Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
św. Piotr z Alkantary

(1499 - 1562)

     Martyrologium Rzymskie wspomina 18 października św. Piotra z Alkan-tary, hiszpańskiego księdza, reformatora zakonu franciszkańskiego. W 16. roku życia wstąpi! do zakonu braci mniejszych (franciszkanów). Po święceniach kapłańskich, które otrzymał w 1524 r. pełnił w zakonie wiele odpowiedzialnych funkcji, m.in. gwardiana i prowincjała na Hiszpanię i Portugalię. Pragnąc przywrócić ducha pierwotnej surowości franciszkańskiej, otrzymał papieskie pozwolenie na założenie klasztoru o ściślejszej regule zakonnej i dał początek grupie reformowanych braci zwanych alkantarystami. Oddawali się oni gorliwej pokucie, umartwieniu, długim modlitwom i ścisłemu przestrzeganiu ubóstwa.

     Piotr zasłynął jako wybitny kaznodzieja i autor dzieł duchowych. Zainicjował zwyczaj umieszczania krzyża podczas misji wśród ludu. Żył w wielkiej przyjaźni ze św. Teresą z Avila, której służył pomocą w reformowaniu klasztorów karmelitanek. Tradycja podaje, że po śmierci ukazał się tej świętej i powiedział: "O, szczęśliwa pokuto, która wyjednałaś mi łaskę chwały niebieskiej". Zmarł 18 października 1562 r. Beatyfikował go papież Grzegorz XV w 1627 r., a kanonizował w 1669 r. papież Klemens IX.


Wojciech Świątkiewicz


Tekst pochodzi z Tygodnika

11 października 2009


Ziarno pustyni. Karol de Foucauld. Tom 1 Ziarno pustyni. Karol de Foucauld. Tom 1
Alessandro Pronzato
"Ziarno pustyni" to opowieść o badaczu, poecie, ambitnym geografie, bystrym obserwatorze, człowieku o nienasyconej ciekawości…, który "nie wierzył, a widział", klęcząc u stóp Jezusa w nieustannej adoracji... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Janina: 05.02.2015, 01:22
 Bogu dzięki-dziś poznałam św. Piotra Jego życie i zasługi. Sw. Teresa pisze, że można prosić o Jego wstawiennictwo u Boga. Proszę Cię św. Piotrze o łaskę wiary dla moich wnuków oraz o wzajemną miłość w rodzinach moich dzieci-babcia
 29 10 2010 E: 29.10.2010, 10:35
 SW PIOTRZE PROSZE SPRAW CUD UZDROWIENIA DLA PIOTRA UZDROW JEGO DUSZE I CIALO PROSZE WYSLUCHAJ.
 xxx: 23.03.2010, 18:10
 św. Teresa z Avila opisuje św. Piotra z Alkantary w "Księdze Życia": "O, jakiego to skarbu Bóg nas niedawno pozbawił, zabierając do chwały swojej błogosławionego Ojca Piotra z Alkantary! Świat, mówią, nie jest dziś już zdolny do tak wielkiej doskonałości. Dziś organizmy są słabsze i czasy się zmieniły. Ten przecież święty mąż żył za naszych czasów, a duchem był potęży jak Święci dawnych czasów i dlatego trzymał świat pod nogami. I chociaż nie wszyscy zdolni są tak ogołocić się ze wszystkiego jak ten sługa Boży i taką ostrą jak on czynić pokutę, przecież, jak na innych miejscach mówiłam, wiele jest innych sposobów ćwiczenia się we wzgardzie świata i Pan sam ich uczy każdego, w kim tylko znajdzie serce odważne. Jakże odważne serce dał Bóg w łaskawości swojej temu Świętemu - o którym mówię - iż zdołał czterdzieści siedem lat, jak wszystkim wiadomo, wytrwać w tak surowej pokucie! Chcę tu przytoczyć niektóre szczegóły tej pokuty, najzupełniej, jak o tym wiem, prawdziwe. Sam mi je opowiadał i innej jeszcze osobie, której chętnie się zwierzał. Ja zaś te zwierzenia jego zawdzięczam życzliwej jego dla mnie miłości, którą Pan w nim wzbudził z wielkiej swojej dobroci, aby w czasie ciężkiej potrzeby, o której już mówiłam i jeszcze mówić będę, był obrońcą moim i odwagi mi dodawał. Przez czterdzieści lat, mówił mi, o ile dobrze liczbę pamiętam, żadnej nocy czy też we dnie nie spał dłużej niż półtorej godziny. Ze wszystkich umartwień, jakie sobie zadawał, najtrudniej mu było w początkach przezwyciężyć sen. W tym celu nieustannie trwał w postawie klęczącej albo stojącej. Tego snu tak krótkiego używał siedząc z głową opartą na kołku wbitym w ścianę. Położyć się choćby chciał, nie mógł, bo cela jego - jak wiadomo - nie miała więcej nad półpiątej stopy długości. Przez wszystkie te lata, w najsilniejszy upał słoneczny, czy też w ulewny deszcz, nigdy nie nakrywał głowy kapturem. Nigdy nie nosił obuwia. Za całe ubranie służył mu gruby habit z sierści, bardzo ciasny, ubrany na samo ciało i płaszczyk z takiego samego materiału. W największe mrozy zdejmował go, a drzwi i okienko celi otwierał, aż po niejakim czasie znowu wkładał płaszcz i drzwi zamykał. I taki był, mówił mi, jego sposób zagrzania się i dogodzenia zziębniętemu ciału oraz lepszym od zimna zabezpieczeniem. Wstrzymywanie się po trzy dni od wszelkiego pokarmu było u niego rzeczą bardzo zwyczajną. Gdy mu z tego powodu objawiłam swoje zdziwienie, zapewniał mnie, że to rzecz wcale nietrudna, trzeba się tylko przyzwyczaić. Czasem, jak słyszałam od jednego z jego towarzyszy, zdarzało mu się przez cały tydzień pozostawać bez jedzenia. Bywało to zapewne w czasie modlitwy, na której miewał wielkie zachwycenia i zapały miłości Bożej, czego raz byłam świadkiem. Ubóstwo posuwał do ostatnich granic. Umartwienia od młodych lat tak ściśle przestrzegał, że raz na przykład, jak mi powiadał, przez trzy lata przebywając w jednym klasztorze swego Zakonu, żadnego z braci nie znał z twarzy, tylko z głosu, bo nigdy oczu nie podnosił, i do miejsc wyznaczonych na zebrania zakonne nie mógł trafić, tylko idąc za innymi. Podobne umartwienie wzroku zachowywał w drodze. Na niewiastę przez długie lata nigdy nie spojrzał, aż w końcu do zupełnej w tym względzie doszedł obojętności i, jak mi mówił, wszystko mu było jedno widzieć niewiastę czy nie widzieć. Prawda, że w czasie, kiedy go poznałam, był już bardzo podeszły w latach, i ciało jego było tak wycieńczone i wyschłe, jak gdyby zamiast ciała i kości, złożone było z suchych gałęzi. Przy całej tej swojej świętości i surowości życia, bardzo był uprzejmy i ludzki dla innych. Sam z siebie mało mówił, chyba zapytany, ale gdy mówił, trafny wypowiadał sąd o rzeczach i dziwnie miły jego dowcip nadawały jego słowom wdzięk niezrównany. Wiele innych rzeczy jeszcze miałabym do powiedzenia o nim i chciałabym powiedzieć, ale boję się, co wasza miłość powie na to, że wdając się w takie opowiadanie odchodzę od przedmiotu. I w tym, co napisałam, nie byłam bez obawy. Dodam, więc tylko na zakończenie, że jak żył tak i umarł, nauczając i upominając braci. Czując już bliski koniec zmówił psalm: "Uradowałem się, gdy mi powiedziano: "Pójdziemy do domu Pańskiego", i padłszy na kolana, zmarł. Podobało się Panu w swojej dobroci, by zmarły po odejściu jeszcze bardziej był mi pomocny, niż był za życia. W wielu zdarzeniach wspomógł mnie swoją radą. Widziałam go po wiele razy jaśniejącego chwałą. Pierwszy raz, gdy mi się ukazał, powiedział do mnie, że właśnie dzięki szczęśliwej pokucie zasłużył sobie na taką zapłatę. Wiele innych jeszcze rzeczy od niego słyszałam. Na rok przed śmiercią ukazał mi się - choć nieobecny - i miałam objawienie, że niedługo umrze, o czym go uprzedziłam w miejscu odległym o kilka mil stąd, gdzie się znajdował. W chwili swego konania ukazał mi się i powiedział, że już idzie na odpoczynek. Nie przywiązywałam uwagi do tego objawienia, ale wspomniałam o nim kilku znajomym. Aż oto w dzień potem przyszła wiadomość, że zmarł, czyli raczej zaczął żyć na wieki."
 fg: 27.10.2009, 15:48
 najlepszy święty to piotr
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej