Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Pole w centrum miasta

     Były tu konne wyścigi i pierwsze lotnisko, były wielkie rewie wojskowe i zawody balonowe. Najmniej na tym polu było ogórków i marchewki.

     Sto punktów dla tych, którzy wolny czas spędzają właśnie na Polach Mokotowskich. - To tu synoptycy sprawdzają swoje prognozy pogody, bo wraz z rosnącą liczbą kocyków na trawie można odgadnąć, że przyszło już lato - żartują "plażowicze".

     Pole Mokotowskie to obecnie płuca centralnej Warszawy, nasz Central Park po prostu. Niestety, co i raz ktoś ostrzy sobie zęby, aby zająć tereny pod kolejne inwestycje. Już w okresie międzywojennym były plany utworzenia w tym miejscu dzielnicy reprezentacyjnej im. marszałka Józefa Piłsudskiego, zresztą właśnie tu odbyły się 17 maja 1935 r. jego uroczystości pogrzebowe.

     Obecny "Park Pole Mokotowskie im. marszałka Józefa Piłsudskiego" wydaje się być wciąż polem walki kolejnych inwestorów. Zaledwie miesiąc temu nad Polem zawisła kolejna ciemna chmura. Aż 35% zielni miało być wycięte w pień, a na jej miejscu deweloperzy szykowali się już pod zabudowę hotelowo-usługową: trzy hektary w południowej części parku próbował ogrodzić biznesmen Marek Czeredy. Zaś tereny klubu sportowego Skra u zbiegu ulic Wawelskiej i Żwirki i Wigury chciała wykupić irlandzka firma deweloperska Global Partners.

     - "Ratujmy Pole Mokotowskie!", "Nie pozwolimy zabetonować Pola" - podniosły się głosy miłośników zieleni.

     Warszawscy radni tym razem byli tego samego zdania i jednogłośnie uchwalili: żadnych inwestycji! I Pole odetchnęło, a wraz z nim tysiące mieszkańców stolicy. Wygląda jednak na to, że deweloperzy nie złożyli jeszcze broni: - Zaskarżymy plan. Wiele jego zapisów jest niezgodnych z prawem i ze studium zagospodarowania, które pozwalało m.in. na zabudowę terenu Skry - mówiła Katarzyna Gerl - prezes zarządu polsko-irlandzkiej spółki.

     A właściwie to skąd nazwa Pole Mokotowskie? - pytam kolejnych przechodniów. Niewielu z nich zna prawidłową odpowiedź. Jeszcze w latach 20. XIX wieku rzeczywiście znajdowały się tam grunty orne, które następnie przekształcono w Mokotowskie Pole Wojenne - czyli miejsce gdzie odbywały się ćwiczenia wojskowe - odpowiada Edward Styczeń, staruszek siedzący nieruchomo naprzeciwko stawu. - Pole wojenne nazwano mokotowskim, gdyż dostać się na nie z miasta można było poprzez rogatki mokotowskie, posterunki na granicach miasta.

     Po I wojnie światowej Pole zajmowało obszar ponad 300 hektarów. Znajdowało się tam Lotnisko Mokotowskie dla celów wojskowych, cywilnych i sportowych, ogródki działkowe, a nawet tory wyścigów konnych, które później przeniesiono na Służewiec. Po II wojnie światowej zaczęto organizować tu teren parkowy. Do końca lat pięćdziesiątych zasadzono - głównie rękami ochotników - kilkaset drzew, w tym dębów, z których wiele rośnie do dziś.

     Pole przez lata było jednak skutecznie uszczuplane, tak że obecnie zajmuje tylko 65 hektarów. Na jego dawnych terenach znajdują się m.in. Główny Urząd Statystyczny, szpital MSWiA, Ministerstwo Środowiska czy Szkoła Główna Handlowa.

     - Ludzie cenią sobie to miejsce dlatego, że tu nie ma "świętej trawy", jeśli chcesz poczuć zapach natury możesz położyć się wszędzie - odpowiada Zuzia, która tu uczy się jeździć na rolkach.

     Centralnym miejscem spotkań jest zaś staw z małymi fontannami. Tu panuje symbioza pomiędzy zwierzętami i ludźmi, którzy wspólnie się kąpią, nie zważając na takie detale jak gronkowce i "pół tablicy Mendelejewa" pływającej po powierzchni. - Przecież jest gorąco - krzyczą dzieciaki.

     Po głównej alejce przechadza się para staruszków. Ona opiera się na balkoniku, on trzyma smycz jamnika. Dalej dwie mamy z wózkami, kołyszą dzieci obudzone przez szczekanie psa. Mijają ich młode sportsmenki w modnych dresach ze słuchawkami w uszach. Z przeciwnej strony biegnie mężczyzna w czarnym garniturze ze skórzanym neseserem. Przeskakuje niewielki rów i jest już na polanie. W pośpiechu rzuca pod drzewo teczkę i szybko wtapia się w tłum młodych mężczyzn grających w rugby.

     Tu jest miejsce dla każdego. Zielona trawa koi zszargane w ciągu tygodnia nerwy, pozwala odpocząć od parującego asfaltu i poczuć w centrum wielkiego miasta, że tu jest prawdziwa oaza.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

12 lipca 2009


Muszę i Rzym zobaczyć Muszę i Rzym zobaczyć
Bożena Fabiani
Kolorowa niczym renesansowy fresk jest opowieść autorki, żywo napisana, z wielkim zaangażowaniem i gorącym pragnieniem podzielenia się własnymi wrażeniami, zauroczenia Czytelnika pięknem Rzymu. Dar narracji i sugestywność obrazu powodują, że lektura bardzo wciąga... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej