Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Sanktuarium w Kałkowie

     Jest pomysł, jest światło Boże, jest działanie. Nie wiedziałem przecież, że buduję sanktuarium - mówi ksiądz infułat Czesław Wala - pragnąłem tylko, aby podobnie jak widok pięknej natury, pobudzający serce do oddawania Bogu chwały, działało piękno architektury. To miejsce cały czas jest budowane na zawierzeniu i na zaufaniu. Jedno z najmłodszych sanktuariów maryjnych w Polsce powstało z modlitewno-pokutnych czuwań w intencji Ojczyzny po 13 grudnia 1981 r. Czuwania w Kałkowie trwają do dziś.

      Ksiądz infułat pochodzi z Rudnika nad Sanem w diecezji przemyskiej. Tam kończył szkołę i tam zrodziło się powołanie do kapłaństwa. Będąc w klasie maturalnej stracił matkę, która chorowała na gruźlicę. Na tę straszną chorobę umarła również o rok starsza siostra Jadwiga i on sam był zagrożony. Do seminarium poszedł do Sandomierza, głównie dlatego, że było bliżej niż do Przemyśla.

     - Początki były trudne - wspomina ks. Czesław - ponieważ była to obca diecezja i nikogo tu nie znalem. Gdy byłem na pierwszym roku, obecny ks. infułat Józef Wójcik z Suchedniowa był na ostatnim. Jego gestu nigdy nie zapomnę. Pamiętam, jak do mnie pierwszy podszedł. Zainteresował się. Ogarnął takim ciepłem i serdecznością, że to się nigdy nie zdewaluowało, procentuje do dziś. Mogę powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi. Wszystkie jego cierpienia, które przeżywał, były moimi cierpieniami, a jego sukcesy są moimi sukcesami.

     Szalejąca w 1957 r. grypa oszczędziła młodego kleryka, ale wkrótce potem odnowiła się gruźlica płuc. To był czas wielkich zmagań, upadku i zwycięstwa. Sam ksiądz infułat żartuje: - Choroby Bogu dzięki nie opuszczają, ale głowa do góry i trzeba iść do przodu.

     WITAJCIE, GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE

     Młody wikariusz trafił 24 czerwca 1967 r. na Ziemię Świętokrzyską do parafii Krynki. Jest to teren położony pomiędzy Ostrowcem Świętokrzyskim i Starachowicami. Przygoda z Kałkowem rozpoczęła się od lekcji religii. Dochodził tu z Krynek ponad 7 kilometrów, bez względu na warunki panujące na dworze.

     - Pan Bóg dał najpierw motywację, bo nie jest łatwo, gdy są takie odległości do pokonania i długa droga przez las na takie odludzie - wyjaśnia nasz rozmówca.

     Pierwsze były dzieci. Powstała wierna grupa ministrantów, która bez względu na pogodę każdej niedzieli służyła do Mszy św. Mieszkańcy zaufali młodemu katechecie i zaakceptowali jego pomysł, by zorganizować na miejscu Dom Boży. Idea rodziła się powoli i dopiero po czterech latach wędrówki w młodym księdzu dojrzała myśl o stworzeniu ośrodka duszpasterskiego. - Był początek lat 70. ubiegłego wieku, to tu, to tam jakaś wybudowana kaplica była rozbierana i niszczona - wspomina ks. Czesław Wala.

     Pomysł zaakceptowany został przez ówczesnego biskupa Piotra Gołębiowskiego i proboszcza parafii Krynki Władysława Nowaka. To były wtedy biedne okolice. I na tym świętokrzyskim końcu świata w maju 1971 r. rozpoczęto adaptację szopy na miejsce modlitwy. Udało się i 14 czerwca odprawiono pierwszą Mszę św. Po około dwóch tygodniach księdzem i jego dziełem zainteresowała się SB, nie obyło się bez kolegiów i wezwań. Kaplica była strzeżona dzień i noc, gdy zachodziła potrzeba, kobiety broniły jej własnymi ciałami. W tym czasie ksiądz wciąż jeszcze do Kalkowa dochodził. Rodziny były wielodzietne. Było więc z kim pracować. Tereny były bardzo zaniedbane duszpastersko, a ludzie po traumatycznych doświadczeniach wojny i komunizmu byli nieufni i zamknięci w sobie. Nie chcieli tu żadnych obcych, bo obcy to zagrożenie.

     - Z perspektywy czasu - dopowiada ksiądz infułat - podkreślam, że fundamenty dla tych zapomnianych wiosek oparte były o pierwsze katechezy, o tę współpracę z dziećmi. To właśnie przez dzieci dotarłem do ich rodzin. Za patrona obrałem św. Maksymiliana Marię Kolbego. I z Bożą pomocą zwyciężyliśmy.

     W styczniu 1972 r. młody wikariusz zamieszkał tu na stałe. Pierwszym mieszkaniem była zaadaptowana obora. W 1978 r. bp Gołębiowski zatwierdził tutaj parafię.

     BĘDZIE SANKTUARIUM

     - Przeciwności rodzą nowe potrzeby - powiada ks. Czesław - więc z tych trudności powstało Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie-Godowie, nad którym czuwa Pani Ziemi Świętokrzyskiej.

     W 1982 r. ks. Wala udał się z parafianami na pielgrzymkę do Lichenia. Kustosz licheńskiego sanktuarium ks. Eugeniusz Makulski pochodzi z Kielecczyzny, z niedalekiego Kotarszyna. Sam zaproponował, że ofiaruje do budującego się w Kałkowie-Godowie kościoła kopię obrazu Matki Bożej Licheńskiej. Ten gest przeważył i zdecydował o dalszych losach kościoła, który zyskał charakter miejsca modlitw za Ojczyznę. A w myśli kapłana zrodziła się idea sanktuarium, jako wotum za ocalenie narodu polskiego od ateizmu i znak na tle współczesnych przemian społeczno-politycznych. Ingres Matki Boskiej z Lichenia miał miejsce 21 maja 1983 r. w uroczystość Zesłania Ducha Świętego. O godzinie 17 Obraz Bolesnej Królowej Polski w wizerunku licheńskim z orłem na piersi przybył na miejsce swego przeznaczenia: do Kałkowa-Godowa. Przeciwności piętrzyły się stosami i zgodnie z teorią ks. Czesława powstawały coraz to nowe potrzeby. A sanktuarium stało się faktem. W następnych latach ks. Wala wykupuje od okolicznych rolników ziemię, na której powstają: dom Jana Pawła II, domy pielgrzyma, hydrofornie, dom "Panoramy Świętokrzyskiej", dom Męki Pańskiej, dzwonnica, Droga Krzyżowa... Utrzymaniem i obsługą całego kompleksu oraz ruchu pielgrzymkowego zajmują się osoby świeckie i siostry ze Zgromadzenia Sióstr Służek NMP Niepokalanej.

     Z POTRZEBY SERCA

     Na potrzeby sanktuarium i dzieł mu towarzyszących zaadaptowano 10 hektarów. W wędrówce towarzyszy nam pani Małgorzata Kowalska, bliska współpracownica księdza kustosza, doskonale znająca historię i tajemnice tego urokliwego miejsca. - To taki zwyczajny człowiek - mówi o księdzu infułacie - działający w zwyczajny sposób, i to cenimy w nim najbardziej. W tym roku otrzymał wspaniałą nagrodę "Kustosza Pamięci Narodowej", kolejną z wielu już posiadanych, ale nic a nic o tym nie opowiada.

     Marzył, aby zbudować miejsce, do którego będą przybywać ludzie ze swoimi problemami, cierpieniami, chorobami i kalectwami. Udało się. Sanktuarium w tym roku obchodziło 26. urodziny. Większość budynków, które powstały na terenie sanktuarium, budowano bez zezwoleń, a pierwsze legalne pozwolenie wydano na budujące się od dwóch lat hospicjum. Wędrówkę rozpoczynamy od zamczyska Golgoty, XII stacji drogi krzyżowej, w którym mieści się kilkadziesiąt kaplic. Każdy, kto przybędzie do kałkowskiej Golgoty, znajdzie dla siebie miejsce. Przypomina ona śmierć Jezusa i upamiętnia męczeńską historię narodu polskiego. Projekt tej 33-metrowej budowli jest wspólnym pomysłem księdza kustosza Czesława Wali i siostry Haliny Tobiasz. Znajdziemy tutaj kaplicę Powstania Warszawskiego, celę śmierci św. Maksymiliana Kolbego, kaplicę katyńską, kaplicę kopalni "Wujek", "Szczygłowice", "Jastrzębie". Są tu oratoria wybitnych kapłanów: bp. Piotra Gołębiowskiego, kard. Stefana Wyszyńskiego, św. abp. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, bł. ks. Antoniego Rewerego, męczennika z Dachau, ks. Wincentego Granata, rektora KUL, ks. Jerzego Popiełuszki patrona "Solidarności", św. Franciszka Salezego, patrona głuchoniemych, i innych. Znajdziemy tu także oratorium Męczeństwa Polskich Chłopów. W Golgocie znalazła się cała wierząca i cierpiąca Polska.

     To niezwykłe sanktuarium jest spełnieniem całego kapłańskiego życia gospodarza tego miejsca, efektem ciężkiej wieloletniej pracy jego i wielu przychylnych mu ludzi. Są tu warsztaty terapii zajęciowej, zakłady aktywizacji zawodowej, ośrodek rekolekcyjno-rehabilitacyjny dla Amazonek i dla niepełnosprawnych, wioska dzieci niepełnosprawnych, dom ludzi starszych im. Sue Ryder, ośrodek rekolekcyjno-kontemplacyjny z widokiem na Święty Krzyż. Wszystko tętni życiem. W styczniu 2010 planowane jest oddanie tzw. Domu Chleba dla osób, które nagle pozostają same. Natomiast w Rudniku nad Sanem, na rodzinnej działce ks. Czesława Wali, powstał "Nasz Dom Dzieciątka Jezus" dla dzieci porzuconych przez rodziców oraz Ośrodek Oazowy Rodzin Radomskich.

     Taki był i jest zamysł księdza infułata Czesława Wali, kustosza kałkowskiego sanktuarium. Zwyczajnego człowieka


Magdalena Garbacz


Tekst pochodzi z Tygodnika

13 grudnia 2009



   


Słowenia. Przewodnik turystyczny Słowenia. Przewodnik turystyczny
Robin McKelvie, Jenny McKelvie
Słowenia, określana mianem "Europy w miniaturze", to niewielki kraj z ogromną ilością atrakcji, stanowiący pomost między Wschodem i Zachodem. Można tu znaleźć każdy rodzaj krajobrazu...... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej