Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Miłość matczyna

     Kazanie pasyjne na Gorzkich Żalach w drugą niedzielę Wielkiego Postu 2012

     Na początku Wielkiego Postu w jednym z warszawskich przedszkoli na Grochowie kilka matek wypisało swoje dzieci z lekcji religii. Powód? Bo pani katechetka zaczęła mówić dzieciom o krzyżu. Dlatego niektórzy rodzice postanowili chronić delikatną psychikę swoich dzieci przed szokiem i traumą, jakiej mogłyby doznać słuchając katechez o tej najważniejszej tajemnicy naszego zbawienia.

     Jeśli ludzie uważający się za chrześcijan nie chcą, aby ich dzieci słyszały o krzyżu, to znaczy, że w ich domach pewnie też nie ma już krzyża. Gdyby wisiał na ścianie, w widocznym miejscu, dzieci miałby wcześniej okazję, aby się z nim oswoić. Dzieci w naturalny sposób ciągle przecież o wszystko pytają: co to, po co i dlaczego? Rodzice mieliby wiele możliwości, by z całą miłością i taktem wyjaśnić dzieciom, co oznacza krzyż i kim jest ów Ukrzyżowany. Ale cóż zrobić, kiedy w domach tego znaku i tematu do rozmów często brakuje?

     Nie trzeba pewnie długo czekać, aby podobnie, jak to było we Włoszech, jacyś rodzice opętani marzeniem o świecie bez Boga zażądali w imię ochrony dziecięcej wrażliwości usunięcia krzyża z sal lekcyjnych i w ogóle z przestrzeni publicznej. Żądania usunięcia krzyża pojawiały się już przecież w polskim parlamencie. Chociaż w tym wypadku wcale nie chodziło o dobro dzieci, tylko ludzi wykorzystujących każdą okazję do hucpy, aby zaistnieć i zbijać polityczny kapitał.

     Jednocześnie nie słychać, aby ci, którzy chcą bronić dzieci przed widokiem krzyża, podejmowali jakikolwiek protest, gdy dziecięca psychika narażana jest na wstrząs i demoralizację choćby za sprawą mediów i reklamy. Czy gdzieś jeszcze, prócz podwarszawskiego Józefowa, rodzice podjęli bojkot kiosków i sklepów, w których dzieci narażone są na oglądanie pornografii? Jakoś nie słychać, aby ci, których drażni krzyż, zaangażowali się choćby w protest przeciw gigantycznym reklamom męskich środków antykoncepcyjnych, którymi obwieszono w Warszawie skrzyżowanie ulic Wawelskiej oraz Żwirki i Wigury, dokładnie naprzeciwko Szkoły Podstawowej nr 23. Tym samym rodzicom często nie przeszkadza, że ich dzieci spędzają statystycznie prawie 40 godzin tygodniowo przed telewizorem, oglądając programy pełne seksu i krwi. Przemoc zagościła przecież już nawet w kreskówkach dla dzieci.

     W takiej właśnie rzeczywistości stajemy dzisiaj pod krzyżem Chrystusa razem z Maryją, Jego Matką. Śpiewamy: "Proszę, o Panno jedyna, niechaj krzyż Twojego Syna zawsze w sercu swym noszę". Z perspektywy dzisiejszych doświadczeń uzasadnione wydaje się pytanie o rolę Matki Bożej w Chrystusowej ofierze. Czy Maryja nie kochała Chrystusa? Albo może kochała Go za mało, skoro nie próbowała Go ocalić już nie tylko przed mówieniem i myśleniem o krzyżu, ale nawet przed wzięciem go na ramiona i śmiercią na nim?

     W "Pasji" Mela Gibsona jest taka wzruszająca scena, kiedy Maryja ze św. Janem i Marią Magdaleną przybiega na Drogę Krzyżową, którą zdąża jej Syn. Chce na chwilę Go spotkać, przynajmniej wzrokiem. W końcu udaje się jej zobaczyć Chrystusa w chwili drugiego upadku. Serce matki chciałby wtedy rzucić się przez tłum i zbrojną kohortę, aby jakoś pomóc Synowi. Otrzeć krew z twarzy Zbawiciela, podać rękę, przytulić. Ale tłum i żołnierze nie pozawalają nawet na tyle. W tym momencie pogrążona w bólu Matka wraca pamięcią do tych chwili, kiedy mogła dla Niego zrobić po ludzku coś więcej. W jej wyobraźni przesuwa się obraz tych dni w Nazarecie, kiedy mały Jezus bawił się przy domu. Nagle biegnąc wyboistą ścieżką przewrócił się i rozbił sobie kolano. A ona, gdy tylko usłyszała płacz Jezusa, natychmiast rzuciła swoje zajęcia przy kuchni i co sił biegła, aby Go podnieść, wziąć w jamiona i pocieszyć. Teraz nie może nawet tyle zrobić. Może tylko razem z Nim cierpieć.

     W tej krótkiej scenie reżyser uchylił przed nami zaledwie rąbek miłości łączącej Maryję z Chrystusem. Była to miłość chyba nie do powtórzenia. Najświętsza Maryja Panna kochała Jezusa Chrystusa niejako podwójnie: jako swojego Syna i jako swojego Boga.

     Kiedy w dniu Zwiastowania zgadzała się na poczęcie Jezusa Chrystusa, zrobiła to z miłości do Boga, chociaż ta decyzja poważnie komplikowała jej życie. Jak każda dziewczyna w tamtym czasie marzyła pewnie, że kiedyś zostanie matką. Nie była przecież żadną współczesną feministką, patrzącą na dziecko jak na barierę w samorealizacji kobiety. Macierzyństwo uważała za swoje powołanie i życiowe spełnienie. Ale nie w takich okolicznościach! Ileż zatem trzeba było mieć miłości do Boga, aby dla Niego zrezygnować ze swoich planów i podjąć się trudnego zadania? Nie spodziewała się, że będzie łatwo. Znała przecież zapowiedzi prorockie o Mesjaszu, który będzie odrzucony i zabity przez ludzi. A jeśli nawet chciałaby o tym nie myśleć, to już w dniu Ofiarowania przypomniał jej o tym Symeon: "Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu" (Łk 2, 34-35). Wielokrotnie i sam Chrystus dawał jej delikatnie odczuć, że jest kimś więcej niż tylko jej Synem. Jak choćby wtedy, gdy w świątyni powiedział: "Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" (Łk 2, 49). Mimo to wobec Boga Maryja pozostała na zawsze nie tylko pokorną, ale i wdzięczną służebnicą. Swoją wdzięczność wyśpiewała w słowach: "Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest Jego Imię" (Łk 1, 49).

     Ale Maryja kochała Chrystusa również tak zwyczajnie, po ludzku, jak każda dobra matka kocha swego syna. Może nawet więcej niż zwyczajnie, bo był jej jedynakiem, oczkiem w głowie. A miłość do jedynaka łatwo staje się zaborcza. Maryja czuła obecność swego Syna pod sercem przez dziewięć miesięcy. Otulała Go w pieluszki, wstawała po nocach na każde Jego kwilenie, uczyła pierwszych słów i pomagała stawiać pierwsze kroki. Szyła dla niego odzież, prała i gotowała. Zamartwiała się o niego, gdy bez uprzedzenia pozostał w świątyni, cieszyła się z Jego ludzkich sukcesów i przeżywała Jego porażki, jak choćby tę, gdy go wyrzucono z rodzinnego Nazaretu i chciano strącić ze skały (por. Łk 4, 28-29).

     Matka Chrystusowa tylko w pewnym sensie była w innej sytuacji niż ta, w której my żyjemy. W codziennych sprawach nie musiała wybierać miedzy służbą Bogu i służbą Człowiekowi. Jej Syn był przecież i Bogiem, i Człowiekiem. Dlatego nawet to zwyczajne sprzątanie, gotowanie i pranie było czymś, co robiła dla samego Boga. Ona samemu Bogu śpiewała kołysanki, Boga tuliła w ramionach i samego Boga przyodziewała. Ale czy świadomość trudnej misji, jakiej podjął się jej Syn dla zbawienia świata, nie powodowała w jej sercu bólu i rozterki? Czy nie trzeba było czasem walczyć z samą sobą, aby uwolnić się od pragnienia potraktowania tego, który był Synem Bożym, wyłącznie jako własnego syna? Czy nie trzeba było poskramiać zbyt daleko idącej matczynej opiekuńczości, aby nie powstrzymywać Chrystusa przed krzyżem? Przecież każda dobra matka gotowa jest chronić dziecko przed cierpieniem, choćby zasłaniając je własnym ciałem.

     Przed chwilą w Gorzkich Żalach śpiewaliśmy: "Obym Ja, matka strapiona, mogła na swoje ramiona złożyć krzyż Twój, Synu mój". Te słowa dobrze oddają matczyną Miłość Maryi. Cierpienie Chrystusa nie jest jej obojętne. Ona trwa przy swoim Synu w najtrudniejszych chwilach - nawet wtedy, gdy inni z drogi krzyżowej i spod krzyża uciekli. Współcierpi z Chrystusem i staje się naszą współodkupicielką. Składa przecież ofiarę wyrwaną z własnego serca, ofiarę z własnego Syna. Uczestniczy w Jego poniżeniu i w Jego agonii. Ofiara Chrystusa staje się również jej osobistą ofiarą. Czy można sobie wyobrazić, co czuło serce Maryi towarzyszącej w bolesnej ofierze swojemu Synowi i swojemu Bogu?

     Kościół mówi o Maryi, że "bez śmierci wysłużyła palmę męczeństwa pod krzyżem Chrystusa". Matka Boża uczestnicząca pod krzyżem w Chrystusowej i zarazem swojej ofierze niech będzie dla nas wzorem dobrego przeżycia każdej Mszy Świętej. Każda Eucharystia jest przecież dla nas sposobnością do udziału w tej jedynej Ofierze. Trudne i uwłaczające boskiej godności Chrystusa okoliczności Jego śmierci z pewnością nie odrywały uwagi Matki od oczu Syna. Kpiny i obelgi wobec Chrystusa sprawiały, że tym bardziej chciała być blisko Niego. A może nawet potęgowały wielkość Jej ofiary? Jeśli więc nam często trudno skupić się na Eucharystii z powodu zamieszania w kościele, słabej jakości śpiewu czy nieporadności księdza, to pomyślmy, czy przypadkiem nie za mało kochamy Chrystusa? Czy nie za bardzo zwracamy uwagę na zgiełk tłumu pod krzyżem zamiast na Zbawiciela? Ten, kto prawdziwie kocha, potrafi trwać przy Chrystusie nawet wtedy, gdy wszystko zdaje się przeszkadzać skupieniu. Kluczem do zrozumienia sensu krzyża jest miłość.

     Kochający rodzice nie powinni chronić swoich dzieci przed krzyżem. Bo krzyż jest znakiem miłości. A ta nie może przetrwać bez ofiary. Zatajanie tej prawdy przed dziećmi czyni je niezdolnymi do podjęcia i wypełnienia ich życiowego powołania. Chrystus przypomina: "Kto nie bierze swojego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10, 38). Nie ma chrześcijaństwa bez krzyża. I nie ma świata bez krzyża, bo jak uczył św. Jan od Krzyża: "Kto szuka Chrystusa bez krzyża, znajduje krzyż bez Chrystusa".

      Nie próbujmy więc chronić świata przed krzyżem! Chrońmy świat przed demoralizacją i zepsuciem. A Matka Chrystusowa niech nas w tym wspomaga.


Ks. Henryk Zieliński


Tekst pochodzi z Tygodnika

11 marca 2012


Rozmowy z Bogiem. Tom II: Wielki Post i Wielkanoc Rozmowy z Bogiem. Tom II: Wielki Post i Wielkanoc
Francisco F. Carvajal
Jest to siedmiotomowa seria książek zawierających głębokie, a jednocześnie praktyczne rozważania związane z czytaniami liturgicznymi na każdy dzień. Wzbogacają je cytaty z pism Ojców Kościoła oraz świętych (także polskich), jak również fragmenty z najnowszych dokumentów Kościoła... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej