Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Co nas czeka po śmierci?

    Co nas czeka po śmierci? Czy w ogóle coś nas czeka? Te pytania nurtują bez wyjątku wszystkich, bez względu na wyznanie, narodowość, pleć czy wiek, co więcej nurtują ludzi od zawsze.

     Te pytania w istocie dotyczą sensu życia w ogóle, bo czym właściwie jest życie: bezsensownym dryfowaniem donikąd czy wędrówką do Ojczyzny? Zmartwychwstanie, życie wieczne, niebo, piekło, czyściec, Sąd Ostateczny. Co to wszystko znaczy? Kościół jako wspólnota ludzi wierzących nie pozostawia tych pytań bez odpowiedzi, co więcej w nauczaniu Kościoła eschatologia jest ważną częścią doktryny religijnej. Wyjaśnia rzeczy ostateczne nie tylko w perspektywie kosmicznej - całego świata, ale przede wszystkim w perspektywie indywidualnej - każdego człowieka z osobna. Zajmuje się więc zagadnieniem sensu śmierci oraz istotą przyszłego życia, a także kwestiami końca dziejów i obrazem nowego świata. Między innymi zawiera doktryny na temat sądu ostatecznego oraz świata pośmiertnego, w którym dusza odbiera nagrodę lub karę.

     Wszyscy wierzący w wielkim Credo Kościoła wyznają: wierzę, że Jezus Chrystus dla nas ludzi i dla naszego zbawienia zstąpił z nieba, został umęczony i ukrzyżowany, umarł, wstąpił do piekieł, w końcu zmartwychwstał. Czy w związku z tym niejako z automatu po śmierci dostępujemy chwały nieba? Począwszy od Orygenesa po współczesnych teologów wciąż na nowo podnoszona jest kwestia apokatastazy rozumianej jako pewność powszechnego zbawienia. Od początku chrześcijaństwa istniał więc spór o puste piekło. Tymczasem "Kościół naucza o smutnej i bolesnej rzeczywistości śmierci wiecznej, nazywanej także piekłem". {Katechizm Kościoła Katolickiego, 1056.)

     Z wizją pustego piekła nie zgadzał się Clive Staples Lewis, (1898-1963) słynny autor Opowieści z Narnii, filozof, teolog, eseista, powieściopisarz. Był wykładowcą Magdalen College na Uniwersytecie Oksfordzkim, później profesorem literatury średniowiecznej i renesansowej na Uniwersytecie w Cambridge. Swój sprzeciw wobec apokatastazy, C. S. Lewis dał wyraz w eseju Rozwód Ostateczny, którego tytuł nawiązuje do XVIII wiecznej książki Wiliama Blake'a "zaślubiny Nieba i piekła". Lewis we wstępie wyraża pogląd, że "nadzieja dokonania podobnych zaślubin musi tak czy inaczej okazać się płonna. (...) Nadzieja ta każe nam sądzić, że wystarczy uszlachetnić zło, aby przemieniło się ono w coś dobrego i że nie będziemy nigdy zmuszeni do odrzucenia tego, co chcielibyśmy zatrzymać" tymczasem tak jak nie zabieramy całego dobytku gdy wyruszamy w podróż tak "czeka nas i taka podróż, w którą być może nie będziemy mogli zabrać nawet własnej prawej ręki lub prawego oka". Czym innym jest więc wizja pustego piekła jako pewnik, a czym innym nadzieja, że może okazać się puste, kiedy to "Sąd Ostateczny objawi, że sprawiedliwość Boga triumfuje nad wszystkimi niesprawiedliwościami popełnionymi przez stworzenia i że Jego miłość jest silniejsza od śmierci, por. Pnp 8, 6." {Katechizm Kościoła Katolickiego, 1040.)

     Św. Augustyn tak jak przekonywał, zgodnie zresztą z prawdą wiary, że "łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna", tak nie negował wolności ludzkiej woli twierdząc, że "Ten, który stworzył ciebie bez ciebie, nie chciał zbawić cię bez ciebie". Wyposażeni zatem przez Boga w wolną wolę, jesteśmy zdolni odrzucić Bożą łaskę. C.S. Lewis w Rozwodzie Ostatecznym ukazuje właśnie tę oczywistą chrześcijańską prawdę - Bóg nikogo nie potępia, to człowiek będąc wolnym może sam skazać się na potępienie: "Ostatecznie ludzie dzielą się tylko na dwie kategorie: tych, którzy mówią Bogu Ťbądź wola twojať i tych do których Bóg powie na końcu: Ťbądź wola two-jať" (C.S. Lewis, Rozwód ostateczny.)

     C. S. Lewis zanim został żarliwym i wręcz wojowniczym obrońcą wiary w Chrystusa, był wpierw agnostykiem, później zadeklarowanym ateistą. Znamienne jest to, iż najczęściej ludzie niepokorni, zbuntowani kiedy w końcu pozwolą się Bogu odnaleźć i porwać, stają się gorliwymi wielkimi apologetami. Tak też było z Lewisem, kiedy jego wiara w istnienie Boga przerodziła się w zdecydowaną wiarę w Chrystusa, pisarz stał się zagorzałym apologetą chrześcijaństwa. Chciał każdemu przekazać prawdę, którą sam zrozumiał - że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem. Zafascynowany był odkryciem, że pojawiający się na przestrzeni wieków, w każdej niemalże kulturze, pogański mit o umierającym bogu, wydarzył się w końcu naprawdę na Golgocie.

     Ważnym etapem w drodze do nawrócenia był okres, kiedy w Oksfordzie wraz z J. R. R. Tolkienem, Charlesem Williamsem i Owenem Barfield stwoWilliamsem i Owenem Barfield stworzyli nieformalną grupę pisarzy - lingwistów, filologów, intelektualistów - nazywając siebie żartobliwie Inklingami (Inkling - (ang.) połączenie słów ink -atrament i ling - skrót od język jak i literatura). Podczas spotkań Inklingowie zajmowali się głównie dyskusjami o roli i kształcie literatury, jak również wspierali się wzajemnie w swoich literackich zamierzeniach. Między innymi pod wpływem tych dyskusji rozpoczął się proces powrotu Lewisa najpierw do chrześcijaństwa a następnie do Kościoła anglikańskiego, z którym związany był przez urodzenie. Ważną rolę w tym powrocie odegrał zagorzały katolik J. R. R. Tolkien, który zresztą bolał nad tym, że Lewis nie wybrał katolicyzmu. Chociaż Lewis pozostał anglikani-nem, to jego twórczość nie ma charakteru typowo "anglikańskiego", jest przesycona chrześcijaństwem i jak sam to ujmował chrześcijaństwem "po prostu". Rozdźwięk pomiędzy wyznaniami chrześcijańskimi uważał za sprzeciw wobec oczywistej woli Bożej "abyśmy byli jedno". Dlatego w swoich książkach starał się chrześcijaństwo przedstawiać w sposób wspólny dla wszystkich. "Odkąd zostałem chrześcijaninem, uważałem zawsze, że najlepsze (a może wręcz jedyne), co mogę zrobić dla niewierzących bliźnich, to wyjaśnić i bronić tych elementów wiary, które wyznawali niemal wszyscy chrześcijanie wszystkich czasów" ( S.C. Lewis, Chrześcijaństwo po prostu, Poznań 2002, s. 7.)

     Lewis pisząc o chrześcijaństwie, czy to w sposób alegoryczny czy dosłowny, pisze przede wszystkim o chrześcijań- pisze przede wszystkim o chrześcijaństwie wspólnym dla wszystkich wyznań, dlatego też nie porusza spornych kwestii, bo te pozostawia ekspertom. Nie pisze o tym co dzieli, ponieważ "dopóki będziemy pisali o różnicach i spierali się na ich temat, nie tyle zachęcimy niechrześcijan do własnego konkretnego wyznania, ale zniechęcimy ich do chrześcijaństwa w ogóle."

     Jest to poniekąd słuszne stanowisko, jednakże trzeba pamiętać, że podstawową różnicą dzielącą katolików i anglikanów (również protestantów) to brak autorytetu doktrynalnego jakim dla katolików jest Papież i magisterium Kościoła. Brak tego autorytetu w Kościele anglikańskim, sprawił, że Kościół ten nie zachował swojej tożsamości. Kiedy żył Lewis, "wysoki" Kościół anglikański był bardzo bliski doktrynalnie Kościołowi katolickiemu (zachowywano np. wszystkie siedem sakramentów), natomiast obecnie kościół Lewisa boryka się z wewnętrznymi podziałami. To wewnętrzne rozdarcie zapoczątkowane najpierw kapłaństwem kobiet, poprzez przyzwolenie na aborcję, eutanazję, klonowanie, aż po głośną w 2004 roku sprawę wyświęcenia na biskupa zadeklarowanego homoseksualisty (G. Górny, homoseksualna herezja, portal Opoka, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TE/homoseksualna_ge-ner.html), potwierdziły że bez autorytetu magisterium dużo trudniej jest zachować ortodoksję. Wypowiedzenie posłuszeństwa papieżowi zapoczątkowało fatalną w skutkach serię podziałów, których wydaje się nie widać końca,      Kiedy trudno znaleźć wspólny mianownik w szeroko rozumianym Kościele protestanckim, czy jak kto woli wśród "braci odłączonych", gdzie dowolność interpretacji Pisma jest powodem braku wewnętrznej jedności w poszczególnych zborach, jak tu mówić o jedności w całym Kościele chrześcijańskim. Autorem wszelkiego podziału jest szatan i dlatego podziały zawsze tworzą nowe podziały. Obecnie doszło do takiego paradoksu, że coraz trudniej jest mówić co nas łączy, bo właśnie z powodu braku autorytetu wśród protestantów, jest już tego coraz mniej.

     Nie mniej Lewis starał się ukazywać "czyste chrześcijaństwo", nie jako alternatywę dla istniejących wyznań ale jako "korytarz z którego szereg drzwi prowadzi do różnych sal." Stwierdza dalej, że "Trzeba się stale modlić o światło - i nawet we własnej Sali należy zacząć od przestrzegania zasad które obowiązują w całym domu. Przede wszystkim zaś musisz pytać, które drzwi są prawdziwe - a nie wybierać tych, które ci najbardziej odpowiadają kolorem czy budową." (C.S. Lewis, Chrześcijaństwo po prostu.)

     Lewis nie był postępowym protestantem, zawsze bronił tradycji przed rozmyciem i synkretyzmem, czemu dał wyraz przedstawiając jako potępionego modernistycznego anglikańskiego biskupa, w książce Rozwód ostateczny. Wyrażał głośny sprzeciw w podejmowanej ówcześnie kwestii kapłaństwa kobiet. I chociaż jego wiara obejmowała takie katolickie doktryny jak czyściec i katolickie praktyki jak regularna spowiedź, to najwyraźniej wierzył, że to anglikanizm jest tą właściwą, jedyną, prawdziwą salą. Pomimo, że wyraźnie i niejako wbrew samemu sobie coraz bardziej kierował się w stronę "katolickiego" anglikanizmu, to antyrzym-skość pozostała w nim aż do śmierci. Tymczasem, dzisiejszy modernistyczny i liberalny Kościół anglikański "bezsprzecznie postrzega Lewisa jako dosyć żenujący relikt swej nieoświeconej, reakcyjnej przeszłości." (J. Pearce, Lewis a Kościół Katolicki). I tak Lewis, który nigdy nie porzuciłby swojego Kościoła, został przezeń porzucony. W ten oto sposób anglikański pisarz i apologeta chrześcijaństwa stał się po śmierci, nie-zamierzenie i poniekąd wbrew swej woli, pisarzem katolickim.

     Zbliża się okres Wielkiego Postu, jest to czas przygotowania do najważniejszych świąt katolickich, czas wyjątkowy bo szczególnie przypomina o ponownym przyjściu Chrystusa. Rozwód ostateczny jest dobrym wstępem do owocnego przeżywania tego okresu. Warto sięgnąć też po inne pozycje tego autora, jest ich wiele a wszystkie niezwykłe i wyjątkowe.


Joanna Woroniecka-Gucza

Tekst pochodzi z Pisma WIECZERNIK nr 178


   


List pocieszenia List pocieszenia
Henri J. M. Nouwen
Sześć miesięcy po śmierci matki Henri J. M. Nouwen, pragnąc ukoić ból ojca po stracie najbliższej mu osoby, zaczął pisać do niego długi list. Snując rozważania nad znaczeniem śmierci, umieścił je w kontekście śmierci i zmartwychwstania Chrystusa... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Ewelina: 30.05.2015, 15:30
 JA WIEM ŻE PO ŚMIERCI URODZĘ SIĘ JESZCZE RAZ NAPRAWDĘ ISTNIEJE ŻYCIE PO ŻYCIU DUSZA PRZECHODZI Z WCIELENIA DO WCIELENIA
 V.: 30.04.2013, 04:08
 Ale wydarzeń NDE Kościół nie uznaje.
 starszawy: 22.03.2013, 09:54
 Witam, polecam - co prawda w języku angielskim - książkę prof. neurochirurgii, który był w śpiączce przez 7 dni i opisał swoje doznania. Dużo tam medycyny ale także opis dlaczego z agnostyka stał się człowiekiem wierzącym.To jakby kontynuacja znanej książki : Życie po śmierci. Oto link: http://www.mediafire.com/view/?vhlvdt5btfyodnd - pdf http://www.mediafire.com/?wwxmqh7r95r80 - audiobook Z Bogiem
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej