Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Para buch, koła w ruch

     Stoi na stacji lokomotywa, choć taka mała, to pot z niej spływa. I choćby przyszło tysiąc dzieciaków, wszystkie powiezie do leśnych szlaków.

     - Uwaga, uwaga, wszystkie Gwiazdy siadają na swoich fotelikach! Zaraz ruszamy! - wykrzykuje przewodnik. Konduktor daje znak, maszynista dokłada węgla, lokomotywa gwiżdże. Sochaczewska Kolejka Wąskotorowa to największa w okolicy atrakcja turystyczna. Jeździ tu oryginalny parowóz serii PX 29-1704, obecnie jedyny na świecie zachowany w takim stanie. Zbudowany w 1930 r., ciągnie za sobą wagoniki z lat 60. ubiegłego wieku.

     W sochaczewskim oddziale Muzeum Kolejnictwa zgromadzono aż 324 eksponaty. Są tu najrozmaitsze egzemplarze parowozów, niektóre jeszcze z końca XIX w. Są też drezyny, czyli lekkie pojazdy szynowe napędzane kiedyś silą ludzkich mięśni, później o napędzie spalinowym. Jedna z nich to znajomo wyglądająca, poczciwa Warszawa, ale na kołach kolejowych. - Obok stoi unikatowy jak na wąskie tory model elektrowozu, dalej wagonik kolejowy ciągnięty niegdyś przez konia, bryczka Marszałka z Hajnówki, którą jeździł podobno Mościki, a może nawet Piłsudski - mówi Zbigniew Markiewicz z działu promocji Muzeum Kolejnictwa w Warszawie. No i oczywiście seria najstarszych PX-ów, które do tej pory mogą jeszcze pełnić swoją rolę.

     STACJA WILCZE TUŁOWSKIE

     Raz w tygodniu według rozkładu z lat 80. ciuchcia przekracza stalowe bramy i zabiera turystów na niepowtarzalną wycieczkę. Chociaż jeździ tylko w okresie letnim - od maja do września, to w swoich wagonikach gości w tym czasie ponad 10 rys. turystów. - Witam państwa, jest godzina 9.40, powoli ruszamy do Wilcz Tułowskich, tam udamy się na krótki spacer po Puszczy Kampinoskiej wokół zachodniej wydmy. Odjeżdżamy dokładnie w samo południe, 15 min później dojeżdżamy na polanę nad rzeką Łasicą, gdzie odbędzie się piknik i ognisko. Odjazd do Sochaczewa - punktualnie o 13.24. Jeżeli ktoś nie zdąży na pociąg, będzie to znak, że spotkał kogoś interesującego i o ile ma kartę tygodniowego pobytu w Puszczy, zapraszamy w następną sobotę o tej samej porze. Będziemy na niego czekać - oznajmia przewodnik PTTK Bogusław Mońka. - Zdaję sobie sprawę, że zawrotna prędkość kolejki 20km/h wzbudza przerażenie, ale staramy się dokładnie odtworzyć klimat sprzed lat. Dlatego też pociąg będzie zatrzymywał się na nieistniejących już stacjach w Chodakowie, Brochowie i Tułowicach oraz jeździł według dawnego rozkładu jazdy - dodaje.

     Przed nami 18 km jazdy. Dawniej było ich 33, jednak rozjazd do Wyszogrodu już zarósł krzakami, mimo że jeszcze niedawno planowano wskrzeszenie tej trasy i połączenie jej ze spływem kajakowym po Wiśle. Może kiedyś tak będzie.

     STACJA PRZESIADKOWA

     A jak działa parowóz? Według maszynisty Romana Zyglewskiego to nic trudnego. - Szósta klasa fizyki: budowa silnika parowego - rzuca w pośpiechu. - Na początku trzeba rozpalić ogień, a potem nic prostszego: para wodna wydostająca się z kotła parowego pod wysokim ciśnieniem pojawia się raz z jednej, raz z drugiej strony posuwistego tłoka znajdującego się w cylindrze, wprawiając go w ruch. Tłok wprawia w ruch obrotowy koło zamachowe i wyrzuca "zużytą" parę do atmosfery. Wtłaczanie wody do kotła możliwe jest poprzez odpowiednio ustawione dysze. Od stopnia podgrzania pary wodnej zależy prędkość i siła pociągu - tłumaczy pan Roman. Krótko mówiąc: para buch, koła w ruch!

     W parowozie muszą zawsze przebywać dwie osoby: maszynista i jego pomocnik, tzw. palacz, który dorzuca węgla, uzupełnia wodę, dba o odpowiedni poziom ciśnienia. Problem tylko w tym, żeby ognisko rozpalić około 5 rano, bo kocioł musi być porządnie rozgrzany. Maszynista czuje każdy ruch lokomotywy, wie kiedy w układzie silnika puknie coś w innym rytmie i potrafi to naprawić.

     - Prowadziłem pociągi jeszcze w stanie wojennym. Ten parowozik to atrakcja na weekend również dla mnie - śmieje się maszynista. - Czasem zdarzają się ciekawsze przejazdy. Kiedyś firma zamówiła podróż dla swoich pracowników, ale żeby było zabawniej, zorganizowała im pozorowany napad, jak na dzikim zachodzie. Musieliśmy zatrzymać się w środku lasu i udawać, że nic o nim nie wiemy, a pasażerowie mieli niezły ubaw - wspomina Roman Zyglewski.

     Jeżdżąc na 18-km trasie, zna każdy jej szczegół. - Tu trzeba zagwizdać, bo to niebezpieczna część trasy, zza krzaków często niespodziewanie wyjeżdżają samochody, rowerzyści lub powozy, z których kiedyś jeden nie dojechał już na drugą stronę wąskich torów - ostrzega maszynista. - Powinna pani znać ten piec - odzywa się po chwili. Zanim został odremontowany, grał w Alternatywach 4... rolę pieca! - śmieje się Zyglewski. - Bareja tak sobie wymyślił i piec został wtedy wypożyczony.

     Dochodzi godzina 14.30, z oddali wyłania się już szara brama zajezdni. - Widzi pani, nie mamy nawet prędkościomierza, a zawsze jesteśmy punktualnie, chyba jak żadne polskie koleje! - mówi maszynista.

     STACJA KOŃCOWA

     Sochaczewską Kolej Dojazdową zaczęto budować w 1921 r. Rok później, 18 września, kolejka wyruszyła w swoją pierwszą podróż do Tułowie. W kolejnym roku wydłużono linię jej przejazdu do Piasków Królewskich, a w 1924 wybudowano jeszcze odgałęzienie do Wyszogrodu. Kolejka miała na początku być towarowa. Przewoziła drewno z wyrębu Puszczy Kampinoskiej. Później dołączono do niej kilka wagoników pasażerskich, które dla mieszkańców puszczańskich wiosek stanowiły czasem jedyny sposób, by dojechać do oddalonej kilka kilometrów fabryki jedwabiu w Chodakowie czy cukrowni "Oryszew".

     Kolejka pasażerska funkcjonowała aż do 1984 r., kiedy to 30 listopada o godzinie 15.35 odjechał ostatni pociąg rozkładowy. Następnego dnia w miejscu stacji Powiatowej Kolei Sochaczewskiej (PKS) rozpoczęto budowę warszawskiego oddziału Muzeum Kolejnictwa. - Dziś jesteśmy największym w kraju i Europie muzeum pojazdów wąskotorowych zarówno osobowych, jak i towarowych - oprowadza nas przewodnik Romuald Markiewicz. - Tworzone było w strukturach PKP, starano się wyszukiwać unikatowe eksponaty z najdalszych zakątków Polski, często stojące już w krzakach, odstawione od eksploatacji z zamiarem pocięcia na żyletki. Przywiezienie ich tutaj w tamtych czasach było już ostatnią szansą na stworzenie takiej kolekcji, która jest obecnie uważana za dziedzictwo narodowe. Teraz nikt by ich już za darmo nie oddal, chociaż odrestaurowanie takiego taboru pochłania rocznie miliony złotych — podsumowuje Markiewicz.

     Kłopot jednak w tym, że większość parowozów stoi obecnie na otwartej przestrzeni. Nie da się wszystkiego schować, a wybudowanie olbrzymich hal to zbyt duży koszt. Ocenia się, że średni żywot takiego taboru to 30 lat, ale niektóre eksponaty mają już przecież ponad 100 lat. Ile będą jeszcze stały? Póki co można je jeszcze oglądać, a nawet wybrać się jednym z takich eksponatów na sobotnią wyprawę do puszczy.

Muzeum Kolei Wąskotorowej w Sochaczewie czynne od wtorku do niedzieli w godz. 10-15. W dniach kursowania pociągu (w soboty, w sezonie letnim) oddział muzeum czynny od godz. 8, ul. Towarowa 7, tel. (046) 862 59 75. Bilety wstępu: normalny - 6 zł, ulgowy - 4 zł, fotografowanie - 7 zł, filmowanie - 11 zł

Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

2 sierpnia 2009


Słowenia. Przewodnik turystyczny Słowenia. Przewodnik turystyczny
Robin McKelvie, Jenny McKelvie
Słowenia, określana mianem "Europy w miniaturze", to niewielki kraj z ogromną ilością atrakcji, stanowiący pomost między Wschodem i Zachodem. Można tu znaleźć każdy rodzaj krajobrazu...... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej