Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Tubkal

Gdzie Niebo ma się stykać z Ziemią

     Tegoroczną Wyprawę pod wieloma względami trzeba uznać za niezwykłą. Po raz pierwszy postawiłam swą stopę na Czarnym Lądzie, zwiedziłam Maroko, arabski kraj o bardzo ciekawe kulturze i Wreszcie dane mi było zdobyć Tubkal, najwyższy szczyt Atłasu Wysokiego.

     Według wierzeń starożytnych Greków Atlas był jednym z tytanów, bratem Prometeusza. Jemu właśnie Zeus za karę kazał dźwigać na barkach sklepienie niebieskie, gdzieś na dalekim wschodzie. Atlas to także rozległe pasmo górskie w północno-zachodniej Afryce z najwyższym w tej części kontynentu szczytem - Tubkal, o wysokości 4167 m n.p.m.

     Wczesnym rankiem pierwszego dnia eskapady trzy stare taksówki marki Mercedes zabrały nas spod kampingu nieopodal Marrakeszu. Trasa wiodła na południe, w kierunku dumnie błyszczących w świetle wschodzącego słońca gór Atlas. Przyszedł mi wtedy na myśl ów mit o Atlasie, podtrzymującym sklepienie niebieskie. Czy tek jest w istocie? Mieliśmy okazję doświadczyć tego sami.

     Dotarliśmy da niewielkiej, położonej u podnóża gór miejscowości Asni. Tu kończyła się asfaltowa szosa i czekała nas przesiadka na dostosowany do wyboistej drogi samochód.

     Wkrótce pojawił się oczekiwany stary bus z drewnianymi ławeczkami w środku. Wszystkie bagaże znalazły się na dachu. Nim jednak zatrzaśnięto drzwi pojazdu, dosiadł się do nas drobnej postury człowiek, najwyraźniej tutejszy, z wielką torbą przerzuconą przez ramię. Uśmiechał się, pokazując ostatni już chyba ząb. Po chwili rozpoczął zabawną rozmowę. Wyjął z torby stery, niewielki albumik ze zdjęciami, na których widniał on sam wraz ze zmieniającymi się na kolejnych stronach towarzyszami-turystami z różnych części świata. Pokazywał też i widokówki: z Paryża, Monachium, Nowego Jorku i Tokio - to od zagranicznych przyjaciół. Ahmed, bo tek nazywał się nasz nowy przyjaciel, postanowił zapoznać się z każdym z nas. Wskazując palcem na kolejne osoby, pytał, jak mają na imię i ile mają lat. Dziewczynom przerywał, dopowiadając, ile dzieci powinny już mieć: 19 lat - 3 dzieci, 21 lat - 5 dzieci itd. Tak jest w Maroko. On sam ma 10 dzieci. Żona - tu uśmiechnął się figlarnie - każe mu spać w innym pokoju. Potem, w zależności od wzrostu i postury dziewcząt, wyceniał każdą z nich: Ty za jednego wielbłąda. Ty za trzy... Za ciebie - tu wskazał na najroślęjszą i najmocniej zbudowaną - 20 wielbłądów!

     Śmiechu było co niemiara. Powszechnie jednak wiadomo, że i dziś w Maroko narzeczony kupuje sobie żonę, tyle że raczej nie za wielbłądy. Chyba że na pustyni? Kto wie!

     Godzinna podróż po wyboistej drodze minęła nam bardzo szybko. Dotarliśmy do położonego na wysokości około 1700 m n.p.m. Imlil, małej miejscowości będącej główną bazą wypadową dla turystów, którzy tak jak my pragną zdobyć Tubkal. Od tego momentu ciężar wyprawy miał spocząć na naszych nogach!

     W oczekiwaniu na przewodnika z mułem, na którego postanowiliśmy załadować zapas butelkowanej (czyli bezpiecznej) wody na 2 dni wyprawy, popijaliśmy miętową, solidnie osłodzoną herbatkę, w Maroko niezwykle popularną. Słońce było już wysoko, należało więc ruszać. Rozpoczęliśmy mozolną wędrówkę, której celem było położone na wysokości 3207 m n.p.m. schronisko Neltner. Widoki na trasie niezapomniane. Najpierw Imlil z tarasowo ustawionymi na zboczach ubogimi domkami. Na dnie szerokiej doliny płynie, niewielka o tej porze roku, rzeka. Po obu jej stronach wdzierające się w zbocza zielone pola i sady orzechowe. Tu, wysoko w górach, prowadzą swój skromny żywot Berberowie, trudniąc się hodowlą owiec, rolnictwem oraz produkcją pięknych, kolorowych dywanów. Jak wszędzie w Maroko, pełno tu dzieci. Czarnowłose, roześmiane. Jedne pracują, inne się bawią. Chętnie zaczepiają turystów: - Bon joures, madame. One dolar, one dolar, please!

     Droga trawersuje zboczem doliny. Po godzinie marszu ostatnie domostwa pozostają daleko za nami. Widać gdzieniegdzie pasące się owce.

     W połowie drogi dłuższy odpoczynek. Dotarliśmy do maleńkiej sezonowej wioski z porozrzucanymi pomiędzy ogromnymi skalnymi głazami białymi domkami. W sklepiku uzupełniamy zapasy wody. Czekoladowy batonik, coca-cola z pewnością dodadzą sił. Ruszamy dalej. Podejście robi się coraz bardziej strome. I znowu, położona tym razem jeszcze wyżej, ogromna dolina. Rozmiar tych gór, przestrzeń, słońce, uboga roślinność, mimo naszego zmęczenia, robią ogromne wrażenie.

     Mijają kolejne trzy godziny mozolnego marszu. Docieramy do Neltner (3207 m n.p.m.). Dla większości z nas jest to rekord zdobytej wysokości. Tu, u szczytu doliny, w pobliżu schroniska, które okazało się być w remoncie, rozbiliśmy nasze namioty. Zmrok zapada bardzo szybko. Potem rozgwieżdżone tysiącem ogromnych gwiazd niebo. Ognisko rozpalone z desek znalezionych koło schroniska, gorąca herbata, solidny posiłek. I wreszcie upragniony sen, w całym ubraniu: noc na tej wysokości jest naprawdę chłodna.

     Gdy obudziliśmy się następnego dnia, szarzało. Szybki posiłek, składanie namiotów. Godzina 6.30 - wymarsz. Zdobywamy szczyt.

     Podejście bardzo strome. Wąska, niewyraźna ścieżka prowadzi poprzez zwały głazów i piargi. Musimy pokonać blisko 1000-metrową różnicę wysokości. Niebo bezchmurne. Słońce świeci coraz mocniej. Po przeszło trzech godzinach wyczerpującego podejścia naszym oczom ukazuje się masywna metalowa wieża triangulacyjna. Aż trudno uwierzyć: zdobyliśmy Tubkal!

     Wkoło ogromne, poprzecinane głębokimi dolinami, góry. Mimo bezchmurnego nieba widoczność nie najlepsza. Ponoć przy sprzyjających warunkach można stąd zobaczyć Marrakesz na północy i pustynię na południu. Może następnym razem?

     Suty posiłek, wspólne zdjęcie, pamiątkowy kamień do kieszeni. Beztroska godzina na najwyższym szczycie Atlasu Wysokiego. Trzeba jednak wracać. Przed nami do pokonania blisko 2,5-kilometrowa różnica wysokości. To prawdziwy egzamin wytrwałości, który musi zdać każdy z nas.

     Późnym popołudniem docieramy do Imlil. Tu czeka nasz przewoźnik. Patrzymy na zbocza gór, ostro rysujące się w mającym wkrótce zajść słońcu. Do doliny schodzi cień, za nim wkrótce przybędzie i noc. Tę jednak spędzimy w Marrakeszu.

     Warto dodać, że Atlasa podtrzymującego nieboskłon, nikt nie widział. Chyba że oczyma swej wyobraźni...


Zofia Flaga


Nepal. Przewodnik ilustrowany Nepal. Przewodnik ilustrowany
Praca zbiorowa
Przewodnik ilustrowany "Nepal" zawiera wszystko, czego można oczekiwać od przewodnika turystycznego. Inspirująca lektura przed wyjazdem, bezcenna pomoc podczas zwiedzania i wspaniała pamiątka z podróży.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej