Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Promile w (na)prawie

     Obowiązująca od 28 lat Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zmieniana była już przeszło 40 razy. Również w tym roku czekają nas zmiany. Po co nam kolejna nowelizacja?

     Znaczących nowel do tzw. ustawy antyalkoholowej z 1982 r. było, mimo ich ogólnej liczby - średnio ok. 2 na rok - niewiele. Tą z 1993 r. przekazano gminom uprawnienia do ustalania miejsc i liczby punktów sprzedaży alkoholu. W 1996 r. wprowadzono system opłat za zezwolenia na obrót napojami procentowymi, a 5 lat później szczegółowe regulacje dotyczące reklamy i promocji alkoholu. Do jednej z większych zmian przyczynili się także niedawno senatorowie. Dzięki nim osoby wywożone do izby wytrzeźwień mogą uczestniczyć w sądowych sprawach o bezzasadne zatrzymanie, wszczynanych z ich powództwa.

     Wiele pozostałych nowel miało charakter mniej znaczący lub iście korektorski, wynikający z konieczności dostosowania zapisów dokumentu do nowelizacji innych aktów prawnych. Ze znaczną ich częścią wiązały się jednak wielogodzinne obrady naszych parlamentarzystów.

     BEZ ETYKIET I BEZ MUSU?

     Duża, niemal reformatorska nowelizacja do ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zapowiadana była już w 2008 r. Z uwagi na perspektywę rychłych zmian nie usankcjonowano wówczas m.in. etykietowania napojów alkoholowych ostrzeżeniem o ich konsumpcji przez kobiety w ciąży. Trudno oceniać celowość i rezultaty tego zabiegu. Nie mówi się też o nim w opublikowanym na stronach internetowych Ministerstwa Zdrowia projekcie zmian do ustawy, choć w trakcie parlamentarnych obrad ma jeszcze szansę zaistnieć.

     To, co w projekcie się znalazło, a dziś budzi najwięcej kontrowersji, to zmiany dotyczące leczenia przymusowego. MZ chce je zachować m.in. wobec skazanych. Z ustawy miałyby zniknąć przepisy o przymusie odwyku, stosowanym do tej pory głównie w tzw. sprawach rodzinnych.

     Obecnie o leczeniu przymusowym orzec może sąd, gdy wystąpi w tej sprawie gminna komisja rozwiązywania problemów alkoholowych lub prokurator. Wnioskodawca, na ogól we współpracy z bliskimi alkoholika, musi wykazać, że z powodu uzależnienia "powoduje [on] rozkład życia rodzinnego, demoralizację małoletnich, uchyla się od pracy albo systematycznie zakłóca spokój lub porządek publiczny". Do wniosku o orzeczenie leczenia dołączona musi być opinia biegłego w tzw. przedmiocie leczenia. Na nią trzeba czekać nawet pół roku, choć zdarzają się biegli wydający opinie dość pochopnie, bez zapoznania się ze sprawą.

     Niefachowość procedur rozpoznawczych to jedriak niejedyna i nie największa bolączka dotychczasowego rozwiązania. To, na co zwracają uwagę pomysłodawcy zmian oraz przedstawiciele innych resortów i instytucji, włączonych w pracę nad nowelą, to ogólna nieefektywność tego typu odwyków.

     Jak zauważa Ministerstwo Sprawiedliwości, odsetek osób, wobec których orzeczono obowiązek leczenia, a co do których orzeczenie nie zostało wykonane już w 2007 r. sięgnął 53,1% i nadal wykazuje tendencję rosnącą. Chodzi tu głównie o osoby uchylające się od wykonania orzeczenia.

     Inni, mimo wyrażenia woli poddania się terapii (ok. 15 tys. osób w 2007 r.), na jej rozpoczęcie muszą czekać nawet 18 miesięcy. - Leczenie, na które tak długo trzeba czekać, często traci sens - komentuje jeden z byłych pracowników zakładu uzależnień na Pradze Północ. - Skutki bywają różne - zaznacza - nawet zapicie się osoby, której leczenie miało dotyczyć.

     Także samo leczenie pozostawia nieco do życzenia. Terapia w zakładzie zamkniętym, ok. 4-5 tygodni, nierzadko nie tylko nie przynosi spodziewanych efektów, ale rezultaty o wiele gorsze.

     - Zdarza się, że staje się ona źródłem kolejnych "znajomości kieliszkowych" - przyznają terapeuci i inne osoby, które z tego typu leczeniem miały kontakt.

     Na niedoskonałości odwyku przymusowego wskazują też specjaliści z Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. - Skierowana na przymusowe leczenie osoba, która zgłosi się do zakładu leczenia, już następnego dnia może wrócić do domu i często pić dalej. W świetle prawa wykonuje ona orzeczenie sądu. Przez szpital traktowana jest jak każdy inny pacjent, leczący się dobrowolnie - mówi Krzysztof Brzózka, dyrektor PARPA. "Do skutecznego leczenia potrzebna jest przede wszystkim wola osoby dotkniętej chorobą" - dodaje też resort zdrowia, zaznaczając, że podobnego przymusu nie stosuje się wobec "bardziej destrukcyjnego niż alkoholizm" uzależnienia od narkotyków.

     Z leczeniem przymusowym związane są też dość duże wydatki budżetowe. Pieniądze przeznaczane są m.in. na opłacenie biegłych i sędziów (ok. 100 min zł na co wskazywała w kwietniu ub. r. rzecznik MS), policjantów angażowanych np. przy dowożeniu na leczenie (ok. 90 min zł - wg MSWiA) oraz odpowiednich gminnych komisji, zatrudniających, wg szacunków resortu zdrowia ok. 12,5 tys. pracowników. "Celem zmian nie jest i nie może być osiąganie oszczędności kosztem osób uzależnionych od alkoholu - podsumowuje jednak MZ. - Przeciwnie, środki, którymi dysponuje państwo na walkę z alkoholizmem jako problemem społecznym, winny być maksymalnie efektywnie wykorzystane...). Konieczne jest też urealnienie narzędzi walki z najpoważniejszymi w skutkach społecznych przypadkami uzależnień - gdy osoby uzależnione od alkoholu popełniają przestępstwa".

     Zwolennicy dotychczasowych rozwiązań widzą jednak sprawę inaczej. - Rezygnacja z leczenia przymusowego wytrąci najskuteczniejsze, choć najbardziej drastyczne, narzędzia walki z alkoholizmem - mówi Krzysztof Gąsior, dyrektor Świętokrzyskiego Centrum Profilaktyki Uzależnień. - Po wprowadzeniu przepisu, rodziny uzależnionych będą mogły szukać pomocy tylko w sądzie. Jedynym sposobem na odseparowanie od nich alkoholika będzie wyrok, a nie jak dotychczas zobowiązanie do leczenia poprzez orzeczenie. - Trudno oprzeć się wrażeniu, że rezygnacja z leczenia przymusowego dyktowana jest bardziej niźli troską o ludzi, niechęcią do utrzymywania kosztownych, nieefektywnych i nienależycie wykonywanych przepisów - twierdzą też terapeuci, którym znane są przypadki pacjentów przymusowych wdzięcznych za ten sposób udzielenia im pomocy.

     Wielu z przeciwników zmian ma nadzieję, że zostaną jeszcze wysłuchani przez parlamentarzystów. Jak dotąd niewielu z nich oficjalnie zgłosiło swoje zastrzeżenia do proponowanych rozwiązań.

     GODZINĘ PRZED DWUNASTĄ LUB PO DWUNASTEJ

     Podnoszoną w nowelizacji kwestią, o której także zaczyna się publicznie dyskutować, są reklamy napojów alkoholowych, zwłaszcza emitowane w programach telewizyjnych. Ich zakazu przed godziną 23, a nie jak obecnie przed 20, chcą zarówno rząd, jak i opozycja. Ograniczenie emisji tego typu reklam - wg zwolenników - ma doprowadzić do spadku konsumpcji alkoholi. Warto jednak przypomnieć, że taki przepis już istniał, a zmieniony został w 2001 r. Powód zmian? - Nieefektywność przepisów. Przedtem przed 23 emitowane były m.in. reklamy, w których puszczający oko bohater lub bohaterka "o kocim spojrzeniu" przekonywali widzów do piwa bezalkoholowego (do 4,5%). Nie obywało się też bez kilkudziesięciu minutowych ciągów reklam napojów z alkoholem po 23.

     Dziś skrócenie godzin emisji tego typu spotów może nie tylko narazić widzów na podobne zabiegi branży alkoholowej, ale i zmniejszyć wpływy na rachunki określonych instytucji. Chodzi tu m.in. o środki przekazywane przez reklamodawców na konto finansujące zajęcia sportowo-rekreacyjne dla dzieci i młodzieży szkolnej (ok. 5 min zl). Sankcje reklamowe przełożą się także na budżety reklamobiorców, w tym znajdującej się w najgorszej sytuacji TVP. - Reklamy, zakazy. A może wrócić do sprzedaży po godzinie 13? Czy naprawdę nie mamy większych zmartwień? - oburza się ekspedientka ze sklepu całodobowego i zaznacza, że - jej zdaniem - skrócenie czasu reklam nie przyniesie spodziewanych pozytywnych rezultatów. Podobnie wypowiadają się w tej kwestii przedstawiciele branży alkoholowej.

     Czy te przepisy wejdą w życie, przekonać powinniśmy się jeszcze w tym roku. Czy będą efektywnie przestrzegane czy - podobnie jak wiele innych dziś obowiązujących - nie? Odpowiedź także przyniesie czas.

     Podobnie będzie z innymi propozycjami zmian w ustawie. Niektóre, np. większe kary dla sklepów sprzedających alkohol małoletnim bądź dla osób pomagających nastolatkom, zakaz spożywania alkoholi na łodziach i kąpieliskach czy wymóg posiadania odpowiednich certyfikatów przez terapeutów, pracujących z uzależnionymi i wspótuzależnionymi, nie będą prawdopodobnie budziły większych emocji i kontrowersji. Choć i z nimi mogą się później wiązać problemy nieefektywności prawa. Ale są wśród nich i takie, które z pewnością wywołają dyskusje publiczne. Do nich - jak można przypuszczać - należeć będą m.in. przepisy o zakazie spożywania alkoholu na imprezach sportowych, zwłaszcza w związku z organizacją mistrzostw EURO 2012.

     Powinniśmy mieć jednak nadzieję, że odpowiednia, dobra ustawa zacznie w niedalekiej przyszłości funkcjonować. Nie chodzi tylko o to, że należy się nam prawo wykonywalne. Bo na przykład w sprawie hazardu mieliśmy drf czynienia z prawem, które było nieegzekwowane. Jednak chodzi także o to, jaki ogrom środków i pracy zabierają dyskutowane rokrocznie zmiany tych samych przepisów. Chodzi o dobre prawo,


Zuzanna Smoleńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

28 lutego 2010


Narkotyki, narkomania. Podstawy wiedzy Narkotyki, narkomania. Podstawy wiedzy
Jacek Wrona
Współczesny człowiek to często człowiek zniewolony. Nie w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale przede wszystkim przez własne słabości. Jedną z nich jest uzależnienie od substancji psychoaktywnych.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej