Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Testament Kotana

     Dla społeczeństwa byli jak wyrzut sumienia. On pierwszy wyciągnął do nich rękę. - Kochasz mnie, kochasz Pana Marka? Bo jak mnie kochasz, to się wyleczysz" - mówił do swoich podopiecznych Marek Kotanski. Tysiącom z nich uratował życie.

     - O rany! Wojtek?! To ty jeszcze żyjesz? - pytali ranie znajomi. Nie wierzyli, że po sześciu latach brania heroiny, ktoś może przeżyć - opowiada Wojciech Wanat, absolwent ośrodka w Gtoskowie. Na początku nie wiedziałem, w co się pakuję, w liceum trochę popalałem, potem przyszedł czas na alkohol. Na studiach zaczęły się eksperymenty, a ponieważ była to chemia, to jakoś łatwiej przychodziło. Potrafiłem się oszukiwać i nie brać na przykład przez rok, ale to i tak wracało. Kiedy zacząłem z heroiną - straciłem wszystko. - Marek, mówił, że trzeba być mistrzem świata, żeby z tego wyjść, ja uważam, że mistrzem jest każdy, kto potrafi żyć normalnie. Ja się staram - dodaje.

     REWOLUCJA

     A wszystko zaczęło się od wiary, że im się uda. Psycholog Marek Kotanski rozpoczynał właśnie pracę w szpitalu psychiatrycznym. Jako młody idealista uznał, iż tradycyjne metody leczenia nie przynoszą pozytywnych rezultatów. Zaproponował swoim pacjentom, aby powalczyli o swoje życie w inny sposób. Była to "rewolucja Kotana", która w efekcie przyniosła, dużo większy procent wyleczonych. Kotanski chciał przywrócić narkomanom szacunek, godność i wolność. - Był wizjonerem, entuzjastą, ale przede wszystkim kochał ludzi, nie potrafił odmówić pomocy nikomu. Słyszałem, że kiedy pracował w biurze na Hożej w Warszawie, w jego gabinecie nocował czasami jeden bezdomny - opowiada Wojtek. - Jak sobie wymyślił, że tu będzie nowy ośrodek Monaru, to ludzie już wiedzieli jak on będzie wyglądał - dodaje.

     Wtedy istniał jeszcze inny problem: ludzie na początku nie akceptowali możliwości mieszkania w sąsiedztwie narkomanów i bardzo często swoimi postulatami utrudniali otwarcie ośrodków.

     Na początku zamieszkali więc w niewielkim domku w Głoskowie, 70 km od Warszawy. - Początki były trudne, bo "uczyli się na trupach", tzn. dawano klientowi przepustkę do domu, a on nie wracał, bo po drodze zaćpał się na śmierć, więc następnym razem jechał z nim opiekun itd. - tłumaczy Wojtek. Tak tworzyły się swoiste dekalogi. Brały się z życia, dlatego w różnych ośrodkach trochę się różnią. Główne motywy były jednak niezmienne: totalna abstynencja, uczciwa praca, przestrzeganie zasad, szacunek i życzliwość dla drugiego człowieka.

     Dzięki społecznościom terapeutycznym ludzie zaczęli się leczyć nawzajem. W oczach drugiego człowieka widzieli swoje niedoskonałości. Pomagała im w tym kadra psychologów, lekarzy, instruktorów terapii uzależnień oraz neofici - osoby, które zakończyły swoją terapię i chciały w tym pomagać innym.

     - Każdy dzień w ośrodku zaczyna się zwykle od krótkiej rozgrzewki sportowej, potem jest odprawa, kiedy rozdzielało się prace i zgłaszało swoje przewinienia z poprzedniego dnia. Po śniadaniu rozpoczynały się prace codzienne w gospodarstwie - opowiada Wojtek. - Czasem do pracy na polu, przy żniwach, trzeba było wstać nawet o 5.00 rano. Dwa razy w tygodniu odbywają spotkania terapeutyczne.

     ETAPY TRZEŹWIENIA

     Kiedy trafia się do ośrodka, trzeba przejść kilka etapów. Najpierw jest tzw. nowicjat, czyli czas przeznaczony na wytrzeźwienie. Ma się wtedy ograniczone prawa. Trzeba chodzić w drelichu, nie spóźniać się i mieć "czyste" kieszenie. Potem przychodzi czas na "domownika". Kiedy człowiek sprawdzi się w danej roli, awansuje na kierownika np. kuchni albo SOM-u, czyli Służby Ochrony Monaru. Potem można zostać prezesem - pośrednikiem między kadrą a społecznością. Pełnione funkcje mają za zadanie "dociążyć", czyli przełamać barierę, można więc być np. chlewowym albo konserwatorem w ośrodku.

     Na koniec pacjent może poprosić o aspiranturę, to oznacza przystąpienie do egzaminu z życia. Musi przekonać wszystkich, że jest w pełni przygotowany do wyjścia. Potem zostaje tylko postrehabilitacja. Mogą to być np. cotygodniowe zjazdy przy okazji kontynuowania nauki w szkole w Garwolinie. Pierwszej, która otworzyła się na ludzi uzależnionych i dała im możliwość nauki w weekendy. - Takie przyjazdy to jednak formalność, przypominająca bardziej odwiedziny babci -żartuje Wojtek. - Każdy etap kończy się oceną, czyli rozmową o postępach i zmianie stosunku do drugiego człowieka. Jeśli się jej nie przejdzie, wtedy awans może być odroczony na kolejny miesiąc.

     Życie w takiej enklawie trwa .około roku. Statystycznie wg. WHO około 4% proc. osób kończy terapię sukcesem. W Głoskowie mówi się o 16% tych, którzy ją przeszli i utrzymują abstynencję powyżej 10 lat.

     - Ludzie pytają, po co leczyć narkomanów. Przecież oni to robią na własne życzenie? Wiem, że pobyt w ośrodku kosztuje dziennie 42 zł, ale po skończonej kuracji klient spłaca to wszystko podwójnie, bo wychodzi jako nowy człowiek, a nie cierpi na tym jego rodzina, znajomi i starsze panie, którym giną torebki z pieniędzmi - mówi Wojciech Wanat.

     - Kotan wymyślał wiele sposobów, aby zaimpregnować młodzież przed "wszelkim złem". Najczęściej stawiał nas przed faktem dokonanym - opowiada Jolanta Koczurow-ska, kierownik Monaru, która objęła stanowisko po śmierci Marka Kotańskiego. Jego najsłynniejsze akcje to np. "Łańcuch czystych serc" - wtedy ponad milion osób wzięło się za ręce i na znak solidarności z chorymi i uzależnionymi utworzyło sieć od Sopotu do Tatr - czy "Zapukaj do drzwi sąsiada": ogólnopolska akcja uwrażliwiająca na los ludzi chorych i samotnych.

     Inne przedsięwzięcia wzbudzały jednak więcej kontrowersji, jak np. inicjatywa "Kupą, mości panowie" piętnująca zanieczyszczenie środowiska, a polegająca na myciu miejskich szaletów, czy rozdawanie na ulicy strzykawek i igieł dla narkomanów.

     - Pamiętam, jak byłam jeszcze w liceum i na godzinie wychowawczej zaprowadzono nas do sali gimnastycznej, gdzie śmieszny gość z kucykiem krzyczał do nas, używając czasem niecenzuralnych słów. Wywarło to na mnie duże wrażenie, bo czułam, że poza tą barierą niedostępności, jemu naprawdę na nas zależało - opowiada Marta, studentka resocjalizacji.

     JUBILEUSZ MONARU

     Co dwa lata absolwenci ośrodków wraz z kadrą i rezydentami Monaru, spotykają się na Monarowisku. Imprezie, na której dzielą się doświadczeniami, prezentują efekty swojej pracy i wspólnie się bawią. Wtedy też zostają wręczone prestiżowe nagrody - "miecze Kotana" - dla osób zasłużonych w działaniach na rzecz przeciwdziałania narkomanii.

     Monar to w tej chwili jedna z największych organizacji na świecie pomagająca wyjść z uzależnienia i dobra marka. - Marka od Marka - jak czasami żartują sobie pracownicy i rezydenci, bo to on nadał nowe znaczenie słowom "narkoman" i "detoks". W ciągu 30 lat od założenia pierwszego ośrodka powstały 32 społeczności terapeutyczne, w których uratowano życie 14 320 osobom.

     Marek Kotański był wielokrotnie wyróżniany za swoją pracę. Wśród jego nagród znajdują się m.in. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Order Uśmiechu, Medal Brata Alberta, Nagroda Świętego Jerzego, Tęczowy Laur, Kryształowe Zwierciadło, Nagroda Wiktora (przyznana dwukrotnie). Pośmiertnie przyznano mu także Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. W Warszawie między ul. 1 Sierpnia a linią kolejową na Rakowie jest nawet Park Kotana.

     W tym roku Monar świętuje wielki jubileusz 30-lecia. Przez cały rok trwają przygotowania do imprezy i konferencje. 19 sierpnia mija także szósta rocznica tragicznej śmierci Marka Kotańskiego. Tego dnia odbędzie się Msza św. w intencji wszystkich, którym pomógł Marek, później zaś wieczór wspomnień i koncert.

     - Po śmierci Marka staramy się codzienną pracą budować mu pomnik, a jego dokonania uchronić od zapomnienia. Zachwycał i szokował. Można było go kochać i nienawidzić, ale nie można było przejść obojętnie. Monar to jest jego testament dla wszystkich, którzy żyją na marginesie i tych, którzy narodzili się po raz drugi - mówi Jolanta Koczurowska.


Marta Trosczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

17 sierpnia 2008


Ojciec Pio. Wizjoner naszych czasów. Listy Ojciec Pio. Wizjoner naszych czasów. Listy
O. Pio
Listy św. o. Pio odkrywają niezwykłe tajemnice, nadzwyczajne zjawiska mistyczne świętego, które towarzyszyły Mu przez całe jego życie, były źródłem fascynacji i podziwu, jakich doświadczał przyszły Święty ze strony ludzi. Czasami były też powodem jego cierpienia i wewnętrznych rozterek, których zapis odnajdujemy w tych właśnie licznych listach... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 uzależniony: 24.10.2010, 14:01
 Boże w Trójcy Świętej, Dziękujemy za brata naszego Marka, To Ty Panie, zasłaniając się Markiem, Pochylałeś się nad chorymi ,uzależnionymi,odtrąconymi. Panie , Marek swym życiem, postawą świadczył o Tobie. Panie ,Marek jest już w domu Ojca. Prosimy- Panie zaświadcz przed Ojcem Przedwiecznym , o Marku. Panie ,uczyń naszego brata Marka,patronem , zniewolonych,uzależnionych odepchniętych,opuszczonych,pogardzonych. Panie ,prosimy o wyniesienie naszego brata Marka do chwały ołtarzy. Ojcze nasz…Zdrowaś Maryjo…Chwała Ojcu…
 Wanda: 19.08.2010, 11:18
 ZABRAKŁO NAM WIELKIRGO CZLOWIEKA, JAKIM BYŁ ŚP. MAREK KOTANSKI, NIGDY NAWET NIE POMYŚLELIŚMY, ŻE MOŻE NAM JEGO ZABRAKNĄĆ A, JEDNAK....... + CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI......
 ardawl: 17.11.2008, 04:37
 MONAR - znamy w polsce chyba wszyscy, zmieniłem go na - Marek Ojcem Naszego Ratunku pewnie nieudolnie...lecz zapytajmy tych którzy wyszli...odpowiedzą Marek był mi jak ojciec...często ten ostatni ojciec ( wszak wiele rodzin wyrzekło się problemu )...... I jeszcze jedno przychodzi mi na myśl - tekst z pewnej pieśni... bo wolność krzyżami się mierzy - tak słowa te tu pasują. Marku ile krzyży przeszedłeś w walce z egoizmem, obojętnością i wrogim nastawieniem, często zwykłą ludzką głupotą... a dzieci twe te które tak żeś ukochał...tak do wolności przez krzyż... Przez miłość prawdziwą bez sztuczności do innych...dla których nie było już nadziei.
 Tomek: 01.11.2008, 11:52
 Wielki człowiek, Wielki szacunek dla tego co zrobił. Niech Bóg mu za to wynagrodzi. Dajmy siebie innym...
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej