Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Indonezja

Oko w oko z waranami

     Ciągle wybuchające zamieszki na tle religijnym sprawiają, że Indonezja staje się coraz mniej bezpiecznym celem podróży, mimo ogromnego bogactwa przyrodniczego i kulturowego. Ponad siedemnaście tys. wysp, tanie środki lokomocji (promy, autobusy), a także tanie wyżywienie i noclegi - to wszystko składa się na prawdziwy raj dla wielu podróżników i turystów. Kraj ten przyciągnął i mnie.

     Najpopularniejszą z wysp jest Bali ze znana na cały świat unikalną kulturą i sztuką - zwykle przez okrągły rok wypełniona jest po brzegi turystami. Z Bali postanowiłem dostać się na wyspę Flores drogą lądową i morską, lokalnym transportem (wtedy było to jeszcze całkiem bezpieczne). Kilkugodzinne przejazdy promowe między wyspami urozmaicała nam obserwacja stad delfinów. Ich "akrobacje" wzbudzały okrzyki radości i entuzjazm pasażerów. Dzięki wspólnym rozmowom na promie utworzyliśmy podróżniczą grupę, w skład której wchodzili: Irlandczyk, Brytyjczyk, Amerykanka, a także dwie Australijki, no i Polak. Wspólnie postanowiliśmy spotkać się z waranami.

     Pierwszy Park Narodowy w Indonezji powstał na wyspie Komodo w 1980 roku. Jego jedyny, niepowtarzalny ekosystem - górzysty, suchy, sawannowy teren - sprawił, że miejsce to "upatrzyły" sobie największe żyjące jaszczurki świata - warany. Dla nich ściąga tu wielu podróżników i turystów z całego świata. Jest to jedno z niewielu miejsc na kuli ziemskiej, gdzie można je zobaczyć w naturalnym środowisku. W lokalnym języku manggari zwana są "OWT.

     Idealnie zaadaptowały się do surowego klimatu wyspy. (Po raz pierwszy opisano je jako Varanus komodoensis w 1912 roku). Obecnie żyje tu około dwa tysiące dorosłych osobników. Spotkać je można w lasach, gdzie się chronią, w trawach sawanny, która stanowi ich pożywienie, a także w górach na wysokości 400-600 m n.p.m. Dorosłe osobniki osiągają długość do 3 metrów i wagę od 90 - 130 kilogramów. Warany atakują dzikie świnie, bawoły i dzikie konie. Ich młode wykluwają się w kwietniu po 8 - 9 miesiącach i żywią się gekos, insektami, a także ptakami. Ciekawe, że w młodym wieku są jeszcze w stanie wspiac się na drzewo w przeciwieństwie do starszych, ciężkich osobników.

     Z Lubuanbąjo wynajętą łodzią popłynęliśmy na wyspę Komodo. Po dwóch godzinach byliśmy na miejscu. Upał nieziemski. Po opłaceniu biletu wstępu, z wynajętym przewodnikiem udaliśmy się w głąb wyspy. "Czy uda nam się spotkać oko w oko z waranami" - pytaliśmy przewodnika? "Na pewno" - odpowiedział stanowczo, z lekkim uśmiechem! Rozpoczęła się długa wędrówka w skwarze przez trawy sawanny.

     "Co za upał - pomyślałem - dobrze, że miałem ze sobą kremy z filtrem przeciwsłonecznym i kapelusz. Inaczej szansę na przetrwanie byłyby nikłe. Wokoło ani skrawka cienia. Po godzinie wędrówki ani śladu waranów. Napotkaliśmy tylko bawoła chłodzącego się w cieniu drzewa w ogromnej kałuży błota. "Przecież podobno jest ich na tej wyspie prawie dwa tysiące - powiedział jeden z uczestników wyprawy. - Gdzie one są?"

     Było już południe, my jednak nie traciliśmy nadziei.

     "Najlepiej udać się na wyspę Komodo między sierpniem a wrześniem - powiedział przewodnik - gdyż wtedy udają się one do wodopojów, a na wyprawę trzeba wyruszyć wczesnym rankiem. Podczas silnych upałów, zwłaszcza w południe chowają się przed słońcem w położonych w górach lasach".

     Widać że przewodnik dobrze znał swój zawód. Od lat oprowadzał turystów. Najpierw zainkasował pieniądze, a później myślał, że mu się upiecze. Raz po raz przeplatał informacje żartobliwymi anegdotami, nie powiedział jednak najważniejszego, że spotkanie waranów o tej porze dnia jest mało prawdopodobne.

     Po dwóch godzinach wędrówki w spiekocie podjęliśmy decyzję o powrocie. "No cóż, jeżeli nie zobaczymy nawet jednego warana, to choćby siłą, odbierzemy nasze pieniądze" - powiedziałem niby na serio, dodając: "Wiedziałeś przecież, co robisz! Trzeba to było od razu powiedzieć! Tak bylibyśmy na to przygotowani!"

     Przewodnik postanowił wybrać inną drogę powrotną. "Może tam je zobaczymy - powiedział lekko podenerwowany. Widać, że nie było mu w smak stracić dzisiejszy zarobek. No i chyba to poskutkowało. Uradowany donośnym głosem: "Popatrzcie, jest!!!" Szczęśliwy odetchnął z ulgą. W oddali zobaczyliśmy leżącego pod drzewem warana. Rzeczywiście, musiało mu być tak samo gorąco jak nam. Prawie nie ruszał się z miejsca. Miał dobre trzy metry.

     "To duży osobnik - powiedział rozradowany przewodnik. - Macie dużo szczęścia, rzadko kto może zobaczyć taką sztukę". "Kto ma szczęście? - pomyślałem żartobliwie. - Chyba ty". Każdy z nas zrobił na pamiątkę kilka zdjęć. Zadowoleni, że udało nam się zobaczyć tego Jedynego", wyruszyliśmy w drogę powrotną. Co to była za niespodzianka, po kilkuset metrach w cieniu drzewa leżała jeszcze jedna dorosła sztuka. Szczęście sięgnęło zenitu. Teraz byliśmy już całkowicie usatysfakcjonowani. Będziemy mieli co wspominać. W drodze powrotnej jeszcze na godzinę zakotwiczyliśmy naszą łódź, aby się ochłodzić i nurkując podziwiać tropikalne ryby oraz podwodny świat raf koralowych.


Krzysztof Kordowicz



   


Mongolia - wyprawy w tajgę i step Mongolia - wyprawy w tajgę i step
Bolesław A. Uryn
Książka opisuje szerzej Mongolię, oraz przygody w trakcie wypraw odbytych przez autora w okresie od 1995 do dnia obecnego. Autor specjalizuje się w tematyce mongolskiej, od 10 lat bywa w świecie jurt. Stąd wśród podróżników nazywany jest Boleebaatar... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej