Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Dziś w Getsemani

     Ta Pascha była inna niż poprzednie. Pełna znaków i niecodziennych zdarzeń. Ewangelista Marek zakończył jej opis zdaniem: "Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej". Udałem się i ja ich śladem.

     Sala na piętrze, spięta gotyckim sklepieniem przez krzyżowców, nie jest tą, w której wieczerzano owego dnia. Ale znajduje się na tym samym miejscu, na którym stał dom zamożniejszego właściciela; to on udzielił Jezusowi i apostołom gościny, później dom został zamieniony na pierwszy kościół domowy. Tak wiele zmieniło się od tamtego czasu na górze Syjon!

     Nawarstwiły się kolejne pokłady przeszłości. Trudno się rozeznać w plątaninie budowli z różnych epok. W drodze z Wieczernika na Górę Oliwną musiałem przejść najpierw przez zatłoczony autobusami parking, później przez ruchliwą ulicę, by dojść do kościoła św. Piotra od Piejącego Koguta, San Piętro in Gallicantu. Tu dopiero można dotknąć tamtego czasu. Przy kościele tym zachowały się bowiem schody, po których niejeden raz schodził i wchodził Jezus, a już na pewno w ową ostatnią noc przed aresztowaniem. Przecież nie było innych schodów w tym rejonie, które by łączyły Dolinę Cedronu z Syjonem. A te, które są, liczą dobrze ponad dwa tysiąclecia. Ułożone z nierównych kamieni, prowadziły prosto do źródła, które jeszcze dziś tryska przy sadzawce Siloe. W niej na polecenie Jezusa obmył się niewidomy od urodzenia i odzyskał wzrok (por. J 9, 1-41). Po tych samych schodach wspinał się od sadzawki Siloe na górę Syjon ów tajemniczy człowiek z dzbanem wody, za którym poszli uczniowie, by przygotować Paschę w domu, do którego miał wejść (por. Mk 14,13).

     PO SCHODACH

     Schody! Wzruszająca relikwia. Urywają się nagle, częściowo już dawno rozebrane przez właścicieli domów pobudowanych na stromym zboczu Doliny Cedronu z widokiem na arabską dzielnicę Silwan. Dużym łukiem obszedłem współczesne zabudowania i wszedłem na biblijny szlak w miejscu odkrywki archeologicznej, gdzie kamień po kamieniu wydobywa się z ziemi Miasto Dawidowe, pierwszą osadę założoną w Jerozolimie przez króla Dawida trzy tysiące lat temu. Szlak ten zawiódł mnie prosto do sadzawki Siloe z ruinami bizantyńskiego kościoła. Od tego miejsca mogłem już bez przeszkód podążać dnem Doliny Cedronu, której pierwotny, biblijny charakter niestety został już częściowo zatarty na skutek poprowadzenia potoku w kanale i wylania ścieżki betonem. Ale nietknięte pozostały Tbozzdi doliny, szczególnie te od strony wschodniej, podziurawione starożytnymi grobowcami. Z jakim wzruszeniem wypada patrzeć na grobowce, na które tak samo musiał patrzeć Jezus! Wykuto je w litej skale wiele wieków wcześniej, może z wyjątkiem tego kształtnego, zwieńczonego na kształt butelki grobu Absaloma, który mógł być Mu współczesny. Kto wie, czy to nie budowa tego monumentu sprowokowała Jezusa do wypowiedzenia twardych słów pod adresem faryzeuszy i uczonych w Prawie, że oto budują grobowce prorokom, a ojcowie ich zadali im śmierć (por. Łk ll,48).

     Wysoko, bardzo wysoko nad dnem doliny dominuje narożnik platformy świątynnej, od gruntu wiązany gigantycznymi monolitami w stylu herodiańskim. Wyższe jego partie wskazują na wątki murów z późniejszych czasów. Odmiennie aniżeli dziś, w czasach Jezusa nie przebiegała tamtędy żadna droga, tak zatem wysokość muru wraz z zachodnim stokiem doliny była gigantyczna. Kusząc Jezusa, szatan zaprowadził Go do Jerozolimy, właśnie na szczyt tego muru, skąd kazał Mu się cisnąć w przepaść, by - nie doznając uszczerbku na ciele - tym samym mógł dowieść synostwa Bożego (por. Mt 4, 5-7).

     PRZED GROTĄ

     Stąd do Getsemani już tylko ze dwieście kroków. Kolorowa fasada bazyliki Wszystkich Narodów nadaje ton temu miejscu u stóp Góry Oliwnej. Nieco wyżej, pośród smukłych cyprysów, złocą się w świetle zachodzącego słońca kopułki rosyjskiej cerkwi św. Marii Magdaleny. Przeszedłem na drugą stronę ruchliwej ulicy. Sznur autokarów oczekiwał schodzących z góry pielgrzymów. Chrześcijańska pobożność, która od czasów bizantyńskich usiłowała uczcić miejsca związane z życiem Jezusa stosownymi świątyniami, skutecznie zatarła biblijny krajobraz.

     W porządku chronologicznym pierwsze kroki skierowałem do groty Getsemani. Ta, wprawdzie nieco zmieniona na przestrzeni wieków, mimo to pozwala doświadczyć materii tamtych wydarzeń. To jest to miejsce, gdzie tak często gromadzili się uczniowie Jezusa i gdzie zatrzymywał się i On sam. Ci Galilejczycy nie mieli przecież stałego adresu w Jerozolimie, kiedy przybywali na święta do miasta. Musieli gdzieś nocować. Ewangelie piszą, że Jezus za dnia udawał się do świątyni, by tam nauczać, a na noc powracał na Górę Oliwną. Tak i tej nocy, po spożytej wieczerzy paschalnej, udał się z całą gromadą do ogrodu Getsemani. Jan Ewangelista pisze wyraźnie, że "Jezus i uczniowie Jego często się tam gromadzili" (J 18, 2).

     Ogród, czyli teren ogrodzony, był własnością prywatną. Mógł należeć do kogoś z sympatyków Jezusa, może nawet do rodziny Marka, późniejszego autora drugiej Ewangelii. Getsemani to tłocznia oliwy, czyli pomieszczenie gospodarcze z narzędziami rolniczymi i prasą do wytłaczania oliwy z oliwek i wyciskania soku z winogron. A pomieszczeniem takim mogła być tylko grota, jedna z tych, jakich pełno na stokach Góry Oliwnej. Przybywszy na zwykłe miejsce, "rzekł Jezus do swoich uczniów: Usiądźcie tutaj, ja tymczasem będę się modlił" (Mk 14, 33). Gdy śledzimy opis ewangelistów, trudno nam wyobrazić sobie kolejność zdarzeń. Dopiero na miejscu ta sekwencja następujących po sobie wypadków staje się bardziej czytelna. Oto wszyscy udali się wpierw do groty Getsemani. Godzina była już późna. Dobrze po dziesiątej. Pora do układania się do snu. Z tej gromady Jezus zabrał ze sobą trzech, Piotra, Jakuba i Jana, tych samych, wobec których przemienił się na górze Tabor. Wyszli z groty i zatrzymali się kilkadziesiąt kroków dalej, pod drzewami oliwkowymi. Tam ich Jezus zostawił, by swą obecnością byli Mu oparciem, sam zaś odsunął się od nich na odległość kilku kroków.

     Czy ci trzej, którzy słyszeli słowa modlącego się Jezusa, mogli podówczas cokolwiek zrozumieć z ich treści? O jakim kielichu, który musi wypić, Jezus mówił? Dlaczego Bóg zamilkł? A ci trzej śpią w najlepsze! "Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?" (Mk l4, 37). Musiało być zimno w tę kwietniową noc. Owinięci szczelnie w opończe, oparci o pień drzewa oliwkowego, przysypiali apostołowie, jak próbuje ich nieco usprawiedliwiać wyrozumiały Łukasz, mówiąc, że ze smutku.

     Mogło być już blisko północy, gdy ciszę ogrodu zakłócił donośny hałas. "Zjawił się Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim zgraja z mieczami i kijami wysłana przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych" (Mk 14, 43). Judaszu, co cię do tego czynu skłoniło? Nie jestem w stanie zrozumieć motywacji tego człowieka. Oto tajemnica nikczemności.

     CÓŻ TO ZA SKAŁA

     A co na to wszystko uczniowie, zarówno ci trzej, jak i ci pozostali z groty Getsemani, hałasem wyrwani ze snu? Wywiązała się krótka szamotanina. Piotr nawet ugodził mieczem jednego z napastników i uciął mu ucho. Niezdecydowany opór uczniów przerodził się w paniczną ich ucieczkę po tym, jak usłyszeli od Jezusa, że i to aresztowanie wpisane jest w przepowiadanie proroków. Jakże można przeciwstawić się wyrokom Opatrzności? Skrępowanego sznurami Jezusa poprowadzono na Syjon tą samą drogą, którą dopiero co przebył. Tam bowiem, w pobliżu domu, gdzie spożyto Paschę, rozsiadły się siedziby możnych, w tym pałac Kajfasza. Wspinał się zatem Jezus po tych samych schodach, których fragment zachował się przy kościele św. Piotra in Gallicantu.

     Na koniec kościół Agonii, zwany też kościołem Wszystkich Narodów. Wchodzi się tu przez Ogród Oliwny. Jest kilka prastarych oliwek, same pnie, ale rodzące. Czy są świadkami tamtych wydarzeń? Można tak sądzić, uwzględniając nawet i to, że Rzymianie wycinali drzewa wokół Jerozolimy dla oczyszczenia przedpola do jej oblężenia w 66 roku. Przecież nie wyciągali z ziemi korzeni, a z tych oliwka potrafi odbić.

     Półmrok spowija wnętrze kościoła Agonii. Tylko skałę pod ołtarzem wydobywa z ciemności silna wiązka elektrycznego światła. Cóż to za skała, tak obcałowywana, dotykana, adorowana, obmodlona, zroszona kroplami krwistego potu Zbawiciela? Franciszkański zakonnik cierpliwie czekał, aż opuszczą świątynię ostatni pielgrzymi. Po czym zamknął kościół. Było już po szóstej wieczorem.


Jan Gać


Tekst pochodzi z Tygodnika

17 kwietnia 2011


Wielkanoc i baranek w Pięknej Dolinie Wielkanoc i baranek w Pięknej Dolinie
Anna Matusiak
Książka opowiada o wielkanocnych przygotowaniach w Naszym Miasteczku. Czytelnicy dowiedzą się także jak dzieci z Pięknej Doliny uratowały z opresji baranka. Tekst dopełniają piękne ilustracje, które na pewno wprowadzą wszystkich w świąteczny nastrój... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej