Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ogród Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego

     Zieleń i kwiaty na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej to raj nie tylko dla studentów. Wiszący ogród w sercu warszawskiego Powiśla znosi granice między kulturą i naturą.

     Należąc, do Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego ogród przy ul. Dobrej 56/66 zadziwia i fascynuje. Jego niezwykłość niejedno ma imię. Narodzi! się w 2002 r. jako urzeczywistnienie marzenia prof. Marka Budzyńskiego o wzajemnym przenikaniu się kultury i natury. Zgodnie z koncepcją twórcy, budynek biblioteki i otaczająca go zieleń są ze sobą w symbiozie tak bardzo, że chodząc po alejkach, trudno powiedzieć, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie. A jeśli się chce otoczyć budowlę roślinnością z każdej strony, trzeba posadzić ją także na dachu. Stworzenie projektu niemającego odpowiednika w Polsce, a będącego jednym z największych w Europie, było nie lada wyzwaniem. - W przeciwieństwie do cegły, rośliny nie godzą się bez zastrzeżeń na to, co chce narzucić im człowiek - mówi ogrodnik uniwersytecki Barbara Siedlicka. - I to jest ich główna zaleta. Trzeba je obserwować i trafiać w upodobania każdej, a wtedy odwdzięczają się z nawiązką. Rośliny dobrane są więc tak, by wytrzymały ekstremalne warunki: trzydziestocentymetrową warstwę gleby i silne wiatry.

     Efekt osiągnięty przez specjalistów pod przewodnictwem architekta krajobrazu Ireny Bajerskiej zapiera dech w piersiach. W zależności od pory dnia i roku ogród zaskakuje zmieniającą się wciąż feerią barw i zapachów.

     Już pod koniec zimy nieśmiałe pąki wypuszczają forsycje, by wczesną wiosną obwieścić przebudzenie Ogrodu Żółtego, w którym później pysznić się będą złociste pięciorniki. W maju prym zaczyna wieść Ogród Karminowy. Zapach bzu rozchodzi się po całym dachu i wraz z rozsianą po ogrodzie irgą powoduje zawrót głowy u niejednego studenta. Dlatego majowe wieczory, choć w bezpośredniej bliskości biblioteki, żacy spędzają tu raczej na romantycznych spacerach, niż pilnej nauce. Sprzyjają temu zwłaszcza liryczne zakątki w rodzaju pergoli Laury i Petrarki, w których cieniu można ukryć się przed światem, i kręte alejki wiodące między krzewami róż.

     Amatorów opalania, którzy odwiedzą ogród latem, powita aromat intensywnie ziołowy. Jesienią dach zabarwi się wszystkimi kolorami tęczy. Wtedy też liście rosnących obok tarasu widokowego wierzb zaczną się srebrzyć i połyskiwać metalicznie.

     Niemal wszyscy miłośnicy tej enklawy zieleni są zgodni, że najlepszą porą do odwiedzenia jej jest łagodnie zapadający zmierzch. Kiedy słońce chyli się ku zachodowi, można stanąć na przerzuconym nad szklaną częścią dachu mostku i podziwiać widoki. Patrząc przed siebie, widzimy imponującą panoramę Mostu Świętokrzyskiego i światła miasta. W dole zaś mamy studentów kluczących po bibliotecznych alejkach w poszukiwaniu książek.

     Przenikanie się natury i kultury przejawia się też w tym, że ogród jest jednym z najczęściej wybieranych miejsc w stolicy na wystawy prac rozmaitych twórców. Poza stałą ekspozycją dzieł Ryszarda Stryjeckiego, która, jak na ogród uniwersytecki przystało, nawiązuje tematyką do motywów kosmologicznych i nauk ścisłych, często goszczą tu prace innych artystów. Latem na mieszkańców stolicy czekają pokazy filmów, happeningi i koncerty pod chmurką.

     Nic więc dziwnego, że dla wielu osób miejsce to stało się najatrakcyjniejszym na mapie Warszawy. Zwłaszcza że oprócz wypoczynku na świeżym powietrzu można skorzystać ze znajdujących się wewnątrz budynku kawiarni, restauracji i centrum rozrywki, gdzie można zagrać w kręgle, potańczyć czy poszaleć na ściance wspinaczkowej.

     Wśród zieleni odnajdują się studenci, którzy spędzają tu chwile wolne od nauki a nawet, w słoneczne dni, odbywają zajęcia w plenerze. Jak ryby w wodzie czują się tu zresztą wszyscy. Państwo Alojzy i Władysława Mądrzy z Tychów, którzy spędzają w Warszawie wakacje, przychodzą tu codziennie na spacer z wnukami. - Lubimy ten ogród, bo jest spokojny i bezpieczny - twierdzą zgodnie. - Przychodzi tu dużo matek z dziećmi, więc maluchy mają się z kim bawić.

     Po chwilę wytchnienia wpadają ci, którzy chcą poczuć jedyną w swoim rodzaju atmosferę. Bo gdzie indziej można beztrosko usiąść na rzeźbie, która nazywa się "Kantata wszechświatów"? Albo podziwiać futurystyczną, metalową konstrukcję przypominającą elementy kosmicznego promu, a będącą zwykłą pergolą? Tylko tu, w ogrodzie BUW, gdzie zacierają się granice między kulturą i naturą.


Iwona Świerżewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

18 lipca 2010


Beskid Śląski z plecakiem Beskid Śląski z plecakiem
Jan Czerwiński
Podstawową część stanowią opisy tras – propozycje wycieczek o różnej długości i trudności – zarówno tras spacerowych, jak i prawdziwych całodziennych górskich "wyryp"... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej