Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Beskid Sądecki

     Gdzie Papież uczył geografii

     Powodów, dla których warto znaleźć się w Beskidzie Sądeckim, jest wiele, ale wystarczą trzy: św. Kinga, femkowskie cerkiewki i papieska "powtórka z geografii".

     Beskid Sądecki samo jego położenie czyni miejscem niezwykle atrakcyjnym turystycznie. Na zachodzie okala go wstęga Dunajca, za którym są już Gorce oraz pienińskie szczyty Sokolicy i Trzech Koron. Od wschodu odgraniczają go od Beskidu Niskiego doliny Kamienicy, Mochnaczki, Muszynki oraz Przełęcz Tylicka. Od północy Beskid Sądecki płynnie rozpoczyna kraniec Kotliny Sądeckiej, a jego naturalną, południową granicą są słowackie Góry Lubowelskie. Wszystko to na wyciągnięcie ręki. Jeśliby rozpocząć poznawanie tej krainy od zachodu, można zatrzymać się w Limanowej, Szczawnicy lub Krościenku nad Dunajcem. Jeśli od wschodu - wyśmienitym punktem wypadowym jest Krynica-Zdrój. Ma Beskid Sądecki swoją koronę, krwioobieg i serce. Koroną - nie tylko ze względu na swoje położenie - jest Stary Sącz. Aortą - Poprad, którego warkocz dzieli tę krainę na - jak powiedziałby Jan Paweł II - dwa płuca: na zachodzie pasmo Radziejowej, a na wschodzie - Jaworzyny. Sercem zaś jest Krynica-Zdrój. Od setek lat ciągną do Beskidu Sądeckiego turyści i pielgrzymi, aby umocnić i ciało, i - może przede wszystkim - ducha. Warto wiec wyruszyć, póki trwają wakacje, razem z nimi.

     PRZEDPOLE BESKIDU

     W nieco ponad godzinę drogi do Starego Sącza, na Szlaku Świętych i Błogosławionych Diecezji Tarnowskiej, leży Szczepanów - miejsce urodzenia św. Stanisława Biskupa. Fundatorami pierwszego tutejszego kościoła byli rodzice świętego, co oznacza, że powstał on w 30. latach XI w. jako jeden z najwcześniejszych po wprowadzeniu w Polsce chrześcijaństwa. Na jego miejscu w 1470 r. murowany kościół wzniósł nie kto inny, jak Jan Długosz. Dziś stoi tu duża neogotycka świątynia dobudowana do małego Długoszowego kościółka, tworząc z nim architektoniczną całość.

     Sława patrona sprawia, że licznie przybywają tu pielgrzymi, modląc się w intencji ojczyzny. Spotykam w środku dwie kobiety: matkę i córkę - jak w Piśmie Świętym: Martę i Marię. Przyjechały na rowerach z pobliskiego Przyborowa, żeby pomodlić się za to, co dzieje się w stolicy przed Pałacem Prezydenckim. Widząc, że jestem "nie stąd", informują z dumą: w maju 2003 r., w 750-lecie kanonizacji św. Stanisława, przybył tu legat papieski kard. Joseph Ratzinger, aby uczestniczyć w wyniesieniu kościoła w Szczepanowie do godności bazyliki mniejszej. ,P>      Jadąc dalej warto zatrzymać się w malutkim, ale przepięknie stojącym tuż nad lustrem wody Zalewu Czchowskiego sanktuarium świętych Pustelników Świerada i Benedykta w Tropiu. Surowe wnętrze i romańskie prezbiterium zdradza, że tropski kościółek ufundował na miejscu dawnego kultu pogańskiego już w 1045 r. król Kazimierz Odnowiciel.

     Nie bez powodu na ścianie świątyni wisi niewielki baner przypominający: "Jesteśmy tu u korzeni. Tu trzeba przypielgrzymować i na tym miejscu uklęknąć". To słowa abp. Karola Wojtyły, wypowiedziane w 1966 r., gdy "przypielgrzymował" tu podczas diecezjalnych uroczystości 1000-lecia chrztu Polski. Jest tu - jak przystało na sanktuarium świętych pustelników - także pustelnia, do której prowadzi droga koło zabytkowego cmentarza 510 ofiar głodu i zarazy w 1847 r.

     Innym punktem przystankowym jest zapora zbiornika w Rożnowie, gdzie można zjeść rybę w smażalni oraz wypożyczyć łódkę, kajak lub rower wodny. Można też wsiąść na wycieczkowy statek "Jaskółka", by odbyć półgodzinny rejs do Gródka nad Dunajcem i z powrotem. Ważnym miejscem jest Nowy Sącz - miasto, jak o nim mówił Jan Paweł II, urzekające swoim pięknem i gospodarnością. Doświadczam tu w praktyce fenomenu diecezji tarnowskiej. Wielodzietne rodziny, najwyższy w Polsce odsetek dominicantes i communicantes oraz powołań kapłańskich - to wszystko przypominam sobie, wchodząc wczesnym popołudniem w wakacyjny dzień roboczy do bazyliki św. Małgorzaty, gdzie odbywa się właśnie tygodniowy odpust ku czci Przemienienia Pańskiego. - Czy dlatego ten ogromny kościół jest pełen rozmodlonych, spowiadających się ludzi? - pytam jedną z nielicznych wychodzących z kościoła osób. Zamiast oburzenia słyszę życzliwą, twierdzącą odpowiedź. Ze zwiedzania bazyliki więc nici - myślę i zwiedzam miasto: jeden z najpiękniejszych w Polsce ratuszów, XIX-wieczną synagogę, ruiny zamku z XIV w. i Dom Gotycki z przełomu XV i XVI w., będący obecnie Muzeum Okręgowym. Do św. Małgorzaty wracam wieczorem, ale ludzi w kościele jest jeszcze więcej. W innych kościołach także na wieczornych Mszach Świętych w dni powszednie trudno o wolne miejsca w ławkach. Jednym słowem: diecezja tarnowska! Tu łatwiej zrozumieć dlaczego - jak powiedział w Starym Sączu Jan Paweł II - ziarno świętości posiane w sercu Kingi w rodzinnym domu, znalazło w Polsce dobrą glebę do rozwoju.

     DIAMENT W KORONIE

     Stary Sącz należy do Kapituły Najstarszych Miast w Polsce. Swoim pięknem inspirował malarstwo Nikifora i Jana Cybisa. To tu w kamienicy przy ul. Sobieskiego 18 spędziła dzieciństwo śpiewaczka Ada Sari i tu corocznie na przełomie czerwca i lipca organizowany jest Festiwal Muzyki Dawnej "Muzyka w Stary Sączu". Tu też urodził się ks. prof. Józef Tischner. Jednak prawdziwym diamentem w tej koronie Beskidu jest sanktuarium św. Kingi i założony przez nią klasztor klarysek.

     - Już od momentu śmierci księżnej Kingi otaczano ją kultem. Ludzie tu naprawdę wiele duchowo otrzymują. Nie bez racji mówi się, że to jest duchowe zaplecze dla wiernych Sądecczyzny i oaza modlitwy. Czuje się te wieki, te mury przemodlone nie tylko przez klaryski, ale wszystkich, którzy tu przybywali i przybywają - mówi s. Klarysa Izborska, przełożona klasztoru w Starym Sączu. - Nie liczymy przyjezdnych, ale są z całego świata. Nie brakuje turystów, ale - inaczej, niżby się wydawało - coraz więcej osób przybywa tu w celach religijnych - dodaje. Jest to znane miejsce łask i uzdrowień.

     - Święta Kinga wyprasza potomstwo małżeństwom bezdzietnym. Kroniki znają także przypadki odzyskania wzroku. Wiele jest łask duchowych, łask wyjścia z alkoholizmu, uratowania trwałości małżeństwa, np. w sytuacji zdrady - przekonuje s. Izborska. Co ją samą najbardziej fascynuje w tym miejscu?

     - Święta Kinga ma już ponad 700 lat, a ciągle jest kochana i niesamowicie popularna. To jest fenomen tego miejsca, które pulsuje świętością naszej patronki. Nie sposób tu nie myśleć o Bogu i nie snuć refleksji nad swoim życiem - kończy nasz krótki dialog w klasztornej rozmownicy.

     INNE PERŁY KORONY

     Za czasów pobytu św. Kingi w sądeckim klasztorze stał się on jedynym naówczas w Polsce ośrodkiem piśmiennictwa i uprawiania sztuk pięknych, głównie muzyki, a także pierwszym miejscem kształcenia kobiet. To tu siostry po raz pierwszy zaczęły śpiewać podczas nabożeństw i tu powstały jedne z najwcześniejszych tłumaczeń pieśni i psalmów łacińskich na język polski - czytamy w przewodnikach. Jan Paweł II przypominał, że z tym miejscem wiąże się powstanie takich pomników literatury, jak pierwsza napisana po polsku książka: Żołtarz Dawidów - Psałterz Dawidowy. Istnieje nawet hipoteza, że starosądecki klasztor był kolebką "Bogurodzicy", której autorstwo niektórzy badacze przypisują św. Kindze. W skład zespołu klasztornego klarysek wchodzi konsekrowany w 1332 r., będący sanktuarium św. Kingi gotycki kościół Trójcy Przenajświętszej, przylegająca do niego gotycka kaplica grobowa świętej oraz późnorenesansowy klasztor, zbudowany w pierwszych latach XVII w. Okalają ten zespół średniowieczne obwarowania z basztą i wjazdową wieżą bramną. Budynki kryją prawdziwe skarby. Największym z nich jest znajdująca się w kaplicy srebrna trumienka z relikwiami św. Kingi, którą klaryski wyprowadziły z klasztoru tylko raz - na uroczystości kanonizacyjne na starosądeckich plantach. Nad nią stoi wyzłocona, wykonana w XV w. z drzewa lipowego figura świętej.

Kinga (Kunegunda) księżniczka węgierska, żona polskiego księcia Bolesława (z którym tworzyła biate małżeństwo, stąd nazywany jest Wstydliwym) od najmłodszych lat słynęła z pobożności. Cały jej posag Bolesław zużył na żołd dla żołnierzy broniących Polski przed najazdami tatarskimi, dlatego w 1257 r. w zamian ofiarował jej ziemię sądecką, gdzie wkrótce Kinga ufundowała dwa kościoły i klasztory: dla franciszkanów i klarysek. Gdy w grudniu 1279 r. Bolesław umarł, niezwłocznie wstąpiła do starosądeckiego zakonu klarysek i w rok później zapisała mu całe miasto Sącz wraz z licznymi wsiami po obu stronach Dunajca i Popradu. W klasztorze spędziła 13 lat, gdzie umarła i spoczęła w powszechnej opinii świętości. Została beatyfikowana w 1690 r., a jej kanonizacji na starosądeckich plantach dokonał 16 czerwca 1999 r. Jan Paweł II.
     - Rzeźba świętej wiele mówi. Kinga jako księżna trzyma w ręku berło, a na głowie ma mitrę. Stoi na odwróconej koronie na znak, że wyrzekła się godności królewskich. W drugiej ręce ma miniaturę starosądeckiego kościoła na znak, że jest fundatorką tego i innych, w tym także godnego uwagi drugiego starosądeckiego kościoła, św. Elżbiety, bliskiej krewnej św. Kingi - tłumaczy jeden z kleryków oprowadzających kolejne pielgrzymkowe grupy po kościele.

     Inne skarby świątyni to m.in. barokowy ołtarz główny oraz unikatowa ambona z 1671 r. przedstawiająca tzw. Drzewo Jessego - drzewo genealogiczne Chrystusa. Ciekawostką są organy z dwiema klawiaturami: po stronie klauzury dla sióstr i po stronie kościoła - dla świeckiego organisty. Na dziedzińcu rośnie lipa zasadzona w miejscu, gdzie według legendy z wbitej w ziemie laski św. Kingi wyrosło drzewo, pod lipą stoi współczesna jęj figura, a niedaleko klasztoru bije źródełko św. Kingi, mające lecznicze właściwości.

     Wspomnieć warto, że w podziemiach klasztornych pochowana jest także inna królowa polska - Jadwiga, żona Władysława Łokietka, która po śmierci męża również wstąpiła do starosądeckiego klasztoru.

     POMNIK FIZYCZNY I DUCHOWY

     Przed papieskim ołtarzem, przed którym 16 czerwca 1999 r. zgromadziło się blisko 700 tys. pielgrzymów, ta sama wielka łąka, świeżo skoszona trawa i panorama obu pasm Beskidu. Tylko deszcz, który wtedy nikogo nie oszczędzał, dziś zastąpiło mocno świecące słońce. - Ten ołtarz jako jedyny w Polsce po wizycie papieskiej nie został rozebrany ani przeniesiony, ale stoi w nienaruszonym stanie - tłumaczy ks. Tadeusz Sajdak, dyrektor Diecezjalnego Centrum Pielgrzymowania, które wybudowano tuż przy Ołtarzu Papieskim i poświęcono w czerwcu 2010 r. - Ołtarz jest pomnikiem fizycznej obecności papieża wśród nas, a Centrum to pomnik duchowy, zbudowany dla następnych pokoleń - dodaje.

     Na drewniany, bardzo dobrze zachowany, stylizowany na góralską chatę ołtarz może wejść i zwiedzić jego zakamarki każdy, kto chce. - Tu stalą trumienka z relikwiami św. Kingi, a tu, z tyłu prezbiterium, zamontowano dla Ojca Świętego windę - tłumaczy grupce znajomych bardziej zorientowana siostra zakonna. Po prawej stronie u dołu ołtarza stoi także kapliczka z figurą Pana Jezusa Frasobliwego. Miała pozostać po papieskiej wizycie tylko ona, ale miejscowa społeczność, przy wydatnej pomocy sióstr klarysek, wywalczyła u właściciela ówczesnego terenu, że stoi i ołtarz.

     Pod ołtarzem, gdzie wtedy byta zakrystia dla biskupów i kardynałów, dziś jest skromne, ale tylko powierzchnią, Muzeum Jana Pawła II. W środku odtwarzane są nagrania ze spotkania z papieżem. Na ścianach zdjęcia, pamiątkowe monety i medale z papieżem. Jest też fotel, na którym siedział, ornat, w którym kanonizował Kingę... Szczególnie cenne wydają się umieszczone w gablotach rzeczy osobiste Jana Pawła II: sutanna i piuska noszona w 1999 r., turystyczny sprzęt, którego od 1980 r. używał: czapka, buty do chodzenia i narciarskie, narty, kurtka, sweter, rękawiczki, kijki narciarskie... Wszystko to można oglądać bezpłatnie codziennie od godz. 8-20. Z kolei Diecezjalne Centrum Pielgrzymowania, które powstało z myślą o pielgrzymach oraz jako ośrodek rekolekcyjno-formacyjny, oferuje 74 komfortowe miejsca noclegu w 35 pokojach. Organizuje też cykliczne miejskie, górskie, autokarowe i kajakowe wycieczki przybliżające Sądecczyznę i jej bogactwo duchowe.

     PAPIESKIM SZLAKIEM

     Nie można przyjechać w Beskid Sądecki i nie pójść w góry, a że beskidzkie szlaki, choć niezbyt trudne do chodzenia, wymagają czasu, dlatego trzeba zarezerwować sobie na przejście np. ze Szczawnicy do Piwnicznej 8-12 godzin. To trasa w dużej mierze wzorowana na papieskiej "powtórce z geografii", dlatego zaczynam w odwiedzanym często przez kard. Wojtyłę Krościenku, gdzie - na Kopiej Górce - pełnia oazowego sezonu.

POWTÓRKA Z GEOGRAFII

Jesteśmy tu, w Starym Sączu. Stąd wyruszamy ku Dzwonkowce, Wielkiej Raczy, na Prehybę; dochodzimy do Wielkiej Raczy. Wracamy na Prehybę i schodzimy albo zjeżdżamy na nartach. Z Prehyby do Szlachtowej i do Krościenka. W Krościenku, na Kopiej Górce jest Centrum Oazy. W Krościenku przekraczamy Dunajec, który płynie razem z Popradem w kierunku Sącza Nowego i Starego, i jesteśmy w Sączu z powrotem.

Jan Paweł II, Stary Sącz, 16 czerwca 1999 r.
     Na Dzwonkówkę (982 m) ze Szczawnicy trzeba iść żółtym szlakiem koło schroniska pod Bereśnikiem. Już po kilkunastu minutach drogi łagodnie, choć jednostajnie prowadzącej pod górę pierwsza nagroda - widok na szczyty Pienin w całej okazałości. Potem szlak prowadzi tak, że niemal przez cały czas podziwiać można Pieniny Czorsztyńskie i Małe. Większość beskidzkich szczytów jest obrośniętych lasem. Za to widoki, które objawiają się, kiedy wychodzi się na odsłonięte zbocza, wynagradzają wszystko. Po prawie dwóch godzinach marszu i podejść jestem na Dzwonkowce. Odpoczywa tam grupka młodzieży. Wszystkich rozbawia wpatrujący się pilnie w jedną z ław mały chłopiec, który pyta ojca: - Czy papież, jak tu był, też pisał wszędzie: "Tu byłem. Jan Paweł II?". Ale to prawda - Karol Woj tyła tu był!"

     Od Dzwonkówki prowadzi już - głównie lasem - szlak czerwony. Cisza, spokój i tylko od czasu do czasu zrywa się wypłoszony z zarośli głuszec, którego ostoją jest właśnie Pasmo Prehyby i Radziejowej. W drodze na Prehybę, pod szczytem Skałka (1161 m), znajduje się Krzesło św. Kingi - twór skalny przypominający siedzenie, na którym miała według legendy usiąść królowa Kinga. Jest tam także jej źródełko.

     W godzinę od Dzwonkówki jestem na Prehybie (1175 m). Tam spotykam pana Henryka, który od kilkudziesięciu lat na początku sierpnia pokonuje tę samą, co ja, trasę. Kiedyś przyjeżdżał z żoną. Teraz po jej śmierci jest tu z dwoma niemal dorosłymi córkami: Kasią i Zosią. - Fajnie jest oglądać te miejsca i widoki, które wiele lat temu widziała nasza mama i papież - mówi nieśmiało jedna z nich. Niektórzy idą dalej szlakiem niebieskim do Rytra, ale większość podąża dalej czerwonym. Za południowym szczytem Złomistego Wierchu strome zejście pokazuje kopułę Radziejowej (1262 m), najwyższego szczytu Beskidu Sądeckiego. Postawiona tam w 2006 r. drewniana wieża widokowa dziś już nie nadaje się do użytku, dlatego niemal wszyscy postój robią nieco dalej, na stromym zejściu do Wielkiego Rogacza, skąd po raz pierwszy w całej okazałości objawia się pasmo Jaworzyny Krynickej.

     Na Wielkim Rogaczu (1172 m), nazwanym - i była to jedyna papieska pomyłka podczas "powtórki z geografii" - przez Jana Pawła II Wielką Raczą (szczyt w Beskidzie Żywieckim), spotykam grupę akademików z KUL-u, Wyższej Szkoły Gospodarki w Bydgoszczy oraz Studium Etyczno-Filozoficznego w Paryżu. We wspomnianym już Diecezjalnym Centrum Pielgrzymkowym biorą udział w jednym z seminariów. - Góry mają oczyścić umysł, aby człowiek doszedł do prawdy - tłumaczy sens seminaryjnych "zajęć z chodzenia po Beskdzie" prorektor bydgoskiej uczelni Ryszard Maciołek. - A że dziś jest święto Przemienia Pańskiego, mamy dobrą okazję do przemiany - dodaje z uśmiechem. Już w latach 80. jako student chodził m.in. tymi szlakami z prof. Włodzimierzem Dłubaczem z Katedry Filozofii Boga na KUL-u. - Wspólnie czytaliśmy Arystotelesa i potem szliśmy w góry. Beskid Sądecki jest bardzo atrakcyjny pod względem widokowym, bez ostrych podejść, dla każdego. Możemy, jak perypatetycy, iść i dyskutować - kończy nie tracąc dobrego humoru.

     Przypomnienie o dzisiejszym święcie sprawia, że schodząc przez Trześniowy Gron do Piwnicznej-Zdroju przyspieszam kroku.

     SPOKOJNIEJ BYĆ NIE MOŻE

     Piwniczna i sąsiednie miasteczka to najlepszy rejon do pieszych wypadów w góry. Ma się szlaki z każdej strony, a w zimie bardzo dobre warunki narciarskie. - Od Krynicy są tłumy turystów. To samo od Krościenka i Szczawnicy. A tu spokój i cisza. Wystarczy wyjść w góry i po 20 minutach człowiek jest w innym świecie - tłumaczy ks. Krzysztof Czech, proboszcz w Piwnicznej, przewodnik beskidzki. Wie, że "powtórką z geografii" każdy przejść musi, ale poleca mniej uczęszczane szlaki. - Warto pójść na Piwowarówkę, w stronę Eliaszówki i potem w stronę Obidzy i Niemcowej. Albo od Wierchomli, od wyciągu, na Przełęcz Rozdziela w stronę Małych Pienin. To są spokojne szlaki. Są też tzw. szlaki gminne - spacerowe, krótsze, prowadzące w ciekawe miejsca, a nie wymagające wielkiej kondycji.

     Beskid to dobre miejsce na wędrówki rodzinne - zachwala proboszcz z Piwnicznej. Poleca Beskid Sądecki także z innych powodów. - To teren wód mineralnych i różnych źródeł, które w dolinie Popradu znajdują się praktycznie wszędzie, począwszy od Rytra przez Piwniczną, Żegiestów, Muszynę, Krynicę.,. Stąd właśnie mamy Piwniczankę, Muszyniankę, Kryniczankę itd. Żeby się napić, przyjeżdża wielu - dodaje. Martwi się tylko, że piwniczanie, choć niezamożni, nie dość wykorzystują skarb, który mają. - Łatwo tu o nocleg. Choć posyłam im turystów na kwaterunek jak mogę, jakoś nie mają zmysłu przedsiębiorczości, żeby się zareklamować. Jest tu tak fajnie, a mają tak zadziadowane, że niech ich... Spokojniej tu już być nie może - mówi z góralską swadą ks. Czech, który sam pochodzi z Beskidu Żywieckiego. Na koniec zwraca uwagę, że okolicznymi wzgórzami w czasie II wojny światowej przechodziły ważne szlaki kurierskie. Do dziś mieszkają tu kurierzy - starsi panowie i panie, którzy spotykają się, by wspólnie tamte czasy wspominać oraz organizować dla młodzieży rajdy dawnymi szlakami kurierskimi.

     ŁEMKOWSKIE ŚWIĄTYNIE

     Część Beskidu Sądeckiego na wschód od Popradu nie jest tak atrakcyjna pod względem szlaków górskich jak pasmo Radziejowej-Prehyby. Posiada jednak - obok kurortów i miejscowości zdrojowych - inny prawdziwy klejnot: kilkanaście oddalonych od siebie o kilka zaledwie kilometrów łemkowskich cerkwi na Szlaku Architektury Drewnianej.

     Kiedy w 1947 r. w ramach Operacji "Wisła" ponad 140 tys. osób, głównie narodowości ukraińskiej, zostało wysiedlonych z południowo-wschodniej Polski na tereny tzw. Ziem Odzyskanych, pozostały po nich greckokatolickie świątynie. Nowi mieszkańcy terenów na wschód od Krynicy zaadaptowali je na potrzeby liturgii rzymskiej, pozostawiając tam, gdzie tylko to było możliwe, ich unicki charakter.

     Dzięki temu ocalały. Na cebulastych hełmach cerkwi krzyż "ruski" zamieniono na łaciński, a wewnątrz pojawiły się ławki, ołtarz z ambonką, które najczęściej ustawiano przed ikonostasem, oraz tabernakulum - przeważnie w głębi, za ikonostasem. Cała reszta - architektura, wystrój i polichromie, a nawet często patroni kościołów - pozostała.

     Najdalej wysunięta na zachód cerkiew Zaśnięcia Bogarodzicy (obecnie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny) w Andrzejówce zachwyca malowanymi pseudolatarniami. Zaledwie kilka kilometrów od niej na wschód stoi na zboczu góry cerkiew świętych Kośmy i Damiana w Miliku, którą różnią od pozostałych cerkiewek boczne kaplice tworzące rodzaj transeptu. Obie te cerkwie wyróżnia także obecność w nich płaszczenicy - ikony na płótnie, przedstawiającej Chrystusa w grobie.

     Po Mszy Świętej siadam przed cerkwią z panem Marianem, milikowskim kościelnym, oraz ks. Rafałem Łukasikiem, zastępującym przez miesiąc miejscowego proboszcza. Dziwię się nieco, że wszystkie dzieci w drodze do i z kościoła mówią mi - nieznajomemu - "dzień dobry". - Pozostały tu nie tylko łemkowskie świątynie, ale także wiele z lemkowskich zwyczajów - odpowiada pan Marian. Mimo, że parafia malutka, do Mszy Świętej i w powszedni dzień służy dziesięciu ministrantów. Wszystkie dzieci siadają w ławkach z przodu. Z kolei dorośli - choć nikt im tego nie sugeruje - dzielą się: kobiety osobno po lewej, a mężczyźni - po prawej stronie. - Mieszka tu i w Andrzejówce łącznie 950 osób, ale z kolegą w pierwszy piątek miesiąca spowiadaliśmy po dwie godziny. Ludzie tu wiedzą, że "Szczęść Boże" mówi się do kogoś, kto jest przy pracy, a do księdza: "Niech będzie pochwalony...". Nikt obok księdza nie przechodzi obojętnie - chwali miliczan ks. Rafał.

     Każda z odwiedzanych cerkwi zachwyca czym innym; każda ma swoją tajemnicę. Cerkiew św. Dymitra w Szczawiku wyróżnia to, że wbrew łemkowskim zwyczajom stoi nie na wzgórzu lub zboczu, ale na terenie płaskim. Za nią bije ogólnodostępne źródełko "Szczawnik", którego wodę uważa się za najlepszą m.in. na chorobę wrzodową i kamicę nerkową. Cerkiew św. Łukasza Ewangelisty w Jastrzębiku ma wyjątkowej urody bramę wejściową, z zachowanym na niej krzyżem "ruskim", a jego poddasze upodobały sobie jedne z najrzadszych w Polsce nietoperzy - podkowce białe. Dalej na wschód znajduje się najstarsza w polskich Karpatach, bo zbudowana w 1600 r. cerkiew św. Jakuba Młodszego w Powroźniku. Pokryta gontem, jest perlą lemkowskiej architektury sakralnej, a w środku kryje wiele XVII-wiecznych ikon. W cerkwi świętych Kośmy i Damiana w Wojkowej spotykam tamtejszą legendę - Antoniego Głąba, emerytowanego dyrektora miejscowej szkoły, obecnie kościelnego, który niemal zawsze, niezależnie od oficjalnych godzin otwarcia cerkwi, czeka na zwiedzających. Mimo sędziwego wieku opowiada z pasją historię patronów kościoła, zachwala trzecią obok tych w Andrzejówce i Miliku plaszczenicę, która się tu zachowała, oraz opisuje dramat przesiedlania Łemków, które rozpoczęli już w 1940 r. Niemcy. Tu z kolei - jak mówi pan Antoni - mężczyźni siedają z przodu, a kobiety - w babińcu, z tyłu. - Na szczęście byli dobrzy księża, którzy zajęli się tymi cerkwiami. Nie zniszczyli ich, ale często wręcz odwrotnie - odrestaurowali i wyczyścili, bo Łemkowie palili dużo świec i cerkwie były w środku strasznie osmolone - dopowiada.

     Wędrując dalej warto zajechać do Tylicza, by podziwiać potężną wieżę cerkwi świętych Kośmy i Damiana, a do Muszynki - zobaczyć ikony proroków na sklepieniu najdalej położonej na wschód w Beskidzie Sądeckim cerkwi św. Jana Ewangelisty. Stąd zaś warto wybrać się na spacer na górę Jawor, gdzie znajdują się stosunkowo najlepiej zachowane Okopy Konfederatów Barskich.

     Beskid Sądecki to konglomerat niespotykanego gdzie indziej dziedzictwa wielkiej świętej oraz piękna przyrody i architektury, który czyni tę krainę miejscem niezwykłym. Święta Kinga - jak mówił Jan Paweł II - wciąż troszczy się o ten lud wierny i tę ziemię, która "nigdy nie przestała być jej szczególną własnością", a i samemu papieżowi "od lat była bardzo bliska". Tu modlił się, zdzierał turystyczne buty lub przyjeżdżał na narty, i tu robił nam powtórki z geografii. Warto więc w gościnę na tę ziemię przyjeżdżać.


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

22 sierpnia 2010


Ukraina zachodnia. Tam szum Prutu, Czeremoszu... Ukraina zachodnia. Tam szum Prutu, Czeremoszu...
Aleksander Strojny, Krzysztof Bzowski, Artur Grossman
Ukraina zachodnia - fascynująca mieszanka kultur, języków i wyznań, w której zaklęty został mit rubieży Rzeczypospolitej wielu narodów. Serdeczność mieszkańców tego terenu oczarowuje na równi z niezwykłą urodą tutejszego krajobrazu... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 genowefa: 10.09.2010, 23:49
 Zapraszamy w nasze góralskie piękne strony... :)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej