Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Wschodnia Słowacja

     Kartka ze Słowacji

     Anioł życzliwości zjawił się z odpowiednią propozycją. Podsunął wędrówkę szlakiem architektury drewnianej, czyli spotkanie z pięknem z drewna zrodzonym. Wyruszyli do wschodniej Słowacji.

     Przed nami kraj bardzo życzliwych ludzi, pełen uroku i spokoju. Powodują to łagodne wzgórza, źródła ożywczych i odżywczych, zwłaszcza dla schorowanego serca, minerałów, i usadowione zawsze na wzgórzach - jak w Toskanii czy Umbrii - kryte gontowymi dachami kościoły i cerkiewki o baniastych hełmach, zarówno prawosławne, jak i greckokatolickie. Widać jeszcze sporo pozostałości po socjalistycznych rządach, denerwuje architektoniczne bezguście, nie przesłania to jednak dojmującego wrażenia naturalnej harmonii.

     W BARDEJOWIE

     Prawdziwe cuda zaczynają się na szlaku wyznaczonym przez wieże sakralnych pamiątek. Bazylika Minor w Bardejowie, a więc kościół wyróżniony przez Jana Pawła II w roku Wielkiego Jubileuszu ze względu na szczególne nasycenie sztuką i religijnością, przenosi odwiedzających w sfery wyjątkowych jakości estetycznych.

     Ogromne wrażenie wywołuje zespół rzeźb "Tron łaski", znajdujący się na ołtarzu św. Barbary z lat 1480-1490, nazywany również "Ecce Homo". Przedstawia Boga Ojca jako starca, który siedząc na tronie podtrzymuje umęczonego Syna w cierniowej koronie. Postaci stanowią jedno, zjednoczone ideą zbawienia przez mękę i miłosierdzie. Mimo dramatycznego wydźwięku rzeźba jest lekka i dystyngowana, podnosząca niejako cierpienie do najwyższych godności. Wskazuje na paradoks zanotowany w Księdze Mądrości: "Bóg nie uczynił śmierci i nie cieszy się ze zguby żyjących".

     Całość bardejowskiej świątyni, z zespołem 11 ołtarzy gotyckich i przepięknym łukiem tęczowym, sprawia, że przyjmujemy z pokorą: odpowiedzią na tajemnicę śmierci i cierpienia jest Chrystus;

     PAWEŁ Z LEWOCZY

     Będąc w Słowacji trzeba koniecznie wstąpić na nieco dłużej do Lewoczy i wyruszyć na szlak znaczony kopułami greckokatolickich cerkiewek. Są to skarby najwyższej miary. Tu widać, że chwała oddawana Bogu łączy się zawsze z doświadczeniem estetycznym. Przekonuje o tym kościół św. Jakuba w Lewoczy, jeden z najcenniejszych zabytków Europy. Tutaj działali i tworzyli sławny na cały ówczesny świat mistrz Paweł i barokowy złotnik Jan Szillassi. Pawet z Lewoczy to postać wyjątkowa. Niestety, nie wiadomo, gdzie i kiedy się urodził ani jakiej był narodowości. Wiemy tylko, że działał i pracował w tym mieście, nadając artystyczny kształt wnętrzu kościoła św. Apostoła Jakuba Starszego, patrona wojowników, pielgrzymów i robotników.

     Cudem nad cudami jest ołtarz główny, wykonany przez Pawła i jego warsztat. Od posadzki prezbiterium aż po najwyższy punkt mierzy 18 metrów i 62 centymetry, a jego szerokość osiąga 6 metrów i 27 centymetrów. To najwyższy tego typu ołtarz na świecie. Moją uwagę zwróciła Ostatnia Wieczerza, wykonana przez mistrza Pawła ze szczególną pasją. Artysta przedstawił tę najważniejszą kolację kosmosu, jak nazwał ją ks. Krzysztof Niedałtowski w swej książce "Zawsze Ostatnia Wieczerza", w sposób teatralny i naturalistyczny zarazem. Szczegóły zostały dopracowane do najmniejszego detalu.

     W centrum przedstawienia artysta wyrzeźbił Jezusa delikatnie obejmującego św. Jana, którego głowa, oparta o blat stołu, dotyka piersi Zbawiciela. Jan ma zmrużone oczy, usta karminowe, gęste loki. Jest wewnętrznie uciszony, jakby nie przeczuwał tego, co stanie się dosłownie za chwilę. Jezus patrzy gdzieś ponad teraźniejszość, w tajemnicę nadchodzącego cierpienia. Judasz siedzący po przeciwległej stronie stołu, z przewieszonym mieszkiem na pieniądze, ma szeroko otwarte usta i niespokojny wyraz twarzy. Scena wyraża duchowy ruch każdej z osób dramatu, podkreślany znakomicie przez architektonikę całości. Pozostali apostołowie zostali uchwyceni również w ruchu. Jedni spożywają potrawy, inni piją wino.

     Artyzm mistrza Pawła koncentrował się właśnie na ujęciu architektoniki ołtarza, na którą składają się zestawy trójkątów i okręgów. Historycy sztuki mówią, że geometria ta podkreśla symbolikę chrześcijańską; trójkąt, jak wiemy, odsyła do Trójcy Świętej, a okrąg wskazuje na nieskończoność i absolutną doskonałość Boga. Barwy złote, przepełniające dzieło, wyrażają nie tyle blichtr tego, co zewnętrzne i przemijające, ile raczej odnoszą się do Bożej wieczności i tajemnicy wiecznego szczęścia.

     Obramowanie arcydzieła stanowią elementy dekoracyjne z wypunktowanymi kiśćmi winogron. Mają one znaczenie eucharystyczne. Ołtarz jest idealnie dopasowany do wnętrza prezbiterium, niemal wtapia się w jego przestrzeń. Stałem przed tym dziełem i rozważałem: jak wielka musiała być determinacja i religijne zaangażowanie Pawia, skoro zdołał dokonać tak wybitnego dzieła. Zapewne odczuwał gorące pragnienie ukazania własnych emocji i nadziei konfesyjnych. Gdyby tego nie czynił, jego sztuka nie przekroczyłaby ustalonych konwencji epoki. Warto o tym pamiętać i dzisiaj.

     Wschodnia Słowacja to królestwo drewnianej sakralnej architektury. Kościoły budowano z materiału najbliższego mieszkańcom tej ziemi, z drewna. Najstarsze są rzymskokatolickie drewniane kościoły o gotyckiej inspiracji, z jedną wieżą. Później pojawiają się - typowe dla łemkowskiej wyobraźni architektonicznej - zrębowe budowle o trzech cebulastych hełmach, zwieńczone kutymi krzyżami, zbudowane na ogół bez użycia gwoździ. Większość z nich datuje się na wiek XVII i XVIII. Wewnątrz wyróżniono w nich prezbiterium zamknięte ikonostasem, nawę główną i babiniec, gdzie mogły przebywać tylko kobiety. Obecnie tego podziału już się nie stosuje.

     PICASSO POD WANNĄ

     Niestety, trudno teraz o bliższy kontakt z umierającą już kulturą górali zwanych w Polsce Łemkami, a w Słowacji - Rusnakami. Zostali bowiem przesiedleni w ramach Akcji "Wisła" w roku 1947 przez polską władzę ludową i utracili swą kulturowo-etniczną niezależność. Znakiem ich życiowej aktywności są teraz nieliczne nazwy ulic i cerkiewki unickie o przedziwnym stylu, zwanym stylem łemkowskim, niespotykanym nigdzie indziej poza Łemkowszczyzną i Rusią Zakarpacką. Odwiedziłem niektóre z nich. Na ogól są wyremontowane, poddane działanibm konserwatorskim, wiele zachowało wyraźne ślady dawnej świetności. W Troćanach, Łukowie, Svidniku można zetknąć się z autentycznymi arcydziełami wyobraźni religijnej.

     Często za obrazem "Ostatniej Wieczerzy" albo "Ukrzyżowania" zauważamy wetknięty bukiecik kwiatów z bibułki, przywodzący na myśl matkę Andy'ego Warhola, Julię, która pochodziła z Mikowej. Ona właśnie robiła kwiaty z bibułki i puszek po konserwach oraz kolorowe łemkowskie pisanki. Jej syn Andrej Varhola, późniejszy sławny twórca pop-artu, nigdy nie zapomniał rodzinnych tradycji i przywiązania do wiary, choć oficjalnie uznawano go za liberała i trochę zwariowanego milionera-artystę. Zresztą, sprowadził swoją matkę w latach 50. XX w. do Nowego Jorku, gdzie mieszkał z nią aż do jej śmierci. Podobno rozmawiali tylko po łemkowsku i chodzili do unickiej cerkwi.

     W każdym razie spod maski ekscentrycznego twórcy wysuwa się obraz kogoś, kto jest nad wyraz wrażliwy na biedy innych ludzi, kto mierzy się z najgłębszymi problemami wiary, kto wreszcie spotyka się na prywatnej audiencji z Janem Pawłem II i wcale tak bardzo nie ekscytuje się sztuką współczesną (obraz Picassa znaleziono w jego łazience pod wanną). Łemkowski twórca odważył się również na "powtórzenie" tematu "Ostatniej Wieczerzy", jako jeden z nielicznych artystów, którzy nie ulękli się wielkości podjętego zadania. Czy osiągnął sukces? Komercyjny zapewne, czy jednak artystyczny? Stykając się z masowymi wytworami nowoczesnej wyobraźni Warhola pamiętajmy, skąd pochodził i co kształtowało jego egzystencjalną aktywność. Nie porzucajmy tak tatwo rodzinnej ojcowizny.

     POLSKA TOSKANIA

     Wracając ze Słowacji odwiedziliśmy Tarnów i najbliższe miastu okolice. Przewędrowaliśmy szlakiem architektury drewnianej, docierając do najmniejszych wioseczek z perłami kościółków i łemkowskich cerkwi greckokatolickich i prawosławnych na terenie Beskidu Sądeckiego i Niskiego. Dawno już nie przeżyłem takiego olśnienia i zdziwienia zarazem. Po cóż - rozmyślałem - jadę z drżeniem serca do Toskanii czy Umbrii (choć to rzeczywiście arcydzielne miejsca), skoro mam tak blisko skarby trudne do przecenienia. Każde napotykane w drodze miasteczko ukrywa jakiś klejnot.

     Religijność tych stron jest przysłowiowa. Odpusty - na przykład w Tuchowie - trwają całymi tygodniami. Aż przecierałem ze zdumienia oczy, widząc tysiące pielgrzymów z odpustowymi wiatraczkami i słomkowymi kapeluszami na głowach. Polska wiara pozostaje wiarą skromną, ale żywą, pełną duchowego napięcia i sentymentu. Bóg nas szczególnie umiłował, dając nam takie skarby. Pozostawajmy w drodze.


ks. Jan Sochoń


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 września 2010


Syberia. Wyprawa na biegun zimna Syberia. Wyprawa na biegun zimna
Jacek Pałkiewicz
Dotknęliśmy last frontier, ostatniej granicy, poznaliśmy nieuchwytny majestat i piękno nieskalanej przyrody, a także srogi, niegościnny klimat, gdzie cywilizacja jest odległym wspomnieniem. Pokonanie rozlicznych przeciwności losu okazało się surową próbą charakteru. Sprostaliśmy im dzięki nieugiętej woli i bezwzględnej determinacji... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej