Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
św. Piotr Klawer

(1580 - 1654)


     Piotr Klawer urodził się 26 czerwca 1580 r. w Verdu, katalońskiej wiosce (Hiszpania), oddalonej sto kilometrów od Barcelony. Katalończycy są ludźmi małomównymi, uczciw­mi, bardzo religijnymi, kochającymi pracę i wolność. Również Klawer był obdarzony tymi cechami. Jego rodzice: Piotr Klawer i Anna Korbero byli zamożnymi rolnikami. Mieli czwórkę dzieci i mieszkali w Calle Mayor w Yerdu, otoczonym murami i liczącym zaledwie dwa tysiące mieszkańców.

     W księdze chrztów proboszcz przy nazwisku przyszłego świętego, zapisał następujące zdanie: "Niech Bóg uczyni go dobrym chrześcijaninem". Jego modlitwa została wysłuchana, ponieważ każdy święty, to nikt inny jak dobry chrześcijanin. O dzieciństwie Piotra Klawera wiemy niewiele. Pewne jest jednak, że stracił matkę i starszego brata w roku 1593, gdy nie miał jeszcze 13 lat. Bez wątpienia te bolesne doświadczenia dotknęły go do głębi.

     Po skończonych studiach, które są równoznaczne z dzisiejszą maturą, wstąpił w Belen do kolegium, prowadzonego przez Jezuitów, aby studiować filozofię. W tamtym czasie Towarzystwo Jezusowe obchodziło 60-lecie swojego istnienia i już wówczas mówiło się o kanonizacji Ignacego Loyoli, który przebywał również przez pewien czas w Barcelonie. Jezuici, rozjeżdżając się w różne strony świata, poświęcali się wychowaniu młodzieży i ewangelizacji. Listy misjonarzy, następców wielkiego Franciszka Ksawerego, przychodzące z Azji i Ameryki, budziły entuzjazm młodzieży europejskiej.

     Piotr Klawer poprosił o przyjęcie do Towarzystwa Jezusowego. Motywów tej decyzji nie znamy, lecz możemy się ich domyślać, znając jego wielkoduszność. Rozpoczął nowicjat w Tarragonie 7 sierpnia 1602 roku. Miał wówczas 22 lata. Tarragona, otoczona murami, była portem śródziemnomorskim, położonym sto kilometrów na zachód od Barcelony, wiele znaczącym w czasach imperium rzymskiego. Tam właśnie znajdował się nowicjat jezuicki, pierwszy etap długiej formacji, w czasie której młody człowiek miał możliwość głębszego poznania Towarzystwa Jezusowego. Cechą charakterystyczną nowicjusza był entuzjazm, typowy dla kogoś, kto zaczyna odkrywać, co znaczy naśladować Jezusa. Niewiele wiemy o nowicjacie Klawera. Pomimo to znamy jeden bardzo znaczący szczegół: kiedy po latach o. Kacper Sobrino, współnowicjusz Klawera, spotkał go w Kartagenie, mógł potwierdzić: Ojciec Klawer jest wciąż taki sam, jakiego poznałem w nowicjacie.

     8 sierpnia 1604 r. Piotr Klawer złożył śluby zakonne ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, następnie został wystany do Gerony, aby doskonalić swoje studia humanistyczne. W dzienniczku duchowym, którego nie posiadamy, lecz który poznał w Kartagenie jego współpracownik, brat Mikołaj Gonzalez, Piotr zapisał w dniu ślubów: Ponieważ ofiarowałem siebie Bogu...aż do śmierci muszę Mu służyć, zdając sobie sprawę, że jestem jak niewolnik, którego cała praca ma być skierowana na służbę swojego Pana i który musi starać się całą duszą, ciałem i umysłem podobać się Jemu we wszystkim. Zdumiewa wyrażenie: jestem jak niewolnik, które Piotr Klawer zanotował w wieku 24 lat. Myśl o pokornej, ofiarnej i całkowitej służbie dojrzewała więc w nim na długo przed przybyciem do Nowego Świata.

     W latach 1605-1608 spotykamy młodego jezuitę w Palmie, na Majorce, gdzie razem z innymi studentami kontynuował studia filozoficzne. Tam właśnie przeżył doświadczenie duchowe, które wycisnęło piętno na całym jego przyszłym życiu. Funkcję furtiana kolegium w Montesion pełnił wówczas podeszły w latach brat Alfons Rodriguez. Był on człowiekiem pokornym, służącym wszystkim z dobrocią i radością, przez co zyskiwał sobie powszechny szacunek. Mówiło się, że brat Alfons nieustannie się modlił i często można go było usłyszeć mówiącego: Idę, Panie, gdy szedł otworzyć drzwi. W każdej przychodzącej osobie widział Chrystusa.

     Dzięki harmonii, jaka łączy wielkie dusze, między bratem Alfonsem i studentem Klawerem narodziła się głęboka przyjaźń. Każdego dnia prowadzili ze sobą krótkie rozmowy duchowe, w czasie których 74-letni brat Alfons dzielił się doświadczeniem życia z 25-letnim młodzieńcem.

     Aż do tego momentu, Piotr Klawer nie widział jeszcze jasno pola swej przyszłej pracy apostolskiej. Kilka lat później opowie bratu Gonzalezowi, że ideę pracy wśród niewolników w Ameryce zawdzięcza bratu Alfonsowi, który ukazał mu Boże wezwanie do tej misji. Wtedy Klawer zaofiarował przełożonym swą gotowość do pracy w Nowym Świecie. W styczniu 1610 r., zaledwie po 14 miesiącach studiów teologicznych, Piotr Klawer otrzymał list od prowincjała, ojca Jana Villegasa, który kierował go do niedawno utworzonej prowincji Nowego Królestwa Granady: Woli Bożej, która objawia się w pra­gnieniach brata, aby ofiarować się na służbę Indian, nie można się dłużej opierać. Ufam, że z laską Bożą będzie im brat wielką pomocą.

     Niezwłocznie udał się więc Piotr z Tarragony przez Walencję do Sewilli. Nie wiemy, dlaczego nie zatrzymał się w Verdu, aby pożegnać swojego ojca i rodzeństwo. Być może myślał, że jakiekolwiek opóźnienie oznaczałoby brak gorliwości. On zaś pragnął ofiarować się całkowicie.

     W 1610 r. Sewilla była bogatym miastem, liczącym 150 tysięcy mieszkańców. Co roku wyplywało z portu od 60 do 70 statków, wiozących na swych pokładach łowców przygód, którzy szukając złota i sławy tworzyli obraz "hiszpańskiej" Ameryki. W tym mieście Piotr Klawer zobaczył po raz pierwszy niewolników murzyńskich, uginających się pod brzemieniem ciężkich ładunków. Wywarło to na nim wstrząsające wrażenie. W Sewilli otrzymał od króla konieczne zezwolenie, aby udać się do Ameryki jako misjonarz. Zgodnie z prawami patronatu, przyznanymi przez papieży, władca Hiszpanii był odpowiedzialny za ewangelizację Indian. 15 kwietnia 1610 r. po wielu ceremoniach, odpłynęła z Sewilli flota wojenna, składająca się z trzech galeonów, dowodzona przez kapitana Hieronima de Portugal i Cordoba.

     Na okręcie, noszącym imię świętego Piotra, płynęło czterech jezuitów: Alfons Mejia, Jan Gregorio, Jan Cabrera i Piotr "Klawel". Tak więc, z błędem w nazwisku, podróżował ten, który stanie się prawdziwym bohaterem i którego wkład w tworzenie Nowego Świata będzie tak wielki; miał wówczas 30 lat.

     Podróż przebiegała normalnie, co nie znaczy jednak, że takie podróże należały do łatwych. Dwa miesiące później pojawiła się na horyzoncie Kartagena de Indias! Zejście na ląd było podwójną radością dla misjonarzy, którzy przybywali do swej nowej ojczyzny. Jezuici zostali przyjęci przez współbraci - w kolegium, założonym zaledwie sześć miesięcy wcześniej.

     Tutaj Piotr Klawer poznał ojca Alfonsa de Sandoval, który będzie jego drugim mistrzem. Urodzony w Sewilli, w dzieciństwie przeniósł się wraz z rodzicami do Limy. Po wstąpieniu do Towarzystwa Jezusowego, od 1605 r. poświęcił się pracy wśród niewolników, pisał też książkę na ten temat. Podczas kilku tygodni spędzonych w Kartagenie, Piotr Klawer dowiedział się wiele o niewolnictwie.

     Niewolnictwo! Dziś trudno nam je zrozumieć, chociaż i we współczesnym świecie są różne formy zniewolenia, które nie powinny istnieć. Oblicza się, że w ciągu czterech wieków niewolnictwa do Ameryki zostało przywiezionych od 10 do 15 milionów Afrykańczyków. Do Kartageny przywieziono przynajmniej milion niewolników, którzy zostali rozmieszczeni w Nowym Królestwie (dzisiejsza Kolumbia), Panamie, Wenezueli, Ekwadorze i Peru, z przeznaczeniem do pracy w kopalniach złota i srebra, do hodowli bydła i uprawy trzciny cukrowej lub do pracy w domu. Kobiety stanowiły jedną trzecią wszystkich niewolników, natomiast dzieci byty mniejszością. Jednakże jasne i wyraźne potępienie niewolnictwa pojawiło się dopiero w 1839 r. za pontyfikatu papieża Grzegorza XVI. Świadomość chrześcijańska budziła się powoli, aż do pełnego zrozumienia, jakim okrucieństwem jest niewolnictwo.

     Jaka zaś była odpowiedź Piotra Klawera? Nie pisał on traktatów przeciw niewolnictwu, ani też nie atakował otwarcie struktur, wobec których czuł się bezsilny. Zaczął zwalczać ten system czynami, darząc niewolników miłością i szacunkiem oraz przedkładając ich nad tych, którzy byli wolni. Wstawiał się za nimi u ich właścicieli i troszczył się o ich potrzeby materialne. Głosił im prawdę o Chrystusie, który nadaje sens życiu. Przez 38 lat oddawał się dzień po dniu tej służbie, będąc prawdziwym "niewolnikiem niewolników". W tych czasach, było rzeczą niemożliwą uczynić coś więcej ponad to, czego dokonał Piotr Klawer.

     Tutaj Piotr Klawer zrozumiał rzeczywistość społeczną Nowego Świata: wokół białych, Hiszpanów, kręcili się podbici i wyzyskiwani Indianie. Mimo, że wydawane przez Hiszpanię prawa, miały ich bronić, prawomocny pozostawał system Encomiendos. Koloniści hiszpańscy otrzymywali od władzy tereny rolne lub kopalnie "w komendę", czyli do użytkowania. W komendach tych pracowali Indianie pod przymusem. Choć ten przymus pracy w komendach miał teoretycznie służyć przyjęciu chrześcijaństwa przez Indian praktycznie było to niewolnictwo! Biali dbali szczególnie o czystość krwi, dlatego dzieci ze związków mieszanych, metysi w większości przypadków byli uważani za nieprawowite.

     Być może, pamiętając swego mistrza duchowego, brata Alfonsa, lub przez solidarność z Indianami zepchniętymi na margines życia społecznego, poprosił Piotr Klawer ojca prowincjała Gonzaleza de Lyra, aby mógł pozostać w Towarzystwie jako brat zakonny. Prowincjał jednak nie wyraził na to zgody i przenosząc go do Kartageny, zachęcił do przyjęcia święceń kapłańskich.

     Pod koniec roku 1615 ponownie znajdujemy Piotra Klawera w Kartagenie, w której zostanie aż do śmierci. 19 marca 1616 r. w katedrze kartageńskiej, z rąk biskupa Piotra de la Vega, dominikanina, otrzymał święcenia kapłańskie. Był pierwszym jezuitą wyświęconym w tym mieście. Następnego dnia odprawił pierwszą Mszę świętą w małym kościele przy kolegium, przy ołtarzu Matki Bożej Cudownej.

     Protest Piotra Klawera przeciw niewolnictwu wyraził się w postawie służebnej, ukazanej wyraźnie w profesji zakonnej, podpisanej 3 kwietnia 1622 r. Przed formułą ślubów, w której poświęcał się całkowicie Bogu, napisał te słowa: Miłości, Jezu, Maryjo, Józefie, Ignacy, mój Alfonsie, Tomaszu, Wawrzyńcze, Bartłomieju, święci moi, patronowie moi, mistrzowie i orędownicy moi i moich drogich Murzynów, wstawiajcie się za mną. Na końcu podpisał: Pefrus Claver, aethiopum semper seruus (Piotr Klawer, niewolnik niewolników murzyńskich na zawsze!). W ten sposób określił siebie samego i wytyczył program swego życia.

     W tym czasie przybywano do Kartageny corocznie od 12 do 14 statków z Afrykańczykami. Na każdym z nich znajdowało się od 300 do 600 niewolników. Gdy tylko pojawiały się na horyzoncie, Piotr Klawer pośpiesznie gromadził swoich tłumaczy i przygotowywał zapas biszkoptów, wina, napojów i świeżych owoców. Jego pragnieniem było przybyć jak najszybciej do więźniów, a szczególnie z pomocą medyczną do chorych. Oblicza się, że w ciemnych i brudnych ładowniach umierało od 15 do 20 % "towaru".

     Piotr Klawer ze swoimi pomocnikami robił wszystko, co było w jego mocy, aby pomóc tym biednym ludziom, którzy po raz pierwszy od wielu miesięcy widzieli uśmiechnięte twarze i dłonie, które przynosiły ulgę zamiast ranić. Ciężko chorzy byli natychmiast chrzczeni.

     Niewolników umieszczano w barakach, w których warunki życia nie różniły się niczym od tych na statkach. Byli segregowani i wystawiani na sprzedaż w Kartagenie lub transportowani do innych portów. Wśród nich Klawer głosił katechezy, przygotowujące do chrztu, posługując się dwunastoma tłumaczami, ponieważ niewolnicy pochodzili z najdalszych regionów Afryki: Senegalu, Gwinei, Sierra Leone, Angoli, Konga, Sudanu. Na początku Piotr Klawer zwrócił się z prośbą do swoich przyjaciół, aby udostępnili mu niewolników jako tłumaczy, później jednak, aby uniknąć pewnych problemów, jezuici zdecydowali się kupić tłumaczy. Fakt, że niewolnik posiadał swoich niewolników wydaje się być paradoksem. Wszystko to jednak znajduje swoje wytłumaczenie w tym, dlaczego i jak ich "posiadał".

     Podczas procesu kanonizacyjnego siedmiu z nich mówiło o ojcu Piotrze Klawerze z wielkim szacunkiem. Za pomocą ludzi Piotr Klawer zbierał informacje: tylko niektórzy byli ochrzczeni. Inni otrzymali ten sakrament, ale bez zrozumienia jego znaczenia. Większość jednak nie znała wiary chrześcijańskiej. Piotr Klawer zaczynał katechezę od rysunków i obrazów: Bóg jest dobry i my jesteśmy jego dziećmi, dlatego posyła nam Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela. Woda chrztu oczyszcza z grzechów i otwiera nam bramy nieba. Ceremonia chrztu była uroczysta: każde dziesięć osób otrzymywało to samo imię, aby je sobie wzajemnie przypominali; następnie po obmyciu wodą życia otrzymywali medaliki. Oczywiście niewolnikom trudno było zrozumieć znaczenie tej ceremonii, lecz przemawiało do nich świadectwo miłości tego, który udzielał im sakramentu, dlatego z wdzięcznością przyjmowali medalik, będący dla nich światłem nadziei.

     Święty Piotr Klawer posługiwał przede wszystkim chorym. Przez 14 lat odwiedzał codziennie starego niewolnika, żyjącego w rozpadającej się szopie. Często spotykamy go również w szpitalu św. Sebastiana, świadczącego najniższe posługi. Czasami towarzyszyli mu klerycy z kolegium, których uczył służyć potrzebującym. Szpital św. Łazarza, znajdujący się na peryferiach miasta, przeznaczony był dla trędowatych. Tam miłość Piotra Klawera na znała granic i ostrożności. Osobiście opiekował się chorymi, kładąc ich na swoim płaszczu. Brat Gonzalez mówił, że jego towarzysze nie znosili szpitalnego odoru i płaszcz musiał być prany aż do czterech razy w ciągu dnia. Są świadkowie potwierdzający, że widzieli Piotra Klawera całującego rany niewolników, spowodowane kajdanami i łańcuchami. Czyż nie był to niemy krzyk protestu?

     Dobry ojciec Klawer wzruszał wszystkich swym poświęceniem się dla więźniów i skazanych za przestępstwa cywilne lub religijne. Świadectwa na temat jego życia są zdumiewające: źle się odżywiał, spał na zwykłym sienniku, odprawiał długie nocne czuwania, którym towarzyszyły pokuty cielesne. A przecież wyczerpująca praca, upalny klimat i nieznośne komary były już dostatecznym umartwieniem!

     Wielu innych jezuitów i nie tylko jezuitów, pracowało z niewolnikami, lecz tylko Piotr Klawer pozostał we wspomnieniach jako człowiek heroiczny, którego świętości nie można podważać i o którym opowiada się rzeczy niezwykle.

     W 1650 r., gdy miał 70 lat, Piotr Klawer wyruszył wraz ze swym tłumaczem, Andrzejem Sacabuche, do jednej z misji. Przybył aż do rzeki Sinu. W pobliżu miejscowości Lorka zachorował i wyczerpany malaryczną gorączką zmuszony był powrócić do Kartageny.

     Następnego roku epidemia dżumy zdziesiątkowała Kartagenę. Klawer przezwyciężył chorobę, podczas gdy dziewięciu z 22 członków wspólnoty padło jej ofiarą. Pozostał jednak sparaliżowany. Jego choroba ze względu na samotność i opuszczenie przypominała krzyż Chrystusa. On, który był niestrudzony całe życie, został odosobniony w swoim pokoju, niezdolny do pracy i obsługiwany przez młodego niewolni­ka, bardziej kata niż pielęgniarza. Zostało to odkryte później, gdyż ojciec Klawer nigdy się nie skarżył!

     Tak oto przez cztery lata choroby gasi powoli, podczas gdy dookoła niewolnicy cierpieli w dalszym ciągu. 6 września 1654 r. Klawer, poprosił, aby zanieść go do kościoła, by mógł przyjąć Najświętszy Sakrament i nawiedzić po raz ostatni Matkę Bożą Cudowną. 7 września stracił mowę. Brat Gonzalez zaświadczył, że ludzie zaczęli gromadzić się na okrzyk: Chodźmy, umiera święty!

     Czarni i biali chcieli zobaczyć go po raz ostatni i zabrać ze sobą jakąkolwiek relikwię. Gasi powoli i zmarł w pierwszych godzinach rannych 8 września w święto Narodzenia Matki Bożej. Cala Kartagena poruszona, urządziła mu pogrzeb, jaki rzadko można tu było zobaczyć. Lud zrozumiał wtedy, kim był Piotr Klawer.

     Wkrótce zaczęto zbierać informacje do procesu kanonizacyjnego. Same świadectwa brata Gonzaleza zajmowały 130 stron. Wśród świadków największy procent stanowili biedni i niewolnicy.

     Po długim procesie, przerwanym z powodu kasaty Towarzystwa Jezusowego, papież Pius IX w 1851 r. ogłosił Piotra Klawera błogosławionym, a 15 stycznia 1888 r. Leon XIII kanonizował go razem z jego mistrzem duchowym Alfonsem Rodriguezem, oraz młodym studentem, Janem Berchmansem. Jedno zdanie papieża Leona XIII wyraża wszystko, co można powiedzieć o Piotrze Klawerze: Po życiu Chrystusa żadne nie wzruszyło mnie tak głęboko, jak życie wielkiego apostola - świętego Piotra Klawera.

     Śmiertelne szczątki Świętego spoczywają w kryształowym relikwiarzu, umieszczonym pod głównym ołtarzem kościoła pod jego wezwaniem w Kartagenie (Kolumbia).


o. Horacio Botero


Św. Piotr Damiani Św. Piotr Damiani
Zbigniew Kadłubek
Piotr Damiani. Dziwna to postać: odrzucony przez matkę w dzieciństwie, później "człowiek sukcesu", nauczyciel retoryki zarabiający krocie w swojej szkole, radykał w sprawach moralności, odważny demaskator, natchniony pisarz, marzyciel, mistyk, święty mąż... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ewa 2011: 13.07.2011, 07:54
 SW PIOTRZE SPELNIJ MOJA PROZBE I POKIERUJ BRATOWA DROGA BY ODNALAZLA Z SYNEM OLIWEREM POMOC DLA SWEGO MEZA
 EWA 7 12 2010: 07.12.2010, 11:39
 SW PIOTRZE UFAM ZE NAM POMOZESZ PROSZE TAK BARDZO TEGO PRAGNE
 ewa 22 10 2010: 22.10.2010, 09:17
 SW PIOTRZE PROSZE WYJEDNAJ CUD UZDROWIENIA DLA MJEGO BRATA PIOTRA WSTAW SIE ZA NIM BY POWROCIL DO ZDROWIA
 kasia: 09.09.2010, 13:32
 Św Piotrze ! Polecam twojej opiece mojego siostrzeńca Filipa, proszę wyproś dla niego łaskę nawrócenia . Wstawiaj się za nim u Boga , aby mógł skończyć szkołę i znaleźć godna pracę
 Aleksandra: 24.08.2010, 21:56
 Św.Piotrze wyproś nawrócenie dla Łukasza,wyzwolenie z więzów szatańskich,przemianę serca.,uzdrowienie naszej miłości,przebaczenie.Módl się za nami.Dziękuje
 piotrek : 27.10.2009, 16:04
 to jest najlepszy patron
 Jolanta: 16.10.2008, 10:10
 Św.Piotrze, ufam, że mi pomożesz. W Tobie pokładam moją ufność i czekam z niecierpliwoscią na cud i na łaski, o które tak gorąco Cię proszę.
 maria: 13.10.2008, 08:41
 sw.Piotrze Klawer, Ty znasz moje pragnienie, błagam spełnij tę moją prośbę. Ty wiesz, jak bardzo mi na tym zależy. Usłysz mój głos, nie odmawiaj tego, o co proszę.
 mąż: 26.09.2008, 12:01
 Św.Piotrze, pomóż mi, by moja żona umiała wybaczyć mi wszystkie krzywdy, które Jej wyrządziłem. Wiem, jak bardzo Ją raniłem przez całe życie, ile zadałem Jej bólu. Chcę wrócić do Niej i wynagrodzić wszystko i obdarzyć Ją szczęściem. Pragnę, by z mojego powodu nie uroniła już żadnej łzy. Błagam, usłysz me błaganie.
 m: 26.09.2008, 10:59
 Maryjo, po raz kolejny proszę za wstawiennictwem św. Piotra Klawera, nie opuszczaj mnie w mojej potrzebie, wyjednaj u Swego Syna Najukochańszego tę łaskę, o którą tak gorąco Cię proszę. Nie odejdę od Ciebie, aż mnie wysłuchasz. Tylko Ty możesz mi pomóc, błagam spełnij moją prośbę !!! Nie pozwól, bym była zawiedziona.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej