Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Światło w ciemności

     Właśnie mija siedemnaście miesięcy od dnia, kiedy po raz pierwszy usłyszałem straszną diagnozę: moja ukochana żona Suzan, ma raka. Miała 39 lat, zajmowała się domem i siedmiorgiem naszych dzieci. Dodatkowo, "bezpłatnie", pracowała w prowadzonej przez nas niewielkiej firmie wydawniczej. Publikowaliśmy klasykę literatury katolickiej. Suzan odeszła z tego świata dziewięć miesięcy temu. Jej śmierć, poprzedzona ciężkimi cierpieniami, nastąpiła w naszym domu. Umierała trzymając mnie za rękę, otoczona rodziną i przyjaciółmi. Nasz proboszcz, stojący przy jej łóżku, prowadził nas w modlitwie.

     Śmierć Suzan była święta. Na dziesięć dni przed odejściem z tego świata z radością wyjawiła mi, że głęboko odczuwa nie tylko obecność Świętej Rodziny, ale również dwóch aniołów, które przybyły z nieba, aby się nią opiekować. Od tamtej pory, każdego dnia była coraz słabsza, jednak pewna charakterystyczna dla niej radość życia nie opuszczała jej. Całymi tygodniami nie mogła jeść. Ból stawał się coraz bardziej dotkliwy, zastrzyki coraz częstsze. Coraz więcej różnych rurek umieszczano w jej ciele, by stale oczyszczać płuca i żołądek. Płyny fizjologiczne, w porę nie usunięte, zagrażały jej życiu. Organizm, całkowicie opanowany przez nowotwór, przestawał już funkcjonować.

     Jej fizyczne cierpienie i bolesna, powolna śmierć, pomimo tego że miała zaledwie 40 lat, nie da się opisać. Suzan jednak nigdy się nie skarżyła i nie buntowała przeciw swej chorobie. Szczerze mówiąc, to raczej ja miałem skłonności do narzekania... Ale za każdym razem, kiedy zaczynałem skarżyć się na nasz ciężki los, ona delikatnie przypominała mi, że skoro Bóg zsyła na nas to cierpienie, musi być ono w jakiś sposób pożyteczne: zarówno dla niej, dla mnie, jak i dla naszych dzieci. Wielokrotnie prosiła, byśmy wszyscy bezgranicznie ufali Bożej mądrości.

     Żona stawała się coraz słabsza, chwilami traciła świadomość. Pamiętam, jak w nocy poprzedzającej jej śmierć, w momencie powrotu świadomości zapewniła mnie, że uczucie przebywania w obecności Świętej Rodziny oraz dwóch aniołów nie opuszcza jej. Następnego ranka, półprzytomna, bliska była już śmierci. Zdając sobie z tego sprawę, przyprowadziłem siedmioro naszych pociech do sypialni, aby po raz ostatni zobaczyły się z mamą. Każde z dzieci pocałowało Suzan mówiąc: "Mamusiu żegnaj...". I w momencie kiedy tak po kolei podchodziły, ona na krótką chwilę otwierała oczy, starając się uśmiechnąć, co na pewno musiało kosztowac ją ogromnie dużo wysiłku. Każde z naszych dzieci pragnęła jednak przed odejściem obdarzyć czułym, matczynym spojrzeniem.

     Jakże ogromnym duchowym darem był dla całej naszej rodziny udział w tym trudnym doświadczeniu i - w tak świętej śmierci! Szczerze przyznaję, że od czasu ujawnienia tragicznej diagnozy, jeszcze w listopadzie, do momentu śmierci Suzan 17 lipca zarówno ona, dzieci, jak i ja sam, przeżyliśmy wspólnie osiem bezcennych, pełnych łask miesięcy - nie tylko cierpienia, głębokiej modlitwy, duchowego pocieszenia, ale i nadziei. W ciągu tych miesięcy, kiedy wiadomości o stanie zdrowia Suzan były coraz gorsze, stosowanie lekarstw nie przynosiło rezultatów, operacje okazywały się bezowocne, a większość medycznych zabiegów lekarskich nie przynosiła rezultatów, stało się coś niezwykłego: Suzan i ja o wiele bardziej zbliżyliśmy się do Boga i do siebie samych. Także nasza więź z dziećmi jeszcze się zacieśniła.

     Muszę przyznać, że bardzo podnosiła nas na duchu nie tylko obecność licznych przyjaciół, ale również osób mało nam znanych i przypadkowych, które często zatrzymywały się przy szpitalnym łóżku Suzan, by wrazić swoją solidarność i duchowe wsparcie.

     Pragnę podzielić się tym właśnie teraz, kiedy moje serce przepełnia głęboki ból i żałoba... Wiem, że o tym wszystkim w obecnych czasach mówi się coraz rzadziej. "Druga strona" cierpienia i tragedii, ta mało znana - dobra strona (o ile mogę ośmielić się tak ją nazwać) jest rzadko nagłaśniana. Być może dlatego świat postrzegamy często jako miejsce ponure, posępne i przykre. Chcę złożyć świadectwo, że tak nie jest. Ja i moja rodzina przebyliśmy ciemną dolinę śmierci w której, pomimo głębokich cierpień, znaleźliśmy pocieszenie i nadzieję.

     Suzan, ja i dzieci, przeszliśmy bardzo wiele. Odkryliśmy też, że stać było nas wszystkich na wyrzeczenia, o jakich nam się nawet nie śniło. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, ile jesteśmy w stanie przetrzymać... W obliczu cierpienia, wszystkie codzienne troski i drobne sprzeczki wydają się czymś śmiesznym. Dopiero pod wpływem trudnych doświadczeń zdaliśmy sobie naprawdę sprawę z tego, jak bardzo się wzajemnie kochamy. A ja dokonałem szczególnego "odkrycia", bo nie wiedziałem nawet o tym, jak świętą kobietę pojąłem za żonę. Prawdopodobnie tylko w zupełnej ciemności dostrzec możemy, jak jasne jest światło.


John Barger

Autor mieszka w New Hampshire,
USA. za: Celebrate Life, maj-lipiec 1997.
tłum. Alicja Babkiewicz.


GŁOS DLA ŻYCIA
nr 1(54) styczeń/luty 2002


Wieczność pośrodku czasu Wieczność pośrodku czasu
Wilfrid Stinissen OCD
Autor wprowadza czytelnika w tajemnicę spotkania trzech czasów - przeszłości, teraźniejszości i przyszłości - ukazując czwarty wymiar, którym jest wieczność... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 jola: 25.10.2009, 17:51
 W jaki sposób ma być pożyteczne cierpienie, gdy zostaje sam ojciec, z gromadką dzieci? Nie rozumiem, Boże wybacz, ale nie rozumiem:(
 wiatr: 13.09.2008, 15:28
  To niesamowita łaska ...dla Osoby chorej jak i dla Jej najbliższych , że doświadczając powolnego ...fizycznego umierania... Czują Wzmocnienie sił duchowych , Miłości , czułości ! To doświadczenie ...Świętych ! Niech Dobry Bóg obdarza licznymi łaskami Ojca ...i Dzieci !
 Monika: 13.09.2008, 14:36
 Drogi Johnie bardzo Cie rozumiem. Moj braciszek zmarl w zeszlym roku. Jeszcze miesiac przed smiercia bylam z nim na spacerze. A miesiac pozniej dostalam straszna wiadomosc o smierci. Tylko dzieki Bogu, modlitwie dobrych ludzi i Dawidowi ktory codziennie jako szef mnie pocieszal wytrzymalam. A na komunii chrzesnicy kiedy zobaczylam babcie powiedzialam O Boze zeby tylko jeszcze nie zmarla moja babcia i trzy miesiace pozniej w Wigilie Wniebowstapienia Panskiego pochowalam babcie. Jezu ufam Tobie.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej