Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Pasterz i owieczka

     Wreszcie nadszedł czas radości i wesela! Teraz przez pięćdziesiąt dni możemy świętować. To wcale nie znaczy, że dzień w dzień mamy się bawić zamiast uczyć się i pracować, objadać się wyszukanymi potrawami, zamiast jeść zwykły codzienny pokarm, albo dekorować pokój zamiast po prostu utrzymywać go stale w porządku. Świętowanie przecież nie tyko odbywa się na zewnątrz. Najważniejsze jest usposobienie serca - spokojne, radosne i po prostu szczęśliwe.

Życzymy Wam, żeby Pan Jezus Zmartwychwstały
był dla Was Najważniejszą Osobą.
A wtedy Wasze serca będą na pewno świętować
każdego dnia dając radość i dobro innym ludziom.

* * *

     Na wielkiej zielonej łące wypasało się stado owiec. Wspaniałe to były zwierzęta: miały śnieżnobiałą przystrzyżonej wełnę, mocne nogi i zadowolone mordki. Nigdy nie brakowało im jedzenia, ponieważ ich pasterz wciąż znajdował dla nich nowe pastwiska. Nie chodziły spragnione, bo ich opiekun starał się, aby w zasięgu wzroku tryskało źródło, albo płynął strumień. Budował dla swoich owieczek szopy, aby uchronić je przed zimnem i deszczem. Dbał też o ich bezpieczeństwo - wieczorami palił ognisko, żeby odstraszać wilki i inne dzikie zwierzęta. Jednym słowem troszczył się o stado jak o rodzone dziecko. Nic dziwnego, że jego owieczki uchodziły za najpiękniejsze na świecie. Podziwiali je ludzie i zwierzęta, stare szumiące drzewa i wszelkie inne stworzenia. Znalazł się jednak pośród nich ktoś, kto zazdrości] owcom i nienawidził ich pasterza. To była leśna żmija, która budziła postrach i niechęć. - Ssstrąciłabym te obrzydliwe owce ze sssskały - syczała wylegując się na głazie nieopodal pastwiska. - Sssama jessstem godna podziwu i nie cierpię, gdy takie tchórzliwe ssstworzenia uważa sssię za nadzwyczajne. To przez tego ich passsterza, ale niedoczekanie! Ssskończy sssię ta sssiełanka! Już ja coś wymyślę! - i żmija zamknęła oczy knując swój szkaradny plan. 1 oto wkrótce mogła go już wypróbować.

     Jedna z najmniejszych owieczek, zwana przez pasterza Kłębuszkiem, wpadia w zasadzkę zastawioną przez sprytnego gada. Pewnego razu żmija ukryła się w kępie trawy, do której zbliżał się Kłębuszek. Gdy owieczka była już bardzo blisko, wąż wychylił głowę z zarośli i błysnął złotymi oczami.

     - Ooo ? - zdziwiła się owieczka - Kim jesteś?

     - Nie znasszsz mnie? Nie mówił ci o mnie pasterz?

     - Nie.

     - To dziwne, jessstem przecież najbardziej znaną issstotą na ziemi. Niemożliwe, żebyś o mnie nie sssłyszała...

     - Ale to prawda. Nic o tobie nie wiem.

     - No widziszszsz. Pasterz nie chce, żebyś poznała prawdziwy świat. Wodzi wasze stado tylko po łąkach, a nie pokazuje wam tego, co dla was najważniejsze. Jeśli chcesz pokażę ci coś więcej niż tylko zieloną trawę. Chcesz?

     - O tak bardzo chcę, tylko pójdę zapytać pasterza, czy mogę udać się z tobą w podróż.

     - Nie rób tego. Nie mamy czasssu. Albo idziesz od razu, albo nici z naszej wyprawy.

     Kłębuszek chwilę się wahał. Nigdy nie opuszczał ani stada, ani tym bardzie) pasterza. Jednak propozycja złotookiego węża była tak bardzo ciekawa, że owieczka w końcu zgodziła się na wędrówkę w nieznane. Żmija nie posiadała się z radości. Postanowiła zgubić swoją ofiarę, a potem przypełznąć po następną owieczkę. Kłębuszek niczego nie podejrzewając ufnie podąża] za zygzakowatym gadem, ciesząc się, że czeka go wspaniała przygoda. Z początku było bardzo przyjemnie: słoneczko przygrzewało, w lesie śpiewały ptaki i przemykały wiewiórki zdziwione, że owieczka podąża za wężem. Żmija tymczasem posuwała się coraz szybciej w coraz większą gęstwinę. Nie wiadomo kiedy zaczęło się zmierzchać. Zmęczonemu Kłębuszkowi chciało się pić i jeść, a na dodatek bardzo bolały go nóżki. Zaczął wołać do swojego przewodnika, żeby na niego zaczeka] i zatrzyma] się choć na chwilę. Na próżno. Wąż podstępnie wyprowadził owieczkę na pustkowie i tam ja porzucił. Strach opanował zwierzątko. Wszystko stawało się coraz groźniejsze, zewsząd słychać było nieprzyjazne odgłosy, a na dodatek zaczął zapadać zmierzch i zrobiło się zimno. Kłębuszek drżą] ze strachu i chłodu zanosząc się od płaczu. - Ach, gdzie mój dom? Gdzie moje stado? Dlaczego oddaliłem się od mojego pasterza? Pasterzu, pasterzu mój, ratuj! Zwierzątko nie wiedziało, że pasterz od dawna go próbuje go odnaleźć. Powierzył opiekę nad stadem najstarszej i najbardziej doświadczonej owcy, a sam ruszył na poszukiwanie Kłębuszka. Tropiąc jego ślady zauważył, że obok odcisków znajomych kopytek widać inne, złowrogie znaki. Coś takiego mogła pozostawić po sobie tylko żmija! Pasterz musiał się spieszyć. Wiedział, że jeśli w porę nie odnajdzie ukochanej owieczki, ona bez niego zginie. Niestety robiło się coraz ciemniej i ślady w leśnej gęstwinie powoli stawały się niewidoczne. Właśnie wtedy do uszu zatroskanego opiekuna doszło słabiutkie wołanie: - Pasterzu, mój dobry pasterzu... Oh, gdzie jesteś? Ratuje mnie... ratuj...

     Kłębuszek ostatkiem sił zawołał i upadł tuż nad skalnym urwiskiem. Na kamieniu przyczaiła się żmija. Czekała aż wyczerpane zwierzę stoczy się prosto w przepaść, a ona będzie mogła zwabić w swoją pułapkę następną ofiarę. Nie zauważyła postaci, która wyłoniła się zza wzgórza. Dopiero kiedy poczuła na grzbiecie pasterską laskę zasyczała z gniewu i przerażenia.

     - Idź precz od moich owiec! - krzyknął pasterz strącając gada w czeluść. Potem podbiegł do Kłębuszka, ogarnął go ramionami i mocno przytulił do piersi. Szedł ze swoją owieczką całą noc przedzierając się przez chaszcze, raniąc stopy o kamienie, chłostany przez deszcz i wiatr. Mimo, że wędrówka była trudna i bolesna, opiekun nie wypuszczał zwierzątka. Osłaniał go swoim płaszczem, grzał oddechem i wytrwale posuwał się naprzód. Wreszcie noc wraz z niepogodą zaczęły ustępować. Pierwsze rozbłyski słońca rozświetliły świat i wędrowcy zobaczyli, że są już na skraju znajomej łąki. Okazało się, że pozostałe owce ani na chwilę nie zmrużyły oczu. Oczekiwały z niepokojem na swojego opiekuna i swoją zagubioną siostrę. Jakaż była radość na pastwisku, gdy wszyscy wreszcie mogli być razem] Z sąsiedniej łąki przybyły baranki i gęsi, a z pobliskiej wioski uroczyście ubrani ludzie. Rozpalono ognisko, przy którym tańcom i śpiewom nie było końca. Cała okolica od dawna tak nie świętowała. Naprawdę!

     Porozmawiajmy...

     Dlaczego owieczka oddaliła się od stada?
     Jak myślisz, czy pasterz mniej kochał pozostałe owieczki?
     A dlaczego je zostawił?
     Czy pasterz nie bał się wyruszyć samotnie w ciemny las?
     Czy wiesz, że Pan Jezus gotów jest cierpieć za ciebie nawet wtedy gdy od Niego odchodzisz?
     W jaki sposób owieczka może być dla ciebie przykładem?



EP


Tekst pochodzi z pisma
"Królowa Apostołów" kwiecień 2009 r.



Patrzeć na Przebitego Patrzeć na Przebitego
Joseph Ratazinger
W pierwszej z zebranych w tej książce rozpraw teologicznych kardynał Ratzinger – wychodząc od modlitewnej rozmowy wcielonego Syna z Ojcem – pokazuje, że do serca Syna nie można się zbliżyć inaczej, jak tylko poprzez uczestniczenie w Jego modlitwie... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej