Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Refleksje eschatologiczne - śmierć

     "Jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana" (Rz 14,8)

     Pytanie o śmierć i jej znaczeniu w życiu człowieka nie należy do pytań łatwych, ale choćby nie zadawane, spychane na margines życia, wykreślane z kręgu zainteresowań intelektualnych i kulturowych, pojawia się na nowo za każdym razem, gdy śmierć dotknie kogoś z naszych bliskich, gdy człowiek niejako "otrze się" o nią w codzienności. A zupełnie wbrew tej logice, aby śmierć wymazać z kanonu nowoczesnego człowieka, zapomnieć o niej i traktować dywagacje nad nią jako temat "tabu", pozostaje klasztorne "memento mori", "pamiętaj, że umrzesz!", którym w średniowieczu pozdrawiali się mnisi. Pamięć o śmierci może niekiedy przerażać swą ostatecznością i wzbudzać pragnienie, by z tego życia jak najwięcej skorzystać, skoro brama śmierci prowadzi donikąd i strąca człowieka w otchłań nicości. Tak myślano już w starożytności, gdy spojrzenie na człowieka i nieuniknioność śmierci rodziło hedonistyczne upojenie przyjemnością. Ale nie o to z pewnością chodziło mnichom, którzy z prawdy o nieodwołalności końca życia czerpali siły do wierności Ewangelii i takiego kształtowania każdego dnia, by śmierć ich nie zaskoczyła jak złodziej w nocy.

     Nie oznacza to jednak, że śmierć jest zjawiskiem, z którym myśl człowieka uporała się od samego początku: wręcz przeciwnie, pozostaje ona niemniej zagadkowa i pełna tajemnic niż samo życie człowieka. Coraz głębsze jej rozumienie i coraz pełniejsze widzenie sensu życia człowieka, które dostrzegamy w historii ludzkiego wysiłku, by śmierć "pojąć" i wyjaśnić, dokonało się dzięki temu, że każda epoka coraz poważniej traktowała tę zagadkę i coraz bardziej zasadniczej udzielała odpowiedzi. Czy jednak w epoce, w której narcystyczne podejście znamionuje rzesze ludzi i całe pokolenia, jest jeszcze miejsce dla rzetelnej refleksji nad śmiercią? O ile dla innych poszukiwania zamykały się na płaszczyźnie filozoficznych prób i "zakładów", dla nas odpowiedź zajaśniała najpełniej w Tym, który "zwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię" (2 Tm 1,10), w Chrystusie, Zwycięscy śmierci.

     "Śmierci Bóg nie uczynił" (Mdr 1,13) - to wymowne wyznanie wiary autora Księgi Mądrości każe w refleksji nad prawdą o skończoności życia człowieka i tęsknocie za utraconą "zupełnością" jego egzystencji powrócić do pierwszych kart Księgi Rodzaju: wymaga się spojrzenia na życie człowieka w kluczu grzechu pierworodnego. Śmierć bowiem jawi się jako konsekwencja dokonanego przez prarodziców wyboru, ale - na co warto przy lekturze pierwszych rozdziałów księgi Genesis zwrócić uwagę - staje się dla upadłej ludzkości w pewnej mierze "szansą": nie będą podobni upadłym aniołom, których wybór dokonał się na wieki, bezpowrotnie. Dla wypędzonych z ogrodu Eden stan, w którym się znaleźli po grzechu, nie jest ostateczny: śmierć staje się paradoksalnie "dobrodziejstwem", bo człowiek w swoim byciu przeciw Bogu nie musi trwać na wieki.

     Być może nieubłagalność, z jaką śmierć wpisuje się w życie każdego z ludzi, może niekiedy wzbudzać przerażenie i strach: nic wówczas nie pomaga samo uświadomienie sobie - za jednym z współczesnych filozofów M. Heideggerem - że człowiek jest "bytem ku śmierci", że taka jest po prostu egzystencjalna konieczność, że śmierć jest dla człowieka par excellence "doświadczeniem granicznym". Dlatego budzi u jednych ciekawość, u drugich rozpaczliwe próby ucieczki przed jej godziną, u innych zaś lekceważenie, u jeszcze innych "modlitwę o dobrą śmierć".

     Ale jaka śmierć jest dla chrześcijanina "dobrą"? Dla męczenników pierwszych wieków dobrą śmiercią było odważne świadectwo złożone podczas prześladowań na rzymskich arenach i więzieniach, dla innych "dobra" oznacza niezwiązana z cierpieniem, dla innych wreszcie "dobra" - to znaczy na miarę człowieka i chrześcijanina: gdy odejście dokonuje się w klimacie miłości i nadziei, pojednania z Panem, gdy jest się nakarmionym pokarmem Eucharystii na drogę, czyli wiatykiem. Tak umiera chrześcijanin - świadomy, że także i "w śmierci należymy do Pana" (Rz 14,8), że On, który w ciągu życia troszczył się o każdy włos na naszej głowie, bez którego nic nie możemy uczynić, także w godzinie śmierci jest Tym, który jak ów pan powracający z uczty weselnej, wedle Łukaszowej przypowieści, wprowadza do domu czuwającego i wiernego sługę (por. Łk 12,47). Śmierć, jak nic innego w życiu, weryfikuje moją wiarę, jest "ostatnią klasówką": czy w obliczu ostateczności potrafię zdać się na Pana, czy serce nie jest na tyle zatwardziałe i zgniłe pieczołowicie zbieranymi przez życie grzechami, grzechami, które brało się w obronę zamiast wypalić ogniem miłości Pana, że stać mnie na żal. Ale jeśli nie żałowałem nigdy czy będę potrafił żałować na końcu? Czy jeśli nigdy nie byłem gotowy umrzeć, łatwiej będzie na końcu?

     Życie człowieka z dawien dawna przyrównywano do labiryntu - dlatego tak często możemy spotkać go w średniowiecznych katedrach i kościołach - tyle tylko, że dla niektórych, jak mawiał G. Chesterton, ten życiowy labirynt pozostaje bez punktu centralnego i zmienia ich życie w koszmar. Chrześcijanin jednak wie do Kogo dąży, wie Kto na niego czeka, żyje już tym spotkaniem, które stanie się dla niego źródłem wiecznej radości - ale czy tę prawdę naszej wiary potrafimy "wyłapać" z katechizmu, czy nie zginęła w gąszczu tematów związanych z urządzaniem teraźniejszości? Chodzi przecież o rzecz zasadniczą, o nadanie kierunku swojemu życiu, o spojrzenie z nadzieją na to, co mnie czeka, odkryciu, że jesteśmy pielgrzymami, że - mówiąc krótko - zdążamy do konkretnego celu.

     Na jeszcze jeden aspekt śmierci w doświadczeniu chrześcijańskim warto - za H. Ursem von Balthasarem - zwrócić uwagę: jest ona przynajmniej jednym - oby nie jedynym! - momentem w życiu, w którym chrześcijanin, zostawiając w śmierci wszystko inne (owe budowane z pieczołowitością spichlerze - por. Łk 12,18), upodabnia się do Tego, który dla nas odważył się stracić wszystko. Warto nad tym nieraz medytować, nad wezwaniem, by upodabniać się do Chrystusa każdego dnia i w każdym okresie życia.

     Rozważanie śmierci prowadzi do tematu sądu, tego szczegółowego po śmierci i ostatecznego na końcu czasów. Nie wnikając w naturę obu tych sądów, którymi zajmuje się chrześcijańska eschatologia, tym, co wydaje się być zasadnicze w tej sprawie to świadomość odpowiedzialności za własne postępowanie. Ewangelia w tak wielu obrazach o tę świadomość woła, czy to gdy przywołuje opowiadanie o talentach, o minach, o ziarnie rzuconym w glebę, o tym, co się uczyni jednemu z najmniejszych. "Rozcieńczanie" spraw ostatecznych - tak modne i popularne, w swych naukowych czy codziennych postaciach - zapominanie o godzinie paruzji, czyli o czasie ostatecznego przyjścia Pana w chwale, ku któremu zwraca się przecież wspólnota wierzących w każdej Eucharystii ("oczekujemy Twego przyjścia w chwale"), zawsze obraca się przeciw samemu człowiekowi. Będzie tak zawsze, gdy zamiast przyjmować prawdę na jej warunkach, próbuje się ją dopasować do własnych oczekiwań i pragnień.

     Ze strachem przed śmiercią i końcem historii jest podobnie, jak z nadzieją: jej niezłomność i pewność nie jest jeszcze związana z osiągnięciem utęsknionej rzeczy, ale już daje przedsmak spodziewanych dóbr. Godzina nadziei, jak uczy św. Paweł, to czas świtania, gdy mrok miesza się jeszcze ze zbliżającą się jasnością słońca (Rz 13,12). Ważne tylko, by tej świadomości końca nie utracić, nie dać się zbić z tropu, będąc podobnym pannom mądrym, którym oliwa w lampach pozwoliła zastać przychodzącego Oblubieńca (por. Mt 25,1-13). Tylko gotowi i prawdziwie kochający, a przy tym prawdziwie obecni w świecie, możemy wypowiedzieć, już jako nasze, ostatnie słowa Apokalipsy: Marana tha! Przyjdź Panie Jezu!


Diakon Piotr Roszak


Tekst pochodzi z pisma
Alumnów WSD w Toruniu "SŁUGA" nr 25



   


Życie po śmierci Życie po śmierci
O. Tomasz Špidlik
Nie jest to kolejna książka z serii rozważań eschatologicznych o tym, jak będzie wyglądało życie po śmierci i czy umierający widzi światełko w tunelu czy nie.... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 orchidea: 01.06.2007, 21:41
 to musi być piękne ... poznać Boga ...
 zbyszek: 04.02.2007, 20:29
 Bóg zapłać zawsze moje myśli były związane z tym co wokół mnie ale niech Bóg pozwoli mi zrozumieć co naprawdę jest najważniejsze
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej