Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
św. Kamil de Lellis

(1550 - 1614)


     Święty Kamil urodził się 25 maja 1550 r. Bucchianico, w zamożnej rodzinie de Lellis, w królestwie Neapolu. Rodzicami jego byli oficer Jan de Lellis i Kamila Compelli, łagodna, o miłosiernym sercu. Drogi życiowej Kamila nie da się zaliczyć do typowych. Urodził się jako dziecko długo wyczekiwane. Dlatego rodzice wcześnie go opuścili. Pozostał sam, bez krewnych, bez przyjaciół. Wzrastał samopas w zupełnym ubóstwie. W 1569 r. wziął szablę pozostałą po ojcu i wstąpił do wojska. Brał udział w wojnie z Turkami. Bił się też z piratami na Morzu Śródziemnym. Nauczył się przeklinać w siedmiu językach. Jego pasją stała się gra w kości.

     Pasja ta ograbiła go z wszystkiego. Przegrał żołd, broń i mundur. W starym, zniszczonym płaszczu ruszył w świat jako żebrak. Wystawał pod kościołami prosząc o jałmużnę. Z konieczności przyjął u kapucynów pracę poganiacza osła. Dla dzieci stał się pośmiewiskiem. Kapucyni jednak wiedzieli, że ten człowiek jest z innej gliny, aniżeli poczciwi gospodarze i rękodzielnicy, którzy swoje osły obarczają piaskiem i kamieniami. Dzielili z nim swoje figi, chleb, kubek wody. Poznali go lepiej niż on sam siebie. Pod wpływem ich dobrego słowa i modlitwy zaczęła w nim kiełkować późniejsza przemiana.

     Nawrócenie

     Pod wpływem łaski Bożej nawrócił się dość nieoczekiwanie, w drodze, gdy szedł ze swoim objuczonym osłem. Było to 2 lutego 1575 r. Uświadomił sobie nagle, że zmarnował dotychczasowe życie i ogarnął go żal. Ukląkł na drodze w kurzu i dziękował Bogu za udzielone światło. Ubodzy synowie św. Franciszka chętnie przyjęli go skruszonego do swojego grona. Po kilku miesiącach musiał ich opuścić z powodu nogi, na której od młodzieńczych lat miał ranę, a która odnowiła się pod wpływem szorstkiego habitu.

     Z trudem dowlókł się do Rzymu, aby prosić o przyjęcie go do szpitala św. Jakuba, przeznaczonego dla ubogich, bezdomnych i nieuleczalnie chorych. Tutaj leczył już kiedyś swoją ranę i zapamiętali go jako krnąbrnego i porywczego żołnierza, z którym nikt nie chciał mieć do czynienia. Przyjęto go na próbę. Miał teraz dobrą okazję popracować nad sobą. Podczas gdy rana się goiła, już usługiwał innym jako pielęgniarz. Robił to tak delikatnie, jak matka tylko potrafi, a wielkie i ciężkie jego ręce nabierały sprawności lekarza. Nie zapominał też przy tym dorzucić dobrego słowa i skierować uwagę chorego na Boga, który zamienia cierpienia na błogosławieństwo.

     Stowarzyszenie

     Jako pielęgniarz Kamil był w Rzymie rewelacją. W swej pracy kierował się przykazaniem miłości Boga i bliźniego. Cnota miłości osiągnęła u niego stopień heroiczny. Bardzo przejęty był losem chorych i złą obsługą. Przerażał go zimny stosunek personelu szpitalnego do chorych, traktującego swoją pracę tylko jako źródło zarobku. Jego praca bez wytchnienia nauczyła go nieufności do samego siebie, ostrożności i cierpliwości. Gdy zaświtała mu myśl o wspaniałomyślnym apostolacie samarytańskim, trzymał ją w tajemnicy. Dopiero po wielu nieprzespanych nocach na modlitwie, po wielu ćwiczeniach pokutnych, jego myśl dojrzała. Wtedy dopiero wyjawił ją kilku zaprzyjaźnionym kolegom. Pięciu z nich gotowych było przystąpić do jego planu. W ten sposób w 1582 r. powstało stowarzyszenie dla pielęgnowania chorych. Odżył w nim wtedy żołnierz i dowódca. Jego odwaga pociągała innych kolegów do marszu we wskazanym kierunku. Kiedy jednak dyrektor szpitala spostrzegł powianie tam nowego ducha, rozrywającego dotychczasowy porządek biurokratyczny, pozamykał przed nim drzwi i okna. Kamil wraz z towarzyszami musiał opuścić szpital św. Jakuba i szukać innego miejsca dla realizowania swoich planów. Szukał nieuleczalnie chorych na poddaszach, gdzie cierpieli w opuszczeniu. Jako olbrzym w todze lub chałacie szpitalnym wraz z towarzyszami, wielkimi krokami szedł ponad kłodami i kamieniami rzucanymi im pod nogi. Marszu takiego nie wytrzymał nawet św. Filip Nereusz, jego spowiednik, który go opuścił. Wtedy dla swoich umiłowanych chorych jeszcze raz usiadł na ławie szkolnej w Kolegium Rzymskim by słuchać wykładów teologii. W 1584 r. otrzymał święcenia kapłańskie, liczył wówczas 34 lata. Sam mógł teraz zaopatrywać chorych, udzielać sakramentów świętych i grzebać zmarłych. Z niestrudzoną gorliwością rozwijał działalność charytatywną i duszpasterstwo chorych.

     W 1585 roku Kamil zamieszkał z towarzyszami w małym domu nad brzegiem Tybru. Panowała w nim zasada ewangeliczna: "co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych Mnieście uczynili" (Mt 25, 40). Dom ten szybko stał się znanym wśród ubogich z dzielnicy Trastevere. Każdy mógł tam wchodzić, zaproszony lub nie, brudny, chory i głodny. To ciche dzieło miłosierdzia krytykowane było przez urzędniczy Rzym. Kamila nazywano "uśmiechniętym dziwakiem". Tymczasem papież Sykstus V w 1586 r. zatwierdził Stowarzyszenie Sług Chorych jako zgromadzenie religijne wraz z regułami i pozwolił im nosić czarne habity Kleryków Regularnych z czerwonym krzyżem na piersi, jako znak ich kościelnego posłannictwa.

     Zakon

     Po kilku latach papież Grzegorz XIV podniósł młode stowarzyszenie do rangi zakonu o czterech ślubach. Oprócz: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa składają ślub opieki nad chorymi. Czym zasłużyły sobie "błazny" znad Tybru na takie wyróżnienie? Opowiadano o nich cudowne rzeczy. W Neapolu utworzyli jakby żywy mur dla zatrzymania zarazy, ponosząc ofiary w swoich szeregach. Na czele każdej akcji stał sam Kamil. Każde niebezpieczeństwo podwajało jego siły. Trzy godziny snu na ławie musiało mu wystarczyć. Umierających niósł do szpitala na własnych ramionach. Przez okno wchodził do domów, gdy zamknięty był tam chory potrzebujący pomocy. Nie był lekarzem, ale jego zdrowy instynkt pozwalał mu rozpoznać chorobę i zastosować odpowiednią kurację, którą była przede wszystkim czystość, świeże powietrze i światło. W owych latach w Italii jedna zaraza zazębiała się za drugą. Prawie wszystkie miasta włoskie były dziesiątkowane przez epidemie. Władze słały do Kamila jedną za drugą prośbę o pomoc. Wtedy dwustu dwudziestu trzech "ojców od dobrej śmierci", jak ich nazywano, oddało życie jako ofiary miłości bliźniego. Kamil przypominał swoim synom duchowym słowa ewangeliczne: "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13), niejako radę, ale jako przykazanie, od którego nie można się uchylać. A jednak jego ojcowskie serce bolało, gdy musiał wysyłać kogoś do pracy połączonej z niebezpieczeństwem dla jego życia.

     Od 1591 roku zakon Kamila de Lellis szybko się rozwijał i objął całą Italię. Zmuszało go to, jako przełożonego, do dalekich podróży, co ze względu na jego chorą nogę i ogólne wyczerpanie organizmu, nie było łatwe. Z trudem poruszał się o lasce.

     Najważniejsze dla niego było duszpasterstwo indywidualne. Podejście duszpasterza do pojedynczego człowieka cierpiącego uważał za istotne. Mówiono o nim, że ma niespotykaną moc nad umierającymi tak, że z jego ramion nikt nie idzie do piekła. Stąd wzywali go nawet książęta, gdy znachorzy zawiedli ich ze swoimi miksturami. Jego dar widzenia pozwalał mu dojrzeć ukryte tajemnice na pierwszy rzut oka. Im był starszy, tym bardziej cudowne były jego uzdrowienia. Wielkie wrażenie robił na wszystkich, którzy go spotykali. Chodził w połatanym habicie, jak przystało na zakonodawcę. Powiedział kiedyś o sobie, że spożywa chleb cierpienia, gdyż Pan Bóg pobłogosławił go pięcioma błogosławieństwami (tak nazywał swoje cierpienie). Niesłychanie silną wolą trzymał na nogach coraz słabsze ciało, jakby chciał powiedzieć: jak mógłbym swoich podopiecznych pozostawić bez pomocy? Chociaż piastował urząd przełożonego zakonu, żył jak każdy prosty zakonnik. Gdy wizytował klasztory, również nie pozował, ale jakby zapominał zupełnie o swoim urzędzie. Szpitali własnych z domami zakonnymi założył za życia sześćdziesiąt pięć. Gdy był w Genui, poprosił o powrót do Rzymu, "bo muszę tam umrzeć". Przewieziono go wtedy fregatą do Rzymu. Do ostatniej chwili zachował trzeźwy umysł i bez walki ze śmiercią odszedł do Pana 14 lipca 1614 r. Z całego Rzymu spieszył wtedy lud do kościoła św. Magdaleny, aby ostatni raz popatrzeć na "ojca ubogich". Trumnę jego musiała chronić policja przed naporem tłumu.

     Św. Robert Bellarmin powiedział o nim: "Miłość wypełniająca jego duszę zapewniła mu w niebie miejsce wśród serafinów". Papież Benedykt XIV, który Kamila kanonizował w 1746 r., nazwał jego życie i dzieło "nową szkołą miłości". Nie znalazł krótszego i lepszego określenia na wyrażenie wielkości tego człowieka-olbrzyma duchowego. Od trzydziestego roku służył swoim synom duchowym i nadal im służy dobitną wymową swojego przykładu. Ze świętą odwagą i żelazną dokładnością żołnierza budował organizację dla zajmowania się szpitalami dla zakaźnie chorych i konających. Tam, gdzie inni zakładają zasłony na twarze, jego duchowi synowie idą odważnie walczyć ze śmiercią o ciało chorego i z szatanem o jego duszę.

     Jeden ze współtowarzyszy Kamila tak między innymi o nim pisał: "Rozpocznę od świętej miłości, jako korzeniu wszystkich cnót, a zarazem wyjątkowego daru Kamila. Otóż nie tylko względem Boga, ale także względem bliźnich, nade wszystko chorych, tak bardzo był przeniknięty ogniem tej świętej cnoty, iż sam nawet widok potrzebujących budził w jego sercu współczucie i powodował zapomnienie o wszystkim. Chętnie przyjąłby na siebie choroby i wszelkie inne zło, byleby tylko złagodzić cierpienia drugich i odsunąć od nich słabości. Żywo wyobrażał sobie w nich Chrystusa. Aby zaś zapalić swoich współbraci do praktykowania tej tak ważnej cnoty, zwykł im powtarzać pełne słodyczy słowa Jezusa: "Byłem chory, a odwiedziliście Mnie" (Mt 25,36). Wkrótce po kanonizacji powstało arcybractwo kamilianów, któremu patronuje Maryja jako Uzdrowienie Chorych. Pojawił się też zakon żeński kamilianek. Leon XIII w 1886 r. ogłosił go patronem szpitali i chorych, a Pius XI w 1930 r. patronem pielęgniarek i pielęgniarzy.


ks. Tarsycjusz Sinka CM


Święty Ojciec Pio. Życie, duchowość i dzieła Święty Ojciec Pio. Życie, duchowość i dzieła
O. Gracjan Franciszek Majka OFMCap
Książka składa się z trzech części. Pierwsza zawiera krótką biografię Ojca Pio, druga zawiera dokumenty wydane przez Stolicę Apostolską odnośnie Dzieł Ojca Pio, a w trzeciej omówiona jest postawa papieży, począwszy od Benedykta XV, krótkie wypowiedzi i przemówienia do Benedykta XVI... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 mama: 13.06.2017, 12:22
 Sw.Kamilu prosze o wstawiennictwo,zeby Bog Wszechmogacy uzdrowil moje dzieci z chorob chronicznych.
 mama: 13.06.2017, 12:22
 Sw.Kamilu prosze o wstawiennictwo,zeby Bog Wszechmogacy uzdrowil moje dzieci z chorob chronicznych.
 Agnieszka: 25.05.2017, 23:08
 św Kamilu spraw zeby kamil był bogiem
 Tamara: 13.01.2017, 23:52
 sw. Kamilu,prosze wyjednaj u naszego Ojca w niebie, dla mojego syna Kami,laske nawrocenia i wyzwolenia z nalogu alkoholowego
 Lucyna : 08.08.2016, 16:30
 Święty Kamilu proszę CIĘ O zdrowie dla mojej kochanej wnusi Zosi i opiekę na jej mama i tatą.
 Justyna: 03.05.2016, 21:53
 Św. Kamilu, błagam Cię o wyproszenie łaski zdrowia dla mojego sąsiada Kamila oraz wsparcie dla jego rodziny.
 Justyna: 03.05.2016, 21:23
 Św. Kamilu, bardzo Cię proszę o uproszenie łaski zdrowia dla mojego sąsiada Kamila oraz wsparcie dla jego rodziny.
 Babcia: 27.04.2016, 12:01
 Św. Kamilu proszę, miej w opiece naszego wnuczka Kamilka.
 kamil: 20.11.2015, 06:37
 Bardzo cię proszę o przejście do następnej klasy z dobrymi wynikami.
 magda: 15.02.2015, 20:34
 Św. Kamila proszę cię o łaskę zdrowia dla mojej ukochanej babci.
 Kamila: 29.01.2015, 00:20
 Św.Kamilu proszę Cię o zdanie matury z bardzo dobrymi wynikami, ponieważ jest to dla mnie bardzo ważne, bardzo proszę!
 Gabriela: 04.01.2015, 19:07
 Dziękuję ŚWIĘTY KAMILU za pomoc w matematyce mojej bratanicy Kamili. Teraz proszę Cię o wyzdrowienie mojej mamy o raz zdrowie dla całej rodziny i wsparcie finansowe dla mnie i rodziny. Niech nie będę dla nikogo ciężarem))
 jadwiga: 03.01.2015, 19:05
 Św. KAMILU przez Twoje wstawiennictwo u BOGA proszę o zdrowie dla Kazika i potrzebne łaski dla całej rodziny
 Gabriela: 15.12.2014, 23:40
 Święty Kamilu pomóż jutro mojej bratanicy Kamili zdać matematykę, poświęć jej umysł, daj umiejętności matematyczne bardzo proszę;)))
 Kamil z T.G: 18.09.2014, 07:36
 Św. Kamilu wyproś u Boga Ojca łaskę cnoty miłości jaką Ty miałeś, dla Nas wszystkich.
 Agata: 14.02.2014, 11:57
 Św. Kamilu proszę o zdrowie dla rodziców, teściów , wujka Antka , wszystkich przyjaciół i znajomych
 A: 04.02.2014, 19:54
 Proszę o zdrowie dla mamy i teściowej, aby cierpienie nie zgasiło miłości do ludzi i Boga.
 małgosia: 15.04.2013, 11:07
 Św. Kamilu, proszę Cię o zdrowie dla mojej Mamy. Uleczyłeś niejedną osobę, proszę pomóż i mojej Mamie.
 Gosia: 21.03.2013, 05:39
 Sw Kamilu prowadz mojego 16to letniego syna Kamila droga ku panu.
 babcia sabina: 08.03.2013, 09:59
 proszę Ciebie Św. Kamilu, patronie mojego 5-letniego wnczka Kamilka, wyproś dla Niego u Pana Boga łaskę codziennej modlitwy do Anioła Stróża i Matki Najwiętszej.
 
(1) [2] [3]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej