Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Z życia do życia

     Zmartwychwstanie to największe dobro, jakie w ogóle mogliśmy otrzymać. Ale trzeba je nazwać dobrem trudnym. Wiara w zmartwychwstanie przecież nie przychodzi nam łatwo. Zostaliśmy, jak uczniowie Chrystusa, tak przytłoczeni Jego śmiercią, że z ciężkim sercem wznosimy oczy ku niebu. Dlatego nasza nadzieja jest trudna: nadzieja, której zresztą nie można się nauczyć, jak nowego angielskiego wyrażenia czy zaskakującego kroku w tańcu. Można się nią jednak zarazić od innych.

     Tak było z opowiadaniem o powstaniu Ukrzyżowanego z martwych. Nie mamy dostępu do samego faktu Zmartwychwstania, bo nie należy on do ziemskiej historii Jezusa. Ale weszliśmy w nową historię, historię ponownie zbierających się uczniów. To historia Jezusowej wspólnoty - historia Kościoła. Możemy więc przeżywać paschę ze świadomością, żfe wiele dróg prowadzi w pobliże grobu Zmartwychwstania, że z każdego grzechu można się podnieść, że Boże miłosierdzie obejmuje każdego z nas. Kiedy zwyciężamy własny egoizm, potrafimy pomóc innym, pokonujemy złe skłonności - wówczas nasze decyzje stają się wyrazem "przejścia", paschy, czyli zmartwychwstania - do tego, co dobre, przebóstwione przez Chrystusa.

     Zostaliśmy zaalarmowani przez Marię Magdalenę, która pierwsza zobaczyła otwarty grób. Poszliśmy w paschalnej procesji, niosąc sztandary - znaki wiary i trudu dorastania do miłości. Przekonani zatem jesteśmy, że przejdziemy z życia do życia, gdzie - już poza czasem i przestrzenią - Chrystus żyje w samym sercu Trójcy Świętej. I zaprasza nas do siebie.

     ZBAWIENIE BEZ KRZYŻA?

     Gdyby tegoroczny post nie ożywił dostatecznie naszej wiary, mieliśmy ostatnią szansę: Wielki Tydzień. Ostatnie dni poprzedzające mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Trzeba było coś ze sobą zrobić, nie dać się porwać gnuśności i duchowej rutynie.

     Tym bardziej, że ewangelie tym dniom poświęcają sporo uwagi. Ukazują narastający konflikt między faryzeuszami a Jezusem, który zapowiada królestwo Boże, gdzie miłość - a nie przestrzeganie Prawa będzie stanowić kryterium przynależności do grona Jego uczniów.

     Jezus wyraźnie krytykuje żydowską tradycję, narusza obyczaje społeczne, kiedy na przykład zasiada do stołu z celnikami i grzesznikami. Z punktu widzenia Żydów były to zachowania prowokacyjne, choć wielu zwolenników otaczało już wówczas Jezusa. Ta popularność musiała zresztą niepokoić. Każda władza obawia się ludzi, którzy mobilizują społeczeństwo do działania. Jezus przybywa więc do Jerozolimy: czy tylko jako zwykły pielgrzym na święta, czy może z wyraźnym przekonaniem, że właśnie tutaj chce ponieść śmierć, i to śmierć na krzyżu? Ale - dodajmy od razu - z perspektywą zmartwychwstania. Wypada o tym wnosić z wydarzenia, do jakiego doszło w świątyni, kiedy Jezus wyraził ostry protest przeciwko handlującym tam przekupniom. W każdym razie widzimy w tym wszystkim przenikanie się cierpienia i radości; dostrzegamy ból i szczęście, rodzące się z nadziei eschatologicznych, które Jezus sygnalizuje i potwierdza swoim życiem.

     Czy zatem można sobie wyobrazić ludzkie zbawienie bez ofiary krzyżowej Jezusa albo czy zbawienie mogło dokonać się inaczej? Dlaczego my, chrześcijanie oddajemy hołd i cześć krzyżowi? Pośrednio więc, być może, gloryfikujemy ból, cierpienie, śmierć! I wreszcie, jak pogodzić Ewangelię, czyli "dobrą nowinę", i w ogóle radość wiary z krzyżem? Czy ofiara Jezusa na krzyżu to znak, że Bóg chce i naszego cierpienia?

     Wiele też paradoksów odkrywamy w wypowiedziach samego Jezusa. Dowiadujemy się chociażby o niewidomym od urodzenia, poprzez którego dzieją się "Boże sprawy". Przekonujemy się, że jeżeli ktoś z nas przypuszcza, że swój wzrok (a więc sens i jakość życia) zawdzięcza tylko sobie, ten właściwie trwa w ciemności; ten zaś z nas kto uważa, że wszystko zawdzięcza Jezusowi - ten dochodzi do pełni światła. Jak wybrnąć z tych interpretacyjnych kłopotów?

     WIERZĘ, ALE PYTAĆ TRZEBA

     Mówiąc uczciwie, nie dysponuję jasną odpowiedzią. Moje serce i umysł są bezradne. Wierzę, że w Bogu ma sens wszystko, co jest życiem, trudem, pracą, twórczością, modlitwą, cierpieniem, bólem. "Wierzę - jak napisała Katarzyna Boruń - ale pytać trzeba". Otóż właśnie! Pytam więc i usiłuję odpowiadać. Sytuacja zdaje się być następująca. Naszym Ojcem jest Bóg. Jako synowie bywamy przez Ojca karceni. To karcenie ma wychowawczy cel. Podobnie jak Jahwe-Bóg Izraela gromił swój krnąbrny lud, po to właśnie, aby "pomóc" w powrocie na właściwą drogę życia. Początkowo karanie boli, nie wydaje się przyjemne, raczej smutne. Później jednak sytuacja się zmienia: jesteśmy na ogół wdzięczni rodzicom za ich trud, bo rozumiemy, że w ten sposób dostąpiliśmy radości tego, co dobre, ku dobru prowadzące. Podobnie Bóg-Jezus swoich naśladowców sprowadza do krzyża i oczekuje od nich, że pojmą to jako "wychowanie" do radości; wychowanie umotywowane radością i z powrotem do niej prowadzące.

     Przypuszczam, że potrafimy ten fakt przyjąć. Ale to chyba za mało. Trzeba bowiem zaakceptować coś bardziej niepokojącego, mianowicie bliskość radości i krzyża. Gdybym na przykład (proszę wybaczyć porównanie, ale to tylko na użytek tej wypowiedzi) był św. Janem, najbliższym przyjacielem Jezusa: jak przeżywałbym Boże cierpienie? Czy radowałbym się z tego, że On cierpi? Cóż, musiałbym, w miłości, z góry zgodzić się na tę straszną decyzję swego ukochanego Mistrza. Sam cierpiałbym i to moje cierpienie polegałoby ostatecznie na tym, że musiałbym pozwolić cierpieć Jezusowi bez sprzeciwu, bez możliwości ingerencji i położenia kresu temu cierpieniu. Lecz następuje zwrot. Jezus mówi: "Janie, twój smutek zamieni się w radość, tak dalece stanie się przeszłością, jak kobieta, która nie pamięta już o bólu, gdy dziecko jest na świecie". Jezus żąda więc - aż trudno w to uwierzyć - od kochających Go uczniów, zatem i od nas dzisiaj, aby z radością zgodzili się na Jego mękę: "Gdybyście mnie miłowali, radowalibyście się, że idę (dodajmy: drogą krzyża) do Ojca". I to żądanie pozostaje bezwzględne.

     Dlatego św. Jan w swojej ewangelii - jak pięknie ujął Hans Urs von Balthasar - gromadzi przy wydarzeniu męki i zmartwychwstania Chrystusa trzy przedstawicielki Kościoła kochającego: Marię z Betanii, która z miłości namaszcza Pana, mając na względzie Jego pogrzeb; Marię-Matkę, która pod krzyżem dokończyć musi swoje fiat oraz Marię Magdalenę, która w poranek wielkanocny zgodzić się musi na powrót Syna do Ojca, zrezygnować z zatrzymania Oddalającego się. Może więc trzeba dać się porwać żywiołowi nadziei, że w Bożych zamiarach mieści się i krzyż, naturalnie wpisany w ludzką codzienność. Przyjmujemy to Boże życzenie, ponieważ żyjemy w świecie pełnym cierpienia. Nie możemy pozostawić go poza sobą, jak minioną przeszłość, bo i sami bywamy powodem zła, często swoim zachowaniem oddalając innych od Boga.

     Niesiemy też w sobie radość, gdyż jako kochający Boga Kościół oczekujemy, że wnet będziemy odkupieni i wybawieni ze swoich grzechów. Mamy jednak przed oczyma i na dnie serca cenę, jaką Jezus musi zapłacić za to odkupienie. Dlatego nasza radość jest radością, zachowującą w sobie coś szczególnie palącego, wewnętrznie trawiącego. Jesteśmy pocieszani tym, że dostąpimy radości zmartwychwstania, a ta wieczna radość nie będzie już miała owego palącego ognia.

     Ale nie chodzi tu - podkreślam - o prostą relatywizację Krzyża przez radość Wielkanocną, lecz o akceptację Bożej tajemnicy, w głębi której tkwi krzyż Jezusa prowadzący do zmartwychwstania. Trzeba nawiązać do tradycji Nowego Testamentu, która daje podstawy do mówienia o mistyce krzyża. Bóg chciał zbawić człowieka w sposób zależny tylko od własnej woli, w porządku miłości. Cierpienie jako takie nie ma przecież sensu. Jezus raczej je umniejszał, wybawiał ludzi z drętwoty. Niemal cała Ewangelia to opis takiej Jego walki. Źródłem boleści nie jest Bóg. Kiedy mówimy, że krzyż Jezusa stał się drogą wybawienia, to nie tyle podnosimy do godności samo cierpienie, ile sposób, w jaki Jezus wypełnił wolę Ojca Niebieskiego, a my, biorąc z Niego przykład, możemy z cierpienia uczynić duchowy znak jedności z Bogiem. W jaki sposób? W Wielki Czwartek, w ostatni dzień życia Jezusa, dzień ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa, uzyskaliśmy odpowiedź.

     UCZTA PASCHALNA

     Uczta w wieczerniku to uroczysta uczta paschalna. Jezus i uczniowie mieli tego świadomość. Wiedzieli też na pewno, w jak niebezpiecznej sytuacji się znaleźli. Mimo to nie rezygnują z uprzednio podjętych postanowień. Ważne jest to, abyśmy zrozumieli, że Jezus swoją nadchodzącą śmierć połączył z wręczeniem daru: chleba i kielicha wina. Wprawdzie spożywanie chleba i wina przy żydowskiej uczcie było stałym jej elementem, ale w wieczerniku nabrało ono nowego znaczenia w świetle zbliżającej się śmierci Jezusa. Jezus bowiem porównuje siebie do chleba i wina za pomocą słów, które w greckim języku brzmią soma i haima: ciało i krew. Odnoszą się więc do całej osoby. W innym wypadku - podpowiadają teologowie - Jezus użyłby popularnego wyrażenia: "dawać życie". Jednakże termin "ciało" wiąże się bliżej z chlebem, a termin "krew" zbliża się bardziej do wina i wskazuje równocześnie na śmierć gwałtowną.

     Jezus zinterpretował, z tego wynika, symbolicznie swoją śmierć i pozostawił uczniom "pierwszą mszę", "wieczerzę Pańską" (1 Kor, 11, 20) w której żyje pod postacią chleba i wina. Tym samym przypisuje swej śmierci działanie zbawcze, które jednak trzeba widzieć w jego ukierunkowaniu na królestwo Boże. Wszystkie relacje o ustanowieniu Eucharystii mówią jasno o tym, że Jezus chciał, aby rytuał chleba i kielicha był powtarzany. Mówił: "Czyńcie to na moją pamiątkę". I właśnie od tamtego historycznego momentu tak się dzieje wśród wierzących w całym świecie.

     ODDAJEMY CZEŚĆ KRZYŻOWI

     W Wielki Piątek wspominaliśmy śmierć Jezusa na krzyżu. Symbolika krzyża jest dla chrześcijan wyjątkowo istotna i duchowo pobudzająca. Krzyż bowiem to znak zbawienia przez mękę Syna Bożego oraz symptom nadziei, że ludzkie cierpienia prowadzą również do zmartwychwstania, jeżeli zostaną sprzęgnięte z mocą płynącą z życia i śmierci Jezusa. Dlatego oddajemy cześć krzyżowi? Nie czcimy krzyża jako narzędzia zbrodni, tylko jako narzędzie zbawienia. Kiedy całuję podczas liturgii Ewangelię, to w ten sposób oddaję hołd nie kartce papieru, lecz słowu zbawienia, a w ostatecznym sensie - samemu Zbawicielowi.

     Gdyby - przykład czerpię z katechezy ojca Jacka Salija - zastrzelono mi bliską osobę, rewolwer byłby tylko i wyłącznie narzędziem zbrodni. Natomiast Pan Jezus umarł nie tylko dlatego, że ludzie podjęli zbrodniczą decyzję zamordowania Go. Umarł, bo sam chciał oddać za nas życie, po to przecież przyszedł na tę naszą ziemię. U św. Jana czytamy: "Ja życie moje oddaję, aby je znów odzyskać (J 10, 17). Nie tylko umarł dlatego, że sam tak chciał, ale również w sposób, w jaki chciał.

     Czy jednak krew przelana na Kalwarii to cena za dług, jakiej Bóg wymaga za obrazę, której od nas doznał? Cóż, ewangeliści i św. Paweł stosują w swych interpretacjach takie terminy jak "okup", kara, sprawiedliwość, ofiara. Czyżby sugerowali, że Bóg zaplanował śmierć Jezusa, żeby odkupić nasze grzechy, a przez to niejako nadał cierpieniu jako takiemu wartość? Chyba jednak nie; raczej trzeba powiedzieć, że wybierając zadanie bezbronnego proroka Jezus wyraził bezwzględne posłuszeństwo Ojcu w niebie oraz do skonała ofiarę. I w tej kenozie Chrystus nie przesłoni! swego Bóstwa, lecz właśnie przez nią objawi} Bóstwo zarówno swoje, jak i Ojca, ponieważ "Bóg jest miłością", miłością, czystą i bezinteresowną, aż po śmierć na krzyżu. Dlatego odważamy się powiedzieć, że śmierć jest dla chrześcijanina ostatecznie zyskiem, bo jego życiem jest sam Chrystus "wywyższony na belce krzyża". Im bardziej radykalne samowyniszczenie, tym pełniejszy objaw miłości ku ludziom, lecz również tym bardziej zupełna ufność w Ojca - nadzieja wbrew wszelkiej nadziei, że miłość Boga zwycięży.

     CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ!

     Oczekiwaliśmy na największe wydarzenie naszego życia, z podskórną radością. Pamiętamy, co się wydarzyło. Odbył się pogrzeb Chrystusa, sprawowany po nabożeństwie wielkopiątkowym. Rozpoczynał się on procesją z kadzielnicami, zapalonymi świecami i naczyniem z wodą święconą. Idąc w procesji złożyliśmy Ukrzyżowanego do grobu Pańskiego. Stąd też Wielka Sobota to dzień uwielbienia Chrystusa umęczonego za nas. Staraliśmy się trwać, choćby przez kilkanaście minut, przed Jezusem w ciszy i skupieniu. Odwiedzaliśmy też inne groby w mieście. Nawet utrwaliło się powiedzenie: "idziemy na Groby". W ten sposób nawiązywała się między nami religijna więź.

     Zanosiliśmy również do kościoła pokarmy do poświęcenia. Obrzęd ten ma związek z kończącym się postem, jaki obowiązywał przez dni przygotowania do świąt. Pokarmy objęte zakazem spożywania można jeść od Wielkanocy, dlatego należy je poświęcić. Chrześcijanin - jak wskazują liturgiści - uświęcony przez post i obchód świąt, powinien prowadzić odtąd nowe życie, podtrzymywane pokarmem uświęconym przez Boga. To również znak przypominający o umiarkowanym korzystaniu z darów natury. Kiedy kapłan błogosławił mięso i wędliny, wskazał w ten sposób na baranka paschalnego z Ostatniej Wieczerzy, a chleb i świąteczne pieczywo, które ułożyliśmy w koszyczku wielkanocnym .mówi, że to sam Chrystus nazwał siebie Chlebem żywym i że to On nam daje siebie w Komunii świętej. Jest z nami, jako źródło życia, na co wskazują poświęcone jajka.

     W niedzielny poranek albo już późną paschalną nocą wznieśliśmy w górę świąteczne serca. Ufam, że wówczas ujawniły się nasze wszystkie nadzieje i rozpaliła wiara. Bóg nas ukochał i nigdy już nie opuści. W Jego bliskości nie należy załamywać rąk, smucić się, zamartwiać. Cierpienie pozostanie, ale jako droga ku Zmartwychwstaniu. Nieśmy więc innym tę radosną "pewność niepewności".


ks. Jan Sochoń


Tekst pochodzi z Tygodnika

23 marca 2008


Patrzeć na Przebitego Patrzeć na Przebitego
Joseph Ratazinger
W pierwszej z zebranych w tej książce rozpraw teologicznych kardynał Ratzinger – wychodząc od modlitewnej rozmowy wcielonego Syna z Ojcem – pokazuje, że do serca Syna nie można się zbliżyć inaczej, jak tylko poprzez uczestniczenie w Jego modlitwie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej