Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Kotlina Kłodzka

     Madonny z Kotliny Kłodzkiej

     Trudno znaleźć drugi w Polsce region, gdzie rezerwatów przyrody i uzdrowisk starczyłoby dla kilku województw, a kościołów, sanktuariów, dróg i ścieżek kalwaryjskich - dla trzech diecezji. To właśnie Dolny Śląsk!

     Najpiękniejszy zakątek znajduje się między Górami Bardzkimi, Złotymi, Bystrzyckimi, Stołowymi oraz Masywem Śnieżnika - zachwala Kotlinę Kłodzką pan Zygmunt, fanatyk - jak o sobie mówi - tej części Sudetów. Spotykamy się o godz. 8.00 w drodze z przełęczy Sokolej na Wielką Sowę (1015 m), najwyższe wzniesienie najstarszych na Dolnym Śląsku Gór Sowich. Dobrze wyznaczony, czerwony szlak pozwala cieszyć się otoczeniem: podziwiać widoki nasłuchiwać ptaków, oglądać motyle i pozwalać uciekać jaszczurkom biegającym pod naszymi stopami. - Nie trzeba się spieszyć, bo wieżę widokową otwierają dopiero o godz. 9.30 - tłumaczy pan Zygmunt.

     W trzy kwadranse jesteśmy na górze. Podziwiamy rowerzystów, którzy swoim szlakiem także wjechali już na szczyt. Czyściutko, stoły i ławy, drewniane chaty z grillowiskiem, kosze na śmieci. To standard także w pobliskim Parku Narodowym Gór Stołowych oraz trzech parkach krajobrazowych: Śnieżnickim, Księżańskim i Ślężańskim. Wchodzimy na 25-metrową, ponad 100-letnią, kamienną wieżę. Widok - jak przystało na centralny szczyt Sudetów Środkowych - piękny: masyw Gór Bardzkich, na północy dobrze widoczny masyw Ślęży (718 m) i Raduni (573 m), na południowy zachód równe jak stół Góry Stołowe ze Szczelińcem (919), a w dole mozaika pól i lasów. - Przy dobrej pogodzie widać Śnieżkę - mówi pan Zygmunt, dla którego Wielka Sowa jest tylko przystankiem przed dalszą wędrówką.

     Z powrotem jestem na przełęczy Sokolej już o 10.30, pozostał więc niemal cały dzień na zwiedzanie Kotliny Kłodzkiej. Upalnym latem ta forma chodzenia po Sudetach, zanim ich szlaki się zaludnią, wydaje się optymalna. Zwłaszcza, że nie mniej cennym, niż przyroda i góry, skarbem tej części Dolnego Śląska są datowane nierzadko na XII-XIV w. świątynie - wciąż żywe pomniki tutejszej wiary, kultury i historii.

     SZLAKIEM JANA PAWŁA II

     Jak co roku, sezon turystyczny w diecezji świdnickiej ruszył w połowie maja. Jego sztandarowym punktem jest wędrówka Szlakiem Papieskim. Powstał na podstawie relacji osób, które w 1955 r. wędrowały dookoła Kotliny Kłodzkiej ze swoim duszpasterzem ks. Karolem Wojtyłą. Szlak ma ponad 110 km długości. Rozpoczyna się w Kudowie-Zdroju-Czermnej przy kościele św. Bartłomieja Ap. i biegnie przez Bukowinę, Park Narodowy Gór Stołowych (Błędne Skały i Szczeliniec), Radków, Wambierzyce, Karłów, Duszniki-Zdrój (schronisko Muflon), Spaloną, Gniewoszów, Międzylesie, Śnieżnik, schronisko pod Śnieżnikiem, Górę Igliczną (sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej), aż do Międzygórza w sercu Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego. Jest oznakowany symbolem krzyża stojącego na górze w kolorze żółtym.

     Referat Pielgrzymkowo-Turystyczny Świdnickiej Kurii Biskupiej proponuje wspólne, diecezjalne przejście ostatniego etapu tego szlaku od Międzylesia do Międzygórza. - Zapraszamy wszystkich w ostatnią sobotę sierpnia. Będą przewodnicy, straż graniczna, kapłani. Będzie okazja do wspólnej modlitwy i obcowania z papieskim nauczaniem oraz rozpoznawania dziedzictwa duchowego tej ziemi - zachęca ks. Dariusz Sakaluk, dyrektor Referatu.

     Tegoroczne hasło sezonu turystycznego to "Sanktuaria - duchowe stolice regionu". Nie bez racji ks. Sakaluk przypomina słowa Jana Pawła II: "Prawdziwymi ośrodkami historii są ciche miejsca ludzkiej modlitwy, gdzie dochodzi do szczególnie bliskiego zetknięcia się świata ziemskiego i nadprzyrodzonego". Tu jest wiele takich miejsc.

     DOLNOŚLĄSKA CZĘSTOCHOWA

     W połowie drogi między Ząbkowicami Śląskimi a Kłodzkiem znajduje się matecznik kultu maryjnego na Dolnym Śląsku - założone w 1006 r. Bardo. Leżące na historycznym pograniczu Polski, Czech i Niemiec miasteczko jest mozaiką trzech kultur i narodów. - Wiele wskazuje na to, że właśnie tędy z Pragi czeskiej szła ze swoją świtą Dąbrówka na spotkanie przyszłego męża Mieszka I. Według niektórych podań towarzyszył jej w drodze późniejszy biskup Jordan. Przypuszczalnie też na tym terenie w drodze do Polski zatrzymał się u swojego ojca, żupana czeskiego wtedy Kłodzka, św. Wojciech - przekonuje redemptorysta o. Mirosław Grakowicz, kustosz i proboszcz bardzkiego Sanktuarium Matki Bożej Strażniczki Wiary Świętej. Nie bez powodu więc 15 sierpnia 1959 r. prymas kard. Stefan Wyszyński przypomniał tu, że Bardo "usadowiło się w przełomie Nysy Kłodzkiej, tworząc południowe wrota do Polski. Tymi właśnie wrotami weszło do Polski chrześcijaństwo i u tych wrót Królowa Polski założyła jedną ze swoich stolic".

     Na początku XII w. w miejscu, gdzie dziś stoi ogromna, wybudowana na przełomie XVII i XVIII w., podniesiona w lipcu 2009 r. do godności bazyliki mniejszej świątynia, Matka Boża ukazała swój wizerunek pobożnemu młodzieńcowi, prosząc, by właśnie tu ją czcić. Wzniesiono więc kaplicę i umieszczono w niej wyrzeźbioną w drewnie lipowym figurkę Madonny Tronującej, czyli siedzącej z Dzieciątkiem Jezus na kolanach. - To najstarszy drewniany zabytek na Dolnym Śląsku i jedna z najstarszych w Polsce romańskich figurek. Matka Boża i jej Syn subtelnie się uśmiechają, a Jezus błogosławi i trzyma księgę - opisuje o. Grakowicz.

     Około roku 1270 r. w Bardzie miał miejsce wypadek: czeski rycerz złamał sobie nogę. Modlił się przed figurką i szybko wrócił do zdrowia. To był początek trwających do dziś cudów i pielgrzymowania do Barda.

     O. Grakowicz z dumą pokazuje grubą "Księgę cudów", czyli zbiór podziękowań Matce Bożej Bardzkiej za otrzymane za jej przyczyną laski. - To tylko okres od 1654 r. do 1739 r., wpisy są w starym języku niemieckim. Najczęstsze to cuda uzdrowienia z choroby oczu - mówi o. Grabowicz. - To sanktuarium - podkreśla z dumą - było ważniejsze niż Częstochowa, bo 40 lat wcześniej otrzymało na zasadzie motu proprio papieskiego przywileje odpustowe. Dlatego potem nazywano je dolnośląską Częstochową.

     Jednak liczące jedynie kilka tysięcy mieszkańców Bardo ma nie jedno, ale dwa sanktuaria.

     STOPA W SKALE

     W 1400 r. okoliczna ludność, słysząc niewieście szlochanie, udała się na szczyt Góry Bardzkiej (582 m), zwanej dziś Kalwarią. Tam zobaczyła Matkę Bożą płaczącą nad nieszczęściami, jakie miały spaść na śląską ziemię. Po pewnym czasie postać uniosła się nad górą i zniknęła, zostawiając w skale ślady rąk i stóp.

     - O tym, że te ślady widzieli, świadczyli nie tylko katolicy, ale także m.in. XVII-wieczny protestancki kronikarz, czym walnie się przyczynił do rozwoju kultu także wśród protestantów - mówi o. Grakowicz. Skała z odciskami nie ostała się, została połupana i pozabierana do śląskich domów. Na jej miejscu w 1619 r. wybudowano tzw. Górską Kaplicę, zwaną inaczej sanktuarium Matki Bożej Płaczącej. Od maja do końca września odprawiane są tam w niedziele o godz. 11 Msze św. Za kaplicą odnaleźć można kopię "stopki" Matki Bożej. Do kaplicy prowadzi szlak naznaczony stacjami Drogi Krzyżowej i kapliczkami na cześć siedmiu boleści Maryi. Jest też wspaniały punkt widokowy przy białym krzyżu ustawionym nad obrywem skalnym, skąd rozciąga się piękna panorama miasteczka i meandrów Nysy Kłodzkiej.

     Po drugiej stronie Barda wznosi się wzgórze nazywane obecnie Górą Różańcową, na której wytyczono słynną trasę - obrośniętą klonami i lipami aleję długości 1740 m, na której znajduje się 17 kaplic różańcowych.

     Bardo proponuje też inne atrakcje. Są tu organizowane m.in. spływy kajakowe i pontonowe przełomem Nysy Kłodzkiej. Turystów przyciąga wspaniały wystrój bazyliki, z obrazami Michała Willmanna i unikalnymi organami F. Eberharda oraz liczący blisko 300 lat budynek klasztorny, którego znaczną część stanowi petne cennych eksponatów Muzeum Sztuki Sakralnej i kaplica wotywna. W części podziemnych krypt bazyliki opiekujący się sanktuarium od 1900 r. oo. redemptoryści od 30 lat systematycznie rozbudowują ruchomą szopkę, którą można oglądać przez cały rok. - Mamy raj z dinozaurami i historię Polski z wędrującymi do Zbawiciela władcami Polski, nad którymi latają współczesne samoloty - mówi kleryk Łukasz z seminarium oo. redemptorystów w Tuchowie. Pomaga w obsługiwaniu pielgrzymów, odnotowuje wszystkich zwiedzających. Od stycznia do połowy lipca samych zorganizowanych grup było ponad 540 z całej Europy, wczoraj z Zurychu - mówi z satysfakcją.

     - W Bardzie najcenniejsze są cisza, modlitewna zaduma i możliwość obcowania z wielkimi dziełami naszych przodków, z dorobkiem cystersów, augustianów, joannitów - mówi.

     SZLAKIEM CYSTERSKIM

     Kościół i klasztor w Bardzie leżą na słynnym Szlaku Cysterskim. Pierwszym dolnośląskim ośrodkiem cystersów stał się już w 1163 r. Lubiąż nad Odrą. W krótkim czasie zaczęły powstawać cysterskie filie na południe od Wrocławia: w Henrykowie - od imienia fundatora opactwa Henryka Pobożnego (od 1222 r.), Kamieńcu Ząbkowickim (od 1246 r.), Krzeszowie (1292) i Bardzie (1299). Trudno przecenić ich rolę w rozwoju Dolnego Śląska, jednak o ich losie zadecydowała polityka. W listopadzie 1810 r. król pruski Fryderyk Wilhelm III, poszukując środków pieniężnych na finansowanie kampanii przeciwko Francji, ogłosił na pruskim Śląsku kasatę wszystkich zakonów. Cystersi wrócili tylko do Henrykowa i dopiero w 1953 r. (oficjalnie w 1991 r.), pozostawili jednak po sobie wspaniałe, warte zwiedzenia opactwa i świątynie.

     Niedaleko Barda znajduje się założony w 1096 r. Kamieniec Ząbkowicki, który ściąga do siebie turystów właśnie ze względu na poaugustiańskie i pocysterskie dziedzictwo oraz widoczny z daleka Pałac Hohenzollernów.

     Po opactwie cystersów pozostał dziś parafialny kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Jakuba oraz częściowo zachowane zabudowania. Mieści się w nich m.in. słynąca na cały świat kolekcją cysterskich ornatów Kamieniecka Izba Pamiątek, w czasach PRL magazyn zboża miejscowej GS. Świątynię zaczęli wznosić w 1210 r. oo. augustianie, w XIV wieku oo. cystersi nadali jej formę dojrzałego gotyku, by ją na przełomie XVII i XVIII w. przebudować w stylu barokowym. Największym skarbem jest tu najwyższy w Polsce ołtarz, sięgający kilkudziesięciometrowego sklepienia świątyni, wykonany bez jednego nawet gwoździa. Jest tutaj także charakterystyczny dla kultury religijnej Niemców Dolnego Śląska ołtarz 14 Wspomożycieli.

     Jadąc dalej na północny wschód, trafiamy do opactwa w Henrykowie. Przy jednej z bram barokowego zespołu klasztornego wita gości gotycki kościółek św. Andrzeja, wybudowany w 1316 r. jako kościół parafialny, oraz stojący przy nim od 1370 r. jeden z bardzo wielu na Dolnym Śląsku pomników św. Jana Nepomucena. To z kolei wpływ tradycji czeskiej. Zachwyca piękny park barokowy, powstały w pierwszych latach XVIII w. i zachowany w pierwotnej formie tzw. Ogródek Opacki - dawna letnia jadalna opatów. To, co najciekawsze kryje jednak sam klasztor i posiadający miano bazyliki mniejszej kościół Wniebowzięcia NMP i Jana Chrzciciela. To tutaj w 1270 r. opat Piotr spisał słynną kronikę opactwa, zwaną Księgą Henrykowską, a w niej zdanie: "Day, ut ia pobrusa, a ti poziwai" (Pozwól, ja będę mełł, a ty odpocznij) - pierwszą udokumentowaną na piśmie frazę w;języku polskim. Obecnie - jako, że Henryków należy do diecezji wrocławskiej - w klasztorze mieści się filia wrocławskiego seminarium (od 1993 r. także wspólny nowicjat dla cystersów w Polsce), dom opieki Caritas i katolickie liceum ogólnokształcące.

     Jest jednak i co zwiedzić. Zachwycają klasztorne sale, refektarz z wielobarwnym, rokokowym piecem i kaplica seminaryjna z renesansowymi boazeriami. Prawdziwą perełką jest kościół, ten sam, który zaczęto budować w 1241 r. Jego obecny, bogaty w cenne dzieła sztuki wystrój pochodzi z przełomu XVII i XVIII w. Znajdziemy tu m.in. nagrobek księcia Bolka i jego żony Jutty z poł. XIV w. - jeden z najstarszych w Polsce podwójnych nagrobków. W tabernakulum - wykonana ze srebra, złota i kamieni szlachetnych monstrancja z 1671 w kształcie drzewa. Henrykowskie organy z poł. XVII w. są najstarsze na Śląsku, a dopełnieniem barokowego wnętrza jest figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XVI w. nazwana "Matką Języka Polskiego". Klasztor i kościół można grupowo zwiedzać do końca sierpnia codziennie w godz.: 11, 14 i 16.

     DOLNOŚLĄSKA JEROZOLIMA

     Odwiedzając Dolny Śląsk, nie sposób pominąć Wambierzyc. Jest tam sanktuarium Matki Bożej Królowej Rodzin oraz kalwaria zbudowana wg planu Jerozolimy - stąd Wambierzyce nazywane są dolnośląską Jerozolimą. Leżą w malowniczej dolinie potoku Cedron, do centrum wchodzi się przez 12 "bram jerozolimskich", a spragnieni górskich wędrówek mogą stąd wyruszyć na góry o biblijnych nazwach Synaj i Tabor.

    - W XII w. na wzgórzu, gdzie stoi dziś bazylika, w niszy wysokiego drzewa umieszczona była maleńka (30 cm) statua Matki Bożej, gdzie ociemniały Jan z Raszewa na skutek żarliwej modlitwy odzyskał wzrok. W 1200 r. ludzie postawili w tym miejscu ołtarz kamienny, a w 1263 r. wznieśli drewniany kościół - informują o początkach wambierzyckiego sanktuarium umieszczone przy wejściach do bazyliki tablice. Kolejne kościoły w tym miejscu okazywały się za małe lub były grabione i niszczone. W XVI w. na fali reformacji sanktuarium było nawet przez 60 lat kościołem protestanckim. Dzisiejszy, barokowy kościół, z przesadzoną nieco fasadą, uzyskał swoją ostateczną formę w latach 1715-1720, a wiodą do niego monumentalne, liczące 56 stopni schody.

     Podobnie wiele schodów prowadzi na znajdującą się naprzeciw bazyliki, zbudowaną na przełomie XVII i XVIII w. kalwarię. Stoi na niej 71 kaplic, których zwiedzanie zajmuje nawet kilka godzin. Niektóre z nich, jak kaplica 36. poświęcona św. Weronice, dosłownie wchodzą na podwórka mieszkańców Wambierzyc. W kaplicy poświęconej Matce Bożej, przy ołtarzu leży zeszyt z intencjami. "Matko, Królowo Rodzin, miej w opiece nasze rodziny. Magda, Witek, Lucia, Marta i Gutek z Białegostoku, dn. 17 lipca 2010" - czytam. Są też wpisy w języku czeskim, niemieckim i angielskim. Paweł i Ania, młode małżeństwo, dają mi do przeczytania swój wpis: "Mamo, prosimy, aby nam się udało". Od kilku lat starają się o dziecko. Dlatego przyjechali do Królowej Rodzin.

     Znaną atrakcją Wambierzyc jest licząca 800 figurek ruchoma szopka. Tworzył ją przez 28 lat, do 1854 r., miejscowy ślusarz Longinus Wittig z synem. Od tamtej pory zmieniono jedynie poruszany korbą mechanizm dwóch z siedmiu gablot szopki.

     Warto także wspomnieć o bardzo dobrze rozwiniętej bazie noclegowej, prowadzonej przez oo. franciszkanów. Dzięki temu pielgrzymi - po uprzedniej rezerwacji - na pewno znajdą tu na noc tani dach nad głową.

     KRAINA MARYJNYCH SANKTUARIÓW

     Dolny Śląsk nie raz zmieniał przynależność państwową, a nieszczęść tu nie brakowało. Stąd pewnie tyle tu sanktuariów Matki Bożej Bolesnej (niem. Merienkirche). Jedno z nich, całkiem kameralne i w porównaniu z resztą sanktuariów młode, niedaleko Wambierzyc, usadowiło się na przepięknie położonej wśród lasów Górze Wszystkich Świętych (648 m) nieopodal Nowej Rudy i Słupca. Znajdująca się w nim figurka Madonny błagalnie składa ręce, a w serce ma wbity miecz. Można tu uczestniczyć w coniedzielnej Mszy św. o godz. 15.

     Pięć minut drogi pod górę od sanktuarium znajduje się licząca prawie sto lat kamienna wieża widokowa feldmarszałka Helmuta Karla von Moltkego. Niższa niż ta na Wielkiej Sowie, ale pozwalająca także podziwiać piękny sudecki krajobraz.

     Równie wartą odwiedzenia i z podobnie ukazaną figurką Madonny z przebitym mieczami sercem, urokliwą świątynią jest średniowieczne sanktuarium MB Bolesnej w Starym Wielisławiu niedaleko Polanicy Zdroju. I o tym miejscu mówi się, że zatrzymał się tu św. Wojciech. To jedna z tzw. świątyń warownych, otoczonych murem z otworami strzelniczymi i basztami, w której mogła schronić się w czasie najazdu wroga okoliczna ludność.

     Jeszcze inne sanktuarium MB Bolesnej można znaleźć w niewielkich Bobolicach koło Ząbkowic Śląskich. - To sanktuarium o charakterze lokalnym, ale żyje dzięki Pieszej Pielgrzymce Świdnickiej na Jasną Górę, która przechodzi przez Bobolice i zatrzymuje się w sanktuarium na Eucharystię. Dzięki temu jest to miejsce dobrze znane - mówi ks. Dariusz Saka-luk. Tamtejsza figurka przedstawia Matkę Bożą (Piętę), ze zdjętym z krzyża Chrystusem na kolanach.

     Matka Boża Bolesna jest także patronką Wałbrzycha, gdzie znajdujemy kolejne sanktuarium maryjne. Jest to najstarszy udokumentowany zabytek tego miksta, związany z legendą o rycerzu, który dziękując Matce Bożej za uratowanie życia, postawił kaplicę. Za ołtarzem wypływało źródełko, którego woda cudownie uzdrawiała, głównie oczy. Nie można przy okazji minąć stojącej tuż obok neogotyckiej kolegiaty św. Aniołów Stróżów, jednej z najokazalszych świątyń Dolnego Śląska.

     Opinię, że największym skarbem ziemi kłodzkiej są jej świątynie, potwierdza wiele kościołów. W Ząbkowicach Śląskich wart zobaczenia jest gotycki kościół św. Anny, obok którego znajduje się krzywa wieża znacznie bardziej pochylona niż ta w Toruniu: ma 2,12 m przechyłu. Tutejszy proboszcz, ks. Marian Mądry zwraca także uwagę na umieszczone na jednej ze ścian kościoła epitafium wnuka Wita Stwosza. - Niemcy przyjeżdżają tu specjalnie, żeby je zobaczyć - mówi. W kościele ss. klarysek znajdują się otaczane powszechnym kultem relikwie dominikanów bestialsko zamordowanych podczas najazdu husytów w 1425 r. na to miasteczko. A na ząbkowickim rynku zachwyca wzbijający się w niebo neogotycki ratusz.

     Podobnie jak sanktuarium w Bobolicach, także sanktuarium MB Łaskawej w Kiełczynie wydaje się nieproporcjonalnie okazałe jak na miejscowość, w której stoi. - Cała ziemia kłodzka nazywana jest przez tutejszą społeczność zakątkiem Pana Boga lub Krajem Maryjnym, nie może więc być inaczej - komentuje ks. Sakaluk. Pierwszy kościół kiełczyński stał tu już w 1240 r. Tak, jak niemal wszędzie, są tu ślady panowania niemieckiego. Tu przypomina o tym napis na starym konfesjonale: "Zu Ehren der Góttlichen Barmherzigkeit; errichtet von der dankbaren Pfarrgemeinde Kóltschen; Laetare 1934" (Na cześć Bożego Miłosierdzia; wzniesione przez wdzięczną parafię Kiecczyna; w IV Niedzielę Wielkiego Postu 1934 r.).

     W stolicy diecezji świdnickiej nie można pominąć wizyty w katedrze św. Stanisława i św. Wacława z najwyższą na Dolnym Śląsku, mającą 103 m, wieżą, oraz wpisanego na listę UNESCO ewangelicko-augsburskiego Kościoła Pokoju. Jego nazwa bierze się z postanowień kończącego wojnę trzydziestoletnią pokoju westfalskiego (1648), na mocy którego ewangelicy mogli wybudować m.in. w Świdnicy kościół. Pokój ten jednak narzucał budowniczym pewne ograniczenia: świątynia musiała powstać w ciągu jednego roku, wyłącznie z drewna, piasku, gliny i słomy, bez wież i dzwonów. Sprostanie temu uczyniło ze świdnickiego Kościoła Pokoju budowlę niecodzienną, niemal wyraz geniuszu jego twórców. Wzniesiona na planie krzyża greckiego o powierzchni ponad tysiąca m2 może pomieścić 7,5 tys. ludzi, w tym 3 tys. siedzących. Kościół można zwiedzać do października w godz. 9-13 i 15-18.

     Kościół w Międzylesiu szczyci się i przyciąga turystów amboną w kształcie łodzi. Z kolei Duszniki^Zdrój mogą pochwalić się kościołem Apostołów Piotra i Pawła z amboną w kształcie wieloryba, z którego pyska kapłani, niczym biblijny Jonasz, głoszą kazania. Bardzo ważnym - jak podkreśla ks. Sakaluk - dla diecezji świdnickiej kościołem jest też późnobarokowe sanktuarium Matki Bożej Przyczyny Naszej Radości na Górze Iglicznej czyli popularnie "Marii Śnieżnej". Jej wizerunek nawiązuje do obrazu Matki Bożej z bazyliki Santa Maria Maggiore w Rzymie.

     DOLNOŚLĄSKIE ZAMKI

     Kamieniec Ząbkowicki ma inną jeszcze, obok pocysterskiej infrastruktury, atrakcje turystyczną. To zbudowany na kamienieckim wzgórzu w latach 1838-1872 wg projektu słynnego architekta Karla Schinkla monumentalny, neogotycki pałac. Należał do księżnej pruskiej Marianny Orańskiej - właścicielki od 1830 r. wszystkich dóbr kamienieckich. - Łatwo można odnaleźć tu motywy krzyżackich zamków, angielskich katedr i arabsko-normańskiej architektury. Do urządzenia pałacu zużyto 3 tony złota, choć za mały, złoty pierścionek można było wtedy zakupić wioskę. Zamek miał własny system elektryczny, wodociągowy, centralne ogrzewanie, na które miesięcznie szło 40 ton koksu, a nawet windy - opowiada przedstawicielka dzisiejszego dzierżawcy pałacu.

     Jako jedyne tego typu w Polsce dzieło ukończone w całości obiekt zachwyca swoim rozmachem, a jednocześnie straszy jako będąca wspomnieniem artystycznego i architektonicznego geniuszu rozsypująca się ruina. Do końca II wojny światowej pałac był w niemieckich rękach, dlatego być może Armia Czerwona uznała budowlę za hitlerowską fanaberię i z premedytacją zaczęła ją dewastować. Pałac rozgrabiono i podpalono. Płonął dwa tygodnie, a potem wszystko, co się dało, wywożono. Czy jakieś materiały budowlane posłużyły do odbudowy stolicy? Wieść gminna głosi, że główne marmurowe schody pałacu trafiły do Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Przez kilkadziesiąt lat pałac popadał w dalszą ruinę. Teraz cieszy się zainteresowaniem turystów, póki jeszcze jest co oglądać.

     Miejscem obowiązkowo odwiedzanym jest także leżący niedaleko Wałbrzycha, powstały z inicjatywy Piastów świdnickich w 1292 r. zamek w Książu. To największy na Dolnym Śląsku i trzeci co do wielkości - po zamkach w Malborku i na Wawelu - zamek w Polsce. W swoim zasadniczym kształcie zbudowany w połowie XVI w. jako neogotycka rezydencja rodu Hochbergów liczył 400 pokoi; w czasie wojny miał być jedną z siedzib Adolfa Hitlera. Podobnie jak pałac w Kamieńcu, po wojnie przez wiele lat zaniedbany, dziś na nowo świeci dawnym blaskiem. Bilety są drogie, ale nawet nie wchodząc do pałacowych komnat, można skorzystać z cienia i spokoju pięknych, parkowych alei i fontann oraz podziwiać zamkową architekturę.

     KAPLICA CZASZEK

     Jest też w Kotlinie Kłodzkiej, w najstarszej z trzech parafii Kudowy-Zdroju, czyli Czermnej, kaplica niezwykła, do której podobne są jeszcze tylko trzy na świecie. Jej wystrój w miejsce barokowego przepychu stanowią kryjące wszystkie ściany i sufit kości 3 tys. osób, a w krypcie o głębokości 4,8 m pod podłogą znalazło swoje miejsce wiecznego spoczynku kolejne 22 tys. ludzi. Corocznie w nocy z 14 na 15 sierpnia odprawia się tu Mszę św. i tutejsza społeczność modli się w intencji tamtych zmarłych.

     - Pochowani tu to ofiary wojny 30-letniej oraz czarnej ospy i cholery, która w 1680 r. zabrała ponad 80% ludności regionu. Potem były jeszcze klęski nieurodzaju i głodu w Królestwie Czeskim i wojny śląskie. Tych ludzi nie było komu pochować, a ich płytko zakopane kości częstokroć wystawały z ziemi, były rozrzucone po okolicy - tłumaczy opiekun kaplic, pan Piotr. W 1775 r. zaczął je zbierać i układać w kaplicy nowo przybyły do Czermnej wikary, ks. Wacław Tomaszek. - Ta kaplica to sanktuarium zadumy nad ludzkim przemijaniem. Nie ma tu tabliczek z napisami, kto był mądry, a kto nie, kto był katem, a kto ofiarą, kto katolikiem, protestantem, a kto husytą. Wszystkich złączyła śmierć - tłumaczy pan Piotr.

     I jest to alegoria losów całego Dolnego Śląska - krainy pięknej, ale surowej, która łączy ze sobą pod wspólnym sztandarem Boga i Jego Matki trzy narody, kultury i tradycje. Ten Dolny Śląsk, który podziwiamy jedynie z okien samochodów, jadąc z Wrocławia do czeskiej Pragi, zaprasza, by go bliżej poznać.


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

1 sierpnia 2010


Wilno. Barok z kamienia i obłoków Wilno. Barok z kamienia i obłoków
Jadwiga Rogoża
Przewodnik, który ma za zadanie ułatwić wszystkim zainteresowanym dotarcie na Litwę oraz do wszystkich ważnych obiektów zabytkowych w Wilnie ... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 yutta: 12.05.2015, 16:53
 tak, ale to co zostało tu opisane to tylko mała kropelka z czego słynie kotlina kłodzka
 mzzz: 18.02.2015, 19:21
 kotlina Kłodzka jest wspaniała, każdy musi ją odwiedzić
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej