Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Madera - rajska wyspa

     Odkąd pamiętam, Madera kojarzyła mi się z Marszałkiem. Wychowałam się w domu, w którym jego osobę otaczał wielki szacunek. Pamiętam ojca mówiącego, że Marszałek wypoczywał na Maderze. Brzmiało to jak jakaś wyspa szczęśliwości, zieleni i słońca. Nie przypuszczałam nigdy, że kiedyś, po latach, sprawdzi mi się to co do joty.

     Zaraz po przylocie do Funchalu, stolicy wyspy, pytanie o willę Bettencourt, ówczesną siedzibę Marszałka, jest oczywistością. Plan miasta z adresem zaznaczonym krzyżykiem - Caminho do Pilar 20 - wręcza pani w biurze Turismo". Na frontowej ścianie tego budynku są trzy tablice upamiętniające nazwiska najwybitniejszych postaci goszczących na wyspie. Na górnej widnieje: Marechal Pilsudski libertador da Polonia, na dolnej - Joao Paoul II, Papa.

     Ulica pnie się w górę, skręca, to powinno być tutaj, ale na wysokim murze okalającym dom nie ma numeru. Na szczęście po przeciwnej stronie ciemnowłosa dziewczyna widząc rozglądających się turystów wskazuje ręką bramę i woła: Marechal, Marechal! Naciskam dzwonek, brama powoli otwiera się i w tym prześwicie widzę piękny profil Marszałka na marmurowej tablicy. Ogarnia mnie fala gorącego wzruszenia. To tutaj. Z domu wychodzi elegancki pan z synkiem. Wyjaśniam, że jesteśmy z Polski i pragniemy zrobić zdjęcia. Nad nową tablicą z 1992 roku widnieje dawna z 1934 r. Jej treść stanie się czytelna dopiero po wywołaniu zdjęć. Nowa głosi: Marszałek Józef Piłsudski mieszkał w tym domu - XII 1930 - 1931 - w hołdzie pierwszemu Marszałkowi Polski rodacy. To samo po portugalsku.

     O podróży na Maderę i pobycie Marszałka wiemy ze wspomnień towarzyszącego mu wówczas kpt. Mieczysława Lepeckiego, późniejszego adiutanta oraz z "Kalendarium życia Józefa Piłsudskiego"*. Dom, jak wtedy, otoczony ogrodem. Okna z takimi samymi czarnymi okiennicami jak to, w którym sfotografował się Marszałek. Miał stąd piękny widok na leżące w dole miasto nad oceanem. Ale teraz jest na pewno bardziej hałaśliwie ze stacją Shella w pobliżu.

     Stolica Madery i jej okolice były z dawna ulubionym miejscem wypoczynku znanych osobistości. Przesądzał o tym wspaniały klimat, łagodne zimy i uroda zielonej, górzystej wyspy. Osadę rybacką Camara de Lobos upodobał sobie Churchill, gdy przestał być premierem. Spędzał czas przy sztalugach, o czym przypomina jego postument z pędzlem w ręku oraz knajpki noszące jego imię. W centrum miasta kolorowy pomniczek ma cesarzowa Austrii, zwana Sissi. Tu mieszkali Habsburgowie, książęta Monako, koronowane głowy Belgii, Danii i oczywiście Portugalii. Napoleon i Anatol France, James Cook i G. B. Shaw, Baden Powell i Somerset Maugham. Anglicy przeważają. Bo tak naprawdę to oni, dzięki swemu kultowi kultury fizycznej, odkryli zalety wypoczynku nad morzem, przyczyniając się wydatnie do rozwoju turystyki.

     Ale prawdziwi odkrywcy Madery i pobliskiej wysepki Porto Santo to żeglarze. Dowodzi tego genueńska mapa z połowy XIV wieku. Jest rok 1418. Wysłani przez infanta Henryka Goncalves Zarco i Tristan Teixeira mieli badać afrykańskie wybrzeża, ale sztorm znosi ich do przystani zwanej odtąd Porto Santo, świętym portem. Pierwszym gubernatorem zostaje genueńczyk Bartolomeo Perestrelo, którego tu odwiedza ziomek, Krzysztof Kolumb. Żeni się z jego córką, Filipa, która wkrótce po urodzeniu syna umiera.

     Marszałek Piłsudski, wracając do Gdyni kontrtorpedowcem "Wicher", chciał, by powiadomiono go o przepływaniu koło Porto Santo. Właśnie ze względu na Kolumba. Wtedy była tu wieś z niewieloma domostwami, dziś wysepka jest dobrze zagospodarowana, ma 5 tys. mieszkańców i ponad drugie tyle ściąga jak magnes kilkukilometrową plażą o złocistym piasku, czego brakuje Maderze. Z niej, odległej o kwadrans lotu, dostarcza się osiem razy dziennie pasażerów na wysepkę. Jest tu dom z kamienia, który tradycja zwie domem Kolumba, dziś jego muzeum. Ma ono reprodukcję manuskryptu dziennika Kolumba z jego pierwszej podróży, mapę jego czterech wypraw, z której wynika, że podczas trzeciej przepływał w pobliżu Porto Santo i Madery. No i niewielkich rozmiarów kopię galeonu "Santa Maria".

     Jej współczesna replika kursuje wzdłuż wybrzeża. Tak zrealizował swe marzenia wraz z siedmioma rzemieślnikami Holender Robert Wijntje, osiadły na Maderze. Budowa trwała rok, użyto głownie mahoniu.

     Inną atrakcją turystyczną jest zjazd saniami z Monte. Odbywa się w wiklinowym koszu o drewnianych płozach, kierowanym przez dwu biało ubranych mężczyzn w słomkowych kapeluszach. Ich skórzane buty na gumowej podeszwie skutecznie hamują na ostrych wirażach zjazd po śliskiej bazaltowej nawierzchni. Cztery kilometry, kilkanaście minut, emocje, okrzyki i strach w oczach. Zza węgła utrwalają to fotografowie sprzedając za chwilę turystom pamiątkowe zdjęcia. Takie sanie służyły sto pięćdziesiąt lat temu miejscowej ludności jako środek transportu, teraz są atrakcją, którą Hemingway nazwał bardzo rozweselającą. Jaki był jego stosunek do miejscowego specjału, madery, nie wiemy, ale jako amator alkoholu degustował ją na pewno. Pięć wieków wcześniej beczki tego trunku zabierano w rejsy morskie, co dzięki zawartym w winie minerałom i witaminom pozwalało żeglarzom na uniknięcie szkorbutu. Madera to mocna pozycja eksportowa, głów nie do Anglii. Ale zanim tam ją doceniono, odegrała dużą rolę w życiu amerykańskiego establishmentu. Właśnie maderą spełniono toast po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości, zaś prezydent Waszyngton zwykł wypijać pół kwarty do obiadu.

     Miejscowym specjałem, który mnie przypadł do gustu, jest poncha.

     Podstawowe składniki to sok z cytryny i pomarańczy, miód pszczeli i rum. Smakowała mi wspaniale, zwłaszcza po kilkugodzinnym spacerze wzdłuż lewad. Lewady to istny cud Madery. Sprowadzeni przez króla Jana II (XVI wiek) niewolnicy z gór Atlasu wykopali kanały irygacyjne, dzięki którym woda z jezior i zbiorników odprowadzana jest na plantacje i pola uprawne. Długość lewad wynosi ponad dwa tysiące kilometrów; bogaci gospodarze stale budują nowe i za opłatą udostępniają wodę sąsiadom. Lewady to także raj dla turystów. Prowadzące wzdłuż nich ścieżki służą jako wspaniałe trasy spacerowe pozwalające na poznanie wyspy i jej różnorodnych krajobrazów. Dróżki wiodą przez lasy (madera to po portugalsku drewno), przez dziką górzystą okolicę, mroczne tunele, pod wodospadami, przez wsie i schroniska, po nadmorskie okolice. Widoki niezapomniane, piękno i cisza, ale wystarczy chwila postoju i wyciągnięcie kanapek, aby nie wiadomo skąd zleciało się stado wróbli. Wiedzą, że obecność człowieka oznacza okruszyny.

     Kwiaty i wspaniała roślinność są tu wszędzie, z wyjątkiem skalistych wybrzeży. Nawet przy pokrytych kurzem ścieżkach rosną hortensje. To niemal symbol Madery. Na Boże Narodzenie - narcyz, na Wielkanoc - amarylis. Zawsze - podobne do rajskich ptaków królewskie strelicje, hibiskusy, magnolie, oleandry, azalie, płomienne anturia. I storczyki. Dziesiątki odmian można podziwiać w Ogrodzie Orchidei, kupić zwolnione od cła cebulki i dowiedzieć się, jak je hodować. Również hortensje mają swój ogród , z herbaciarnią w bardzo angielskim stylu, w ulubionym miejscu spotkań turystów brytyjskich. Dumą Madery jest ogród botaniczny. Rosną w nim rozliczne odmiany kaktusów i agaw, rośliny tropikalne i subtropikalne z całego niemal świata. Szafirowe agapantusy zwane koronami infanta Henryka, drzewa ogniste, eukaliptusy, krzewy o liściach dla swego kształtu zwanych uszami słonia, drzewa smocze, tulipanowce. To raj nie tylko dla botaników, ale dla każdego, komu sprawia radość piękno natury.

     Madera to bogactwo owoców, egzotycznych i wielobarwnych. Prym wiodą banany - na wielkich plantacjach i w przydomowych ogródkach. Małe, ale bardzo słodkie. Wraz z winem (5 min litrów produkcji rocznej) i egzotycznymi kwiatami to podstawa miejscowej gospodarki. Ja we wdzięcznej pamięci zachowam pimpinelę, o kształcie gruszki i szaroburym, ale nadzwyczaj smakowitym miąższu.

     W ostatnich latach Maderczycy, ludzie bardzo towarzyscy, odkryli uroki grillowania. Najpopularniejsza jest espetada, czyli szaszłyk z marynowanej wołowiny. Natomiast przysmakiem rybnym jest espada, ryba z gatunku pałaszowatych, żyjąca na głębokości 80 metrów, łowiona na przynętę - ośmiornicę. Z wyglądu podobna do naszego węgorza, ma niezwykłej delikatności mięso. Maderczycy lubią je przyrządzać ze smażonym bananem lub świeżymi owocami. Cenią ją turyści.

     A tych corocznie przybywa na Maderę 700 tysięcy (wyspa ma ćwierć miliona mieszkańców, z czego stolica 120 tys.). Do dyspozycji mają 25 tys. łóżek w luksusowych hotelach, w razie potrzeby ogrzewanych zimą. Miejscowi nie mają w domach żadnego ogrzewania. Oszczędzamy też na zimowej odzieży, mówią, nie potrzebujemy jej. Zimą przeciętna temperatura wynosi 19 st, temperatura wody jest nawet wyższa niż powietrza dzięki ciepłemu Golfstromowi.

     Zdumiewająca jest na wyspie komunikacja. Autostrady, drogi, mosty, estakady, tunele. Wszystko zbudowane w górzystym terenie, gdzie jedynym miejscowym materiałem budowlanym jest bazalt. Całą resztę trzeba sprowadzać, a rodzima Portugalia jest oddalona o tysiąc kilometrów. Ale to wszystko służy wszystkim, głównie turystom. Dla nich te wygody.


Halona Genglowa


Gringo wśród dzikich plemion [twarda opr.] Gringo wśród dzikich plemion [twarda opr.]
Wojciech Cejrowski
Jest to książka przygodowa i podróżnicza. Mądra, a jednocześnie pełna humoru. Sprawia, że czytelnik zaczyna się głośno śmiać. Jest to także album niezwykłych fotografii z wypraw w najdziksze rejony świata... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej