabryce, gdzie poznał życie oraz robotnicze problemy.

     Polowanie na Żydów jednak nie ustaje, przeciwnie - zatacza coraz szersze kręgi. Jean-Marie musi raz po raz zmieniać miejsce zamieszkania, w czym pomagają mu duchowni i świeccy z ruchu oporu.

Duszpasterstwo akademickie

     Po wyzwoleniu Francji w 1944 r. Lustigerowie wrócili do Paryża. Jean-Marie rozpoczął wówczas studia humanistyczne na Sorbonie. Środowisko akademickie Paryża dysponowało wtedy dynamicznym, nowoczesnym ośrodkiem duszpasterskim, zwanym "Centre Richelieu". Tam na Mszach św., w dyskusjach, minisynodach, pielgrzymkach i zabawach formowały się postawy świadomego, aktywnego, pogłębionego intelektualnie i ewangelicznie apostolstwa świeckich. Po dwóch latach studiów i formacji w Centrum, w 1946 r., Jean-Marie Lustiger razem z kilkoma kolegami wstąpił do seminarium duchownego. Jego ojciec gwałtownie się temu sprzeciwiał: młodzieniec musiał ukrywać swój aktualny adres, przez co ojciec i syn nie widzieli się przez dwa lata.

     Dla Jeana-Marie powołanie do kapłaństwa uzyskiwało specjalną motywację, pochodził bowiem z pokolenia Lewie-go, które według woli Jahwe przekazanej Mojżeszowi miało przywilej służby Bogu w świątyni, sprawowania świętych obrzędów i składania ofiar. To był ród kapłański. Siedem lat studiów seminaryjnych dało solidną podstawę teologiczną, którą młody kleryk chciałby widzieć bardziej jeszcze powiązaną z rozwojem osobistego życia duchowego. Wyniesiony ze środowisk uniwersyteckich i stale powracający w dyskusjach konflikt rozumu i wiary oraz próby jego przezwyciężenia bardzo go absorbowały.

     Podczas pielgrzymki studentów do Ziemi Świętej w 1951 r., w chwili samotnej modlitwy z czołem opartym o kamień grobowy Chrystusa, Jean-Marie podejmuje ostateczną decyzję: "Przesłanki rozumowe za lub przeciw, intuicja są różnej wagi, ale one nie rozwiązują niczego. Decyduje o wszystkim moja osobista relacja do Tego, w którym widzę się stworzony, wezwany, zbawiony, kochany i zdolny, przez dany mi dar, być świadkiem tego, co od Niego otrzymałem".

     W noc paschalną 1950 r. Jean-Marie Lustiger, z pokolenia Lewiego, otrzymał sakrament kapłaństwa w kaplicy karmelitów w Paryżu. W cieniu i w tyle kaplicy stanął jego ojciec, w ostatniej chwili przełamując opór przeciw święceniom syna.

     Neoprezbiter został skierowany do duszpasterstwa akademickiego. Tak go wspomina ówczesna studentka: "Człowiek, który promieniał swoją obecnością, radosny, autorytatywny, choleryk, entuzjasta, ciekaw i miłośnik swoich czasów, naiwny, wymagający, bliski biednym i pokornym - on był tym wszystkim". Od początku swego życia kapłańskiego Lustiger widział tendencje dechrystianizacyjne epoki, postęp nauk, dający pokusę kwestionowania prawd wiary, porzucanie praktyk religijnych, materializm i konsumpcjonizm, zaabsorbowanie robieniem pieniędzy, obojętność na sprawy duchowe, "mody" na różne kierunki filozoficzne i społeczne. Już od pierwszych studiów w 1944 r. Lustiger był stale w tyglu umysłowym i społecznym, zmuszony do dawania odpowiedzi sobie i innym. Ale prowadzony charyzmatyczną intuicją w odczytywaniu swoich czasów wiedział, że jest jedna odpowiedź: Jezus Chrystus.

Godny syn rodu kapłańskiego

     Po 10 latach pracy w środowiskach akademickich Jean-Marie Lustiger został przeniesiony na stanowisko proboszcza paryskiej Parafii św. Joanny de Chantal. Trzy lata wcześniej zakończył się Sobór Watykański II, rok wcześniej przeszła przez Paryż fala strajków studenckich i zamieszek. Trzeba było bogatą naukę soboru zanieść mieszkańcom wielomilionowego miasta, ogarniętemu coraz szybszym tempem życia, konfliktów, przemian, migracji, zmieniającemu się ekonomicznie, etnicznie, światopoglądowo... Nowy proboszcz wyczuł, że jego rolą nie jest rozwiązywanie problemów doczesności, wskazywanie, jak wieść życie godne i spokojne. On ma ukazywać Jezusa Chrystusa - jedyny skarb godny przyciągnąć serce człowieka i nim zawładnąć.

     Wkrótce Msze św. i kazania proboszcza zaczęły przyciągać tłumy. Mówił w nowy sposób, nie łagodząc radykalizmu ewangelicznego. Kościół św. Joanny pękał w szwach.

     Znów po 10 latach nastąpiła zmiana: Ojciec Święty Paweł VI mianował księdza Lustigera biskupem Orleanu, gdzie rozpoczęła się jego droga wiary w jednego, kochającego Boga. Sakrę biskupią przyjął 8 grudnia 1977 r. w przepełnionej katedrze - tej samej, która była świadkiem jego nawrócenia. W tłumie ludzi stała również Susanne Combes, szczęśliwa ponad miarę.

     Jan Paweł II po objęciu swego urzędu, znający księdza biskupa Lustigera już wcześniej, uznał, że tak wybitny umysł i osobowość duchowa powinny mieć powierzone w Kościele większe zadanie. Nowy biskup Orleanu cieszył się ukochanym miastem tylko przez kilkanaście miesięcy. Dostał nominację na arcybiskupa Paryża i jego uroczysty ingres, przy udziale sfer rządzących Francji, odbył się 27 lutego 1981 r. Dwa lata później arcybiskup Lustiger otrzymał kapelusz kardynalski.

Jak przywrócić świat Chrystusowi

     Na oczach proboszcza, biskupa, kardynała świat Europy Zachodniej oddalał się od Boga, ponosząc żałosne skutki roztrwonienia swej części dziedzictwa. Francja, pierworodna córka Kościoła, równocześnie jak często córka marnotrawna, była jednym z tego przykładów. Kardynał Lustiger czuł się na pewno wiele razy jak kochający ojciec z przypowieści, wypatrujący z utęsknieniem znaków powrotu. Nigdy nie zwątpił, że ten powrót nastąpi.

     Jeden z jego świeckich współpracowników tak go scharakteryzował: "(...) prosty, wybitnie inteligentny, wrażliwy i głęboko ludzki. Przede wszystkim zatroskany o drugich. Życzliwość rzeczywista, szczera, głęboka. Ale też wola żelazna... taka, co góry przenosi. Żadna trudność nie była ani dość realna, ani dość wielka, aby go przyhamować lub zatrzymać. Przeciwnie - było u niego jakby rozradowanie trudnościami". On już widział zieloną ruń wschodzącą z ziarna rzuconego przez Jana Pawła II.

     Kardynał Lustiger nigdy nie krył swego pochodzenia. Dzięki swym korzeniom położył wielkie zasługi w dialogu Kościoła z judaizmem. Wiele natchnienia dawały mu dzieje narodu, z którego się wywodził: te powtarzające się odejścia od Jahwe i Jego praw na rzecz bóstw sąsiednich krajów, przestrogi i kary z nieba, powroty i błagania o zmiłowanie, a za każdym razem przebaczenie Boga i obietnice dawane umiłowanemu narodowi. Przenosił te doświadczenia Izraela na dzieje Kościoła, z tym że Kościół ma już spełnioną największą obietnicę Boga: Mesjasza, który przyszedł i pozostał. A w Nim spełnią się wszystkie inne obietnice.

     Jean-Marie Lustiger swą osobą i nauczaniem stał się głosicielem wiecznie powtarzającego się adwentu w dziejach świata, gdy oczekujemy realizacji Bożych obietnic, ale nie z założonymi rękoma - przeciwnie: to oczekiwanie ma być dynamiczne, radosne, ufne, czynne, przepełnione dziękczynieniem za to, co już zostało spełnione. Plany Boże wszystkie zostaną spełnione.

     Po 24 latach służenia Kościołowi jako arcybiskup Paryża Jean-Marie Lustiger przeszedł na emeryturę, ale pozostał czynny, głosząc rekolekcje i nauczając. Zmarł w wigilię święta Przemienienia Pańskiego 2007 r. Chowano go z wielkim bólem, ale i z dumą - jako wielkiego syna Kościoła francuskiego, całego Kościoła.


Teresa Tyszkiewicz


Źródła: Robert Serrou: Lustiger "Cardinal, juifetfils d' immigre", Perrin 2001.


Publikacja za zgodą redakcji

nr 5-2007


Święty Pompiliusz. Boża moc Święty Pompiliusz. Boża moc
Salvador López SP, Manuel R. Espejo SP
Biografia św. Pompiliusza Marii Pirrottiego, pijara, jest zaskakująca. Ale nie powinno nas to dziwić, ponieważ wśród świętych znajdują się różne postacie — spotkać można, biorąc pod uwagę ludzką kondycję, świętych silnych i słabych. Pompiliusz Maria należał do tych drugich... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Tomasz z Akwinu: 17.02.2014, 23:00
 W życiu nic nie przychodzi łatwo. Im więcej bólu i cierpienia tym prostsza droga do zbawienia. Poświęć więcej czasu niż rówieśnicy nauce, więcej uwagi i skupienia a osiągniesz zamierzony cel. Kardynał J.M.L będzie nad tobą czuwał.
 ewa: 21.02.2008, 14:56
  Bogu są Bardzo Potrzebni Tacy LUDZIE którzy będą łączyli ... będą POMOSTEM mIĘDZY - NARODEM WYBRANYM a UMIŁOWANYM KOŚCIOŁEM .. JEGO OBLUBIENICĄ !!!! Naród Wybrany TO RODZICE - OJCIEC I MATKA .. CHRZEŚCIJAŃSTWA .. Których RĘCE należy z szacunkiem Całować - czcij Ojca I Matkę Swoją ..., Rodzice , którzy WIELE DOŚWIADCZYLI ... , WIELE PRZEŻYLI ..., WIELE Widzieli ..., może niektórzy " czegoś " nie zrozumieli ... BO ... CZYNI TAK JAK PRAGNIE .... myśli nasze nie SĄ JEGO MYSLAMI ...a DUCH PANA UCZYNIŁ WSZYSTKO NOWE ... I POSŁAŁ OJCIEC Swojego SYNA ... i Zrodził SYN KOŚCIÓŁ śWIĘTY - OBLUBIENICE, KTÓRĄ BARDZO MIŁUJE I TĘSKNI BÓG ZA SWOIM NARODEM WYBRANYM , KTOREGO NIE PRZESTAŁ MIŁOAĆ , BO JEGO MIŁOŚĆ JEST WIERNA NA WIEKI I Tak Bardzo Pragnie , aby JEGO LUD STAŁ SIĘ JEGO OBLUBIENICĄ ... TAK DŁUGO CZEKA NA JEGO POWRÓT DO OJCA , SYNA I DUCHA ŚWIĘTEGO !!! WRÓćCIE Wszyscy do NIEGO ... JEGO STESKNIONE RAMIONA OCZEKUJĄ WAS ... i znów wrócą DOBRE CZAsy .... Ufajcie BOGU ! AMEN !
 magda1595: 19.02.2008, 20:15
 Boże dopomóz mi w nauce żeby mi przychodziła z łatwością..... prosze
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej