Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
ks. Jan Leon Ziółkowski

(1889 - 1940)


     Życie i działalność księdza majora Jana Leona Ziółkowskiego stanowi piękny przykład, że nawet w najtrudniejszych warunkach, w jakich Bóg nas stawia, należy trwać przy Nim. Mocna i żarliwa wiara była tą siłą, która opromieniła duszpasterską posługę ks. Jana szczególnym blaskiem.

      Urodził się 2 kwietnia 1889 r. w Woli Wieruszyckiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej i gimnazjum w Bochni wstąpił w 1909 r. do seminarium duchownego w Krakowie. Studiował równocześnie na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. 29 czerwca 1913 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk księdza biskupa Adama Stefana Sapiehy w bazylice katedralnej na Wawelu. Jego pierwszą placówką duszpasterską była parafia Babice koło Alwerni. Pracował tam do 31 sierpnia 1917 roku. W czasie swej czteroletniej służby jako wikariusz w kościele parafialnym uczył także religii w szkołach powszechnych.

Kapłańska gorliwość

     Już wówczas ks. Ziółkowski odznaczył się wielką gorliwością w pełnieniu swojej kapłańskiej posługi. W świadectwie moralności, jakie 3 września 1917 r. wystawił mu jego duchowy zwierzchnik, czytamy: "Miło mi zaznaczyć i sumiennie stwierdzić, że ksiądz Jan Ziółkowski przez przeciąg lat czterech obowiązki swe spełniał bardzo gorliwie, sumiennie, rzetelnie, bez oglądania się na wzniosłe pochwały lub marne zyski. W konfesjonale bez wytchnienia, w szkole z uszczerbkiem nieraz zdrowia, przy chorych prawdziwy pocieszyciel, na ambonie gorliwy kaznodzieja, ubogim sierotom, potrzebującym pomożyciel. Gorliwy o chwałę Bożą przyczynił się wiele do kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa i Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Znakomity organizator stowarzyszeń istniejących w tutejszej parafii tj. dziewcząt katolickich i chłopców. Nie mogę pominąć zasługi jego lapidarnej dla kultu Bożego tj. do zamiłowania śpiewu jaki codziennie a szczególnie w święta uroczyste rozbrzmiewał w tutejszej świątyni. Z twardego surowego wiejskiego materiału wybierał swą mozolną długotrwałą pracą taki zespół śpiewacki trzechgłosowy, że budził tenże podziw u słuchaczów a wielką wdzięczność dla tego mistrza tj. ks. Ziółkowskiego miał duszpasterz i wszyscy parafianie z tego względu. Daj Boże więcej takich młodych kapłanów".

     Od 1 września 1917 r. do 20 lipca 1919 r. ksiądz Ziółkowski pracował jako katecheta w czteroklasowej Szkole Ludowej Żeńskiej im. Urszuli Kochanowskiej w Krakowie. 21 lipca 1919 r. wstąpił jako ochotnik do służby duszpasterskiej w Wojsku Polskim. Otrzymał wówczas stopień starszego kapelana, co według ówczesnych przepisów dotyczących służb duszpasterskich odpowiadało stopniowi kapitana Legionów Polskich. Warto podkreślić, że pragnienie bycia równocześnie księdzem i żołnierzem dojrzewało w księdzu Ziółkowskim od najmłodszych lat. W książce "Ksiądz Jan Leon Ziółkowski. Ostatni kapelan Kozielska", wydanej przez Fundację Golgota Wschodu, czytamy: "Przez dwadzieścia lat sumiennie i gorliwie pełnił służbę duszpasterską w wojsku. Była to trudna i odpowiedzialna praca, wymagająca wielu wyrzeczeń i dyscypliny, przynosiła jednak satysfakcję duchową i zawodową. Wyzwalała ogromną siłę wewnętrzną, ucząc przy tym cierpliwości do znoszenia przeciwności losu oraz umiejętności współżycia z ludźmi różnych wyznań i charakterów". Władze wojskowe szybko doceniły mądrość i duszpasterskie doświadczenie księdza Jana Ziółkowskiego, a także jego umiejętność współżycia z ludźmi w bardzo trudnych warunkach bojowych i koszarowych. Z przekazów rodzinnych i relacji świadków wiemy, że ksiądz kapelan "Udzielał pomocy i ojcowskiej pociechy rannym i umierającym. Z odwagą i spokojem szedł na pole bitwy". Szczególnym bohaterstwem ks. Ziółkowski wykazał się w bitwie pod Sejnami w 1920 roku. Barbara Ziółkowska-Tarkowska, bratanica księdza Ziółkowskiego, w książce "Katyńczyk AM 487" podkreśla, że był on "dla żołnierzy ostoją wiary, podnosił ich na duchu, dodawał im odwagi do walki z nieprzyjacielem i płakał razem z nimi, gdy żegnali poległych kolegów". Za odwagę i moralny wpływ, jaki wywierał na żołnierzy, ks. Ziółkowski został 10 stycznia 1921 r. odznaczony Krzyżem Walecznych. W treści wniosku do odznaczenia podpisanego przez Rydza-Śmigłego czytamy: "Dnia 22 IX 1920. Batalion w marszu na Giby. Do batalionu przyłączył się na wyprawę ks. kapelan Jan Ziółkowski. Litwini obsadzili bardzo silnie Giby, tak piechotą jak i artylerią. Przywitali naszych bardzo silnym ogniem, tak że na miejscu było bardzo dużo rannych i zabitych. Ksiądz kapelan nie słuchając rad aby pozostał w tyle, gnał naprzód do atakującej kompanii 11-tej i tam gdzie ludzie przypadali do ziemi z powodu silnego ognia. On stojąc błogosławił atakujących, spowiadał ciężko rannych, udzielał ostatniego namaszczenia. Żołnierze zdziwieni pojawieniem się kapelana w huraganowym ogniu artylerii i karabinów maszynowych, widząc go spokojnego i nie zważającego na strzały, zrywają się z ziemi i atakują dalej umocnione pozycje nieprzyjaciela...".

W służbie Bogu i Ojczyźnie

     Po trzech latach pełnienia obowiązków kapelana 5. Pułku Piechoty I Dywizji Legionów w Wilnie ks. Ziółkowski został awansowany do stopnia majora Wojska Polskiego i proboszcza I Dywizji Legionów. Powierzono mu również stanowisko kierownika Rejonu Duszpasterstwa Wojskowego na Litwie, w garnizonach Wilno, Lida i Grodno. Następnie od 1 października 1924 r. pracował jako kierownik Rejonu Duszpasterstwa Wojskowego w Lublinie. Ksiądz Zdzisław Peszkowski i Stanisław Zdrojewski w książce "Katoliccy duchowni w Golgocie Wschodu" podają, że pełnił on także w Lublinie obowiązki "promotora sprawiedliwości i obrońcy węzła sądu biskupiego". Kolejną jego placówką duszpasterską był Stanisławów, gdzie od 1 lutego 1925 r. pełnił obowiązki kierownika Rejonu Duszpasterstwa Wojskowego, a od 1 maja 1925 r. proboszcza parafii wojskowej. Przez cały czas pobytu w tym mieście pełnił także funkcję kapelana 48. pułku piechoty.

     Od 3 października 1930 r. do 15 maja 1937 r. ks. Jan Ziółkowski był kapelanem polowym Brygady Korpusu Ochrony Pogranicza "Podole" w Czortkowie i proboszczem kościoła garnizonowego OO. Dominikanów. Mieszkał wówczas w klasztorze Sióstr Szarytek, które prowadziły sierociniec i dom pomocy dla bezdomnych i bezrobotnych. Duchowny pomagał im w pracach wychowawczych. We wspomnianej już książce "Ksiądz Jan Leon Ziółkowski. Ostatni kapelan Kozielska", czytamy: "Dawni mieszkańcy Czortkowa, którzy pamiętali księdza potwierdzają, że ksiądz major Ziółkowski był w garnizonie i w samym mieście znanym i bardzo szanowanym człowiekiem. Szczególnie zapamiętano jego bezinteresowną pomoc niesioną różnym organizacjom działającym na terenie miasta". 16 maja 1937 r. ksiądz major został przeniesiony do Jarosławia. W tamtejszym garnizonie objął funkcję kierownika Rejonu Duszpasterstwa Wojskowego i kapelana 24. dywizji piechoty. W 1938 r. za wybitną i gorliwą pracę duszpasterską w Wojsku Polskim został uhonorowany Złotym Krzyżem Zasługi.

     Kiedy pewne już było, że wybuchnie II wojna światowa, ksiądz major z wielkim zaangażowaniem jeździł po wszystkich placówkach jarosławskiego rejonu wojskowego, biorąc udział w ćwiczeniach i manewrach polowych. Duchowo i moralnie przygotowywał żołnierzy do zbliżającej się nieuchronnie wojny. Peter Prykan z Kanady wspomina: "... Byłem młodym żołnierzem i kapelana Ziółkowskiego widziałem raz, gdy po manewrach w 1939 r. odprawiał polową Mszę Świętą. Jego płomienne kazanie pamiętam do dziś. Było to bodajże w Mielcu...".

     Wiosną 1939 r. ksiądz major Jan Leon Ziółkowski otrzymał awans na dziekana polowego, zaś w sierpniu 1939 r. został mianowany proboszczem 24. dywizji piechoty, która zasilała Armię "Karpaty" i brała udział w ciężkich bojach pod Janowem, nad Wereszczycą i pod Birczą. Na szlaku Pilzno - Strzyżów dywizja poniosła duże straty i po 10 września 1939 roku razem z innymi dywizjami zaczęła wycofywać się w stronę Lwowa, ku granicy rumuńskiej. Tam 17 września 1939 r. Sowieci pojmali księdza kapelana wraz z innymi oficerami. W nocy z 17 na 18 września podczas postoju w Kopyczyńcach pojawiła się możliwość ucieczki, do której gorąco namawiali księdza Ziółkowskiego oficerowie. Kapelan jednak zdecydowanie odmówił. Przytoczmy tutaj fragment relacji Jana Ziółkowskiego, bratanka księdza majora, który jako dobosz jarosławskiej orkiestry wojskowej razem z nim został wzięty do niewoli: "Na postoju w Kopyczyńcach oficerowie namawiali kapelana Ziółkowskiego, aby uciekał, zapewniali, że stworzą sytuację umożliwiającą ucieczkę, ale kategorycznie odmówił. Stwierdził, że w sytuacji, gdy tylu żołnierzy i oficerów idzie do sowieckiej niewoli, on nie może uciekać, bo w niewoli będzie im potrzebny...". Na punkcie zbornym Jarmolińce Sowieci spisali nazwiska, stopnie i miejsca zamieszkania pojmanych żołnierzy i oficerów polskich, a następnie uformowali ich w grupy i wysłali do obozów docelowych. Ksiądz Ziółkowski został skierowany koleją do obozu w Putywl. Ostatecznie 4 listopada 1939 r. dotarł do obozu w Kozielsku. Sowieci umieścili księdza w bloku nr 14, tzw. Majorówce lub Domu Starców. Tam w piwnicy ks. Ziółkowski, nie przestrzegając zakazu zgromadzeń religijnych, odprawiał tajne nabożeństwa. Za swoją niesubordynację skazywany był często na ciężki areszt. Zachowały się fragmenty pamiętników, znalezione przy ciałach oficerów polskich podczas ekshumacji w Katyniu, w których pojawia się często nazwisko księdza majora. Między innymi ppor. rez. KOP Bronisław Wajs z Łodzi zanotował: "20.12.39 ksiądz Ziółkowski zamknięty do 'tiurmy' na 7 dni...". Przed wigilią Bożego Narodzenia 1939 r. Sowieci wywieźli z Kozielska wszystkich księży i kapelanów. Pozostał w obozie tylko ksiądz kapelan Ziółkowski. Siedział bowiem w tym czasie zamknięty w areszcie i najprawdopodobniej po prostu o nim zapomniano. Pomimo represji ks. Ziółkowski nadal odprawiał nabożeństwa, potajemnie spowiadał, spieszył z duchową pomocą potrzebującym. Mówił im o Bogu, o Jego miłosierdziu, zachęcał do naśladowania Chrystusa. Gorąco modlił się o zbawienie ludzi cierpiących w niewoli.

Świadectwo prof. Stanisława Swianiewicza

    O ofiarnej i odważnej służbie duszpasterskiej ks. Ziółkowskiego w obozie w Kozielsku najlepiej powie świadek tamtych chwil, prof. Stanisław Swianiewicz, uratowany przed śmiercią w Katyniu. Jego świadectwo zostało opublikowane w książce "Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów": "W noc wigilijną 1939 r. władze sowieckie wydały specjalne zarządzenie: prawie wszyscy nasi kapelani zostali wywołani i wywiezieni w nieznanym kierunku. Jedynym księdzem, który nie został wywieziony, był ksiądz Ziółkowski. Przedtem zamknięto go w obozowym więzieniu czyli 'karcerze', ponieważ władze stwierdziły jego uczestnictwo w nabożeństwach. Kiedy zaś zabierano innych księży w wigilię Bożego Narodzenia, o nim prawdopodobnie zapomniano. Możliwe też, że władze sowieckie nie wiedziały wówczas, że jest on księdzem. W swoim mundurze majora mógł być łatwo wzięty za zawodowego oficera. Po kilku tygodniach został wypuszczony z karceru i umieszczony w osobnym budynku, w którym mieszkali majorowie. Pomimo to z niezmiernym poświęceniem pełnił on funkcję tajnego kapelana obozu, aż do jego likwidacji w kwietniu 1940 r. Jego 'Naśladowanie Chrystusa' Tomasza `a Kempis'a i kilka innych książek do nabożeństwa było ciągle w obiegu i stanowiło źródło moralnej siły dla wielu jeńców. Ksiądz Ziółkowski był najbardziej zajęty w marcu 1940 r. czyli w okresie wielkanocnej spowiedzi katolików, wtedy miał do wyspowiadania setki jeńców. Widziało się go często przechadzającego się z rozmaitymi oficerami, we dwójkę, o rozmaitych porach dnia. Wiedzieliśmy, że są to takie rozmowy, którym nie należy przeszkadzać. Była to naprawdę niezwykła forma spowiedzi pod bacznym okiem sowieckich 'wychowawców'. Ksiądz Ziółkowski odprawiał Mszę Świętą w wielkiej tajemnicy po rozmaitych kątach budynków obozowych i następnie udzielał Komunii Świętej. Nabożeństwo musiało być odprawiane tak szybko, aby władze nie mogły zdać sobie sprawy, co się dzieje. Dla ogromnej większości jeńców była to ostatnia Komunia Święta. Ksiądz Ziółkowski nie był intelektualistą. Syn włościanina, był raczej szorstki i prostolinijny, ale jego wewnętrzna siła i wiara były niezłomne. Posiadał też tajemnicę obdarzania innych własną siłą duchową. Wyglądał raczej na żołnierza niż księdza i był naprawdę żołnierzem Kościoła. Oficerowie przeżywali ciężko swoją bezczynność w niewoli w czasie gdy toczyła się śmiertelna walka o byt ich kraju. Ksiądz major Ziółkowski nie był jednak bezczynny, pełnił bez przerwy swoją służbę bojową, walczył o zbawienie dusz. Pełnił tę służbę do ostatniej chwili. Znając go osobiście, jestem pewien, że nawet w chwili egzekucji błogosławił i udzielał rozgrzeszenia tym, którzy wraz z nim szli na śmierć...".

     W dniu 7 kwietnia 1940 r. ksiądz Jan Leon Ziółkowski został wraz z dużą grupą starszych oficerów wywieziony z obozu w Kozielsku i zamordowany przez NKWD. Jego zmasakrowane ciało zostało odkryte i rozpoznane w dołach śmierci w Katyniu. W notatce prasowej zamieszczonej w "Nowym Kurierze Warszawskim" z 1943 r. czytamy: "Ze znalezionych przy zniekształconych zwłokach papierów wynika, że chodzi w tym wypadku o kapelana parafii wojskowej ks. Jana Ziółkowskiego z Jarosławia. Na mundurze kapelana polowego, będącego w stopniu majora, znaleziono łańcuszek z wyrżniętym z drzewa krucyfiksem. W kieszeni zamordowanego znaleziono książeczkę do nabożeństwa". Dodajmy, że w wyniku obdukcji zwłok księdza majora komisja sądowo-lekarska stwierdziła, iż "szczątki owego kapelana nosiły ślady masakry, dokonanej przez bolszewickich katów w sposób niezwykle bestialski...".

     Ze strzępków wspomnień ppor. rez. Dobiesława Bronisława Jakubowicza, znalezionych przy jego szczątkach w Lesie Katyńskim, wiadomo, że w dniu wyjazdu z Kozielska ksiądz major zdążył jeszcze potajemnie odprawić swoją ostatnią Mszę Świętą. Czytamy w nich: "Krótkie, szybkie, w zakamarkach piwnicy, jak w katakumbach. Prawdopodobnie ksiądz wiedział o planowanej wywózce i przed odjazdem zdążył zorganizować i odprawić nabożeństwo, by wspólnie pomodlić się z jeńcami, którzy pozostali w Kozielsku, a także z tymi, którzy razem z nim mieli być wywiezieni". "Módlmy się - pisze w książce o księdzu majorze znający go z obozu ks. Zdzisław J. Peszkowski - aby tacy kapłani jak ks. Jan Leon Ziółkowski zostali wyniesieni na ołtarze, aby byli dla nas światłem jaśniejącym wśród ciemności katyńskiej zbrodni i drogowskazem, że 'zło mamy zwyciężać dobrem' i to zawsze, nawet w najtrudniejszych warunkach".


Piotr Czartoryski-Sziler


Ostatnie dni Prymasa Tysiąclecia Ostatnie dni Prymasa Tysiąclecia
Ks. Bronisław Piasecki
Ostatni okres życia i pracy Stefana Kardynała Wyszyńskiego w relacji naocznego świadka, ukazany w szerokim kontekście ówczesnych wydarzeń polityczno-­społecznych. W książce wykorzystano fragmen­ty osobistych notatek Księdza Pry­masa. Książka wydana z okazji Roku Prymasa Tysiąclecia. Zawiera licz­ne ilustracje, niektóre dotychczas niepu­blikowane... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Jolanta: 17.10.2008, 08:18
 ks.Janie Leonie, ufam, że mi pomożesz. W Tobie pokładam moją ufność i czekam z niecierpliwością na cud i na łaski, o które tak gorąco Cię proszę.
 maria: 13.10.2008, 09:19
 ks.Janie Leonie, Ty znasz moje pragnienie, błagam spełnij tę moją prośbę. Ty wiesz, jak bardzo mi na tym zależy. Usłysz mój głos, nie odmawiaj tego, o co proszę.
 mąż: 26.09.2008, 13:20
 ks.Janie, pomóż mi, by moja żona umiała wybaczyć mi wszystkie krzywdy, które Jej wyrządziłem. Wiem, jak bardzo Ją raniłem przez całe życie, ile zadałem Jej bólu. Chcę wrócić do Niej i wynagrodzić wszystko i obdarzyć Ją szczęściem. Pragnę, by z mojego powodu nie uroniła już żadnej łzy. Błagam, usłysz me błaganie
 m: 26.09.2008, 11:30
 Maryjo, po raz kolejny proszę za wstawiennictwem ks.Jana Leona, nie opuszczaj mnie w mojej potrzebie, wyjednaj u Swego Syna Najukochańszego tę łaskę, o którą tak gorąco Cię proszę. Nie odejdę od Ciebie, aż mnie wysłuchasz. Tylko Ty możesz mi pomóc, błagam spełnij moją prośbę !!! Nie pozwól, bym była zawiedziona.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej