Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ars moriendi - Sztuka umierania

     Nie dzieła sztuki i nie zabytki, ale ślady pochówków są najstarszymi zachowanymi przykładami działalności człowieka. Myśl o sprawach ostatecznych budziła w człowieku od zawsze dwa uczucia: lęk i fascynację.

     Idea okazywania czci i szacunku ludzkim szczątkom wydaje się starsza niż pojawienie się na świecie homo sapiens. Znane są groby neandertalczyka, a najstarszy zachowany grób, odkryty w Hiszpanii w jednej z jaskiń, można datować na 500 tys. lat. Zawiera on szczątki 32 osobników z gatunku homo heidelber-gensis. - To pierwsze świadectwa o religijnym instynkcie człowieka i jego dociekaniach metafizycznych - mówi ks. prof. Józef Naumowicz z Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych UKSW.

     Swoich wyobrażeń na temat tego, co czeka człowieka po śmierci, dopracowały się wszystkie znane nam cywilizacje. Dla przykładu już starożytni Grecy wierzyli, że dusza przebywa w zaświatach. W zależności od ziemskich zasług udawała się w królestwie podziemi Hadesie do Tartaru, gdzie cierpiała straszliwe katusze, bądź na Pola Elizejskie, do miejsca wiecznej szczęśliwości. Na skomplikowany system wierzeń napotykamy też u starożytnych Egipcjan. Według nich każdy człowiek posiadał swoje ba, czyli coś na kształt duszy wyposażonej w cechy moralne i intelektualne, oraz ka, pełniące role duchowego sobowtóra. Aby dostać się do upragnionego raju, zmarły musiał stanąć przed sądem boga Ozyrysa. Jego serce umieszczone na wadze Thota musiało zrównoważyć piórko sprawiedliwości Maat, w przeciwnym wypadku pożerał je demon.

     Inaczej świat zmarłych wyobrażali sobie Słowianie. - Dla nich pośmiertna egzystencja była prostą kontynuacją tego, czego doświadczali na ziemi - twierdzi dr Jacek Wrzesiński, archeolog z Muzeum Pierwszych Piastów w Lednicy - Po śmierci człowiek zachowywał swoją pozycję społeczną i indywidualne cechy. Stąd też wzięła się tradycja wyposażania zmarłych w rozmaite przedmioty, jakimi posługiwali się za życia. Wojownicy mieli zabierać ze sobą w zaświaty całe uzbrojenie, a nawet zwierzęta.

     Wyposażanie grobów w przedmioty codziennego użytku, pożywienie czy amulety było wspólną cechą wielu przedchrześcijańskich cywilizacji. Najlepiej wyposażeni na ostatnią podróż byli zmarli Egipcjanie, choć wiele zależało od ich materialnego statusu. Najubożsi byli grzebani zawinięci jedynie w matę. podczas gdy w grobowcach dostojników i władców zostawiano nie tylko przedmioty codziennego użytku i żywność, ale i meble czy nawet niewolników w postaci posążków.

     Wiara, że życie człowieka nie kończy się definitywnie wraz ze śmiercią obligowała do sprawienia zmarłym godnego pochówku, niezależnie od szerokości geograficznej czy umiejscowienia w czasie. Różne jednak były motywacje. Egipcjanie wierzyli, że w sytuacji, gdy ciało nie zostanie pogrzebane, jego ka zniknie. Dla Greków brak pogrzebu nie powodował istotnych reperkusji dla duszy, ale oznaczaj hańbę dla rodziny zmarłego. Wszyscy znamy historię Antygony, która zaryzykowała własne życie, by pochować brata.

     Pogrzeb był ważnym wydarzeniem dla całej społeczności. Wspólną cechą łączącą uroczystości żałobne w różnych częściach przedchrześcijańskiego świata było ułożenie wszystkich elementów tak, by potęgowały ogarniający żałobników nastrój beznadziei i rozpaczy. Stąd rozpowszechniona instytucja płaczek. Jakkolwiek wizje rozmaicie pojmowanego raju były kuszące, nikt nie miał pewności, że służył bogom dostatecznie dobrze, by tam się znaleźć. Dlatego śmierć budziła w starożytnych znacznie więcej lęku niż w ufających w Boże miłosierdzie chrześcijanach. Świat zmarłych jawił się im jako nieprzyjazny.

     W BEZPIECZNEJ ODLEGŁOŚCI

     Częsta była wiara, że dusza niechętnie opuszcza ziemską powłokę i decyduje się odejść do krainy cieni. Ten sposób myślenia zaowocował wśród ludów pogańskiej Europy zabiegami mającymi ułatwić duszy odejście lub uniemożliwić powrót. Polegały one np. na otwieraniu lub zamykaniu drzwi i okien. W Bretanii zdejmowano nawet specjalnie dachówkę, by dusza mogła przez otwór ulecieć w zaświaty. Bywało, że rodzina, chcąc zniechęcić umarłego do powrotu, kładła w progu domu topór, mający zagrodzić mu drogę.

     Starożytni gotowi byli zrobić wiele, by utrzymać zmarłych w bezpiecznej odległości. Wbrew pozorom ich zwyczaje składania ofiar i urządzania uczt w sąsiedztwie mogił nie był bynajmniej wyrazem poufałości. Gdy Grek czy Rzymianin wylewał na nagrobek kilka kropel wina czy ofiarowywał odrobinę pokarmu, przyświecała mu nadzieja, że ofiara zaspokoi głód jego przodka, który w zamian da mu święty spokój. Podobnie rzecz się miała z rozsławionym przez Mickiewicza obrzędem dziadów, gdy na jedną noc dwa wrogie sobie światy zlewały się w jeden.

     W wielu kulturach kontakt ze zwłokami czynił człowieka nieczystym. Dlatego starożytni bali się sąsiedztwa zmarłych. Ich szacunek i dbałość o należyty pochówek wynikał przede wszystkim z lęku, że nieboszczyk powróci i będzie ingerował w ich życie. Miejsce złożenia doczesnych szczątków było więc zwykle tak pomyślane, by jedni drugim nie wchodzili w drogę. W Rzymie sprawę regulowało prawo Dwunastu Tablic, według którego "żaden nie mógł być spalony ani pogrzebany wewnątrz miasta". Kodeks Teodozjusza nakazywał usuwać wszelkit zwłoki poza mury Konstantynopola. Oto dlaczego wzdłuż rzymskich dróg wyrastały jak grzyby po deszczu olbrzymie nekropolie. Kiedy brakło miejsca na powierzchni, drążono pod ziemią długie korytarze zwane katakumbami.

     System wierzeń czynił miasta umarłych miejscami nad wyraz ponurymi. Zasadniczą zmianę w podejściu do samej śmierci, a co za tym idzie do zwyczajów okołopogrzebowych wniosło dopiero rozprzestrzeniające się w Europie chrześcijaństwo.

     ŚMIERĆ ZWYCIĘŻONA

     Pojawienie się nowej religii wniosło na ziemie w basenie Morza Śródziemnego coś na kształt obyczajowej rewolucji, która wywróciła do góry nogami dotychczasowy sposób życia mieszkańców kontynentu. Przewrót dotyczył także, a może zwłaszcza, zwyczajów związanych z pochówkiem.

     - Podstawą wierzeń wszystkich ochrzczonych jest dogmat o zmartwychwstaniu Chrystusa - mówi ks. dr Adam Filipowicz SJ z Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej UKSW. - Jezus poprzez własne zmartwychwstanie w ciele, w którym wcześniej umarł, pokazał wszystkim ludziom, że i oni również zmartwychwstaną.

     Śmierć, główny wróg rodzaju ludzkiego, została przez Chrystusa zwyciężona. Chrześcijanie zaś, wyglądający z nadzieją momentu ostatecznego zjednoczenia z Bogiem, zaczęli się z nią oswajać. Jaskółką wieszczącą zmianę podejścia była ornamentyka zdobiąca groby pierwszych chrześcijan w rzymskich katakumbach, jakże odmienna od dawnej. Zamiast mrożących krew w żyłach przedstawień pojawiły się sceny nacechowane symboliką życia i nadziei.

     Do innego podejścia przyczynił się znacząco kult pierwszych męczenników. Trudno o bardziej radykalną zmianę percepcji zwłok niż w tym przypadku. Chrześcijanie przyjęli, że przebywanie w obecności ciała męczennika ma wpływ wręcz zbawienny. "Męczennicy - wyjaśnia w swoich pismach Maksym z Turynu - strzegą nas, którzy żyjemy w naszych ciałach, i biorą nas w opiekę, gdy nasze ciała opuścimy." Groby pierwszych męczenników przyciągały inne groby. Kiedy zaś chrześcijaństwo stopniowo wychodziło z podziemia, na miejscu złożenia ich doczesnych szczątków zaczęto wznosić świątynie. Od wyprowadzania zmarłych poza mury miast jako nieczystych do wznoszenia obiektów sakralnych w ich bezpośredniej bliskości przeskok jest ogromny.

     Tak mapę Europy zaczęła pokrywać sieć nowych miejsc pochówku z bazyliką pośrodku, zwanych cmentarzami. W przeciwieństwie do pogańskich miast umarłych cmentarze, od greckiego słowa koimeterion, nazywano "miejscami zaśnięcia". Oczekujący na zmartwychwstanie zmarli nie przeszkadzali żywym w osiedlaniu się w pobliżu. W szybkim czasie wokół bazyliki cmentarnej zaczynało tętnić życie. Starożytne przeciwstawienie śmierci i sacrum nie tylko zatarło się więc, ale i odwróciło. Ciało zmarłego chrześcijanina tworzyło przestrzeń niemalże uświęconą. - Uważa się, że ekspansja chrześcijaństwa wprowadziła porządek na cmentarzach Europy - mówi dr Wrzesiński. - Nowa religia proponowała, by wszyscy zmarli chowani byli bez wyposażenia - bo wszyscy są równi - niezależnie od regionu, ale i pozycji społecznej. Wiadomo, że postulaty te były realizowane rozmaicie. Przez znaczny okres na cmentarzyskach wczesnego średniowiecza obserwujemy jakby współwystępowanie starego i nowego. Mimo zakazów do grobu trafiały często nie tylko elementy stroju zmarłego, ale też talizmany czy naczynia wypełnione pożywieniem. Najistotniejszą zmianą było jednak odejście od powszechnego w krajach pogańskich palenia zwłok. Stanowiło to podstawowy wyróżnik chrześcijańskiego pochówku.

     POGRZEB CZY KREMACJA?

     Kremacja nie była wprawdzie jedynym, ale jednak najczęstszym sposobem postępowania ze zwłokami w świecie pogańskim. Zmarłych spalali na stosie zarówno Słowianie, Germanie, Rzymianie, jak i Grecy. Z chwilą jednak, kiedy Grek czy Rzymianin przyjmował chrzest, wybierał pochówek szkieletowy. - Odejście od kremacji było manifestacją wiary w zmartwychwstanie ciała - mówi ks. dr Filipowicz - bo cały człowiek, wraz z ciałem, ma zmartwychwstać. Kiedy w pierwszych wiekach toczyły się zażarte spory, apologeci mocno bronili dogmatu o zmartwychwstaniu ciała. Stąd też zrodziła się praktyka odejścia od dominującej w starożytności praktyki kremacji. Pogarda dla ludzkiego ciała, a także poddawanie go kremacji jako wyraz niewiary w zmartwychwstanie, budziły zastrzeżenia co do tej formy obchodzenia się ze szczątkami.

     Echa dawnych sporów dostrzegamy w podejściu do tej kwestii do dziś. Choć współcześnie spopielenie zwłok utraciło już swój manifestacyjny charakter i jest wybierane ze względów czysto praktycznych, Kościół wciąż podchodzi do niego z rezerwą. Zwłaszcza że za pochowaniem ciała przemawiają również kwestie teologiczne, gdyż tak pochowany był Chrystus. - Mimo to dziś Kościół dopuszcza kremację zwłok, pod warunkiem, że nie wiąże się to z manifestacją niewiary w zmartwychwstanie, i przy spełnieniu określonych warunków -podkreśla ks. dr Filipowicz.

     Chrześcijaństwo zmieniło też sam obrzęd pogrzebu. Wśród wierzących w zmartwychwstanie nie byto już miejsca na darcie szat i głośne lamentacje. Rodzina i przyjaciele odprowadzali zmarłego na cmentarz w ciszy i spokoju, a główne role zaczęli odgrywać towarzyszący im duchowni. Co więcej, bliscy zmarłego zaczęli zdawać sobie sprawę, że ich obowiązkiem jest nie tylko urządzenie mu godnego pochówku. Wiedzieli, że wciąż mogą mu pomóc w dotarciu do bram Raju. Środkiem były praktykowane do dziś Msze Święte, modlitwy i odpusty.

     WIECZNY ODPOCZYNEK

     - Wiara poucza nas, że Bóg jest miłosierny, ale i sprawiedliwy. Każdy człowiek w momencie śmierci przechodzi przez sąd indywidualny, na którym musi zdać sprawę z własnego opowiedzenia się za Bogiem bądź przeciw niemu, za które czeka nas nagroda bądź kara - podkreśla ks. dr Filipowicz. - Jeżeli człowiek zwróci się do Boga z szczerą prośbą o przebaczenie albo umiera w stanie łaski uświęcającej, Bóg odpuszcza mu grzechy. Natomiast z Bogiem nie może się zjednoczyć nic, co ma w sobie choć cień zła. Dlatego konieczne jest oczyszczenie się z niego. Miejscem, gdzie się to dokonuje, jest czyściec. Powinniśmy pamiętać, że my też możemy pomóc zmarłym w wysiłku oczyszczenia.

     Już od XII wieku przyjmuje się, że jedną z najskuteczniejszych form pomocy pokutującym w czyśćcu jest odprawienie Mszy Świętej. W intencji dostojników odprawiano 30, sto, a zdarzało się, że nawet tysiąc Mszy. Dawne liturgie przewidywały uroczystą Mszę żałobną (requiem) poprzedzającą pogrzeB, która sprawowana była w intencji duchownych lub wybitnych osób świeckich. Szczególną pomocą dla zmarłych jest praktykowany od czasów papieża Grzegorza Wielkiego zwyczaj odprawiania Mszy Świętych gregoriańskich.

     W 1884 roku Kongregacja Odpustów Stolicy Apostolskiej wyjaśniła, że zaufanie wiernych do Mszy gregoriańskich jako szczególnie skutecznych dla uwolnienia zmarłego od kary czyśćca należy uważać za rozumne i zgodne z wiarą.

     Kolejną formą spieszenia zmarłym z pomocą są odpusty. Choć dziś wiedza o nich jest niewielka, a opowieści o nich są nawet traktowane z przymrużeniem oka, odpusty mają za sobą wielowiekową tradycję. W tym numerze piszemy o nich więcej na stronach 36-37.

     W GODZINIE ŚMIERCI

     Licząc się z brzemiennymi w skutki wyborami podejmowanymi w ostatnich chwilach życia, chrześcijanie ogromną wagę przywiązywali nie tylko do tego, jak wspomagać człowieka po śmierci, ale też jak go przygotować na jej przyjście. Mnogość zwyczajów i rytuałów poprzedzających odejście z tego świata miała podkreślać znaczenie tego momentu jako zwieńczenia całego ludzkiego życia. Choć dla starożytnych Słowian brzmiałoby to zapewne absurdalnie, chrześcijanom nieobca była praktyka zanoszenia do Boga modlitw o dobrą śmierć. Bractwa Dobrej Śmierci kiedyś były niezwykle liczne i częste, choć i dziś Apostolstwo Dobrej Śmierci liczy w samej tylko Polsce 400 rys. osób, które polecają Matce Bożej ostatnią godzinę swojego życia. Paradoksalnie to, czego życzyłaby sobie pewnie większość współcześnie żyjących katolików, a więc śmierć nagła, we śnie, bez poprzedzającego ją oczekiwania, jest zaprzeczeniem tego, co podpowiada nam wiara. Nastawiona na odwrócenie się od wszystkiego, co nie jest zdrowiem i dostatkiem kultura stopniowo pozbawia nas możliwości przygotowania się do tego, co jest w życiu momentem szczytowym. A przecież wielowiekowy tekst śpiewanych nie tylko w chwilach zagrożeń suplikacji - "od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas, Panie" - nie stracił nic ze swojej aktualności.

     W świetle wiary właściwie całe życie powinno być przygotowaniem do śmierci jako chwili spotkania z Bogiem, która może decydować o tym, jakie będą losy człowieka w wieczności. W tej perspektywie tym cenniejsze wydają się ostatnie chwile, które dziś umierający często spędza w nieświadomości tego, co się z nim dzieje.

     Zanim wypchnięto ich z domów do sal szpitalnych, konający odchodzili otoczeni przez rodzinę, która w żaden sposób nie próbowała ukryć przed nimi sytuacji. Ostatnie chwile były często okazją do pojednania się z tymi, którym w jakikolwiek sposób zawinili za życia, pożegnania z bliskimi i ogłoszenia ostatniej woli. Oprócz najbliższej rodziny przy łożu śmierci czuwali wszyscy ci, którzy byli częścią ich życia. Konających wspomagało więc modlitwą wiele osób.

     - Dzisiaj należy uczulać ludzi, by nie opuszczali bliskich w ostatnich godzinach życia - przypomina ks. Filipowicz. - Dla katolików najważniejszą sprawą jest zatroszczenie się, aby umierający odszedł z tego świata pojednany z Bogiem. Należy dopilnować, aby, jeśli to możliwe, przystąpił do sakramentu pokuty i przyjął wiatyk, czyli Komunię Świętą, która ma go przygotować na spotkanie z Bogiem. Kapłan może mu w tym momencie udzielić odpustu zupełnego.

     CMENTARZ W KWIATACH

     Odwiedzając polskie cmentarze w dzień zaduszny, można dojść do wniosku, parząc na nagrobki tonące w kwiatach i jarzące się niezliczonymi lampkami, że mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią. Zwłaszcza jeśli porównamy liczbę zapalonych zniczy z liczbą osób modlących się przy grobie. - Troska o grób, żeby nie było to miejsce zapomniane i zaśmiecone, jest wyrazem szacunku i pamięci - mówi ks. Filipowicz. - Jednocześnie zmarłemu na nic się to nie zda, jeśli nie będzie połączone z pamięcią o modlitwie za jego duszę.


Iwona Świerżewska

Tekst pochodzi z Tygodnika

30 października 2011


Najważniejszy dzień mojego życia. Refleksje o życiu i śmierci Najważniejszy dzień mojego życia. Refleksje o życiu i śmierci
O. Leon Knabit OSB
Ojciec Leon Knabit podjął temat życia i śmierci. Mnich twierdzi, że do śmierci trzeba się przygotowywać i że trzeba żyć w jej blasku, a nie w jej cieniu... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej