Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jesteś alkoholikiem... - kto ma to powiedzieć? cz. II

     Pasja ratowania innych

     Wracając do końca 1970 r. otwieram notes i znajduję w nim miasta, w których miałem koncerty. Był to okres, w którym podczas koncertów wypowiadałem kilka słów o chorobie alkoholowej.

     Na nasze spotkania, o których zaczęto mówić w mieście, zlatywali się chorzy szukający rady. Mogliśmy dać im tylko nasze wątłe doświadczenie. Forsy nie mieliśmy, a ci którzy przychodzili w tym celu, nie przychodzili już po raz drugi. Ale odwagi mieliśmy aż nadto. A siła woli, by się wzajemnie ratować, była fantastyczna.

    Któregoś dnia pewien alkoholik, jeszcze przed poznaniem nas, popełniwszy jakieś drobne wykroczenie, został postawiony przed sądem. Obrońca odwołał się do nas. Jako najbardziej wygadany, zabrałem głos w imieniu moich kolegów. Wysoki Sądzie - powiedziałem - Jacques, którego się dziś osądza, jest chorym alkoholikiem. Tak jak ja (podałem swoje nazwisko). Jeśli uchylicie zawieszenie jego wyroku, jeśli go umieścicie w więzieniu, to nie będzie miał możliwości poprawienia się, może się tylko pogrążyć w swojej chorobie. Jeśli go zostawicie z nami, on znowu stanie się porządnym człowiekiem i pożytecznym obywatelem. Pozwólcie, że przedstawię wam, czym jest choroba alkoholowa...

     Jacques'a pozostawiono na wolności. Wychodząc z sali, oskarżyciel podszedł do nas i powiedział: Nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Gratuluję wam.

     Dostrzegłem, że był wzruszony, gdy nam ściskał dłoń. Po raz pierwszy widział, jak ktoś rzuca swą reputację na szale sprawiedliwości jedynie po to, aby zachować przy sobie bratnią duszę. On nie wiedział, że ten z mamra był mi koniecznie potrzebny, żebym ja sam mógł dalej żyć.

     Nie przychodzi się do AA, by pomagać drugim, by sprawić przyjemność żonie, by zachować dzieciom ojca, by zrobić coś miłego Bogu, by ocalić honor Towarzystwa Jezusowego, to wszystko jest niewystarczające. W rzeczywistości człowiek wiąże się z AA w tym celu, by nie umrzeć.

     Innym razem w Nancy, w początkach mojego trzeźwienia, zaszło coś bardziej dramatycznego. Sto pięćdziesiąt opiekunek społecznych miało dyskutować nad możliwościami, jakimi dysponuje społeczeństwo, by bronić się przed alkoholikami (raz usłyszałem słowo "furiaci"). Wyczułem, że w odniesieniu do tego problemu znajdują się na sali dwa gatunki zdrowych: Ci którzy mówią: pozostaje tylko zamknąć ich, pozostaje tylko nałożyć im kaftan bezpieczeństwa, pozostaje tylko zrobić zastrzyk, pozostaje tylko...

     Na szczęście drudzy domyślają się, że istota choroby jest bardziej złożona, tak samo domyślają się, że na przykład kaftan bezpieczeństwa nie uzdrowi nikogo, a społeczność i współmałżonkowie też popełniają błędy. Ta grupa na oko była liczniejsza.

     Byłem pochłonięty pasją przekonywania. My jesteśmy chorzy, chciejcie z łaski swojej to zrozumieć - mówiłem. To wam jak najbardziej odpowiada - wyrzuciła z siebie jakaś zgryźliwa opiekunka społeczna. Nie. Tak samo, jak wy nie lubimv doznawać bólu ani go zadawać.

     Jedno uprzytomniłem sobie już od pierwszych miesięcy: winy za tę chorobę nie są łatwe do przypisania. Wielu ludzi ma swój udział w odpowiedzialności za to nieszczęście, które stało się zbiorowe: sam chory, który z łatwością poprawia sobie złe samopoczucie, współmałżonek traktujący go źle, matka chorego, która dała mu zbyt mało odwagi, ojciec chorego, który go skierował do nielubianego zawodu, sąsiedzi chorego, jego szef, natrętna reklama alkoholu, bezrobocie wysysające z niego całą radość życia, niesprawiedliwość ustaw, arogancja administracji, żona, która nie pierze jego roboczego ubrania, lekarz, który zbadał jego wątrobę i nic nie powiedział itd.

     Panowanie nad emocjami

     Czy dużo osób podlega nawrotom alkholizmu w czasie przynależenia do grupy AA?

     Pięćdziesiąt procent podlega kilku nawrotom, tak jak ja i kończy z alkoholem całkowicie. Pozostałych dwadzieścia pięć procent nigdy nie wyleczy się całkowicie, ale jeśli wiernie pozostają z nami, poprawiają się we wszystkich dziedzinach i dochodzą w końcu do tego, że czują się szczęśliwi.

     Tych, którzy nas porzucają, spotykamy niekiedy na ulicy, to ludzie o wyblakłych oczach, strasznie postarzali z przekrwioną twarzą. A gdy któregoś z nich mijam na chodniku, patrzymy na siebie, jego oczy zachodzą łzami i moje też.

     O niektórych pozostałych dochodzi do mnie wieść w środku zimy, że nie dożywają wiosny: umierająna zapalenie płuc, z niedożywienia czy przez utonięcie. Żona nie przychodzi na ich pogrzeb. Okropne. Ale oni oddają mi w ten sposób ostatnią przysługę: ja nie chcę umrzeć jak oni!

     Odwaga proszenia o przebaczenie

     Zabrałem się do ósmego etapu, który wydawał mi się najłatwiejszy: "Sporządziliśmy listę osób, którym wyrządziliśmy krzywdę i postanowiliśmy poprosić je o przebaczenie".

     To zwyczajne słowo "przepraszam" było pierwszym ogniwem łańcucha wstydu, który się rozrywał. I cały łańcuch miał upaść u mych stóp.

     Kiedyś pojechałem odwiedzić właścicielkę kafejki odległej o dwadzieścia kilometrów od Nancy. Proszę o kawą - powiedziałem. Pani widzi, że nie piją już piwa. Od roku. Skończyłem z tym. To nie było łatwe. Teraz jest dużo lepiej. Ale chciałem przeprosić, jeśli w pani lokalu niekiedy za dużo wypiłem. Proszą mi wybaczyć.

     Nie odpowiedziała nic. Po chwili zaczęła podciągać rękaw i zobaczyłem niebiesko wytatuowane cyfry: Byłam więźniarką obozu koncentracyjnego, jak pan widzi - powiedziała. Ale myślę, że mniej wycierpiałam niż pan, żeby wyjść cało. Przestać pić to naprawdę coś...

     Byłem szczęśliwy. Ci, których życie doświadczyło, rozumieją dobrze tę chorobę.

     Alkoholizm uczynił ze mnie istotę ociężałą, smutną i beź światła. Przy proszeniu o przebaczenie światło wewnętrzne pojawiało się na nowo.

     Prosząc o przebaczenie nie płaszczyłem się. Wyzwoliłem się z lęku przed innymi, z lęku przed wydanym o mnie sądem. Alkohol wprowadził mnie w stan skrajnego załamania, wyczerpania. Proszenie o przebaczenie przywracało mnie do stanu łaski. To jest śmieszne, paradoksalne, dziwaczne, ogólnikowe, nazwijcie to, jak wam się podoba. Ale to jest to, czego doświadczyłem: "Kto się poniża, będzie wywyższony".

     Prośba o przebaczenie jest podjęciem inicjatywy, by z kontaktów wykreślić siłę, pychę, upór, nieprzychylność. W celu zastąpienia ich kontaktami opartymi na prawdzie. Jest prawdą, że byłem trudny, gwałtowny. Jest także prawdą, że chciałem dobrze postępować, jest prawdą, że ja nie miałem racji, jest prawdą, że na skutek zbiegu okoliczności komplikowałem sobie i innym życie.

     Pragnienie, by widzieć jasno

     Gdy wracam myślą do mojej ukochanej matki, pamiętam, że nauczyła mnie kochać Boga i kochać ludzi, ale nie nauczyła mnie kochać siebie.

     Dzisiaj wydaje mi się, że te miłości powinny mieć tę samą intensywność: Bóg, ludzie i ja.

     Kochanie Boga bez kochania ludzi jest bigoterią.

     Kochanie ludzi bez kochania Boga (jeśli się Go zna) jest nielogiczne.

     Kochanie siebie bez miłowania innych stwarza świat nie do życia dla najlepszych z ludzkich dzieci, świat, w którym      przemoc zadusi tych, którzy przeżyją.

     Kochanie ludzi bez kochania siebie jest chorobą, która może doprowadzić do alkoholu.

     Obecnie, gdy jestem już trzeźwy przez czternaście lat wiem, że moje szczęście zależy od równowagi tych trzech miłości.

     Po kilku latach zastanawiania się, wraz z innymi AA, oczywiście doszedłem do przekonania, że mój zawód nie był powodem powstania choroby. Ani zmęczenie podróżami, ani napięcie nerwowe związane z koncertami.

     Chory, który nie osiągnął równowagi ducha, stara się często rozumowo scharakteryzować swą chorobę: To ja jestem przyczyną... Nie umiem się bronić. Brak mi odwagi... Nie znam woich praw... Nie umiem dać trafnej riposty... I to samooskarżenie może doprowadzić do samobójstwa. Albo do oskarżania innych: To mój szef... To moja żona... Mój lekarz... Ciężkie czasy itp. I to zrzucanie winy na innych może doprowadzić do zbrodni. To zdarza się codziennie. W rzeczywistości nie ma winnego w tej chorobie.

     Tajemnicza siła grupy

     Otóż tu dochodzę do sedna sprawy: to, czego ja nie mogłem zrobić, czego nikt nie mógł zrobić, zrobiła grupa AA. Bez jakiegokolwiek nacisku. Chcąc określić jednym słowem, w jaki sposób grupa osiągnęła rzecz niemożliwą, powiem: przyjaźnią. Przyjaźnią o specjalnej właściwości, której nigdzie indziej nie spotkałem.

     Przyjaźń ta jest:

     Godna pokochania. Alkoholik jest ujęty niezrozumiałym pięknem. Ta przyjaźń sięga poza oddalenia i poza grób.

     Jest pełna szacunku. Miałam tak bardzo dość dostawania po nosie, szeptów przyjaciół, ironicznych i pogardliwych uśmiechów w bufecie w bistrach, ciężkich rąk na naszych współwinnych ramionach, oddechów skażonych głupim politykarstwem.

     Jest wyrozumiała. Zanim ktoś przestanie mówić, grupa wie, jak ta historia się skończy. Gdy ktoś jest podnieconym, spokój grupy rozbija naszą żądzę zemsty. Jeśli ktoś poszedł do mamra, grupa nie robi zdegustowanej miny. Jeśli mamy nawroty choroby, przyjaźń to rozumie bez przybierania min pocieszycieli, połowa przez to przeszła. Jeśli się modlimy, grupa to rozumie.

     Jest wierna. Jeśli mamy nawroty choroby, raz, sto razy, grupa jest zawsze na swoim miejscu. Jeśli ją porzucamy tymczasowo, by działać o własnych siłach, grupa nic nie mówi. Jeśli wracamy po nieudanej próbie, grupa zabija tłustego wołu i w ogóle nie słucha tłumaczeń (zna je). Przyjaźń pozostaje złączona na wieki z tymi, którzy odeszli.

     Jest czynna. Ta przyjaźń taka jest. I to jest dziwne. Nie znam ani jednego przypadku, by chory, który uparcie przychodził, nie skończył z alkoholizmem pewnego dnia.

     Oddziaływanie grupy jest wyzwaniem rzuconym logice.

     Słyszy się niekiedy od zwyczajnych osób: to zwyczajna rzecz, AA opierają się na instynkcie stadnym. Tak, na sile grupy. To znaczy, że jest więcej siły w stu osobach niż w jednej. To jest słuszne, ale jest także sto razy więcej choroby, strachu, rozczarowania, słabości, kłopotu itp.

     Jest uniwersalna. Jestem bratem alkoholików, alkoholiczek, młodych, starych, biednych, bogatych, Niemców, Polaków, Amerykanów, spokojnych starców, przedwcześnie zwiotczałych młodych, bigotów, ateistów, uczonych, umysłowo niedorozwiniętych, sióstr zakonnych, lekarzy alkoholików (też oczywiście...), socjalistów, komunistów, ekologów...

     To, co nas łączy - alkohol i pasja, by się od niego uwolnić - jest o wiele silniejsze od tego, co nas dzieli.

     Jest wesoła i tryskająca humorem. Ta przyjaźń nie zapomina o uśmiechu, który sprawia, że zawstydzenie jest do zniesienia. Chcąc streścić tę przyjaźń, jest nazywana przez nas Siłą Wyższą, Siłą przeżytą doświadczalnie, a nie wyprowadzoną z jakiegoś abstrakcyjnego pomysłu.

     Tę Siłę godną kochania, pełną szacunku, dyskretną, wierną, cierpliwą, czynną oraz tajemniczą i chciałbym dodać niezależną od kogokolwiek z chorych, nazywamy Bogiem.

     Słowo Bóg może ranić alkoholika, który do nas przybywa, ponieważ nie doznał przyjaźni. To słowo może ranić, ponieważ zostało obciążone w ciągu wieków niezrozumieniem, stronniczością, nienawiścią, krwią, wojnami, zemstami. Ale gdy przychodzi trzeźwość, gdy pokój wewnętrzny nastaje, gdy umiłowanie wolności się pojawia, trzeźwy alkoholik nie ma już kłopotów, nazywając tę niepospolitą przyjaźń po imieniu. AA, podobnie jak Tomasz, wierzymy tylko w to, czego dotkniemy. Dotknęliśmy palcem rozpaczy. Siły, która nas z niej wydobyła, także dotknęliśmy.

     Na końcu wolność

     Drogę od świadomości do wolności duchowej każdy sam musi przecierać, ona jest z natury osobista.

     Najgorsza rzecz, jaka mogłaby mi się przydarzyć przy wychodzeniu z alkoholizmu, byłoby wejście do szeregu i niewychylanie się z niego. Wejście w "gromadne życie", jak mawiano w moim pobożnym dzieciństwie.

     Całe moje życie się zmieniło. Cieszę się z tego, że jestem trzeźwy. Gdy piłem, strach przed śmiercią odbierał mi ochotę do życia. Wstrzemięźliwość przywraca mi jego smak i nie napawa mnie lękiem przed śmiercią. A wszystko to wynikało z jednego małego aktu pokory:

     Nazywam się Lucien i jestem alkoholikiem.

     Wbrew pozorom alkoholik jest istotą głęboko moralną. Jeżeli staje się szkodliwy dla siebie i innych, to przez rozdrażnienie. Jeśli staje się ponury, to przez przygnębienie. Rozdrażnienie i przygnębienie z powodu niemożności zharmonizowania swego marzenia z tym, co robi. I z tym, co widzi. Natura choroby jest właściwie duchowa. Teraz już to wiem.

     Zobacz także:
     [ Jesteś alkoholikiem... - kto ma to powiedzieć? cz. I ]


Fragmenty książki "Dziecko i księżyc"
ojca Aime Duvala.


GŁOS DLA ŻYCIA
nr 2(55) marzec/kwiecień 2002


Palenie - czy to grzech? Palenie - czy to grzech?
ks. Winfried Wermter
Jak wyzwolić się z nałogu palenia? Konkretne rady dla pragnących zerwać z uzależnieniem nikotynowym... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Piotr AA : 13.02.2011, 22:20
 Alkoholicy to ludzie okradzeni z bezinteresownej miłości
 Anka: 07.11.2010, 21:04
 Bardzo mądra i poruszająca opowieść.... Alkoholizm to następstwo zranionej duszy niewiadomo w jakim momęcie życia... Alkoholicy walczcie.... życie potrafi być piękne ale na trzeżwo....
 Ochlaptus Witold Hołdys: 07.02.2009, 14:04
 Ochlaptus Witold Hołdys to znany gościu z Kowar. Pisały o jego skandalach nawet "Nowiny Jeleniogórskie".
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej