Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Warszawa wstydzi się świętych?

     Barbary, Teresy, Wincentego, Hieronima, Bonifacego, Urszuli, Cyryla i Metodego? Dlaczego warszawiacy nazw tych ulic nie poprzedzają małym acz kluczowych słowem - "święty"?

     "Święty" jest w oficjalnej nazwie, nawet na tabliczce, ale wystarczy zapytać mieszkańców: jaka to ulica? - i już świętymi być przestają. - Dyrektor szkoły podstawowej przy Hieronima - przedstawia się szefowa placówki, gdy proszę ją o dane podczas przygotowywania materiału o rozbudowie szkoły. - A nie Świętego Hieronima? - pytam znowu.

     Ulica Świętych Cyryla i Metodego to stołeczna Praga Północ. Wylądować "na Cyryla" do niedawna oznaczało same kłopoty. Komenda policji została jednak przeniesiona. Czy jest szansa, że ulica patronów Europy wreszcie zacznie się lepiej kojarzyć?

     Wyobraźmy sobie Wenecję ze słynnym placem Świętego Marka. Tu nie ma żadnych wątpliwości. Plac Marka? Piazza Marco? - taka wersja nikomu nie przejdzie przez gardło. Nikt nas nie zrozumie. Ale po co sięgać tak daleko. Kraków i ulice: Świętego Tomasza, Świętego Jana, Świętej Anny - inaczej być nie może. Nikt tu wyrzucać kluczowego słowa nie próbuje!

     - Są trzy podstawowe przyczyny, dla których w Warszawie jest inaczej - mówi językoznawca dr Tomasz Korpysz, autor porad językowych w "Idziemy". - Po pierwsze, ulice te w stolicy powstały stosunkowo niedawno. Nazwy są świeże, nie zdążyły się utrwalić w świadomości językowej mieszkańców Warszawy, zwłaszcza że często znajdują się na osiedlach, które zostały zbudowane w czasach słusznie minionych, kiedy tego typu nazw unikano w oficjalnej nomenklaturze. Plac Świętego Marka w Wenecji nosi taką nazwę od ponad tysiąca lat - to już tradycja językowa. W Warszawie pełne nazwy ulic nie zdążyły się utrwalić, zwłaszcza, że były i są rzadko używane - przekonuje dr Korpysz.

     - Po drugie - mówi - w języku jest silna tendencja do skrótu. Studenci mówią "idę na Krakowskie" zamiast "idę na Krakowskie Przedmieście". Szybciej jest powiedzieć "spotkamy się na Bonifacego", niż dodawać "świętego".

     - A po trzecie - przyznaje językoznawca - obserwujemy coraz silniejszą niechęć do używania słownictwa teologicznego w życiu publicznym. Nie chcemy się oficjalnie deklarować jako osoba wierząca, unikamy publicznego okazywania religijności - i pomijanie słowa "święty" jest jednym z przejawów takiego zachowania.

     Czy to znaczy, że Włosi i Francuzi nie mają takich zahamowań? - Nie - odpowiada dr Korpysz - po prostu w tych krajach nazwy świętych miejsc są tak utrwalone, że nikt już ich nie "słyszy". Nazwy wypowiadane są automatycznie, nikt nie zastanawia się nad ich znaczeniem.

     - Problem na pewno nie leży po stronie miasta - przekonuje Mariola Rabczan, była szefowa Podkomisji ds. Nazewnictwa Ulic w Radzie Warszawy. Choć spośród 183 nowych nazw dla ulic, skwerów czy placów w ciągu minionej kadencji Rada Warszawy nadała tylko jednej ulicy - na Wilanowie - nazwę świętej, Urszuli Ledóchowskiej, to Warszawa jako urząd o swoich świętych patronów dba. Zawsze na oficjalnych tabliczkach z nazwami jest słowo "święty", co więcej, w oficjalnych dokumentach, tj. w dowodzie osobistym czy prawie jazdy zawsze musi widnieć nie tylko nazwa pełna, ale nawet bez skrótów - czyli "św." nie przejdzie!

     Pomijania słowa "święty" nie zaobserwował inny językoznawca, prof. Jerzy Bralczyk. - Wśród moich znajomych, ludzi mojego pokolenia, słowo "święty" przed imieniem patrona ulicy może nie jest święte, ale na pewno obowiązkowe - stwierdza.

     - Ale to norma, zwłaszcza wśród ludzi młodych - przyznaje Paweł Zuchniewicz, autor biograficznej książki "Jan Paweł II - nasz święty". - "Święty" wydaje się słowem anachronicznym, nieprzystającym do rzeczywistości. Oprócz tego mamy silną tendencję do skrótu, zwłaszcza w mowie potocznej. Pewnie, że wolałbym słyszeć pełną nazwę. W rzymskim metrze są nawet stacje San Piętro, San Marco - w Warszawie trudno to sobie wyobrazić. Ale tak jest i ja z faktami nie dyskutuję. Natomiast to, o co powinniśmy stoczyć bój, to pełna nazwa w mowie pisanej i w mediach. Tu powinniśmy się szczególnie starać - mówi. - W końcu "święty" w nazwie to uzasadnienie dla tej właśnie nazwy. Jeśli ktoś staje się patronem ulicy, bo jest wybitnym generałem czy naukowcem, to chciałbym też usłyszeć o ludziach, którzy byli wybitni w dążeniu do Boga. Dlatego zostali świętymi.


Marzena Gawkowska


Tekst pochodzi z Tygodnika

12 grudnia 2010


Jeruzalem. Ziemia Święta, opis miejsc i refleksje pątnika Jeruzalem. Ziemia Święta, opis miejsc i refleksje pątnika
Leszek Ceremużyński
"Jeruzalem" to niezwykły dziennik podróży do Ziemi Świętej opisujący tak miejsca szczególnie ważne dla każdego chrześcijanina, jak też ludzi i sytuacje, które były ważne dla autora w jego podróży wiary. ... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Lenka: 18.12.2010, 19:39
 Niewymienianie w nazwie ulicy tytułu ,,święty" wcale nie musi świadczyć o wstydzie. Wyjaśnię to na przykładzie mi najbliższych świetych. Gdy mówię Święta Klara, Święta Teresa, to automatycznie wytwarza się hierarchiczna zależność. Ona - wspaniała, niedostępna, będąca gdzieś daleko w Nkebie. Ja - robaczek. Natomiast gdy mówię imiennie, Klara, Teresa, wtedy ze świętymi się zaprzyjaźniam, utozsamiam, identyfikuję, czynię ich towarzyszkami mojej codzienności.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej