Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jak czaruje alkoholik

     ROZMOWA Z JANEM LEWANDOWSKIM - PSYCHOLOGIEM, TRZEŹWIEJĄCYM ALKOHOLIKIEM, KTÓRY POMAGA OSOBOM UZALEŻNIONYM POKONAĆ NAŁÓG

     W jaki sposób przychodzący do Pana alkoholicy próbują usprawiedliwić swoje picie?

     Powodów zawsze mają dużo. W mojej praktyce takim najdziwniejszym przypadkiem był mężczyzna, który przyszedł dwa lata temu i powiedział, że pije przez komunistów. Ja mu odpowiedziałem, że przecież komunistów już dawno w Polsce nie ma... Alkoholicy mówią generalnie tak: piję przez żonę - bo jest głupia, niedobra, bo nie dba. To jest główny punkt. Potem piją przez dzieci, bo nie uczą się i w ogóle nie takie miały być. I sztandarowa sprawa - piją przez teściową czy teściów, dalej przez pracę, układ polityczny; powodem może być również beznadzieja. Czasem wspominają też, że nie radzą sobie z emocjami, duszą w sobie złość, nie potrafią powiedzieć, o co im tak naprawdę chodzi, nie potrafią upomnieć się o swoje. Ale o tym mówią najmniej. Generalnie wszystkie sprawy określają w ten sposób - piję, bo jestem nerwowy; piję, bo wkurzają mnie ludzie. Ale za tym kryje się prawda, że to oni nie potrafią sobie relacji z ludźmi ułożyć. Kiedyś przyszedł człowiek do leczenia i mówi: Panie, ja nie mówię, że nie piję, ale ja jestem nerwowy i trzeba mnie leczyć z nerwów. Ja mówię - dobrze pan trafił, bo nasz oddział odwykowy to jest dobra klinika nerwów. I on się strasznie oburzył... Bo ja wiem, co za tym stoi - gdyby nie pił, to by nie miał tych nerwów. Przeprowadzałem kiedyś rozmowę z jednym wykształconym człowiekiem. Kiedy po dwóch godzinach zorientował się, że nie posunął się ani o krok, zapytał mnie skąd te problemy tak dobrze znam. A ja mówię: Panie, bo ja sam jestem alkoholikiem. A on na to: to mógł pan wcześniej powiedzieć, to nie kłamałbym tyle. Ale to nie jest problem, że ludzie piją z jakiegoś tam powodu.

     A w czym tkwi problem?

     W lęku. Boją się przyznać do tego, że alkohol pomaga im przejść przez życie, że pomaga im przetrwać jakieś trudne sytuacje. I ponieważ nie wyobrażają sobie bez niego życia, w związku z tym będą wymyślać różne powody, nawet niestworzone, żeby to picie uwiarygodnić. Ale to są powody, na które tylko oni sami się nabierają, bo ktoś kto żyje z alkoholikiem i ma go blisko może się nabrać raz, drugi, ale nie dziesiąty, nie piętnasty. Zajmowanie się powodami, przez które oni piją, nie prowadzi do niczego, bo to jest rzecz, którą się w terapii zapisuje tylko na początku jako coś, co będzie pomocne później. Tak naprawdę on pije, bo się czegoś boi. Choroba alkoholowa maskuje główne problemy człowieka i dopiero jak człowiek przestaje pić, to mamy do czynienia z jego prawdziwą naturą. Jest takie powiedzenie, że jeżeli miało się do czynienia z pijanym wariatem, to po zaprzestaniu picia mamy do czynienia z wariatem. Ja myślę, że ci, którzy szukają powodów do picia, mają mniejsze szansę na podjęcie leczenia, ponieważ utwierdzają się w przekonaniu, że jakaś tam przyczyna istnieje.

     Co pomaga alkoholikowi kłamać?

     Pomaga mu taki system psychologiczny, który nazywa się iluzja i zaprzeczenie. Jest to system obronny, który jakby montuje się w umyśle, tworząc pokrętną logikę zachowań i czynów. System jest dosyć ciekawy, bo pozwala osobie uzależnionej na picie mające zawsze jakieś uzasadnienie. Alkoholicy wierzą" w to, co mówią, a mówią nieprawdę.

     Po co?

     Alkoholik tworzy pewien świat iluzji, do którego chce wciągnąć ludzi ze swojego otoczenia. On chce pić tak, żeby nie ponosić tego konsekwencji. To jest jego największe marzenie. Oni wymienią dziesiątki różnych powodów, my nie jesteśmy w stanie przewidzieć, co oni jeszcze wymyślą. Oczywiście, to nie są powody do picia, bo takie powody mają wszyscy ludzie, ale nie wszyscy piją. Wszyscy sobie jakoś radzą, oni sobie z tym nie radzą. Warto o tym pamiętać, żeby nie dać się nabierać, bo alkoholik ma tylko jeden powód do picia - to, że jest alkoholikiem. I żadnego innego powodu nie ma. A czarować potrafi! A dlaczego alkoholik przekonuje swoich bliskich? Dlatego, że on wierzy w to, co mówi. Jego system iluzji jest tak rozdmuchany, że on wierzy w to, co wymyślił.

     Obserwuje Pan osoby najbliższe alkoholikom. Jak one się zachowują?

     Wśród kobiet istnieje taka teoria, że mąż, syn by nie pił, gdyby nie koledzy, gdyby nie towarzystwo. Nie piłby, gdyby nie miał słabego charakteru. W ten sposób bliscy usprawiedliwiają picie. Kobiety mają też takie dziwne patenty, np. mówią tak - jak się ożeni, to się odmieni albo - odmieni się jak przyjdzie dziecko na świat. I co się okazuje? - ożenił się i się nie odmienił, pije dalej. Alkoholizmu nie należy leczyć domowymi sposobami. Jest to za poważna sprawa. Do mnie np. przychodzą młode 15, 16-letnie dziewczyny, które mają chłopaków narkomanów. I mają taką ideę, żeby im pomóc. Ja im zawsze odpowiadam - jeżeli chcecie naprawdę komuś pomóc, to przynieście babci węgiel z piwnicy. I to będzie pomoc, a ich zostawcie w spokoju, bo was wkręcą w ten swój głupi świat. I potem one wracają po 5 czy 10 latach z dzieckiem na ręku, są kłębkiem nerwów, bo wydawało im się, że go odmienia.

     Za to, kiedy przychodzą do Pana, to pewnie przeżywają rozczarowanie?

     Mnie w pracy z osobami uzależnionymi oprócz wiedzy pomaga moje własne doświadczenie. Bo jestem osobą uzależnioną, nie piję wiele lat. Chodzę na mityngi, słyszę, co mówią różni ludzie i jestem ostatnim człowiekiem, który by się na ich opowieści nabrał. I to co ja mogę zrobić, to odwrotność tego, czego się uczy lekarzy. Lekarza uczy się przede wszystkim nie szkodzić, a ja mam przede wszystkim zaszkodzić - popsuć alkoholikowi komfort picia. I po pierwszej rozmowie ze mną on już ma humor popsuty, ten człowiek już nie napije się z uśmiechem na ustach, bo wie, że trafił na kogoś, kogo nie oszukał. Powiedzmy wyraźnie, ja nie mam wpływu na to, czy on będzie pił, czy nie, bo ja nie jestem Panem Bogiem. Natomiast w rozmowie on czuje mój opór i argumentację, której nie jest w stanie odrzucić.

     A kiedy spotyka Pan po latach swoich pacjentów, to oni śmieją się z tych sytuacji?

     Alkoholik jest bardzo czujny na swoim punkcie. Dlatego oznaką zdrowienia jest jego dystans do samego siebie. Jeśli potrafi śmiać się z siebie, to znaczy, że zdrowieje. I wtedy jego stosunek do tego, co mówił jest zupełnie odmienny i on o tym opowiada.


Jan Lewandowski
terapeuta uzależnień


psycholog, politolog, kierownik oddziału
odwykowego w Gryficach (woj. zachodniopomorskie),
od 16 lat trzeźwiejqcy alkoholik; żonaty,
ojciec dwóch córek.





Pornografia. O co tu chodzi? Pornografia. O co tu chodzi?
ks. Winfried Wermter
Książeczka niesie pomoc tym, którzy cierpią, walcząc o oczyszczenie swojej splamionej osobowości. Dzwonek na tych, dla których pornografia stała czymś "normalnym"... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Baska : 31.07.2017, 01:21
 Czy mam szansę aby mój mąż przestał pić
 Megi: 19.07.2017, 22:44: 19.07.2017, 23:00
 Jestem słaba. Ciągle wierzę, że będzie lepiej a jest coraz gorzej. 33 lata w związku, troje dzieci i wielki ból. Tak było jak piszecie. Wszystko było moją winą. A on pił i pije bo chce, bo to jest moja wina. A ja cały czas się boję. Czego? Może samotności... Najmłodszy syn ma inklinacje do picia jak mój mąż. Coraz częściej myślę o rozwodzie. Tyle lat zmarnowanych. Najgorszy jest już brak zainteresowania męża życiem, mną... I ta jego ignorancja. Dzieci mówią mi żebym zrobiła co dla mnie będzie najlepsze. Ja po walce z rakiem, i wszystkich z tym związanych doświadczeniach nie wiem co jest dla mnie ważne. Mój mąż pije już codziennie piwo i nie wiem kiedy miał przerwę. Już nie awanturuje się - to ja byłam awanturnicą - krzyczałam, błagałam, prosiłam, sama się leczyłam. Teraz już milczę, bo nawet cicha uwaga z mojej strony o problemie jest już krzykiem. Nie chcę tak żyć! Jednocześnie boję się tego co chyba jest nieuniknione, rozwodu. Życzę sobie sama odwagi i szczęścia w tej trudnej dla mnie decyzji.
 Paweł: 15.06.2017, 03:08
 Wiem, że jestem alkoholikiem piję nie z jakiegoś ważnego powodu, z którym nie mogę sobie poradzić. Po prostu piję i przyczyna nie jest do końca ważna. Uważam, że w moim przypadku przyczyna to przyzwyczajenie, odkładanie sprawy na później, pewnie stres w pracy i wiele innych powodów. W ostatnich latach zauważyłem, że jeśli np. zakończę jakiś projekt, zakończę pewien etap w sposób pozytywny okupiony kilkoma dniami abstynencji to "wpadam" w niekontrolowane picie - niestety. Ale uważam, że przede wszystkim to predyspozycja mojego organizmu (czytaj psychiki). I obecnie (mam 50 lat) nie bardzo wiem jak sobie z tym poradzić, chociaż z paleniem poszło mi gładko po 30 latach palenia (nie pale 8 lat - a zacząłem nałogowo w wieku 12 - i nie zapalę). W wieku 12 lat też zacząłem pic alkohol. Moje założenie jest takie - uniezależnić się od alkoholu ale nie przestać całkiem pić. Czytając wasze wypowiedzi wydaje się to nierealne. Ale ... tak jak walczyłem z papierosami i zmuszanie siebie do niepalenia przyniosło efekt na tydzień, miesiąc, rok, najdłużej 3 lata. 3 lata to poziom mojej silnej woli. Obecnie nie palę 8 lat i wiem, że nie zapalę - ale nie jest to rezultat silnej woli - to efekt jakiegoś sposobu, który w sobie znalazłem. I wiem, że jest to możliwe w przypadku alkoholizmu.
 Berlinka: 13.06.2017, 21:13
 I ja się na to złapałam parę miesięcy temu. Tak, tez byłam jedną z tych mądrych, która mówiła że nigdy nie zwiąże się z alkoholikiem. A jednak! Fajny, inteligentny, interesujący facet. Wiedziałam, że pije i - o naiwności! - uwierzyłam w zapewnienia, że dzięki mnie przestanie i uporządkuje swoje życie. I zaczęło się: pomiędzy pojedynczymi przyjemnymi dniami, pełna manipulacja, kłamstwa, zaniżanie mojej samooceny spod znaku "a kto by w ogóle z Toba chciał być", "ciesz się w ogóle ze ktoś jeszcze Cie chce", pretensje, telefony po nocach z pijackimi filozofiami ze wszystkiemu jestem winna, dobijanie się do drzwi po trzeciej w nocy. Przyjmowałam przeprosiny, dyskutowałam, prosiłam a w duchu czułam się niesamowicie samotna i sfrustrowana bo skutecznie zabijał moja i tak niską pewność siebie. Głupia myślałam sobie "no ale przecież go kocham" i dawałam kolejne szanse, przecież obiecał mi zmianę! Aż po pewnym razie, kiedy dobijał sie w nocy do moich drzwi wyobraziłam sobie że tak może wyglądać reszta mojego życia (mam 33 lata)...I przeraziło mnie to. Wyrzuciłam. Ostatnimi przebłyskami rozumu zakończyłam ten związek. I choć na sercu jeszcze czasem ciężko to dawno nie byłam z siebie tak dumna jak teraz. Wygrałam życie - swoje własne. Czytam Wasze historie i tym bardziej widzę, co mnie omija. Tym bardziej utwierdza mnie to w przekonaniu że dobrze zrobiłam i Bogu dzięki,że na czas się zorientowałam w jaka matnię trafiłam. Każdej z Was, drogie Kobiety w każdym wieku, życzę odwagi do zrobienia tego pierwszego kroku i walki o własne życie czy o życie własnych dzieci. Naprawdę jesteśmy wszystkie tego warte (nawet bez produktów L'Oreala)
 Sylwia: 20.05.2017, 08:15
 droga Aniu masz świętą racje muszę zrobić tak jak Ty mój konkubent pije do oporu tylko to ja go wywalę ze swojego mieszkania wiesz kochana mam tylko głupi dylemat że moi sąsiedzi będą się cieszyć ze zostałam sama i to mnie denerwuje bardziej niż pijący konkubent
 Arika: 13.05.2017, 04:53
 A ja piję, bo nie jestem kochana. Właśnie zrozumiałam, że to nie wyjście i nie tłumaczenie
 Smutna : 12.05.2017, 11:53
 Jestem 34 lata po ślubie Moj mąż wspaniały człowiek tak tylko wtedy, kiedy nie pije W złych chwilach jestem obwiniana za cale życie 20 latemu popełniłam wielki błąd i zdradziłam męża powiedziałam mu, co zrobiłam i zaczęła się moja gehenna Pomimo ze dobrze nam się układa ze staje na głowie żeby spełnić nasze zachcianki zawsze, kiedy zaczyna pic mówi ze to moja wina Wszystko niszczy ciągle musze okłamywać ludzi ze jest chory ze wyjechał Wiem ze jest dobrym mądrym człowiekiem, lecz kiedy jest w upojeniu alkoholowym nie jest tym człowiekiem Boje się nie wiem, co zrobić on nie widzi problemu on nie uważa się za alkoholika Pije codziennie mniej lub więcej z niewielkimi przerwami od parunastu lat Czy to jest moja wina?
 Zrozpaczona: 30.04.2017, 20:46
 Dobrze, że jest takie forum, można się wygadać, ja już nie mam siły, jak tylko słyszę słowo piwo to dostaję białej gorączki, mam męża, dla mnie alkoholika,nie mogę powiedzieć, pracuje, zarabia dobrze, dla syna jest dobry, a dla mnie? Sama nie wiem, obojętny, żyjemy razem a jednak osobno, może nie byłoby tak źle gdyby nie wcześniej wspomniane piwo, zresztą nie tylko bo i setki sie zdarzają, jak widzę tylko ze jest wypity to mam ochotę go rozszarpac,robię się wtedy nerwowa. A zarazem bezsilna jak dziecko we mgle, zależy mi żebyśmy byli jeszcze szczęśliwi, żeby syn mial szczęśliwy dom, ale on nie chce sie leczyc, uważa że nie ma problemu ale niestety pije praktycznie zawsze jak tylko nie idzie na noc do pracy, ani prośby ani groźby nie skutkuja a mnie juz brakuje sił
 Brizit: 28.04.2017, 12:10
 Drogie wspoluzaleznione żony alkoholików sexsoholikow hazardzistów.Żaden facet nie jest wart takich kobiet które bezgranicznie wierzą w ich iluzje i piękne słowa.Bylam w takim toksyczny związku kilka długich zmarnowanych lat myślałam że wszystko się ułoży pójdzie mąż ma terapię niestety zamiar terapi znalazł sobie kochankę dla rozrywki do kieliszka i poszedł w sobą dal.Rozwodu nie zakłada bo Po co samochodem jeździ po pijaku może kiedyś coś się wydarzy że stanie się nieszczęście i spowoduje wypadek.Wtedy będzie zapuźno na co kolwiek ale to już nie mu problem tylko kochanką niech się martwi.Ja chodzę na terapi która bardzo mi pomaga Jedna ukończona z dyplomem w ręku radzę wam żony wspoluzaleznione zadbać o same siebie i swoje potomstwo bo takie toksyczne.zwiazki źle wpływają na.wychowywanoe dziecka A i Ty jako matka żona niszczysz swoje ja które ciężko potem odbudować.Dzieclo patrząc na sytuację rodzinną uczy się zachowań swoich opiekunów i to samo robi w życiu dorosłym.Ja córkę wychowałam sama bo mąż nigdy nie dorósł do bycia rodzicem myślał tylko o sobie i swoich przyjemnościach.Zarabia dość dużo żeby sobie na nie pozwolić dzięki tylko żonie która nie.wezwała policji kiedy była przemoc w domu dziś taką ma zapłatę za jej serce bo chory jak wezmą na izbę wytrzeźwień to co będzie.Niebieska karta nie bo Komisja Alkocholowa nie będę się leczył to Ty jesteś chora. Itp.Tak działa na psychikę alkoholik sexocholik hazardzista itp.typki To my jesteśmy ich zywicielami a oni są jak pasożyty które krew wypiją a dziury nie zrobią.
 Twiza: 26.04.2017, 20:38
 Ile trzeba pić piw żeby być alkoholikiem? Kiedyś. słyszałam że mężczyzna który nie pije nie jest mężczyzną. Jakiego mam szukać męża. Abstynenta chyba nie znajdę. Bo koledzy wykluczają takich.
 ania: 11.04.2017, 19:30
 Jak czytam te wasze zale to robi mi sie nie dobrze.TO WY JESTESCIE CHORE TO WY POTRZEBUJECIE POMOCY SMIESZY MNIE TO ZE ZYJECIE DLA DOBRA DZIECI ALKOCHOLICY MOWIA O WAS PRAWDE ZE JESTESCIE GLUPIE BO ZYJECIE Z NIMIPowie wam ze was kocha i jest OK.zeby was kochal to by nie pil.Zylam z alkocholikiem rok powiedzialam jezeli nie przestanie to odejde.Rozesmial mi sie w oczy gdzie ty pojdziesz z rocznym dzieckiem ikto cie zechce. Nie mialam gdzie isc bo nawet moja matka powiedziala ze wstyd wobec boga i ludzi.wyprowadzilam sie .wynajelam mieszkanie .Pomimo jego blagan nie wwrocilam.jestem z drugim mezem 27 lat w domu nie maproblemow z alkocholem .Moja corka 30 letnia mowi mamo dobrze ze odeszlas dzieki tobiemialam szczesliwe zycie o ojcu alkocholiku nie chce nawet szlyszec. I NIE MOWCIE ZE NIE MACIEGDZIE SIE WYPROWADZIC LUBICIE JAK WAS WYZYWAJA PA
 Sama : 28.03.2017, 13:08
 Przyznam, że również dałam się usidlić alkoholowi. Rzecz jasna również obwiniałam wszystkich poza sobą. Wiele rzeczy nie ułożyło się tak, jak bym tego chciała, ale zamiast zawalczyć o swoje wolałam pić na smutno. Co najgorsze nie słuchałam najbliższych, wręcz ich odtrącałam jakby to była ich wina. Do terapii w ośrodku Wiosenna praktycznie byłam zmuszona, a okazało się to najlepszą decyzją w moim życiu. odzyskałam życie na nowo i tego samego życzę innym
 Maja: 22.03.2017, 08:55
 Mąż alkoholik to niestety bardzo częsty problem. Sama tez z tym walczyłam jakiś czas temu. Dla mnie najgorsze były własnie te wszystkie wymówki i to, że on święcie w nie wierzył i uparcie nie chciał zauważyc tego, że ma problem. Udało mi sie go jednak namówic na terapię. Zawiozłam go do ośrodka Wsparcie w Koszalinie, gdzie był przez kilka tygodni. Trafił na odpowiednich ludzi, którzy pomogli mu zrozumiec chorobę. I teraz wraca mu w końcu dystans do samego siebie, więc moge potwierdzic, że jest to oznaka zdrowienia :)
 Weronika: 28.01.2017, 18:29
 Mam 16 lat i mój tata pije od 15 lat, na początku nie bylo tak zle koszmar zaczał sie dopiero teraz rok temu przez swoje pijanstwo trafił na stół operacyjny po tym jak sie wywalil i mial peknieta czaszke krwiaki w mózgu i duzo duzo innych obrażen 2 tygodnie temu bylo to samo tylko juz nie operowali go bo krwiaki sie wchłoną ale wiem ze nastepny taki upadek skonczy sie zle bardzo zle , on nie chce jechac nawet na detoks bo twierdzi ze sam sobie poradzi , a najgorsze jest to ze ja sie o niego boje i nie moge normalnie funkcjonowac nie wysypiam sie bo po godzinie 6 przychodzi do mnie do pokoju bo spie tam z mama i bratem i chce od nas pieniądze na picie . Jest to strasznie męczące ten stres nie pozwala mi sie uczyc ani normalnie zyć , niewiem co mam robić :/
 Gośka: 31.12.2016, 09:49
 Witam. Nie dajcie się nabrać na żadne miłe słówka. Mój konkubent po 3 latach i 3 miesiącach abstynencji zapił. Wcześniej terapia 2 lata. Na pytanie czemu to zrobił nie umiał odpowiedzieć dlaczego. Przepraszał, stwierdził że szkoda mu tych 3 lat i że nie chce pić. I co po tygodniu powtórka z rozrywki. Zabrałam mu klucz od mieszkania i powiedziałam że to koniec, swoje życie może niszczyć ale nie moje i córki. Alkoholik zawsze będzie alkoholikiem nawet jak pójdzie na terapie może nie pić nawet i 10 lat, a później znowu piekło.
 ula: 26.12.2016, 21:07
 Mój alkoholik poszedł pic Wigilie rano i pije do tej pory. Nie odbiera telefonu. I tyle w temacie. 16 grudnia po długiej rozmowie dałam mu ostatnia szanse. Tak właśnie ją wykorzystał . On ma 51 lat
 pootz: 23.12.2016, 13:42
 miałem kumpla, z którym siedziałem od dziecka w ławce od czasow szkolnych, doslownie bratnia dusza - wszystkie glupie pomysły realizowalismy razem w okresie dorastania, wiadomo, ziolko dragi alkohol, taka ot "toksyczna" lecz bratnia znajomość od dziecka. Byłem świadkiem jego staczania sie przez alkohol, z tej calej palety cpania i uzaleznien w jego przypadku musialo akurat pasc na alkohol. Nie pytajcie dlaczego bo nie wiem, pamietam za czasów szkolnych jak to wieszczył ze alkohol zły, ze ino palenie bo mniej szkodliwe, 100% za legalizacja itp itd. Po tym jak nasze sciezki się rozeszly w 3 technikum, przestalem miec z nim taki typowy braterski kontakt - ożeniłem sie wyprowadzilem sie na swoje i mialem inne rzeczy na glowie ( nie wiem czy przypadkiem nie byłem jednym z powodów jego picia) Wszystko zaczelo się jak rzuciła go miłość jego zycia jakies 5 lat temu ( teraz miałby 30 lat) i to nie bez powodu tylko dlatego że sie zaczynała go bać jak pusczał lejce na imprezach. Jasnym po pewnym czasie było ze chlop zaczał chlać, czy to z samotnosci, z depresji, czy przez wieczne boruty w domu z ojcem ze jest czarna owca w rodzinie itp. Pomine tu opis mojego samopoczucia gdy bylem swiadkiem jego zjazdu po rowni pochylej bo byl to prawdziwy test wytrzymałości mojego sumienia i wspolczucia (nie wiem czy nie byłem ofiarą alkoholowej manipulacji, bardzo niewykluczone ponieważ mam miekką dupę i nie potrafie ludziom mowić wprost o ich wadach, szczegolnie jak sa niestabilni emocjonalnie - juz stracilem jednego czlonka rodziny z powodu deprechy,moj wujas sie powiesil bo narobil dlugow w miedzyczasie faszerując sie xanaxem, wszyscy musieli sie zrzekac po nim spadku a po tej calej sytuacji jeszcze matka zaczela popijać i obecnie jest alkoholiczka pelna geba). Wracając do kolegi - pewnego razu poszedl na imprezke do jakis osiedlowych elementów z którymi doil browary pod żabka albo na alejkach, impreza super, ludzie pozalegali, rano się budzą a ziomek zimny, stwierdzono zgon przez uduszenie ( nie wiem albo wielorybek albo juz tak sie odwodnil i zalał alkoholem ze mu mieśnie sparaliżowało i na nieświadomce z mordą wciśniętą w poduszke został w swoim śnie. Z tąd tez moja przestroga drodzy ludkowie, alkohol to złodziej życia, nie tylko alkoholika ale i bliskich mu ludzi. Jeśli chcecie zeby wasze nerwy miały się dobrze, to odrazu podejmujcie radykalne kroki - detox przy kazdym podejrzeniu.
 Basia: 11.12.2016, 00:28
 Witajcie, szukam informacji na temat alkoholizmu ponieważ bardzo chcę zrozumieć ich postępowanie. Mam znajomego od którego odeszła żona ponieważ pił. Mnie mówi że oczywiście to jej wina. Okazało się że pije dalej. Powiedźcie mi proszę czy alkoholik, będąc trzeźwy : - nie pamięta co mówi ? - zmienia zdanie w ciągu dwóch dni ? - kłamie wszystkim dookoła gubiąc się w swych kłamstwach ? - nie odpowiada na zadane pytania, tylko mówi co mu wygodnie w danej chwili ? - czy myśli irracjonalnie ? i czy w końcu ma tak rozbity system nerwowy że wpada w irracjonalna furię nie potrafiąc rozwiązać problemu normalnie rozmową? Przeprasza że o to pytam ale chciałabym to zrozumieć. Nie miałam nigdy do czynienia z alkoholikiem.
 Pinezka: 04.12.2016, 14:58
 to się nie zmieni, nie będzie lepiej. Będzie pił i pił bez końca. c=Czasem odpusci na kilka godzin a później znowu poleci do sklepu po setuńkę do piwka. Gówno to jest a nie życie. Duszę się, mam dość..... Jak dzieci się usamodzielnią po prostu pojadę przed siebie i nawet nie spojrze wstecz. nie odezwę się do niego przenigdy. mam nadzieję, że po śmierci go nie spotkam a jak spotkam , to będzie znaczyło że trafiłam do piekła.tam tez pewnie będzie chlał. Skurwiel jeden, tchórz i idiota
 Czytelnik: 24.11.2016, 17:26
 czytam co piszecie, hmm alkoholik potrafi obwiniać całą rodzinę tylko nie samego siebie, świetnie balansuje i wie na ile może sobie pozwolić. Nie ma co się litować nad takimi osobami, oni już swoje życie zmarnowali, nie pozwólmy aby i naszym życiem kierowali. Czują się panami całej rodziny, ale pomyślmy jak by tak odizolować ojca od pozostałej części rodziny to są pozostawieni sami sobie, są nikim. Zarobione pieniądze niech wezmą ze sobą, wyprowadzą się do jakiejś chatki. Żadne, ale to żadne pieniądze nie zwrócą wam zdrowia i spokoju ducha i psychicznego. Wolę już żyć o chlebie i wodzie a niżeli mieszkać pod jednym dachem z alkoholikiem i być mamionym tym, że mówi że się zmieni, że przestanie pić. Przed sąsiadami, w kościele robią bardzo dobrą grę aktorską , są nieskazitelnie poprawnym obywatelem, natomiast w czterech ścianach zdejmują ta maskę poprawności i co zauważamy szukają widza, widza którym są dzieci , matka. Tak nie musi być !!! Szkoda, że państwo chroni nie pokrzywdzonych a oprawcę. ...
 
(1) [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej