Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Znaki największej Miłości

     Pan Bóg, który najpełniej objawił się w Jezusie Chrystusie, pozostaje dalej Bogiem ukrytym, ale nieustannie apeluje do naszej wolności, dając nam czytelne znaki swojej miłości. Do tych cudownych znaków należą stygmaty, znaki męki Chrystusa - czyli rany po przebiciu rąk, nóg, boku, po biczowaniu i cierniem koronowaniu.

     Stygmaty wskazują na istnienie nadprzyrodzonej rzeczywistości i wprowadzają w tajemnicę cierpienia Boga, który w Jezusie stał się prawdziwym człowiekiem i wziął na siebie grzechy nas wszystkich, aby je zgładzić. W historii Kościoła było 350 osób, które miały stygmaty. Pośród nich 70 zostało kanonizowanych.

     Wyjątkowe zdumienie wywołują stygmaty na sercu, które otrzymała od Chrystusa św. Teresa z Avila (1515 - 1582). Kiedy byłajużczterdziestoletniązakonnicą, pewnego dnia na modlitwie wpatrywała się w wizerunek ukrzyżowanego Chrystusa. Z wyjątkową wyrazistością uświadomiła sobie wtedy ogrom dramatu męki i śmierci naszego Zbawiciela. Upadła na kolana i całkowicie oddała się do Jego dyspozycji. Od tego czasu jej modlitwa wewnętrzna stała się pełną dziecięcej ufności rozmową z Bogiem.

     Właśnie wtedy w życiu duchowym św. Teresy pojawiły się pierwsze wizje i ekstazy, które z polecenia spowiednika dokładnie opisywała. Tak pisała o Panu Bogu: "Piękność ta, choćby samą tylko jasnością i blaskiem swoim, przewyższa wszystko, cokolwiek człowiek na ziemi zdoła sobie wyobrazić... Jest to światło tak różne od tego światła ziemskiego, że w porównaniu z jasnością i świetnością, z jaką się ono oku przedstawia, jasność słońca wydaje się ciemna i już by się nie chciało na nią patrzeć". W innym miejscu pisze: "Jeżeli jesteśmy smutni, znaczy to, że nie oderwaliśmy się zupełnie od wszystkiego".

     Podczas jednej z wizji nastąpiły mistyczne zaślubiny Teresy z Jezusem; otrzymała wtedy stygmaty na sercu. Dopiero po jej zgonie można było ten fakt zbadać i potwierdzić. Dziewięć lat po śmierci św. Teresy, podczas kanonicznego sprawdzania ciała, wyjęto jej serce, które było jak żywe, zachowane w nienaruszonym stanie. Widać było w nim pięć ran - dokładnie takich, jak je Święta opisała; jedna z nich miała długość pięciu centymetrów. Według opinii lekarzy każda z nich spowodowałaby natychmiastową śmierć człowieka, a przecież św. Teresa przez 23 lata żyła z tymi ranami na sercu, normalnie pracując i funkcjonując. Znakiem szczególnej Bożej interwencji jest również fakt, że serce św. Teresy do dnia dzisiejszego, po 424 latach od jej śmierci, pozostaje w nienaruszonym stanie; z niewyjaśnionych powodów nie następuje proces jego rozkładu. Jest to fakt, który wprowadził świat nauki w najwyższe zdumienie i szok. Świeże rany na cudownie zachowanym sercu św. Teresy, przechowywanym w relikwiarzu, można dzisiaj oglądać w kaplicy klasztornej sióstr karmelitanek w hiszpańskim mieście Alba de Tormes. Na relikwiarzu wyryte są słowa: "Teresa Jezusa, Jezus Teresy".

     Zdumiewąjącyjest przypadek włoskiej mistyczki i stygmatyczki św. Weroniki Giuliani (1660 - 1727), pochodzącej z Citta di Castello w Umbrii. Otrzymała ona od Chrystusa stygmaty na sercu w 1697 r. i nosiła je aż do swojej śmierci w roku 1727. W czasie ekstazy Pan Jezus umożliwił jej narysowanie znaków, które odcisnął na wewnętrznej stronie jej mięśnia sercowego. Informacja ta wzbudziła wielkie poruszenie u miejscowego biskupa, duchowieństwa, sióstr zakonnych i wszystkich, którzy byli świadkami wielu nadprzyrodzonych wydarzeń w życiu św. Weroniki. Dopiero po jej śmierci mogli zaspokoić swoją ciekawość. Biskup A. Codebo zarządził sekcję zwłok, którą w jego obecności, a także siedemnastu innych świadków, przeprowadziło dwóch lekarzy. Końcowe sprawozdanie pod przysięgą podpisali wszyscy obecni. Kiedy wyjęto serce św. Weroniki Giuliani, zgromadzeni zobaczyli, że było przebite na wylot. Po jego rozcięciu przekonali się, że na ścianach komór sercowych znajdowały się wszystkie znaki, które Święta opisała i narysowała w swoim Dzienniku.

     Św. Ojciec Pio przez pięćdziesiąt lat nosił na swoim ciele stygmaty - znaki męki Chrystusa - nieustannie krwawiące rany, których medycyna nie była w stanie zagoić. Krew wypływająca z tych ran wydzielała tajemniczy, przyjemny zapach.

     Stygmaty u Ojca Pio zaczęły się pojawiać na jego ciele osiem lat - wcześniej, przed trwałą stygmatyzacją. 7 września 1910 r. podczas modlitwy ukazali mu się Jezus i Maryja i wtedy na swoich dłoniach zakonnik zobaczył Chrystusowe rany. Na ich widok Ojciec Pio bardzo się przestraszył i żarliwie się modlił, aby Chrystus uwolnił go od stygmatów: "Pragnę cierpieć, ale żeby to było w ukryciu". Pan Bóg wysłuchał jego prośby: zniknęły rany, ale zostawiły po sobie wielkie cierpienie. Ojciec Pio pozwolił prowadzić się Jezusowi przez kolejne etapy dojrzewania wewnętrznego, przez doświadczenie niezwykle bolesnej, ciemnej nocy ducha. W ten sposób coraz bardziej jednoczył się z Chrystusem w Jego dziele zbawienia świata.

     O. Pio otrzymał stygmaty na stałe 20 września 1918 r. Miał wtedy 31 lat. Natomiast 5 sierpnia 1918 r. nastąpiło mistyczne przebicie na wskroś jego serca. Oto jak sam opisuje to wydarzenie w liście do swojego kierownika duchowego: "Słuchałem spowiedzi, kiedy nagle zdrętwiałem z przerażenia: przed oczami mego umysłu stanął Niebiański Gość. Trzymał w ręku coś na kształt narzędzia podobnego do drugiej, żelaznej klingi, zakończonej dobrze wyostrzonym ostrzem, z którego wydobywał się ogień. Z całej siły rzucił nim w moje serce. Zdawało mi się, że umieram. Chłopca, którego spowiadałem, poprosiłem, żeby odszedł, gdyż bardzo źle się czułem. Ta męka trwała bez przerwy aż do 7 sierpnia rano. Nie potrafię opisać moich cierpień - jakby mi rozdzierano wnętrzności. Od tamtego dnia zostałem śmiertelnie zraniony. Czuję w głębi duszy ranę, która jest cały czas otwarta i przyprawia mnie o nieustanne konanie".

     Ojciec Pio każdego dnia musiał zmieniać bandaże oraz bieliznę, które nasiąkały krwią. Pisał: "Widzę siebie zatopionego w oceanie ognia. Rana, która mi ponownie została otwarta, krwawi - i to krwawi ciągle". Cierpienie spowodowane tym mistycznym wydarzeniem trwało z różnym natężeniem aż do 20 września. Chwilami było tak silne, że Ojciec Pio błagał o śmierć. "Rana jest tak bolesna - pisał do kierownika duchownego - że wystarczyłaby tysiąckroć na zadanie mi śmierci". Przy innej okazji napisał: "Moje cierpienia są dla mnie źródłem radości. Sam Jezus chce moich cierpień, potrzebuje ich dla zbawienia dusz. Pytam jednak siebie samego, jaką ulgę mogę Mu sprawić moimi cierpieniami. Cóż za przeznaczenie? Och! Jakżeż najsłodszy Jezus wysoko wyniósł moją duszę!" (14.10.1912 r.).

     "Ile razy opuściłbyś mnie, mój synu - mówił Pan Jezus Ojcu Pio - gdybym cię nie przybił do krzyża? Pod krzyżem uczy się miłości, a ja nie obdarzam nią wszystkich ludzi, ale tylko dusze, które są mi najdroższe" (13.02.1913 r.).

     Z posłuszeństwa swojemu przełożonemu o. Pio opisał moment otrzymania stygmatów w dniu 20 września 1918 r.: "Siedziałem na chórze po odprawieniu Mszy św., kiedy owładnęła mną jakaś dziwna ociężałość, podobna do słodkiego snu. Wszystkie moje wewnętrzne i zewnętrzne zmysły, a także cała dusza pogrążyły się w nieopisanym ukojeniu. Trwałem w tym stanie, gdy zobaczyłem nagle przed sobą tajemniczą postać, podobną do tej. którą widziałem wieczorem 5 sierpnia, z tą tylko różnicą, że jej ręce, nogi i bok broczyły krwią. Ten widok przeraził mnie. Tego, co przeżyłem w owej chwili, nie umiem opisać. Czułem, że umieram, i umarłbym, gdyby Pan nie umocnił mojego serca, które wyrywało się z piersi. Kiedy tajemnicza postać zniknęła. zobaczyłem, że moje ręce, nogi i bok zostały przebite i obficie krwawiły. Wyobraźcie sobie udrękę, której wówczas doznałem i której doznaję nieustannie prawie każdego dnia. Rana serca cały czas krwawi, szczególnie od piątkowego wieczoru aż do soboty. Obawiam się, że umrę z powodu wykrwawienia, jeżeli Pan nie wysłucha jęków mojego biednego serca i nie zabierze mi tych ran. Niech zostawi mi ból i mękę, lecz niechaj odejmie mi te znaki zewnętrzne, które sprawiają mi wielkie zawstydzenie i upokorzenie".

     Od tego momentu aż do swojej śmierci Ojciec Pio nosił na swoim ciele znaki męki i śmierci Chrystusa. W jego boku powstała głęboka rana, a ręce i nogi miał przebite na wylot. Były to stygmaty, czyli znamiona szczególnej przynależności do Chrystusa i zjednoczenia z Nim (por. Ga 6, 17). Rany te nieustannie krwawiły, nie goiły się i nigdy nie ulegały zakażeniu. Był to oczywisty cud.

     Badania ran o. Pio, przeprowadzone przez największe autorytety medyczne tamtego czasu, wykluczyły martwicę skóry; nie było też żadnych obrzęków ani infekcji. Rany rąk i stóp miały około 2 cm średnicy, sączyła się z nich krzepnąca krew, która tworzyła krwawe strupy. Natomiast rana boku miała kształt odwróconego krzyża, była długa na 7 cm i szeroka na 5 cm. Od jej brzegów wychodziły świetliste promienie i wypływała z niej ciągle krew. Ze wszystkich tych zranień wypływało w ciągu doby około jednej szklanki krwi. Ponadto w chwili śmierci Ojca Pio nastąpił kolejny spektakularny cud: otóż wszystkie krwawiące rany natychmiast znikły, nie zostawiając po sobie najmniejszej blizny.

     Z naukowego punktu widzenia nie można stwierdzić, jaka jest przyczyna powstania i zniknięcia tych ran zaraz po śmierci włoskiego zakonnika. Stygmaty o. Pio wydzielały wspaniały zapach kwiatów. Odczuwali go ci wszyscy, którym o. Pio dawał znać o swojej obecności. Co więcej, ten fenomen wciąż jeszcze się uobecnia - na różnych kontynentach żyje bowiem wiele osób, które doświadczyły tego szczególnego znaku obecności Ojca Pio i jego wstawiennictwa u Boga.

     Stygmaty św. Teresy zAvila, św. Weroniki, św. Ojca Pio i innych świętych były zjawiskiem nadzwyczajnym, niewyjaśnioną dla medycyny zagadką, pozostającą w całkowitej sprzeczności z prawami przyrody, ale przede wszystkim stanowiły one wyraźny, oczywisty znak wskazujący na Chrystusa, na tajemnicę naszego zbawienia, którego dokonał On w swojej męce, śmierci i zmartwychwstaniu, a która rzeczywiście się uobecnia w czasie każdej Mszy św.


ks. M. Piotrowski TChr


Publikacja za zgodą redakcji

nr 3-2006


Pięknie żyć, aby pięknie umierać Pięknie żyć, aby pięknie umierać
Piotr Koźlak CSsR
W książce znajdujemy pogłębioną refleksję nad Testamentem Jana Pawła II. Redemptorysta za punkt wyjścia biorąc wybrane fragmenty przesłania Papieża stara się pokazać, jak bardzo za Jego słowami szły jego czyny, a wraz z nimi nauka o tym, jak pięknie żyć, by móc pięknie umierać.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Aga: 17.03.2013, 00:48
 Pomóż .......
 Anna: 25.09.2012, 21:37
 Ojcze Pio pomoz prosze mojemu mezowi zaczac nowa prace
 Danuta: 05.08.2012, 20:42
 Mój Drogi Ojcze, dziękuję, że mamy Ciebie. Dziękuję za to, że jesteś tu i teraz. Proszę o modlitwę do Ojca Niebieskiego o połączenie jeszcze naszych serca moje i Sławusia, jeśli jest to zgodne z Wolą Twoją
 Barbara: 05.04.2012, 09:31
 Bardzo proszę Ojcze Pio wstaw się za mną i moja rodziną do Pana Jezusa, proszę o łaski dla mojej mamy, sióstr, Basi i Arka oraz dla moich dzieci Jarka i Przemka, o zdrowie , o to by dobry Bóg otaczał nas opieką, proszę o to by mój syn znalazł w końcu pracę, by moje siostry także miały pracę, proszę o wiarę i nadzieję w sercu AMEN
 klaudia: 28.01.2012, 21:03
 Ojcze Pio pomóż mi błagam Cię, uratuj mojego męża Jana, uratuj nasze małżeństwo, niech dobry Bóg przebaczy nam grzechy i wszystko co było złe!
 renata: 23.01.2011, 09:09
 blagam o powrot krystiana
 Marta: 19.01.2011, 09:48
 Błagam Cię Ojcze Pio, Tyś przeżył cierpienia okrutne, nieporównywalne z moimi, lecz zarazem piękne i bliskie Jezusowi, Tyś odczuł, jak wielka może być wiara, Ty po Królestwie Niebiańskim kroczysz i widzisz nas, grzeszników stale powracających do Boga, pomóż im i mnie, błagam, w naszych codziennych i niecodziennych problemach i bólach... Ojcze Pio, Ty widzisz z pewnością moje błagalne modlitwy wznoszone do Boga i Świętych, błagam, wstaw się za mną i moim zroszonym goryczą związkiem z ukochanym chłopakiem, pomóż mi przywrócić miłość do pełni jej szczęśliwej postaci i zwróć nam ufność w uczucie, proszę Cię, wesprzyj mnie i mojego chłopaka w tej walce... Mam ogromnie niespokojne serce, czuję strach i niepewność, lecz chcę tak jak Ty wierzyć w Boga i Jego dobroć oraz łaskę... Proszę, pomóż mi i wszystkim tym, którzy cierpią w chorobie lub z powodu rozstań czy rozdartych serc i dusz... Błagam, zwróć uwagę swą na nas, grzeszników, pragnących wrócić do Boga, korzących się przed Nim i Tobą... Pomóż...
 aneta: 26.10.2009, 23:30
 Mój ukochany OPIEKUNIE.Dziękuje jeszcze raz za cudowny sen.Tak bardzo proszę, pomóż mi by ta pani z przedszkola zadzwoniła do mnie, tak bardzo potrzebuje pracy.Pomóż mi też odnaleźć szczęście jakim jest RODZINA.I jak zawsze przytul mojego tatusia.Bardzo Cię kocham.
 nikt: 02.09.2009, 17:49
 Ojcze Pio i wszyscy Święci błagam o maleńki ludzki cud dla mnie...błagam z nadzieją w sercu i wiarą
 ja: 29.08.2009, 15:16
 błagam w imieniu swoim a także chorej Patrycji o zdrowie dla niej, proszę o modlitweza nią
 Agnieszka r: 03.07.2009, 21:05
 Pomóż mi OJCZE PIO ty dobrze wiesz w czym ,mam bardzo niespokojne serce
 A.R: 07.06.2009, 21:20
 Pomóż mi Ojcze Pio nie daję już rady
 Jolanta: 17.02.2009, 16:08
 Błagam o powrót ukochanej osoby
 wiatr: 20.10.2008, 17:13
  Dla DOBRA ..ludu ...Swojego ... aby Wzmocnić ..Wiarę ...Wlać w Serca ..Nadzieję ...Rozpalić ...Miłość ...BÓG ...DAJE ...ZNAKI ...Swojej ...OBECNOŚCI w ...Wybranych ..przez .Siebie ...Ludziach ....Którzy ...Wspinają się ...Drogą ..Cierpień ...i Ogołocenia ...ale Też ...BOGA ..." Zrozumienia ..." na SZczyty ...Świętości !!!
 Calineczka: 19.10.2008, 20:54
 Niech będzie Uwielbiony Bóg w Swoich Świętych ...!!!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej